zużycia marca i kwietnia | projekt denko | The Body Shop | L'Oreal | Dr Irena Eris | Wibo | Regenerum i inne

17 maja 2019 | 29 komentarzy
Cześć! 

Dzisiaj bez zbędnego wstępu zostawiam Was z postem o zużyciach marca i kwietnia. Zaraz maj minie i znowu będę do tyłu. Ja nie wiem gdzie ten czas tak ucieka..

Zapraszam!
Żele pod prysznic The Body Shop | mango | pink grapefruit - zapach grapefruitowy to faworyt mojego chłopaka, więc mamy w zapasie chyba jeszcze 2 butelki, mango z kolei dla mnie. Oba pachną przepięknie, świeżo i nie chemicznie. Całkiem nieźle się pienią, ale są jakoś mało wydajne. Szybko się skończyły. Używaliśmy ich też do kąpieli do zrobienia piany. Swoje egzemplarze kupiłam jeszcze na Black Friday za 10 zł/szt. Pojemność to 250 ml, ich regularna cen to ok. 27 zł.

Bath and Body Works żel pod prysznic Champagne Apple & Honey - w TYM poście opowiadałam Wam nieco więcej o produktach tej marki i też m.in. o żelach pod prysznic. Zapach boski, słodki, długo utrzymuje się na skórze, super się pieni i był całkiem wydajny, choć go sobie nie żałowałam ;) Cena: 69 zł

Bath and Body Works olejek do mycia i kąpieli Stress Relief - zapach eukaliptusa i mięty, który na początku nie był moim ulubionym, stał się totalnym ulubieńcem! A ten produkt to absolutne cudeńko! Można go stosować i do kąpieli i do mycia. Kąpiel z tym olejkiem to niesamowicie odprężający rytuał, działa i na ciało i na umysł i ja już sobie nie wyobrażam kąpieli bez niego. Cena: 59 zł
Dr Irena Eris balsam rozświetlający - na pewno pojawi się oddzielna recenzja. Balsam jest absolutnie fenomenalny! Super nawilża, ma przepiękne drobinki i strasznie żałuję, że nie zostawiłam go sobie na lato. Dostaniecie go w Douglasie. Cena: 89 zł.

L'Oreal Elseve Magiczna Moc Glinki - nie pierwszy raz jest u mnie i pewnie nie ostatni. Szampon dobrze myje włosy i dzięki niemu są długo świeże i znośnie się prezentują. Mają te nieszczęsne SLS-y, które robią mi masakrę na głowie, dlatego nie myję nim głowy za każdym razem. Po szamponach bez tych silnych detergentów mam przyklap na łbie :/ Dostaniecie go w każdej drogerii w cenie ok. 10-12 zł. Bardzo często jest na promocjach.
Garnier płyn micelarny 3 w 1 - chyba nie muszę przedstawiać. Obecnie mam płyn z Bielendy, ale do Garniera zawsze wracam. Najlepszy drogeryjny płyn micelarny. Idealnie zmywa makijaż, nawet wodoodporny, nie podrażnia, nie uczula i jest stosunkowo tani. Za 400 ml butelkę musimy zapłacić ok. 20 zł. Często większe pojemności albo jakieś dwupaki są na promocji w marketach typu Biedronka.

NaturalME hydrolat aloes - nie za bardzo się z nim polubiłam i cieszę się, że go skończyłam. Niestety ściągał i wysuszał moją skórę. Musiałam natychmiast nakładać krem nawilżający. Skóra była matowa i wszystkie suche skórki wychodziły na wierzch. No zdecydowanie jestem na NIE. Więcej o nim pisałam TUTAJ. Cena to 22 zł w Super Pharm. Ja go kupiłam za ok. 16 zł.

Bielenda Green Tea serum multifunkcyjne - mój absolutny hit! Nie będę się nad nim rozwodzić, bo na blogu widnieje oddzielny wpis -> klik
Bath and Body Works - hydrożelowa różana maska kojąco-nawilżająca - zachwalałam ją już pokazując ją Wam we wpisie z nowościami. Jest absolutnie obłędna! Cena: 19. 99 zł. | relax calming sheet mask - to była właściwie taka podwójna maska, jedna Relax, druga Awake (która grzecznie czeka na swoją kolej). Czułam po niej takie meh.. bardzo mocno nasączona, ale efektu wow po zdjęciu nie było i skóra jakaś taka lepka była. Cena: 39 zł. | Pink Hydrogel hydrożelowe płatki pod oczy - to jest dopiero jakieś nieporozumienie ! Tak jakbyście sobie nałożyli pod oczy NIC - tyle ona właśnie zrobiła. To były takie żelowe płatki, które w dotyku były jak taka zastygnięta galaretka, ale nie było na niej nawet grama esencji, no nic kompletnie. Po prostu położyłam je pod oczy, po upływie czasu zdjęłam i takie yyy wtf. Cena: 19. 99 zł. Na szczęście była promka 1+1 za grosz, złożyłam się z koleżanką, więc zapłaciłam dyszkę - najgorzej wydane 10 zł ever :)

