Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
ulubieńcy kosmetyczni 2022 roku | kategoria pielęgnacja

18:23:00

ulubieńcy kosmetyczni 2022 roku | kategoria pielęgnacja

Czołem!

Lecimy dalej z ulubieńcami, tym razem kategoria pielęgnacja. Pokażę Wam moje ulubione produkty zarówno do pielęgnacji twarzy jak i ciała ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.

MOISTURIZING BODY WAHS BATH AND BODY WORKS

Do pielęgnacji ciała, co Was nie zdziwi, będą głównie produkty z Bath & Body Works. Moim ulubionymi produktami są między innymi kremowe żele pod prysznic, inaczej balsamy myjące. Standardowe żele też bardzo lubię, ale kremowe to jest zupełnie innych wymiar. Mają boską konsystencję, idealną do skór przesuszających się, dobrze się pienią i zostawiają skórę miękką, nawilżoną oraz odżywioną. No i nie zapominajmy o zapachu ;) Gra on tutaj kluczową rolę - są intensywne, przepiękne i oryginalne. Obecnie pod prysznicem mam Champagne Toast pachnący mieszanką jagód, soczystych tangerynek oraz szampana, który zmienia zwykły, codzienny prysznic w najprzyjemniejszy rytuał pielęgnacyjny niczym w SPA. Dobra, trochę popłynęłam... ale te zapachy tak na mnie działają :D Nie jedna osoba, którą zaraziłam tymi produktami, może potwierdzić, że zapachy z Bath & Body Works są uzależniające ;) (np. moja mama) W zapasach czekają na mnie Into The Night (ciemna malina, krystaliczny bursztyn, aksamitne płatki róż, kremowa paczula) oraz You're The One (biała brzoza, aksamitna róża i kropla nektaru truskawkowego). Oba są przepiękne i bardzo Wam polecam przy okazji je wypróbować.

ULTIMATE HYDRATION BODY CREAM BATH AND BODY WORKS

Skoro już się umyłam pięknie pachnącym kremowym żelem, to wypadałoby się czymś pięknie pachnącym nasmarować ;) Sięgam zatem po nawilżający krem do ciała na bazie masła shea z witaminą E i kwasem hialuronowym. W asortymencie są również dostępne balsamy, które mają nieco lżejszą konsystencję, rekomendowaną dla skór raczej normalnych, nieprzesuszających się, ale ja jako posiadaczka właśnie skóry suchej, częściej decyduję się na kremy. Mają zbitą konsystencję, którą bezproblemowo się rozprowadza. Bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, tylko właśnie taką przyjemną w dotyku, gładką skórę. Obecnie używam kremu o zapachu Pure Wonder - połączenie róży, jaśminu i bursztynu. Delikatny, przepiękny, kojący - gwarantuję, że jak się nim wysmarujecie to będziecie siedzieć i się wąchać :D

CRACKED HEEL TREATMENT AROMATHERAPY BATH & BODY WORKS

Sporo produktów mogłabym Wam jeszcze polecić, ale chyba będę musiała zmienić nazwę bloga na UZALEŻNIONAODBATHANDBODYWORKS.PL , tak więc to już ostatni produkt (na dzisiaj;)). A jest nim krem do stóp o działaniu złuszczającym, więc jest to bardziej preparat do stóp w formie kremu. Zawiera kwas glikolowy, więc przy regularnym stosowaniu, naskórek delikatnie się złuszcza. Muszę Wam powiedzieć, że jestem zachwycona tym produktem. Ma bardzo zbitą konsystencję, ale nie trudno go rozprowadzić. Przy regularnym stosowaniu skóra jest miękka, gładka i nawilżona. Dzięki niemu zażegnałam problem suchych, popękanych stóp. Ja mam akurat o zapachu eukaliptusa i mięty, który z resztą bardzo lubię. Produkt nie należy do tanich, bo kosztuje 79 zł / 141 g i na ten moment nie jest dostępny, ale myślę, że za jakiś czas wrócą. Warto wtedy polować na promocję ;)



