co nowego ? | kosmetyczne nowości | drogeria Natura | My Secret | Kobo Professional | Sensique

20:58:00

co nowego ? | kosmetyczne nowości | drogeria Natura | My Secret | Kobo Professional | Sensique

Witajcie moi drodzy czytelnicy ;)

Troszkę wiało pustką tutaj ostatnio, ale dużo się u mnie działo i niestety blog zszedł na drugi plan. Zastanawiałam się nawet czy warto do tego wracać, czy mam jeszcze chęć cokolwiek tutaj pisać. Przez ten czas nie miałam również laptopa i nie miałam nawet jak wstawiać postów. Przemyślałam to wszystko na spokojnie i stwierdziłam, że lubię pisać, kocham robić zdjęcia, bawić się w układanie tego wszystkiego i że jest to moja pasja, moje zajęcie, którego tak naprawdę brakowało mi przez te poprzednie miesiące. Zawsze gdy miałam wolny dzień i nie miałam żadnych planów mogłam na spokojnie sobie usiąść do laptopa, zaplanować wpisy, poczytać Wasze blogi (co uwielbiam robić!). Kupiłam więc nowego laptopa i WRACAM ;) Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga, nie jest jeszcze do końca wszystko dopracowane, więc nie zwracajcie uwagi na jakieś błędy. Chcę wprowadzić również trochę zmian, jeśli chodzi o wpisy. Na pewno dużo więcej będzie postów makijażowych - na tym chcę się teraz skupić i każdą wolną chwilę poświęcam na malowanie, ale pielęgnacyjne również będą, a może też modowe ;) Zobaczymy jak mnie poniesie wyobraźnia ;) Koniecznie zachęcam do obserwowania mnie na Instagramie, gdzie wrzucam wszystko na bieżąco -> adriannasz.makeup