Mediheal Proatin A:PE maska kojąco-wygładzająca - już Wam wspominałam na IG wielokrotnie, że jestem wielką fanką masek tej marki. Miałam już wiele wariantów i żadna mnie nie zawiodła. Proatin A:PE miała neutralny zapach, była mocno nasączona (z resztą one wszystkie zawsze są, że aż z nich kapie). Skóra po zdjęciu maseczki była gładka, miękka, przyjemna w dotyku, dogłębnie nawilżona i uspokojona. Ceny wahają się od 10-20 zł. Ja tą upolowałam na -40% w Super-Pharm i zapłaciłam jakieś 7-8 zł.

Mishe Papaya maseczka wygładzająca | Peach maseczka nawilżająca - złapałam jakieś ostatnie sztuki w Biedronce za 5 zeta. Obie działają podobnie, są mocno nawilżające, pięknie pachną, tanie jak barszcz - czego chcieć więcej. Gdy jeszcze je spotkam na pewno wezmę parę na zapas ;)
Bath and Body Works mydła do rąk - Salted Bergamot | Black Cherry Merlot - przepiękne zapachy, jedwabista konsystencja, cudnie się pienią, ale coś mało wydajne są ;) Wspominałam o nich w TYM wpisie. Zdecydowałam się wtedy na 4 mydełka, bo były na promocji za 11 zł. Cena regularna 39 zł. 

La Roche Posay Lipikar Xerand regenerujący krem do rąk - pisałam Wam o nim w ulubieńcach. Bardzo dobrze radził sobie z suchą skórą rąk, koił i pielęgnował. Zawsze miałam go w torebce i dalej mam. Bo zaopatrzyłem się w kolejne opakowanie ;) 
Lovely Curling Pump Up mascara - słynny żółciak z Rossmanna, nie raz pojawił się na blogu. Ma silikonową, lekko wygiętą szczoteczkę, która ładnie podkreśla i podkręca rzęsy. Niestety trochę się osypuje. 

Catrice The Little Black One - maskara rozdzielająca i pogrubiająca rzęsy - również silikonowa szczoteczka, taka malutka, z malutkimi ząbkami. Powiem Wam, że fajna była. Ładnie rzeczywiście pogrubiała rzęsy i rozdzielała. Trochę drapała, ale myślę, że zdecyduję się na nią jeszcze.

Eveline Volumix Ultra False Lash Effect - wiem, że ma wiele zwolenniczek, ale ja jakoś się z nią nie polubiłam. Sklejała mi rzęsy, choć szczoteczka taka jaką lubię i niestety trochę się osypywała. 

Ingrid Cosmetics Extra Long - wydłużający tusz do rzęs - pisałam Wam o nim w TYM poście i nawet pokazałam efekt na rzęsach. No nic spektakularnego to nie było. Trochę wydłużał, ale że moje rzęsy są rzadkie i krótkie, więc oczekuję czegoś więcej.
Miss Sporty Perfect to Last 24h - długotrwały podkład do twarz - bardzo fajny, dobrze kryjący podkład, jest trwały, nie ściera się, ładnie prezentuje się na skórze. Więcej o nim poczytacie w oddzielnej recenzji klik

Wibo czarny eyeliner - produkt, który używam od lat. Często możecie go widywać w denkach i nowościach ;)
Regenerum regeneracyjne serum do rzęs i brwi - pisałam Wam o nim ponad rok temu. Po 2 miesiącach używania rzęsy rzeczywiście były zregenerowane i bardziej elastyczne, ale przyznam szczerze, że potem rzuciłam ją w kąt i kompletnie o niej zapomniałam :o a data ważności upłynęła.. ups.

Embryolisse odżywka do rzęs i brwi - no nie zużyłam jej. Jakoś niezbyt regularna jestem w używaniu tego typu produktów. Jak się zepnę to jakoś się uda, ale na tamten czas, a było to jakieś rok temu, miałam dużo kosmetyków i sama nie ogarniałam co rzeczywiście mam. I dopiero niedawno ogarnęłam w pudełku z tego typu rzeczami i musiałam powyrzucać stare produkty. 

Wibo eyebrow stylist brązowy tusz do rzęs do stylizacji brwi - nawet nie wiem czy jest jeszcze dostępny w Rossmannie, bo już jakiś czas u mnie jest (tak,tak - on też pochodzi z pudełka zapomnianych rzeczy). Kiedyś namiętnie go używałam i dawał całkiem fajny efekt, ale już teraz przerzuciłam się na pomady i wróciłam do kredek ;)

Catrice eyebrow stylist kredka do brwi - kiedyś była to moja ulubiona kredka do stylizacji brwi! Super podkreślała kształt brwi, była bardzo trwała i mega wydajna! Póki co mam pomady i kredkę do brwi Wibo, ale możliwe, że na tą Catrice jeszcze kiedyś się zdecyduję :)

GOSH eyebrow pencil - to też była ekstra kredka, dostałam od koleżanki dawno temu. No jak widać już jest prawie zużyta. Miała ładny odcień, bezproblemowo się uzupełniało luki w brwiach i była trwała. 