EMOLIUM CICA KREM NAPRAWCZY SKÓRA PODRAŻNIONA, ZACZERWIENIONA, WRAŻLIWA

Jest to nie tylko ulubieniec roku 2022, ale też moje odkrycie minionego roku. Borykam się niestety z dość podrażnioną i mocno suchą skórą na dłoniach, raz jest lepiej, raz gorzej. Momentami bywało, że pojawiał się stan zapalny skóry i właśnie ten krem mnie wtedy ratował. Pomagał przede wszystkim doraźnie, od razu koił zaczerwienioną skórę, a po 2-3 dniach, dłonie wyglądały jak nowe. Zaczerwienienie i szorstkość znikały, a na ich miejsce pojawiały się gładkość i nawilżenie. Krem ma taką jakby trochę wodnistą konsystencję, nie spływa z dłoni, ale jak się rozprowadza to czuć taki poślizg. Na noc smaruję całe dłonie, ale w ciągu dnia tylko wierzch. Mam go zawsze przy sobie, bo wiem, że mnie uratuje w ekstremalnych sytuacjach. Krem dostępny jest w aptekach za niewiele ponad 30 zł / 40 g.

ESFOLIO KOREAŃSKIE MASECZKI W PŁACHCIE

Odkryłam je przez przypadek. Zawsze przed jakimś wieczornym wyjściem czy uroczystością nakładam maseczkę nawilżającą, aby przygotować skórę pod mocny makijaż i któregoś razu będąc w Rossmannie zauważyłam te. Kosztują grosze, bo ich cena regularna wynosi 3, 99 zł, ja je kupiłam za 2, 99 zł i z tego co widzę na stronie za niedługo mają być właśnie w takiej cenie, także ja na pewno zrobię zapas. Raz użyłam i od razu się z nimi polubiłam. Są mocno nasączone, pozostawiają skórę nawilżoną i zdrowo napiętą. Uwielbiam na taką lekko lepką skórę nakładać podkład, bo ma wtedy fajną przyczepność. Jeśli chodzi o rozmiar - no to standardowo maseczka jest za duża na mnie, ale jestem już do tego przyzwyczajona ;) Dobrze się trzyma skóry, nie spływa. Ładnie, przyjemnie pachną, w zależności na jaki rodzaj się zdecydujemy. Mamy w asortymencie kojąco - nawilżającą z ekstraktem z aloesu, wygładzająco - odżywczą z miodem, ujędrniającą z kolagenem, oczyszczającą z pyłem wulkanicznym - są to maski, które ja już przetestowałam i kupuję regularnie, a także rozświetlająco - odmładzającą z ekstraktem z pereł, której jeszcze nie próbowałam. Są dostępne jeszcze kojąco - nawilżająca z ekstraktem ze śluzu ślimaka,  oraz przeciwzmarszczkowa z ekstraktem z żeń - szeń. Tych nie miałam, ale wszystko przede mną ;)

MOISTURE CREAM VITAMIN E ALL SKIN TYPES THE BODY SHOP 

W  zeszłym roku miałam okazję potestować trochę produktów do twarzy marki The Body Shop. Zdecydowanie na wyróżnienie zasługuje krem nawilżający z witaminą E. Mam już drugie opakowanie, ponieważ moja skóra bardzo go polubiła. Krem ma zapewnić 48-godzinne nawilżenie, sprawić, że skóra jest świeża i jedwabiście miękka. I zdecydowanie się z tym zgadzam. Ma lekką konsystencję, nie tłustą, szybko się wchłania i skóra rzeczywiście jest miękka, nawilżona i taka świeża, rozpromieniona. Idealnie nadaje się pod makijaż. Oprócz tego ma śliczny zapach, słoiczek jest lekki i poręczny, zawsze biorę go ze sobą w podróż. Myślę, że za jakiś czas zdecyduję się na inne produkty z tej serii. Bardzo zaciekawiła mnie maseczka na noc oraz delikatny żel do mycia. 













Jacy są Twoi ulubieńcy kosmetyczni do pielęgnacji twarzy i ciała? Koniecznie daj mi znać!

Miłego niedzielnego wieczoru,

Ada.