Dzisiaj chciałam Wam pokazać produkty marek, które są dostępne w drogeriach Natura, a które dostaję co jakiś czas w paczkach PR. Marki co i rusz zaskakują nowymi kolekcjami, które są absolutnie genialne, kolorowe i w dodatku łatwo dostępne i nie kosztują miliony monet ;) Serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu!
Marka Kobo Professional wyszła z propozycją podkładów Matte Cover Foundation with argan oil. Jest to kryjący podkład matujący z olejkiem arganowym w składzie. Ma za zadanie regulować wydzielanie sebum. Podkład dostajemy w szklanej buteleczce z pompką, która działa bez zarzutu, nie zacina się. Wydobywa tyle produktu ile potrzebujemy. Standardowa pojemność 30 ml. Podkład ma bardzo lekką, lejącą konsystencję. Aż byłam w szoku pierwszy raz go aplikując. Już dawno nie miałam podkładu o takiej konsystencji i pomyślałam, że pewnie nie będzie dobrze krył. Nic bardziej mylnego! Mimo lekkiej konsystencji podkład świetnie kryje, łatwo się aplikuje i matowi skórę. Ja mam suchą skórę, więc u mnie błyszczenie się rzadko występuje. Z tym podkładem tym bardziej. Trzyma się na skórze cały dzień, nigdzie nie zbiera, nie ciastkuje (oczywiście zależy to też od tego co aplikujecie pod podkład). Pięknie wygląda na skórze, a to dzięki zawartym w podkładzie drobinkom, których na pierwszy rzut oka nie widać. Ja się zorientowałam kiedy spojrzałam na gąbkę i zauważyłam, że cała jest w drobinkach. Efekt naprawdę zaskakuje - brak płaskiego matu, za to otrzymujemy skórę wyglądającą promiennie i zdrowo. Mój odcień to 901 Fair. Najjaśniejszy z gamy kolorystycznej. W paczce znalazłam jeszcze 3 inne odcienie - 902 Nude, 903 Golden Beige oraz 904 Caramel Beige. Cena: 39, 99 zł.
Makijaż brwi to u mnie podstawa. Uważam, że są zwieńczeniem całego makijażu, dlatego lubię je podkreślać i preferuję różnego rodzaju produkty. Moim ulubionym dotychczas produktem była pomada, jednak ostatnio częściej sięgam po kredki. Marka Sensique ma do zaoferowania precyzyjne ołówki do brwi Eyebrow Pencil w 4 odcieniach: 201 Blond, 202 Taupe, 203 Cool Brown oraz 204 brown. Mają dobrą pigmentację dzięki czemu bez problemu można uzupełnić ubytki i narysować kształt brwi. Plus za spiralkę po drugiej stronie, dzięki której rozczeszemy włoski albo pozbędziemy się nadmiaru produktu. Cena: 11, 99 zł.
W ofercie marki My Secret również pojawiły się kredki do brwi Wow! Eyebrow auto eyebrow pencil, ale tu mamy większy luksus, ponieważ są one automatycznie wysuwane. Nie trzeba ich temperować i jest to spore ułatwienie ;) Kredki są miękkie jak masełko, dobrze napigmentowane, szybkim ruchem można stworzyć pożądany efekt. Nie ścierają się, brwi są podkreślone cały dzień. Kredka również posiada spiralkę. Dostępne są w trzech kolorach, które są opisane na folii zabezpieczającej produkt, więc jak się jej pozbędziemy to nie będzie wiadomo co to za kolor... I to jest słabe. Ja mam akurat odcień 2 Ash brown. Musiałam sprawdzić na stronie, ponieważ folię wyrzuciłam nie spoglądając wcześniej na odcień. Pozostałe dwa to 1 Blond i 3 Brown. Cena: 16, 99 zł.
Za cieniami do brwi nie przepadam, kiedyś dawno temu używałam, ale teraz jakoś nie za często sięgam po cienie. Kobo wypuściło paletkę Brow Bar z różnymi odcieniami. Myślę, że ta paletka do kogoś powędruje, bo ja raczej jej używać nie będę ;) Aczkolwiek przetestuję, zobaczę jaki daje efekt na brwiach. Może mi się spodoba ;)
Tutaj efekt na brwiach przy użyciu kredki wow! eyebrow marki My Secret ▼
W paczce znalazłam również tusz do rzęs My Secret Ultra Volume, który ma za zadanie wydłużać, pogrubiać oraz podkręcać rzęsy ;) Szczoteczka jak widać jest z włosia, za którymi ja osobiście nie przepadam, bo na moich rzęsach rzadko kiedy widać jakikolwiek efekt. Obecnie nie używam w ogóle, ponieważ od jakiegoś czasu mam zrobione u kosmetyczki, także ten egzemplarz leci do mojej psiapsi ;) Ale myślę, że jak lubicie takie szczoteczki to warto się nim zainteresować, ponieważ efekt jaki producent obiecuje jest uzależniony od kombinacji modelujących i zwiększających objętość polimerów, a to dość ciekawe ;) Cena: 17, 99 zł. Obecnie z kartą Natura za niecałe 11 zł.
Temat ust - czyli mój ulubiony. Kocham produkty do ust i mam tego sporo w swoich zbiorach, a tu przysyłają kolejne ;) Akurat błyszczyki nie są moją ulubioną formą, a Sensique właśnie takie o to nam proponuje. A mianowicie są to Magic Sparks Duochrome Lip Gloss. Błyszczyk, który ma nadać efekt 3D. W składzie ma olej makadamia, który ma nawilżać i zapobiegać wysuszaniu ust. Co mogę Wam powiedzieć - no ja nie przepadam za błyszczykami. Jestem raczej fanką matowych ust, a te produkty to takie typowe błyszczyki, trochę klejące, z mnóstwem drobinek. Myślę, że latem sprawdzą się idealnie dla osób, które preferują delikatny make-up, cenią sobie nawilżenie ust i chcą je optycznie powiększyć. To Wam da ten produkt. Moje usta i tak już są duże, ale po nałożeniu Magic Sparks stały się jakby pełniejsze. Dostępnych jest 6 kolorów i niby na swatchach widać różnicę, ale na ustach efekt jak dla mnie jest ten sam. To są po prostu produkty, które nabłyszczają usta i dają bardzo delikatny, niemal niezauważalny kolor. Cena: 13, 99 zł, pojemność 9 ml.
No to teraz mam coś dla fanek matowych, podkreślonych ust. Marka My Secret stworzyła kolekcję 6 kredek w przepięknych kolorach o wdzięcznej nazwie Hello Pretty! 2in1 matte lipstick & liner. Jest to pomadka i konturówka w jednym. Dzięki precyzyjnie zakończonej końcówce bez problemu obrysuje się kontur ust, a następnie wypełni. Są bardzo dobrze napigmentowane, pięknie podkreślają kształt ust, mają matowe wykończenie i naprawdę trzymają się długo na ustach. Co więcej - są automatycznie wysuwane, więc nie musimy ich temperować. Aczkolwiek, gdy już się je trochę zużyje to chyba jako konturówka już nam nie posłużą ;) Przejdźmy do kolorów - mamy tu 6 odcieni, od czerwieni przez róże na nudziakach kończąc. Niestety marka zrobiła ponownie błąd oznaczając numerek koloru na folii, która zaraz po rozpakowaniu ląduje w śmieciach. Poniżej wstawiam Wam zdjęcie jak kolory prezentują się na ustach. Moim faworytem został numerek 106, ale patrząc na zdjęcie bardzo spodobał mi się również odcień 102. Co myślicie? Który kolor trafia w Wasz gust?
Patrzcie na te cudaki! Absolutnie kocham cienie marek My Secret, Sensique i Kobo! Ceny są naprawdę przystępne, na promocjach to już w ogóle można kupić je za grosze, a są bardzo dobre jakościowo! To już kolejne paletki do kolekcji. Bardzo chętnie po nie sięgam. Mają świetną pigmentację, dobrze się blendują, nie bledną na oku w ciągu dnia, są kompaktowe, dzięki czemu możemy zabrać je w podróż, bo nie zajmują dużo miejsca. Marka My Secret wypuściła kolejne 3 paletki Hello Pretty! eyeshadow palette: Flower Bud, Bloom oraz Sunny Gleam. Przemawiają do mnie wszystkie! Poniżej macie oczywiście swatche. Już się nimi trochę bawiłam, robienie makijaży z udziałem tych paletek to czysta przyjemność. Te kolory totalnie mnie kupują! Jak tylko je zobaczyłam wiedziałam, że się polubimy. Cena regularna: 18, 99 zł.
Z kolei marka Sensique wypuściła poczwórne cienie Trendy Eyeshadow, które również zaskakują pigmentacją i kolorami! Spójrzcie tylko na te róże (119 coral reef)! Odcienie zieleni czy fioletu (118 turquoise lagoon) nie były do końca w moim klimacie, ale ostatnio się do nich przekonuję, co mogliście zobaczyć na moim IG, gdzie staram się wstawiać makijaże, które stworzyłam. Cena paletek to 15, 99 zł.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to opakowania cieni. Niestety są wykonane ze słabego plastiku, który szybko się rysuje i niszczy, ale zamknięcie jest solidne i nie musimy się martwić, że paletka nam się otworzy. Co do kolorów zauroczył mnie totalnie ten błyszczący, drugi od góry, macie na niego zbliżenie na drugim zdjęciu. Na oku jeszcze nie próbowałam, ale w wolnej chwili muszę go użyć, bo wygląda fenomenalnie. I ten zaraz pod nim szampański też prezentuje się obiecująco♥
I na sam koniec perełka wśród moich zbiorów♥ Paletka Midnight Wonders by Daniel Sobieśniewski. Gdy tylko dostałam e-maila, że takie cudo do mnie idzie nie mogłam się wręcz doczekać. Kolory dość odważne, cienie mocno napigmentowane i powiem Wam, że miałam obawy używając ich po raz pierwszy, że zrobię sobie plamy. Nic takiego nie miało miejsca! Cienie bosko i łatwo się blendują, nie robią plam, pięknie się łączą - no cudo ! Robiąc makijaż zainspirowałam się tutorialem Aśki Maxineczki i wyszło mi takie coś -> zjedź niżej;) Część z Was mogła zobaczyć na IG.