Nieźle mi poszło co? :D 
Dajcie koniecznie znać czy znacie produkty, które Wam przedstawiłam i co ciekawego Wy zużyłyście w zeszłym miesiącu ;)

Buziaki,
Ada.

dobre produkty za grosze | Sensique | My Secret | kosmetyki z drogerii Natura

14 maja 2019 | 11 komentarzy
Niestety z drogerią Natura mi totalnie nie po drodze, więc naprawdę rzadko tam kupuję, ale dzięki uprzejmości i współpracy z drogerią poznałam już wiele wspaniałych produktów takich marek jak Kobo Professional, My Secret oraz Sensique. Mogliście na moim blogu już parę razy o nich poczytać -> klik, klik, klik

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o kolejnych perełkach. A mianowicie będą to dwie paletki cieni oraz paleta rozświetlaczy My Secret oraz róże do policzków Sensique. Zapraszam do dalszej części wpisu ;) 

W TYM poście przedstawiałam Wam paletki cieni Ocean Storm oraz Sweet’n’Spicy i do paletek Natural Beauty Eyeshadow Palette dołączyły właśnie First Step oraz Night Like This. Obie są bardzo neutralne, posiadające kolory do zrobienia zarówno makijażu dziennego jak i wieczorowego. First Step można wykonać cały makijaż oka przy użyciu tylko tej paletki. Środkowy cień jako bazę w załamaniu powieki, ciemny w zewnętrzny kącik i jasny w wewnętrzny i makijaż gotowy. Z Night Like This zrobiłam to samo ;) Środkowy w załamanie powieki, ciemny w zewnętrzny kącik, a jasny w wewnętrzny. To są naprawdę łatwe w obsłudze palety. Są jednak trochę suche i pylą się oraz osypują, więc polecam robić najpierw makijaż oka, a następnie resztę twarzy. Dobrze się blendują i łączą ze sobą. Jednak mam wrażenie, że trochę tracą na intensywności podczas rozcierania. Na pewno z Sweet'n'Spicy tak nie było. 
Same zobaczcie jaką mają świetną pigmentację. Dostaniecie je oczywiście w drogerii Natura za niecałe 19 zł. Teraz są przecenione na 13, 01 zł -> klik. Podoba mi się również to, że są małe i kompaktowe i nie zajmują dużo miejsca w kosmetyczce, więc śmiało można zabrać je w podróż. Która wersja kolorystyczna bardziej Wam się podoba? :)

Kolejne nowości to przepiękne róże marki Sensique Perfect Blush w trzech iście wiosennych kolorach, aczkolwiek była to kolekcja wypuszczona w grudniu, ale jak widać kolory są na tyle neutralne, że nadadzą się i na wiosnę :) Otrzymałam trzy kolory: 202 Fantasy204 Fire oraz 206 Terracota. Mają piękne tłoczenie i prezentują się naprawdę zachęcająco. Mnie najbardziej urzekł odcień 204. Poniżej możecie zobaczyć swatche wszystkich trzech kolorów. Róże dobrze nabierają się na pędzel i robią piękny, dziewczęcy efekt na skórze. Ten jasny brąz może być też stosowany do ocieplania twarzy :) Do tego są łatwo dostępne i tanie jak barszcz. Ich regularna cena to 11, 99 zł.
Kolejną pięknością nowością jest paletka wypiekanych rozświetlaczy My Secret Face Illuminator Powder Palette. Robi wrażenie, prawda? Od razu wpadły mi w oko. Rozświetlaczy nigdy za wiele ;) Mamy tutaj 4 śliczne szampańskie odcienie. Bardzo ładnie prezentują się na buzi, są trwałe i nie ścierają się. Mają naprawdę wysokiej jakości pigmentację i piękne wykończenie przez co gwarantują mocny połysk i efekt tzw. tafli. Od lewej od góry: Glamour Goddes, Glow Baby -> dół: Golden Girl i Princess Dream. Ten ostatni jest zapewne dla Was wszystkich znany. Widzę na Instagramie, że sporo osób go ma. Ja go wcześniej nie miałam, także cieszę się, że dołączyli go do tej palety i mogłam sama się przekonać o co tyle szumu. Jednakże cena tej paletki nie należy do najniższych, a mianowicie w cenie regularnej wychodzi za 54, 99 zł, ale widzę, że teraz dostanie je za 38, 49 zł -> klik. Także korzystajcie ! 