MIYA COSMETICS | serum z prebiotykami do skóry problematycznej | tonik rozświetlający | naturalny peeling enzymatyczny | moja opinia po prawie 4 miesiącach stosowania

20:00:00

MIYA COSMETICS | serum z prebiotykami do skóry problematycznej | tonik rozświetlający | naturalny peeling enzymatyczny | moja opinia po prawie 4 miesiącach stosowania

Cześć i czołem!


Dzisiaj mam dla Was wpis o produktach Miya Cosmetics. 

Bardzo długi czas zmagałam się z niedoskonałościami skóry, nie tylko na twarzy, ale również dekolcie. Nie mogłam kompletnie znaleźć na to sposobu. Co wyleczyłam jedne niedoskonałości, zaraz pojawiały się następnie i tak na okrągło. Byłam z problemem u pani dermatolog, która wydała diagnozę ledwo co spoglądając na mnie, po czym przepisała mi specjalne roztwory do przemywania. Pomogły, ale na chwilę, to po pierwsze. Po drugie przeokropnie wysuszyły mi skórę, że wręcz się ze mnie sypało. Dodam, że kurację wdrożyłam zimą, kiedy to moja skóra jest jeszcze bardziej podatna na wysuszenia. Odstawiłam te kosmetyki i przez jakiś czas nie używałam niczego. 

Aż w kwietniu zdecydowałam się zamówić kurację do cery problematycznej właśnie z Miya Cosmetics. Akurat była fajna promocja, więc postanowiłam w końcu spróbować. Tym bardziej, że naczytałam się mnóstwo pozytywnych opinii o ich produktach. 


Jeśli interesuje Was ten temat zapraszam do czytania dalej ;)


NATURALNY PEELING ENZYMATYCZNY

Peelingu akurat zaczęłam używać niedawno, ponieważ wcześniej miałam z Tołpy 3 enzymy (który jest świetny!). Nasz pierwszy raz nie był fajny, ponieważ zastosowałam jedną z propozycji od producenta, czyli ekspresowe oczyszczanie. Okrężnymi ruchami rozmasowałam peeling po skórze i następnie spłukałam. Moja skóra nie była chyba na to gotowa, ponieważ pojawiło się dość mocne zaczerwienienie. Skóra nie szczypała, ale była bardzo czerwona. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tak ostrych drobinek ścierających w peelingu enzymatycznym. Są to drobinki ryżowe i z orzecha włoskiego. 

Przy następnym użyciu peelingu, zastosowałam drugą opcję - głębokie oczyszczanie, czyli nałożenie produktu na skórę, zostawienie na 5-10 minut i następnie spłukanie letnią wodą. Tym razem starałam się nieco delikatniej wykonać masaż przy spłukiwaniu, aby nie podrażnić skóry i aby nie pojawiło się zaczerwienienie. Zdecydowanie lepsze efekty widzę przy głębszym oczyszczaniu. Skóra jest wygładzona, nawilżona, miękka i taka sprężysta. Zaczerwienienie się pojawia, ale bardzo delikatne. To przez te drobinki ścierające, które są ostre. Moim zdaniem trochę za bardzo jak na peeling dla skóry problematycznej. Myślę, że dla osób ze skórą wrażliwą, skłonną do podrażnień, nie będzie to dobry wybór. 
Peeling działa właściwie natychmiastowo, bo po jednym razie już widać efekty. Dzięki olejkom ze słodkich migdałów, pestek malin oraz moreli skóra jest nawilżona, miękka i zregenerowana. Enzym z papainy ma oczyszczać pory, redukować zaskórniki, wygładzać oraz regulować wydzielanie sebum. Tak jak wspomniałam wcześniej - skóra jest nawilżona oraz gładka. Oprócz wyżej wymienionych składników mamy również ekstrakty z truskawki, maliny oraz jeżyny, witaminę E oraz prowitaminę B5. 
Kosmetyk przepięknie, owocowo pachnie. Jego pojemność to 60 ml. Składniki są w 98, 6 % pochodzenia naturalnego i do tego to polska marka! Same plusy! Jego cena to 34, 99 zł, także jak najbardziej przystępna. A stacjonarnie na pewno można upolować na jakiejś fajnej promocji ;)