W paczce były również podkłady od My Secret, ale o nich opowiem przy okazji innego wpisu, bo najzwyczajniej w świecie o nich zapomniałam ;P

Dajcie znać co myślicie o tych produktach ;) Co Wam wpadło w oko? Może macie któryś z produktów już u siebie i możecie podzielić się swoimi przemyśleniami? ;) Czekam na Wasze komentarze z niecierpliwością !

Miłego wieczoru kochani,
Adrianna.
TRICO botanica | Oczyszczanie i Relaks | szampon, krem, lotion

21:42:00

TRICO botanica | Oczyszczanie i Relaks | szampon, krem, lotion

Hej ! Znowu mnie trochę nie było. Na początku lipca miałam tydzień urlopu, bo byłam na Openerze, na którym było absolutnie fantastycznie i każdemu polecam pojechać chociaż raz ;) Później już wróciłam normalnie do pracy, ale miałam tyle obowiązków, że nie miałam czasu usiąść do kompa, ani zajrzeć na Wasze blogi czy być aktywną na IG. Na szczęście niedziele bez handlu mnie ratują, więc trochę odpoczęłam, pooglądałam seriale na Netflixie i zebrałam się, aby w końcu stworzyć ten wpis. 

Będzie to recenzja produktów do włosów, które otrzymałam od firmy TRICObotanica. I są to głęboko oczyszczający krem do skóry głowy, szampon oraz lotion z linii Oczyszczanie i Relaks
Linia Oczyszczanie i Relaks jest to linia głęboko oczyszczających produktów do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Nie zawierają parabenów, barwników, SLS i petrolatum. 

Na początek weźmy krem do skóry głowy. Nakładam go na wilgotną skórę głowy, tak jak zaleca producent, wmasowuję i spłukuję. Następnie nakładam szampon. 
Moja skóra głowy uwielbiam tego typu produkty, ponieważ należy do wrażliwych i suchych. Krem jest bardzo wodnisty, buteleczka ma podłużną końcówkę, dzięki której w łatwy sposób krem można zaaplikować na skórę nie rozlewając wszystkiego. Kiedy produkt rozlewa się po skórze jest to naprawdę przyjemne uczucie, krem łagodzi skórę i przygotowuje do dalszych etapów pielęgnacji. Po regularnym stosowaniu widzę poprawę. Skóra jest nawilżona, mniej wrażliwa. Cena: 39, 99 zł.

Po wypłukaniu kremu myję włosy i skórę głowy szamponem z tej samej serii. Szampon jest gęsty, taki trochę jak galaretka bym powiedziała ;) Trzeba ścisnąć butelkę podczas wydobycia, bo sam na pewno nie wypłynie ;) Ma przyjemny, delikatny zapach. Niestety plącze mi włosy, ponieważ bardzo słabo się pieni. Zapewne to przez brak sls-ów, co jest dobre, bo tak jak wspominałam moja skóra głowy nie za bardzo je toleruje. Mam trochę problem podczas mycia, zużywam przez to więcej szamponu, aby porządnie je umyć. Nakładam zaraz po odżywkę rozplątującą i wtedy bez problemu je rozczesuję.
Skóra po umyciu mnie nie swędzi - duży plus za to - włosy wyglądają naprawdę ładnie, nie są obciążone, za to odbite u nasady. 
Szampon ma w składzie:

  • ekstraktu z nagietka lekarskiego - działa przeciwzapalnie, nawilżająco oraz łagodząco ← tak jak wspominałam wcześniej, skóra jest mniej wrażliwa i nawilżona;
  • olejek z mięty pieprzowej - odświeża oraz łagodzi,
  • ekstrakt z rumianku pospolitego - działa przeciwalergicznie, przeciwbakteryjnie, łagodzi podrażnienia i suchość skóry ← zdecydowanie mogę się z tym zgodzić. Kondycja mojej skóry jak najbardziej się poprawiła.

Z reguły myję włosy co drugi dzień, jak były jeszcze długie to nawet co trzeci, ale odkąd je dość mocno skróciłam myję je częściej. Po tym szamponie moje włosy długo są świeże, lśniące i skóra głowy również zadowolona ;P
Cena: 38, 99 zł 
Końcowym etapem jest użycie lotionu Oczyszczanie i Relaks. Ten produkt z kolei aplikujemy na wilgotną skórę głowy, ale już nie spłukujemy. Ma wodnistą konsystencję, nie tłustą. Trochę się bałam, że obciąży włosy, ale nic takiego nie miało miejsca:) Produkt jest idealnym zwieńczeniem całej pielęgnacji. Łagodzi wszelkie podrażnienia. Szklana, ciemna buteleczka posiada pipetę, dzięki której w łatwy sposób możemy zaaplikować lotion na skórę głowy. Po wysuszeniu włosy nigdzie nie są posklejane ani tłuste. Wyglądają świeżo i ładnie. Skóra głowy jest jeszcze bardziej nawilżona, złagodzona i oczyszczona. Cena: 64, 99 zł/100 ml.

Jeśli zmagacie się z suchością skóry, sięgnijcie po te produkty. Naprawdę są warte wypróbowania ;) Mają niezłe składy i dają super efekty. 