Jak widzicie jestem ze wszystkich produktów zadowolona. Można naprawdę dorwać fajne produkty w niskich cenach. Nie krytykuję oczywiście kupowania kosmetyków droższych marek. Sama takie mam i lubię czasem kupić coś z wyższej półki, ale te tańsze też mogą być dobre i myślę, że warto się za takimi rozglądać i próbować ;) 

Jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie na ten temat.
Znacie produkty My Secret i Sensique? Może macie jakieś kosmetyki tych marek, które możecie polecić? :) 

Buziaki, 
Ada. 

Fenty Beauty by Rihanna | Pro Filt'r Soft Matte Longwear Foundation | efekt jak z Photoshopa? | moja opinia

6 maja 2019 | 24 komentarze
Hej !

Mam parę dni urlopu, więc w końcu miałam trochę czasu, żeby zrobić dla Was wpis i mam nadzieję, że uda mi się zrobić trochę na zapas ;)

Dzisiaj mam dla Was recenzję podkładu z Fenty Beauty by Rihanna Pro Filt'r Soft Matte Longwear Foundation. Miał swoją premierę w zeszłym roku, testuję go już od jakichś 4 miesięcy, więc pora podzielić się z Wami moją opinią na jego temat. Zapraszam ;)
Zacznijmy od strony technicznej. Produkt zamknięty jest w szklanej buteleczce, z matowego szkła, o pojemności 32 ml. Standardowe pojemności to 30 ml. Podkład posiada pompkę, która działa bez zarzutu, nie zacina się i wydobywa taką ilość jaką chcemy. Jestem zwolenniczką takich rozwiązań, uważam, że to najwygodniejsza forma aplikacji. Cena to 140 zł w Sephorze. Nie jest to jakoś bardzo wygórowana cena moim zdaniem. Są droższe podkłady, a nie warte swojej ceny. Gdy usłyszałam, że kosmetyki Fenty Beauty wchodzą do polskiej Sephory, spodziewałam się wysokich cen, ale nie ma tragedii. Tym bardziej biorąc pod uwagę promocje. Mój egzemplarz mój chłopak kupił przed świętami ze zniżką -20%. Warto zatem polować na korzystniejsze ceny ;) Ja posiadam odcień 140, a dostępnych jest aż 40 na stronie Sephory. 
Pierwsze co mnie pozytywnie zaskoczyło po użyciu to pigmentacja podkładu. Ma tak mocne krycie, że wystarczy niewielka ilość, aby pokryć całą twarz, co wpływa na jego wydajność. Ja go wklepuję wilgotną gąbką. Taki sposób preferuję już od paru lat i moim zdaniem można uzyskać wtedy najlepszy efekt. Podkład stapia się ze skórą i wygląda naturalnie. I w przypadku Fenty Beauty również tak jest. Nie podkreśla suchych skórek, ładnie wygładza buzię i wyrównuje kolory. Jednakże...

...miałam z nim na początku relację love/hate. Nie mogłam się z nim dogadać. Dobrze się aplikował, fajnie wyglądał, ale tylko przez jakiś czas. Pod koniec dnia strasznie się wycierał w okolicach ust i na brodzie. Mam cerę suchą i raczej podkład na mojej skórze zawsze dobrze się trzymał, nie wyświecał się i nawet pod koniec dnia wyglądał dobrze. Oczywiście zależy to od jakości produktu i tego czym go utrwalałam. Ale powiedzmy sobie szczerze od podkładu za 140 zł wymagam nieco więcej niż od takiego za 30 zł. 

Byłam zła, bo naczytałam się dobrych opinii na jego temat i byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się u mnie, dlatego też byłam nieco zawiedziona. Rzuciłam go w kąt na jakiś czas, ale pomyślałam, że bez sensu, żeby podkład za tyle pieniędzy leżał nieużywany. Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę. Dodam również, że zmieniłam krem pod makijaż (wcześniej był to Synchroline Sensicure cream gel, w między czasie był jeszcze Colline Pharma Glycolique 5%, który musiałam odstawić, ale o tym za chwilę, a teraz jest to odżywczy krem na dzień Vianek). I to był dobry ruch. Podkład zaczął współpracować, wyglądał dużo lepiej i trwałość również się poprawiła. Dużą rolę odegrał również puder utrwalający. Utrwalałam go wcześniej Cooking Time Loose Powder z Lovely, później HD Loose Powder również z Lovely, ale najlepiej sprawdził się sypki puder ryżowy z Ecocery, który jest moim numerem jeden. Podkład trzymał się cały dzień, nie ścierał się i nie zbierał w załamaniach. Co nie zmienia faktu, że...
...niestety mnie zapchał. Myślałam, że to wina kremu (Colline Pharma Glycolique 5%), który też po części był za to odpowiedzialny, bo po jego odstawieniu niedoskonałości przestały się pojawiać, ale po codziennym używaniu Fenty niestety powróciły. Gdy go odstawiałam, problem znikał, także jestem pewna, że to jego „zasługa”. I to jest chyba największy minus tego podkładu. Używany codziennie przez dłuższy czas doprowadza u mnie do wysypu niedoskonałości. Mogłabym go skreślić z tego powodu, no bo po co wydawać 140 zł na produkt, który powoduje pojawienie się nieprzyjaciół, ale on tak pięknie kryje, wyrównuje koloryt, wygładza ładnie buzię i z dobrym pudrem potrafi trzymać się cały dzień, że chyba jednak zdecydowałabym się na niego ponownie. Po prostu nie mogę go używać codziennie, tylko na wieczorne wyjścia, jakieś uroczystości bądź jak będę potrzebować większego krycia. Szkoda kurczę, bo mimo tak dobrego krycia, nie jest on ciężki jak np. Estee Lauder Double Wear i można zdecydowanie stosować go na co dzień. 