TONIK ROZŚWIETLAJĄCY Z KWASEM GLIKOLOWYM 5%

Już wcześniej używałam kosmetyków z kwasem glikolowym. Ma on właściwości złuszczające, więc idealnie nadaje się do skóry problematycznej. Tonik ma za zadanie złuszczać, wygładzać oraz oczyszczać, a także zmniejszać widoczność porów i zaskórników. Oprócz tego tonizować oraz przywrócić skórze naturalne pH. 
Jestem z niego bardzo zadowolona. Pory są widocznie zmniejszone, zaskórników pojawia się mniej (ale to też zasługa serum, o którym za chwilę), skóra jest pięknie wygładzona oraz oczyszczona. Tonik nie wysusza skóry. Można go stosować 2-3 razy w tygodniu albo jako kurację codziennie wieczorem na oczyszczoną skórę. Produkt ma delikatny, przyjemny zapach. Jego pojemność to 150 ml. Jest bardzo wydajny, ponieważ zaczęłam go używać pod koniec kwietnia, w tym momencie powoli mi się kończy, ale jestem przekonana, że starczy mi jeszcze spokojnie na jakieś 2-3 tygodnie używania. Oprócz kwasu glikolowego ma w składzie hydrolat z kwiatu róży damasceńskiej, inulinę, ekstrakt z nasion bawełny oraz liści aloesu.

SERUM Z PREBIOTYKAMI DO SKÓRY PROBLEMATYCZNEJ

To jest mój święty Graal. Ogromnie się cieszę, że wreszcie się na niego zdecydowałam. Właśnie tego moja skóra potrzebowała. 
Na początek powiem, że serum ma działać przeciw niedoskonałościom, zmniejszać widoczność porów, matowić, nawilżać oraz regenerować skórę. Zawiera kompleks 5% kwas azelainowy + glicyna, prebiotyki 2%, niacynamid, ekstrakt z czerwonej akacji. 
Serum ma leciutką konsystencję, taką wręcz wodnistą, więc szybko się wchłania. Ja go rozprowadzałam po całej twarzy, szyi oraz dekolcie. Mój dekolt wtedy nie wyglądał zbyt dobrze, miałam wysyp okropnych krostek i za cholerę nie mogłam się ich pozbyć. Poniżej zobaczycie jak wyglądał te 3-4 miesiące temu, a jak wygląda teraz. 

Oczywiście kosmetyki to nie wszystko ;) Zmieniłam również trochę sposób odżywiania - odstawiłam zupełnie coca-colę, którą piłam litrami i zastąpiłam ją wodą, oprócz tego przestałam jeść chipsy i śmieciowe jedzenie. Oczywiście zdarzy się, że zjem jakiegoś fast-fooda, ale na pewno nie jest to już tak częste jak kiedyś. 

Na twarzy niestety nie jest jeszcze zupełnie tak jakbym chciała. Przez noszenie maseczki, wciąż borykam się z wypryskami w okolicy żuchwy, trochę na policzku, co najśmieszniejsze, tylko na prawym pojawiają się krostki, ale jest dużo dużo lepiej niż było. Te niedoskonałości są takie wiecie - do okiełznania. Wcześniej były to takie wulkany, że długo się z nimi nie mogłam uporać. Dzięki serum z prebiotykami tak duże syfy już się nie pojawiają. Pory są widocznie zmniejszone, skóra jest wygładzona. 
Bardzo jestem zadowolona z działania całego trio. A dekolt wygląda jak nowy. 
Na pewno zdecyduję się ponownie na te produkty. Serum oraz tonik powoli sięgają dna i z pewnością będę zamawiać je znowu. Tym razem jednak chciałabym wypróbować serum z witaminą C na przebarwienia, aby własnie się pozbyć przebarwień po tych wulkanach ;) A jest jeszcze dostępne serum wygładzające z kompleksem anti-aging 5%, po które też chętnie sięgnę. Asortyment Miya Cosmetics jest ogromny, mają naprawdę duży wybór produktów nie tylko do twarzy, ale i do ciała, a także do makijażu! 