Znacie te produkty? Chętnie poznam Waszą opinię na ich temat :)


Buziaki,
Ada.
moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

20:33:00

moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

Hej !

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć trochę o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy. Moja cera się dość mocno buntuje, dlatego staram się przerzucić powoli na w pełni naturalne produkty, które poznacie w tym wpisie.

PIELĘGNACJA WIECZORNA

PŁYN MICELARNY Z BIOAKTYWNĄ WODĄ CYTRUSOWĄ ● BIELENDA FRESH JUICE ● NAWILŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY ● EO LABORATORIE
Oczyszczanie twarzy rozpoczynam od zmycia makijażu płynem micelarnym. Nie wyobrażam sobie, żeby go zabrakło w mojej łazience. Obecnie jest to płyn z Bielendy z stosunkowo nowej serii Fresh Juice. Bardzo lubię produkty tej marki, miałam wcześniej płyn z innej linii i nie zawiódł mnie. I tak samo jest z tym ;) Bardzo dobrze rozpuszcza tusz i kreskę oraz podkład. Ma delikatny, pomarańczowy zapach. Pozostawia skórę nawilżoną, którą i tak później myję jeszcze żelem, ale nie lubię uczucia ściągnięcia nawet jeśli jest chwilowe ;) 
Następnie myję twarz produktem w połączeniu z wodą i jest to nawilżający żel do mycia twarzy z firmy EO Lab (już sama nie wiem czy to ECO Lab czy EO Lab ;p) Moją cerę ostatnio wszystko zapycha, więc postanowiłam wypróbować kosmetyki z naturalnymi składami. Żel jest przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Podstawą jest olej ze słodkich migdałów, który nawadnia, odżywia, zmiękcza, nawilża oraz uelastycznia skórę, oprócz tego zawiera kwas hialuronowy, organiczny ekstrakt z oczaru wirginijskiego oraz ekstrakt z wrzosu. Produkt ma dość płynną konsystencję, bardzo ładnie pachnie i świetnie oczyszcza skórę. Czuję, że po nim jest ona rzeczywiście nawilżona, miękka i oczyszczona. Używam go rano i wieczorem. Do tego jest tani jak barszcz, bo kosztuje tylko 15, 99 zł. Dostaniecie go w drogerii internetowej Pigment :)

● GLOW TONIC ● PIXI ● ŁAGODZĄCY TONIK-MGIEŁKA ● VIANEK ●MALINOWY PEELING ● BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY PEELING ● EO LABORATORIE
Kolejnym krokiem mojej pielęgnacji jest tonizowanie skóry. Moim hitem jest Glow Tonic od Pixi, który niestety sięgnął dna i myślę, że zdecyduję się na kolejne opakowanie, ale większe. To jest naprawdę świetny produkt! Ma działanie złuszczające, ujędrniające oraz wyrównuje teksturę skóry. Nie ma w składzie alkoholu. Dzięki niemu moja skóra była w dobrej kondycji. Była gładka, bez niedoskonałości. Tonik wyrównał koloryt skóry, jakieś przebarwienia po krostkach zniknęły. Skóra dobrze zareagowała, nie było żadnych podrażnień czy zaczerwienień. Była tak ładnie rozświetlona ;) Mini wersja kosztuje 55 zł i ma 100 ml, a 250 ml 99 zł. Dostaniecie go w Sephorze :) Używałam go tylko wieczorem. Z kolei rano w ruch szedł łagodzący tonik z Vianka. Jest on z atomizerem, a ja właśnie takie formy lubię najbardziej. Świetnie łagodzi skórę, odświeża, koi i uspokaja ją. Opowiadałam Wam już o nim w ulubieńcach -> klik. Jest dostępny w drogeriach, ale ja swój egzemplarz upolowałam w gazecie Zwierciadło.
Dwa-trzy razy w tygodniu robię peeling. Wcześniej używałam enzymatycznych i nie ukrywam, że taka forma odpowiada mi najbardziej. Teraz mam dwa z drobinkami ścierającymi i są to nawilżający do skóry suchej i wrażliwej z EO Lab oraz malinowy peeling z BOTANIC SkinFood z eukaliptusem do cery normalnej i mieszanej. Ten pierwszy sprawdza się naprawdę fajnie. Mimo, że ma drobinki (są to zmielone pestki moreli, otręby ryżowe) nie podrażnia mojej skóry i pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Ma ponad 99% składników pochodzenia roślinnego (organiczny olej ze słodkich migdałów, masło shea, masło kakaowe, ekstrakt z oczaru wirginijskiego i z wrzosu). Jego największy minus to zapach, a raczej smrodek. Na tyle mi to przeszkadza, że wstrzymuję oddech, gdy go używam :P Ale działanie ma naprawdę dobre, więc oczywiście go zużyję, ale podejrzewam, że więcej się na niego nie zdecyduję :/ 
Z kolei peeling z BOTANIC SkinFood używam od niedawna, także za wiele Wam nie powiem, ale na pewno pojawi się opinia o nim na blogu. Wspominałam Wam o produktach tej marki na IG -> klik. Są to naturalne kosmetyki bogate w składniki superfood, nie zawierają sztucznych wypełniaczy i barwników, mają za to wyciągi roślinne ;)

BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY KREM Z MANGO ● VIANEK ● ODŻYWCZY KREM NA DZIEŃ ● ARGANOWY KREM POD OCZY ● NACOMI
Na sam koniec ląduje na twarzy krem albo serum. Z kremów zdecydowałam się jakiś czas temu na odżywczy na dzień z Vianka, który jest dość treściwy jak na produkt na dzień, ale dla mojej suchej skóry jest idealny. Nadaje się jak najbardziej pod makijaż. Zawiera ekstrakt z korzenia cykorii, olej z pestek moreli oraz lecytynę. Krem działa ochronnie, antyoksydacyjnie oraz łagodząco. Ma ładny, nienachalny zapach. Zawsze obawiałam się kupować te w pełni naturalne produkty ze względu na zapach, ale póki co na razie tylko w peelingu mi nie odpowiadał.
Super, że ma pompkę. Mam długie paznokcie, więc wydobywanie produktu ze słoiczka jest nieco uciążliwe dla mnie. Pompka działa bez zarzutu, wydobywa taką ilość jaką chcemy. Cena kremu to nieco ponad 20 zł. Nie dość, że są to polskie produkty, z naturalnymi składami to do tego są tanie :)
Jeśli chodzi o krem z mango jest to nawilżający krem do każdego rodzaju cery. Mieści się w szklanym, ciemnym słoiczku. Jego konsystencja jest dość treściwa, ale taka jakby jedwabista. Dobrze się rozprowadza, ale trzeba dać mu chwilę, aby się wchłonął. Nie będę Wam za dużo opowiadać o nim, bo chcę stworzyć dla Was wpis o produktach tej marki, a poza tym używam go zbyt krótko, aby wydać w pełni rzetelną opinię.
Pod oczy ląduje arganowy krem pod oczy firmy Nacomi. Jest bardzo treściwy i na noc jest idealny. Świetnie nawilża skórę i odżywia. Pod makijaż jednak nie za bardzo się nadaje moim zdaniem. Jest za tłusty. Korektor niezbyt ładnie wtedy wygląda i zbiera się w załamaniach. Ale za to wieczorem nakładam go więcej, więc nie martwię się, że korektor czy puder wysuszą mi tę okolicę. Z reguły nakładam dwie cienkie warstwy. Kupiłam w drogerii Hebe na jakiejś promocji za ok. 18 zł, jeśli dobrze pamiętam. 

AKTYWNE SERUM KORYGUJĄCE SUPER POWER MEZO SERUM ● BIELENDA
Wprowadziłam do mojej pielęgnacji serum korygujące z Bielendy ze względu na niedoskonałości. Jak wiecie jestem ogromną fanką Green Tea Bielendy, ale postanowiłam spróbować to, ponieważ dużo dobrych opinii słyszałam. Stosuję albo codziennie na noc, albo tak co 2-3 dzień. Póki co mam mieszane uczucia. Green Tea miało szybsze działanie i już po 2 tygodniach widziałam różnicę, a tutaj znacznie wolniej to idzie, ale będę cierpliwa. Zobaczymy za 2 miesiące jak wpłynie na stan mojej skóry. Serum jest wodniste, szybciutko się wchłania, ma bardzo delikatny zapach. Ja swoją buteleczkę zamawiałam przez Internet, na ezebra.pl bodajże ;) 



Baaardzo jestem ciekawa jakich Wy kosmetyków używacie do pielęgnacji twarzy. Dajcie koniecznie znać :)

Buziaki,
Ada.
dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

21:23:00

dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

Hejka hej!

Wiem, że wiele z Was nie lubi się balsamować, ale dzisiaj mam dla Was coś dzięki czemu polubicie to robić ;) 
Ten produkt długo przeleżał w zapasach, aż w końcu go wyciągnęłam, kiedy zabrałam się za porządne zużywanie produktów. Jednak nie był to dobry pomysł, ponieważ kosmetyk sprawdzi się idealnie właśnie na wiosnę/lato. Ale o tym za chwilę ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
Urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający marki dr Irena Eris dostałam od mamy mojego chłopaka już jakiś czas temu. Wrzuciłam go do zapasów, bo miałam coś tam już otwarte i wyciągnęłam jakoś zimą. Opakowanie jest spore, ma ładną, wiosenno-letnią szatę graficzną. Pojemność to 200 ml. Balsam ma formułę nawilżającą, bogatą w kwas hialuronowy i ekstrakt z Orchidei, a także składniki z perły Tahitańskiej i masło shea, które odżywiają skórę i wygładzają. 
Ma przepiękny zapach i cudownie mieniące się w słońcu drobinki. Dlatego też żałuję, że nie wyciągnęłam go teraz, bo na opalonej skórze wyglądałby bosko. Zgodzę się z producentem, że balsam nawilża i odżywia skórę. Po nim była rzeczywiście miękka, taka jakby bardziej jędrna i gładka. Ma lekką konsystencję, jakby śmietanka ;) Bardzo dobrze się rozprowadza i szybciutko wchłania. Jest lekki, więc jak preferujecie mocne nawilżenie, może nie spełnić Waszych oczekiwań. Co nie zmienia faktu, że zapewnia nawilżenie i myślę, że ta jego lekka konsystencja jest idealna na tę porę roku. 
Na stronie dr Ireny Eris kosztuje 95 zł, ale w Douglasie jest na niego obecnie promocja i kosztuje 59 zł. Sama się zastanawiam czy go kupić właśnie na teraz, ponieważ moje opakowanie dobiło dna, co mogłyście zobaczyć w ZUŻYCIACH ;)



Balsamujecie się regularnie? Co fajnego używacie do ciała? :)

Buziaki,
Ada.
nowości kwietnia/maja | Meet Beauty | L'Oreal Elseve | Bath and Body Works | Bielenda | Rossmann | Botanic SkinFood

16:33:00

nowości kwietnia/maja | Meet Beauty | L'Oreal Elseve | Bath and Body Works | Bielenda | Rossmann | Botanic SkinFood

Hej !