Poniżej wstawiam zdjęcie jak skóra wygląda bez podkładu i po nałożeniu.
Jak widać krycie ma fenomenalne. Niestety mój telefon nie uchwycił moich wszystkich niedoskonałości, ale uwierzcie, że one są i podkład ładnie je przykrył. Radzi sobie z przykrymi niespodziankami, jaśniejszymi pieprzykami oraz jakimiś nierównościami skóry typu plamki itp. Pod tym względem jestem nim zachwycona! Ostatecznie podkład zrobił na mnie wrażenie i myślę, że jeszcze kiedyś się na niego zdecyduję, ale nie mogę go używać codziennie ;)


Miałyście okazję go używać? Jak sprawdził się u Was? Polecacie jakiś fajny podkład z wyższej półki? ;)

Ada.

nowości luty / marzec | kosmetyki | garderoba | dom

25 kwietnia 2019 | 24 komentarze
Hej hej !

Zdałam sobie sprawę, że ostatni wpis z nowościami był w październiku. Hmmm.. nie wiem jak to się stało. A przez ten czas trochę rzeczy się u mnie pojawiło. Generalnie staram się kupować mniej, ale zawsze jednak coś tam wpadnie. Nie wszystkie rzeczy, które Wam pokażę sama kupiłam. 
W dzisiejszym poście pokażę Wam oprócz kosmetyków trochę garderoby, którą ostatnio dostałam od mamy mojego chłopaka. Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu ;)
Ostatnio moja cera dość mocno się buntuje, dlatego postanowiłam nieco zmienić swoją pielęgnację na bardziej naturalną. Na początek zamówiłam w internetowej drogerii Pigment nawilżający żel myjący i nawilżający peeling z EO Lab oraz odżywczy krem do twarzy na dzień z firmy Vianek. Póki co wszystkie trzy produkty bardzo mi pasują. Czekajcie na wpis z recenzją ;)
Produkty do włosów, które dostałam jakoś w połowie marca w ramach współpracy ze sklepem internetowym hairstore.pl Otrzymałam szampon i odżywkę Alfaparf Lisse Design przedłużające efekt wygładzenia oraz w mini wersjach lakier do włosów i suchy szampon Alfaparf Style Stories. Pojawił się już o nich wpis, także jeśli ktoś nie widział zostawiam Wam link -> klik.
Po wielu zachwytach jakich naczytałam się w Internetach, postanowiłam wypróbować tonik Pixi Glow z 5% kwasem glikolowym. Naprawdę sprostał moim oczekiwaniom, ale więcej opowiem Wam w oddzielnym wpisie o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy. Buteleczka ze zdjęcia ma 100 ml i kosztuje w Sephorze 55 zł. Jest również dostępna większa wersja - 250 ml za 99 zł. 
Jakiś czas temu w Bath and Body Works była świetna promocja na mydła w płynie. Normalnie są za 39 zł, a ja je kupiłam za 11. Niezły deal he? ;D Wzięłam 4 - Kitchen Lemon do kuchni, który rewelacyjnie pozbywa się nieprzyjemnych zapachów z rąk, Black Cherry Merlot, który pokochałam od pierwszego wąchnięcia oraz dwie wiosenne nowości - White Tea & Sage oraz Island Papaya i powiem Wam, że to z papają wymiata ♥♥
To co widzicie powyżej to - kule do kąpieli ;) Prezent dostałam w prezencie na urodziny od moich kochanych koleżanek z pracy (wiem, że zaglądacie - buziaki dla Was♥). Składała się ona z dwóch części, a właściwie z trzech, bo po zdjęciu górnej części w środku ukazała się moim oczom mini wersja tej gwiazdki, którą widzicie na zdjęciu :) Dzięki temu miałam ją na trzy razy. Ma przecudny zapach! Ta gwiazda obok jest z tej samej kolekcji In the Stars - zawiera nuty drzewa agarowego, sandałowego oraz piżma. 
Zaopatrzyłam się również w moje ulubione maseczki Mediheal, które były na promocji w Super-Pharm, tą z papają dorwałam w Biedronce za 5 zeta, a ta pierwsza to różana - nawilżająco-kojąca z Bath and Body Works, która jest absolutnie genialna. Jak będziecie mieć okazję wypróbować bierzcie w ciemno!
Udało mi się w końcu dorwać puder z Lovely HD Loose Powder, na który polowałam od ostatniej promocji w Rossmannie i dopiero niedawno udało mi się go dostać. Na razie go testuję z różnymi podkładami, ale póki co jestem na tak ;) Dam Wam oczywiście znać co i jak :)
Skusiłam się również na roller kwarcowy, który zamówiłam na mintishop.pl Nakładanie maseczek w płachcie nabrało zupełnie innego znaczenia :D 
W lutym były moje urodziny i dostałam przepiękną świecę White Teak z Wood Wick od mamy mojego chłopaka. Uwielbiam je przede wszystkim za te drewniane knoty, które tak fajnie skwierczą podczas palenia i do tego mają piękne zapachy. Poprzedni Redwood, który dostałam na święta był boski (niestety mój chłopak mi ją potłukł:/), ale White Teak też bardzo lubię ;) 
Myślę, że nie jedna z Was ma bzika na punkcie kubków. I ja też! ;) Ten po lewej kupiłam w Pepco, a ten po prawej jest również prezentem od mamy mojego chłopaka prosto z Dubaju. Jest przepiękny!
I na sam koniec niekosmetyczne zakupy, a właściwie jeden zakup, a reszta to prezenty od mamy mojego chłopaka ;) tak, tak - jest niesamowita♥♥ 
Na wiosnę kupiłam sobie białe trampki Converse. U mnie są absolutnym must-have, pasują do wszystkiego i są wygodne. 
3 swetry, które widzicie to szary golfik z Massimo Dutti, który uwielbiam - jest cienki, zwiewny. Na dzisiejszą pogodę pewnie byłby już za gruby, bo było mega ciepło, ale na chłodniejsze dni jeszcze się przyda ;) Ten biały pochodzi z United Colors of Benetton - idealny do basicowych outfitów, które bardzo lubię. I ostatni również szary, ale trochę w innym odcieniu kaszmirowy sweter, który jest mega ciepły i ma rękaw 3/4. Na drugim zdjęciu widzicie różową bluzę z Bershki, którą pokazywałam Wam już na IG (zapraszam klik). Wzięłam nieco większy rozmiar, bo ja lubię takie oversizowe bluzy i tę również bardzo polubiłam. Kolor w sam raz na wiosnę/lato ♥ Niżej mamy elegancką koszulę Lambert - bardzo podoba mi się jej wzór i to, że jest taka zwiewna, lejąca. Nie noszę za bardzo na co dzień takich eleganckich ciuchów, ale mam nadzieję, że będę miała okazję gdzieś ją założyć, bo jest naprawdę śliczna. Czerwona polówka Tommy Hilfiger jak to moja młodsza siostra powiedziała przypomina trochę uniform pracownika KFC, ale ja osobiście kolor czerwony lubię i myślę, że się z nią polubię ;P Ostatnie rzeczy to taka jakby dziergana bluzeczka, w której się zakochałam i kwieciste spodnie Zara, które muszą iść do krawcowej, bo są ciutkę za duże ;)

Okej, to tyle. Podziwiam tych, którzy wytrwali do końca ;) 

Jakie nowości pojawiły się u Was ostatnio? 
Znacie może któryś z moich produktów? 
A może coś ciekawego pojawiło się w Waszej szafie? ;)
Dajcie znać !

Buziaki,
Ada.

Keratin Therapy Lisse Design Alfaparf Milano | odżywka i szampon - duety wygładzający

12 kwietnia 2019 | 13 komentarzy
Hej ! 

Już mijają ponad 3 tygodnie odkąd używam produktów do włosów Alfaparf Milano, które otrzymałam w ramach współpracy ze stroną hairstore.pl Są to odżywka i szampon, które mają podtrzymać efekt wygładzenia. Do tego dostałam jeszcze suchy szampon i lakier do włosów. Ciekawych mojej opinii zapraszam do dalszej części wpisu :)
OBIETNICE PRODUCENTA 

SZAMPON - szampon to podstawa każdej pielęgnacji, również w przypadku włosów po prostowaniu keratynowym. W bardzo delikatny sposób oczyści twoje włosy, przedłuży działanie kosmetyków zastosowanych w trakcie prostowania oraz nada włosom miękkości i blasku. W jego składzie znajduje się keratyna i dobroczynny olejek Babassu. Włosy bardzo łatwo się rozczesują i są podatne na modelowanie. Oprócz tego produkt nie zawiera silikonów, parabenów i soli. 