Dobrze, że w maju postanowiłam zaoszczędzić i nie kupować zbyt wiele. Dzięki temu mogę Wam pokazać w jednym wpisie nowości z dwóch miesięcy tak, aby nie powstał z tego tasiemiec. Tak myślę. Zaczęłam pisać zanim zebrałam wszystko w jedno miejsce, także okaże się na koniec ile tego tak naprawdę było :D Zbierałam się cały miesiąc, żeby pokazać Wam co pojawiło się u mnie w kwietniu, ale że czas zapierdziela jak szalony to nie zdążyłam, bo nagle się budzę a tu czerwiec.

Najpierw pokażę Wam co ja kupiłam.
W zużyciach pokazywałam Wam szampon pielęgnacyjny Magiczna Moc Glinki z L’Oreal i zastapił go kolejny z tej marki. Tym razem Cement-Ceramid odbudowujący. Moja skóra głowy dobrze na nie nie reaguje, dlatego raz na jakiś czas myję jakimś łagodniejszym, ale włosy za to lepiej wyglądają. Nie przetłuszczają się i są odbite u nasady. 

Gdy zobaczyłam nową serię marki Bielenda Fresh Juice nie mogłam się oprzeć i zdecydowałam się kupić płyn micelarny nawilżający z bioaktywną wodą cytrusową. Oprócz tego zawiera sok z pomarańczy, kwas hialuronowy i micele. Bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Jest delikatny, nie podrażnia, a przy tym świetnie radzi sobie z demakijażem. 

Prawie przez cały maj nic nie kupowałam (te dwa wyżej to jeszcze z kwietnia), ale pod koniec miesiąca skusiłam się na aktywne serum korygujące Super Power Mezo Serum z Bielendy, ponieważ moja cera znowu się buntuje i mimo, że kocham serum z serii Green Tea, to postanowiłam spróbować tego. Zobaczymy czy będzie z tego miłość ;)

Kwietniowa promocja w Rossmannie -55% na kolorówkę

Jak zawsze nie planowałam nic kupować, ale wiecie jak to jest ;) 
Kupiłam produkty, które już znam - dwa tusze do rzęs -> Lovely Curling Pump Up oraz Wibo Volume Drama oraz podkład do twarzy Miss Sporty Perfect to Last 24 h. Oprócz tego, aby te moje rzęsy zaczęły się w końcu jakoś lepiej prezentować zdecydowałam się ponownie na serum przyspieszające wzrost rzęs Long 4 Lashes by Oceanic. Nowościami są u mnie puder matujący Dust Matt Loose Powder z AA Wings of color, kredka do brwi Feather Brow Creator z Wibo w odcieniu soft brown oraz czarny eyeliner z Lovely.
W dniach 24-26.05. w sklepach Bath and Body Works była świetna promocja na mgiełki zapachowe. Normalnie kosztują 99 zł, a przez te 3 dni był po... 35 zeta! To i tak cud, że zdecydowałam się na jedną ;) Uwierzcie klienci brali po parę/paręnaście sztuk. Gdy zapach In the Stars do nas przyszedł w ogóle mi się nie podobał, ale z czasem jakoś się do niego przekonałam, a teraz go uwielbiam ♥♥ Jest lekko perfumowany i to prawdopodobnie dlatego. Jest to połączenie słodkiego drzewa agarowego, sandałowego, piżma oraz bursztynu. Jest naprawdę boski i trwały! 

Mniej więcej w połowie kwietnia mieliśmy również super promkę na świece, o której wspominałam Wam na instastory (mamy cały czas jakieś promocje :D, w poprzednich nowościach wspominałam o mydełkach za 11 zł!). Normalnie kosztują 119 zł, a przez 4 dni były po 45 zł! Istny szał! Skusiłam się na 3 zapachy. Właściwie jedną wybrałam ja - Cactus Blossom, jedną sobie wybrał mój chłopak - Pineapple Mango i Peach Bellini wybraliśmy wspólnie ;) I powiem Wam, że te owocowe są absolutnie przepiękne i intensywne! Na IG wspominałam, że Cactus Blossom jest cudowna, ale była cudowna tylko w słoiku :P Po rozpaleniu jest dla mnie za intensywna i nie mogę jej znieść. Peach Bellini z kolei paliłam non stop i zostało mi jej naprawdę malutko. Muszę jeszcze kupić i zrobić zapas ;)
I ostatnie z moich zakupów to rzeczy z Aliexpress, które zamawiam nałogowo :P Okularów nie wiem już ile mam par. Doszły też niedawno kolczyki i jeszcze jedne są w drodze ;) Nie są najgorsze jakościowo tylko, że to tak zawsze długo idzie, że ja potem nie pamiętam co zamawiałam ;)

Następne produkty to będą już produkty, które dostałam.

Trio z L'Oreal Elseve Dream Long przyszło do mnie w ramach testowania od portalu Ofeminin.pl Mamy tutaj szampon odbudowujący, odżywkę rozplątującą oraz krem. Szata graficzna super jak dla mnie - rzuca się w oczy ;) Na pewno pojawi się recenzja na blogu ;)

Botanic SkinFood to stosunkowo nowa marka, która pojawiła się w drogeriach Natura i bardzo się cieszę, że dostałam tą paczuszkę, bo produkty zapowiadają się naprawdę świetnie. W paczce znalazłam malinowy peeling do twarzy, nawilżający krem z mango, lawendowy hydrolat oraz zielona maska algowa peel-off, której zabrakło na zdjęciu. Dajcie mi czas na sprawdzenie tych produktów, a na pewno dam Wam znać jak wypadły ;)
Kosmetyki z lewej strony to paczka od zespołu Meet Beauty. Niestety w tym roku konferencja się nie odbyła, a szkoda, bo pierwszy raz udało mi się dostać. I właśnie dla tych osób, które się zakwalifikowały przysłali paczuszki, w których były produkty od takich marek jak -> Solverx, Batiste, Annabelle Minerale, Tołpa i Mesoboost. Tołpy tutaj nie widzicie, ponieważ oddałam mamie ten produkt. Był to nocny turbo-krem antycellulitowy. Ja mam dość produktów do pielęgnacji ciała, więc powędrował do mamy :) Mega jestem zadowolona! Suchych szamponów nigdy dość ;) Balsam do skóry wrażliwej z Solverx Sensitive Skin jest absolutnym sztosem! Dostałam jakieś okropnego uczulenia/podrażnienia na nogach po goleniu, skóra strasznie piekła i swędziała i ten produkt załagodził to wszystko. Pięknie nawilżył skórę i wygładził. Od tamtej pory po każdym goleniu nóg go nakładam. Super jest!