ODŻYWKA - po wykonaniu zabiegu keratynowego prostowania włosów Lisse Design należy zaopatrzyć się w odpowiednie kosmetyki do pielęgnacji domowej. Odżywka stworzona została w formule kremu. Delikatnie nawilża włosy, przedłuża i podtrzymuje działanie usługi. W skład wchodzi keratyna, olej Babassu. W efekcie włosy są miękkie, błyszczące oraz bardzo łatwo się rozczesują. Produkt nie zawiera parabenów, siarczanów i soli. Jest bardzo delikatny. 
Oba produkty zamknięte są w płaskich buteleczkach, przez co wyglądają na mało stabilne, ale o dziwo nie przewracały się na półce w łazience. Oba zamykane na klik, porządny, ale nie było problemu, żeby otworzyć, nawet mokrymi rękami. I odżywka i szampon mają pojemność 250 ml. Od otwarcia ważne są 12 miesięcy. Szampon w regularnej cenie kosztuje 57, 20 zł, a odżywka 69, 99 zł. Widzę, że teraz na stronie hairstore.pl jest -30% na te produkty. 

Szampon ma lejącą konsystencję, perłową. W ogóle pięknie, słodko pachnie. Czuć zapach kosmetyków profesjonalnych, trochę jak u fryzjera ;) Szampon dobrze się pieni, co ja akurat lubię, bo nie pieniące się produkty plączą mi okropnie włosy. Już podczas spłukiwania czuć jakie włosy są miękkie i wygładzone. Serio! Napomnę jeszcze, że ja keratynowego prostowania nie miałam, więc do tego się nie odniosę, ale oczywiście oba produkty są też przeznaczone dla osób, które nie poddawały włosy temu zabiegowi, a po prostu potrzebują wygładzenia. Nie miałam absolutnie żadnego problemu z rozczesaniem włosów. Stały się takie miękkie, nawilżone, jedwabiste. Naprawdę jestem zaskoczona działaniem. Może minimalnie obciąża mi włosy, bo moje po prostu są z natury oklapnięte, ale zaczęłam go po jakimś czasie po prostu stosować na samą długość włosa, a skórę głowy myłam innym produktem. Włosy są tak wygładzone, jak po wyjściu od fryzjera. 

Jeśli chodzi o odżywkę jest ona idealnym dopełnieniem. Wzmacnia i przedłuża ten efekt wygładzenia. Jest dość zbita, nie ma problemu z rozprowadzeniem na długości włosów. Należy zostawić ją na 3 minuty i następnie dokładnie spłukać. Dla osób, które mają puszące się włosy, suche, będzie to na pewno miłe zaskoczenie. Włosy są takie wygładzone, że mogłabym je tak cały czas przeczesywać w trakcie spłukiwania, bo były takie mięciutkie i miłe w dotyku. Szampon w duecie z odżywką zapanowały nieco nad moimi baby hair, które lubią odstawać we wszystkie możliwe strony ;) 
Na koniec chcę Wam jeszcze wspomnieć parę słów o lakierze i suchym szamponie w wersji travel. Oba produkty pochodzą z tej samej firmy co poprzedni duet. Suchy szampon teksturyzujący oraz nabłyszczający, mocno utrwalający lakier do włosów. Szampon ma pojemność 75 ml, lakier 100 ml. 

OBIETNICE PRODUCENTA 

SZAMPON - kosmetyk nie dość, że pochłania nadmiar sebum, to jeszcze świetnie unosi włosy u nasady i zapewnia włosom przyjemny zapach. Swoje działanie opiera na formule Moringa Oleifera, która ma właściwości termoochronne i neutralizuje nieprzyjemny zapach. Ponadto produkt zawiera składniki, które są aktywowane ciepłem i chronią przed aktywnością wolnych rodników. Co istotne - suchy szampon pozwala usunąć nadmiar środków do stylizacji z włosów - nie ma konieczności ich mycia na mokro. Można po niego sięgnąć, gdy przypadkiem nałożysz za dużo kosmetyków do stylizacji albo chcesz zmienić szybko już utrwaloną fryzurę. 

LAKIER DO WŁOSÓW - sprawi, że twoje włosy będą doskonale utrwalone, ale pozostaną w ruchu. Ponadto kosmetyk świetnie nabłyszcza włosy. Można uznać, że produkt ten stanowi szczęśliwe zakończenie całej stylizacji i wieńczy jej efekty. Swoje działania opiera na formule Moringa Oleifera, która ma właściwości termoochronne i neutralizuje nieprzyjemny zapach. Ponadto produkt zawiera składniki, które są aktywowane ciepłem i chronią przed aktywnością wolnych rodników. 


Jak widzicie oba produkty działają podobnie. Suchy szampon ma nas ratować w momencie kiedy nasze włosy nie wyglądają zbyt świeżo i ma dawać efekt umytych włosów. Ponadto nadać objętości i piękny zapach. Mogę się z tym zgodzić w przypadku tego produktu. Ma naprawdę przyjemny, delikatny zapach, unosi włosy u nasady, dzięki czemu nie są oklapnięte i po prostu znika efekt tłustych i przylizanych włosów. Czasem używałam nawet w dni, w których moje włosy nie były tłuste, ale po prostu potrzebowały objętości. Miały gorszy dzień ;) Lubię takie mniejsze pojemności, bo mogę zawsze zabrać w podróż, nie zajmują dużo miejsca, a na wyjeździe może się przydać. 