A tusz z Deborah Milano Dangerous Curves to wygrana w szybkim rozdaniu na Instagramie u Ali z bloga Ala Ma Kota. Na pewno się z Wami podzielę co o nim myślę i jak się u mnie sprawdza ;)

To chyba wszystko. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;) 
Pochwalcie się co Wy kupiłyście w kwietniu/maju ;)
Znacie któryś w produktów z postu? ;)

Buziaki,
Ada.
zużycia marca i kwietnia | projekt denko | The Body Shop | L'Oreal | Dr Irena Eris | Wibo | Regenerum i inne

18:57:00

zużycia marca i kwietnia | projekt denko | The Body Shop | L'Oreal | Dr Irena Eris | Wibo | Regenerum i inne

Cześć! 

Dzisiaj bez zbędnego wstępu zostawiam Was z postem o zużyciach marca i kwietnia. Zaraz maj minie i znowu będę do tyłu. Ja nie wiem gdzie ten czas tak ucieka..

Zapraszam!
Żele pod prysznic The Body Shop | mango | pink grapefruit - zapach grapefruitowy to faworyt mojego chłopaka, więc mamy w zapasie chyba jeszcze 2 butelki, mango z kolei dla mnie. Oba pachną przepięknie, świeżo i nie chemicznie. Całkiem nieźle się pienią, ale są jakoś mało wydajne. Szybko się skończyły. Używaliśmy ich też do kąpieli do zrobienia piany. Swoje egzemplarze kupiłam jeszcze na Black Friday za 10 zł/szt. Pojemność to 250 ml, ich regularna cen to ok. 27 zł.

Bath and Body Works żel pod prysznic Champagne Apple & Honey - w TYM poście opowiadałam Wam nieco więcej o produktach tej marki i też m.in. o żelach pod prysznic. Zapach boski, słodki, długo utrzymuje się na skórze, super się pieni i był całkiem wydajny, choć go sobie nie żałowałam ;) Cena: 69 zł

Bath and Body Works olejek do mycia i kąpieli Stress Relief - zapach eukaliptusa i mięty, który na początku nie był moim ulubionym, stał się totalnym ulubieńcem! A ten produkt to absolutne cudeńko! Można go stosować i do kąpieli i do mycia. Kąpiel z tym olejkiem to niesamowicie odprężający rytuał, działa i na ciało i na umysł i ja już sobie nie wyobrażam kąpieli bez niego. Cena: 59 zł
Dr Irena Eris balsam rozświetlający - na pewno pojawi się oddzielna recenzja. Balsam jest absolutnie fenomenalny! Super nawilża, ma przepiękne drobinki i strasznie żałuję, że nie zostawiłam go sobie na lato. Dostaniecie go w Douglasie. Cena: 89 zł.

L'Oreal Elseve Magiczna Moc Glinki - nie pierwszy raz jest u mnie i pewnie nie ostatni. Szampon dobrze myje włosy i dzięki niemu są długo świeże i znośnie się prezentują. Mają te nieszczęsne SLS-y, które robią mi masakrę na głowie, dlatego nie myję nim głowy za każdym razem. Po szamponach bez tych silnych detergentów mam przyklap na łbie :/ Dostaniecie go w każdej drogerii w cenie ok. 10-12 zł. Bardzo często jest na promocjach.
Garnier płyn micelarny 3 w 1 - chyba nie muszę przedstawiać. Obecnie mam płyn z Bielendy, ale do Garniera zawsze wracam. Najlepszy drogeryjny płyn micelarny. Idealnie zmywa makijaż, nawet wodoodporny, nie podrażnia, nie uczula i jest stosunkowo tani. Za 400 ml butelkę musimy zapłacić ok. 20 zł. Często większe pojemności albo jakieś dwupaki są na promocji w marketach typu Biedronka.

NaturalME hydrolat aloes - nie za bardzo się z nim polubiłam i cieszę się, że go skończyłam. Niestety ściągał i wysuszał moją skórę. Musiałam natychmiast nakładać krem nawilżający. Skóra była matowa i wszystkie suche skórki wychodziły na wierzch. No zdecydowanie jestem na NIE. Więcej o nim pisałam TUTAJ. Cena to 22 zł w Super Pharm. Ja go kupiłam za ok. 16 zł.

Bielenda Green Tea serum multifunkcyjne - mój absolutny hit! Nie będę się nad nim rozwodzić, bo na blogu widnieje oddzielny wpis -> klik
Bath and Body Works - hydrożelowa różana maska kojąco-nawilżająca - zachwalałam ją już pokazując ją Wam we wpisie z nowościami. Jest absolutnie obłędna! Cena: 19. 99 zł. | relax calming sheet mask - to była właściwie taka podwójna maska, jedna Relax, druga Awake (która grzecznie czeka na swoją kolej). Czułam po niej takie meh.. bardzo mocno nasączona, ale efektu wow po zdjęciu nie było i skóra jakaś taka lepka była. Cena: 39 zł. | Pink Hydrogel hydrożelowe płatki pod oczy - to jest dopiero jakieś nieporozumienie ! Tak jakbyście sobie nałożyli pod oczy NIC - tyle ona właśnie zrobiła. To były takie żelowe płatki, które w dotyku były jak taka zastygnięta galaretka, ale nie było na niej nawet grama esencji, no nic kompletnie. Po prostu położyłam je pod oczy, po upływie czasu zdjęłam i takie yyy wtf. Cena: 19. 99 zł. Na szczęście była promka 1+1 za grosz, złożyłam się z koleżanką, więc zapłaciłam dyszkę - najgorzej wydane 10 zł ever :)

Mediheal Proatin A:PE maska kojąco-wygładzająca - już Wam wspominałam na IG wielokrotnie, że jestem wielką fanką masek tej marki. Miałam już wiele wariantów i żadna mnie nie zawiodła. Proatin A:PE miała neutralny zapach, była mocno nasączona (z resztą one wszystkie zawsze są, że aż z nich kapie). Skóra po zdjęciu maseczki była gładka, miękka, przyjemna w dotyku, dogłębnie nawilżona i uspokojona. Ceny wahają się od 10-20 zł. Ja tą upolowałam na -40% w Super-Pharm i zapłaciłam jakieś 7-8 zł.

Mishe Papaya maseczka wygładzająca | Peach maseczka nawilżająca - złapałam jakieś ostatnie sztuki w Biedronce za 5 zeta. Obie działają podobnie, są mocno nawilżające, pięknie pachną, tanie jak barszcz - czego chcieć więcej. Gdy jeszcze je spotkam na pewno wezmę parę na zapas ;)
Bath and Body Works mydła do rąk - Salted Bergamot | Black Cherry Merlot - przepiękne zapachy, jedwabista konsystencja, cudnie się pienią, ale coś mało wydajne są ;) Wspominałam o nich w TYM wpisie. Zdecydowałam się wtedy na 4 mydełka, bo były na promocji za 11 zł. Cena regularna 39 zł. 

La Roche Posay Lipikar Xerand regenerujący krem do rąk - pisałam Wam o nim w ulubieńcach. Bardzo dobrze radził sobie z suchą skórą rąk, koił i pielęgnował. Zawsze miałam go w torebce i dalej mam. Bo zaopatrzyłem się w kolejne opakowanie ;) 
Lovely Curling Pump Up mascara - słynny żółciak z Rossmanna, nie raz pojawił się na blogu. Ma silikonową, lekko wygiętą szczoteczkę, która ładnie podkreśla i podkręca rzęsy. Niestety trochę się osypuje. 

Catrice The Little Black One - maskara rozdzielająca i pogrubiająca rzęsy - również silikonowa szczoteczka, taka malutka, z malutkimi ząbkami. Powiem Wam, że fajna była. Ładnie rzeczywiście pogrubiała rzęsy i rozdzielała. Trochę drapała, ale myślę, że zdecyduję się na nią jeszcze.

Eveline Volumix Ultra False Lash Effect - wiem, że ma wiele zwolenniczek, ale ja jakoś się z nią nie polubiłam. Sklejała mi rzęsy, choć szczoteczka taka jaką lubię i niestety trochę się osypywała. 

Ingrid Cosmetics Extra Long - wydłużający tusz do rzęs - pisałam Wam o nim w TYM poście i nawet pokazałam efekt na rzęsach. No nic spektakularnego to nie było. Trochę wydłużał, ale że moje rzęsy są rzadkie i krótkie, więc oczekuję czegoś więcej.
Miss Sporty Perfect to Last 24h - długotrwały podkład do twarz - bardzo fajny, dobrze kryjący podkład, jest trwały, nie ściera się, ładnie prezentuje się na skórze. Więcej o nim poczytacie w oddzielnej recenzji klik

Wibo czarny eyeliner - produkt, który używam od lat. Często możecie go widywać w denkach i nowościach ;)
Regenerum regeneracyjne serum do rzęs i brwi - pisałam Wam o nim ponad rok temu. Po 2 miesiącach używania rzęsy rzeczywiście były zregenerowane i bardziej elastyczne, ale przyznam szczerze, że potem rzuciłam ją w kąt i kompletnie o niej zapomniałam :o a data ważności upłynęła.. ups.

Embryolisse odżywka do rzęs i brwi - no nie zużyłam jej. Jakoś niezbyt regularna jestem w używaniu tego typu produktów. Jak się zepnę to jakoś się uda, ale na tamten czas, a było to jakieś rok temu, miałam dużo kosmetyków i sama nie ogarniałam co rzeczywiście mam. I dopiero niedawno ogarnęłam w pudełku z tego typu rzeczami i musiałam powyrzucać stare produkty. 

Wibo eyebrow stylist brązowy tusz do rzęs do stylizacji brwi - nawet nie wiem czy jest jeszcze dostępny w Rossmannie, bo już jakiś czas u mnie jest (tak,tak - on też pochodzi z pudełka zapomnianych rzeczy). Kiedyś namiętnie go używałam i dawał całkiem fajny efekt, ale już teraz przerzuciłam się na pomady i wróciłam do kredek ;)

Catrice eyebrow stylist kredka do brwi - kiedyś była to moja ulubiona kredka do stylizacji brwi! Super podkreślała kształt brwi, była bardzo trwała i mega wydajna! Póki co mam pomady i kredkę do brwi Wibo, ale możliwe, że na tą Catrice jeszcze kiedyś się zdecyduję :)

GOSH eyebrow pencil - to też była ekstra kredka, dostałam od koleżanki dawno temu. No jak widać już jest prawie zużyta. Miała ładny odcień, bezproblemowo się uzupełniało luki w brwiach i była trwała. 


Nieźle mi poszło co? :D 
Dajcie koniecznie znać czy znacie produkty, które Wam przedstawiłam i co ciekawego Wy zużyłyście w zeszłym miesiącu ;)

Buziaki,
Ada.