Jeśli chodzi o lakier do włosów, na co dzień nie używam takich produktów, ale chociaż jeden w domu zawsze mam. Z reguły idzie w ruch kiedy gdzieś wychodzę wieczorem i zrobię jakieś loki czy fale czy cokolwiek innego co potrzebuje utrwalenia. Ostatnio sobie nim podniosłam objętość włosów. Wzięłam głowę na dół i po prostu spryskałam lakierem włosy. Absolutnie ich nie skleja, daje fajny efekt uniesionych włosów, ale niestety zbyt długo się nie utrzymał. Moje włosy są odporne chyba na działanie takich produktów. Są jakieś takie na maksa dociążone, że nawet jak chcę je unieść, to efekt jest, ale chwilowy ;) 

Co nie zmienia faktu, że to są dobre produkty i myślę, że warto się nimi zainteresować :) Nie znałam wcześniej tej marki, ale bardzo się cieszę, że miałam okazję je wypróbować. Jeśli miałabym się ponownie decydować na któryś z tych produktów to pewnie byłaby to odżywka wygładzająca. Myślę, że dla moich włosów jest wystarczająca. Po niej będą już wystarczająco gładkie i miękkie. Szamponem, tak jak wcześniej wspominałam, skóry głowy myć nie mogę, bo po prostu mam przyklap wtedy ;) Jeśli macie problem z okiełznaniem swoich niesfornych włosów to zdecydowanie zainteresujcie się tymi produktami. Ja je szczerze polecam ;) 

Co ciekawego Wy stosujecie do włosów? 
Znacie markę Alfaparf Milano?

Buziaki,
Ada ♥

SinSkin | róż do policzków | kosmetyki do makijażu

22 marca 2019 | 22 komentarze
Hej ! ♥

Mamy piątek, piątunio! Ja jeszcze jutro do pracy, ale wieczorem wychodzę na miasto, a w niedzielę będę się lenić :) Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu do makijażu, a mianowicie jest to róż do policzków marki SinSkin. Może moja opinia komuś pomoże przy wyborze kosmetyków na zbliżającej się promocji w Rossmannie. 

Róż ten kupiłam na którejś własnie promocji -55% w Rossmannie. SinSkin była marką, która dopiero co pojawiła się w drogeriach Rossmann. Bardzo byłam ciekawa ich produktów, ale do najtańszej półki cenowej nie należy. Jego cena regularna na stronie Rossmanna wynosi 84, 99 zł. Wybrałam odcień 031 Treasured.
Róż zamknięty jest w plastikowej, kwadratowej puderniczce z lusterkiem, zamykanej na klik. U góry widnieje logo marki. Szata osobiście mi się podoba, klasyczna, elegancka, powiedziałabym nawet, że wygląda dość ekskluzywnie. Plastik jest porządny, zamykanie również. Pomimo częstego użytkowania opakowanie dalej wygląda ładnie, może trochę się rysuje, ale aż tak tego nie widać. 

Róż jest wypiekany, a wszyscy wiemy, że wypiekane produkty są bardzo wydajne. Produkt dobrze nabiera się na pędzel i bez problemu osiada na skórze. Jest to taki różowiutki odcień, bardzo dziewczęcy, z delikatnymi drobinkami rozświetlającymi. Są niemalże niewidoczne. Buzia od razu wygląda na wypoczętą, świeżą, zdrową. Idealny odcień na zbliżającą się wiosnę. Od jakiegoś czasu namiętnie go używam i naprawdę podoba mi się uzyskany nim efekt. 
Produkt jest naprawdę trwały. Nie ściera się, utrzymuje cały dzień. Ja należę do tych osób, które pomalują się rano i przez cały dzień nie zaglądają do lusterka, dlatego też zależy mi na kosmetykach, które pod koniec dnia będą na swoim miejscu. I ten produkt, do takich należy. 

Wiem, że wiele osób w ogóle nie nakłada różu i ja też kiedyś należałam do tych osób, ale gdy zaczęłam odkrywać tajniki makijażu kupiłam swój pierwszy róż do policzków i bardzo spodobał mi się efekt jaki daje. Róż SinSkin nadaje się idealnie na co dzień. Na wieczorne wyjścia sięgam po ciemniejsze odcienie, takie które dają bardziej spektakularny efekt.
Produkt znajdziecie tak jak wspominałam w Rossmannie. W cenie regularnej jest dość drogi, ale myślę, że drogeria szykuje niebawem jakąś super promocję, jak zawsze, więc warto zapoznać się z asortymentem SinSkin. 

Znacie markę? Miałyście jakiś produkt? Używacie w ogóle róży do policzków, macie swój ulubiony?

Buziaki,
Ada.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.