Ja szczerze polecam te trzy produkty! 
Znacie markę Miya Cosmetics? Macie produkty od nich? 
Koniecznie dajcie znać, jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń z marką!

Dobrego wieczoru,
Ada.

moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

20:33:00

moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

Hej !

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć trochę o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy. Moja cera się dość mocno buntuje, dlatego staram się przerzucić powoli na w pełni naturalne produkty, które poznacie w tym wpisie.

PIELĘGNACJA WIECZORNA

PŁYN MICELARNY Z BIOAKTYWNĄ WODĄ CYTRUSOWĄ ● BIELENDA FRESH JUICE ● NAWILŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY ● EO LABORATORIE
Oczyszczanie twarzy rozpoczynam od zmycia makijażu płynem micelarnym. Nie wyobrażam sobie, żeby go zabrakło w mojej łazience. Obecnie jest to płyn z Bielendy z stosunkowo nowej serii Fresh Juice. Bardzo lubię produkty tej marki, miałam wcześniej płyn z innej linii i nie zawiódł mnie. I tak samo jest z tym ;) Bardzo dobrze rozpuszcza tusz i kreskę oraz podkład. Ma delikatny, pomarańczowy zapach. Pozostawia skórę nawilżoną, którą i tak później myję jeszcze żelem, ale nie lubię uczucia ściągnięcia nawet jeśli jest chwilowe ;) 
Następnie myję twarz produktem w połączeniu z wodą i jest to nawilżający żel do mycia twarzy z firmy EO Lab (już sama nie wiem czy to ECO Lab czy EO Lab ;p) Moją cerę ostatnio wszystko zapycha, więc postanowiłam wypróbować kosmetyki z naturalnymi składami. Żel jest przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Podstawą jest olej ze słodkich migdałów, który nawadnia, odżywia, zmiękcza, nawilża oraz uelastycznia skórę, oprócz tego zawiera kwas hialuronowy, organiczny ekstrakt z oczaru wirginijskiego oraz ekstrakt z wrzosu. Produkt ma dość płynną konsystencję, bardzo ładnie pachnie i świetnie oczyszcza skórę. Czuję, że po nim jest ona rzeczywiście nawilżona, miękka i oczyszczona. Używam go rano i wieczorem. Do tego jest tani jak barszcz, bo kosztuje tylko 15, 99 zł. Dostaniecie go w drogerii internetowej Pigment :)

● GLOW TONIC ● PIXI ● ŁAGODZĄCY TONIK-MGIEŁKA ● VIANEK ●MALINOWY PEELING ● BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY PEELING ● EO LABORATORIE
Kolejnym krokiem mojej pielęgnacji jest tonizowanie skóry. Moim hitem jest Glow Tonic od Pixi, który niestety sięgnął dna i myślę, że zdecyduję się na kolejne opakowanie, ale większe. To jest naprawdę świetny produkt! Ma działanie złuszczające, ujędrniające oraz wyrównuje teksturę skóry. Nie ma w składzie alkoholu. Dzięki niemu moja skóra była w dobrej kondycji. Była gładka, bez niedoskonałości. Tonik wyrównał koloryt skóry, jakieś przebarwienia po krostkach zniknęły. Skóra dobrze zareagowała, nie było żadnych podrażnień czy zaczerwienień. Była tak ładnie rozświetlona ;) Mini wersja kosztuje 55 zł i ma 100 ml, a 250 ml 99 zł. Dostaniecie go w Sephorze :) Używałam go tylko wieczorem. Z kolei rano w ruch szedł łagodzący tonik z Vianka. Jest on z atomizerem, a ja właśnie takie formy lubię najbardziej. Świetnie łagodzi skórę, odświeża, koi i uspokaja ją. Opowiadałam Wam już o nim w ulubieńcach -> klik. Jest dostępny w drogeriach, ale ja swój egzemplarz upolowałam w gazecie Zwierciadło.
Dwa-trzy razy w tygodniu robię peeling. Wcześniej używałam enzymatycznych i nie ukrywam, że taka forma odpowiada mi najbardziej. Teraz mam dwa z drobinkami ścierającymi i są to nawilżający do skóry suchej i wrażliwej z EO Lab oraz malinowy peeling z BOTANIC SkinFood z eukaliptusem do cery normalnej i mieszanej. Ten pierwszy sprawdza się naprawdę fajnie. Mimo, że ma drobinki (są to zmielone pestki moreli, otręby ryżowe) nie podrażnia mojej skóry i pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Ma ponad 99% składników pochodzenia roślinnego (organiczny olej ze słodkich migdałów, masło shea, masło kakaowe, ekstrakt z oczaru wirginijskiego i z wrzosu). Jego największy minus to zapach, a raczej smrodek. Na tyle mi to przeszkadza, że wstrzymuję oddech, gdy go używam :P Ale działanie ma naprawdę dobre, więc oczywiście go zużyję, ale podejrzewam, że więcej się na niego nie zdecyduję :/ 
Z kolei peeling z BOTANIC SkinFood używam od niedawna, także za wiele Wam nie powiem, ale na pewno pojawi się opinia o nim na blogu. Wspominałam Wam o produktach tej marki na IG -> klik. Są to naturalne kosmetyki bogate w składniki superfood, nie zawierają sztucznych wypełniaczy i barwników, mają za to wyciągi roślinne ;)

BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY KREM Z MANGO ● VIANEK ● ODŻYWCZY KREM NA DZIEŃ ● ARGANOWY KREM POD OCZY ● NACOMI
Na sam koniec ląduje na twarzy krem albo serum. Z kremów zdecydowałam się jakiś czas temu na odżywczy na dzień z Vianka, który jest dość treściwy jak na produkt na dzień, ale dla mojej suchej skóry jest idealny. Nadaje się jak najbardziej pod makijaż. Zawiera ekstrakt z korzenia cykorii, olej z pestek moreli oraz lecytynę. Krem działa ochronnie, antyoksydacyjnie oraz łagodząco. Ma ładny, nienachalny zapach. Zawsze obawiałam się kupować te w pełni naturalne produkty ze względu na zapach, ale póki co na razie tylko w peelingu mi nie odpowiadał.
Super, że ma pompkę. Mam długie paznokcie, więc wydobywanie produktu ze słoiczka jest nieco uciążliwe dla mnie. Pompka działa bez zarzutu, wydobywa taką ilość jaką chcemy. Cena kremu to nieco ponad 20 zł. Nie dość, że są to polskie produkty, z naturalnymi składami to do tego są tanie :)
Jeśli chodzi o krem z mango jest to nawilżający krem do każdego rodzaju cery. Mieści się w szklanym, ciemnym słoiczku. Jego konsystencja jest dość treściwa, ale taka jakby jedwabista. Dobrze się rozprowadza, ale trzeba dać mu chwilę, aby się wchłonął. Nie będę Wam za dużo opowiadać o nim, bo chcę stworzyć dla Was wpis o produktach tej marki, a poza tym używam go zbyt krótko, aby wydać w pełni rzetelną opinię.
Pod oczy ląduje arganowy krem pod oczy firmy Nacomi. Jest bardzo treściwy i na noc jest idealny. Świetnie nawilża skórę i odżywia. Pod makijaż jednak nie za bardzo się nadaje moim zdaniem. Jest za tłusty. Korektor niezbyt ładnie wtedy wygląda i zbiera się w załamaniach. Ale za to wieczorem nakładam go więcej, więc nie martwię się, że korektor czy puder wysuszą mi tę okolicę. Z reguły nakładam dwie cienkie warstwy. Kupiłam w drogerii Hebe na jakiejś promocji za ok. 18 zł, jeśli dobrze pamiętam. 

AKTYWNE SERUM KORYGUJĄCE SUPER POWER MEZO SERUM ● BIELENDA
Wprowadziłam do mojej pielęgnacji serum korygujące z Bielendy ze względu na niedoskonałości. Jak wiecie jestem ogromną fanką Green Tea Bielendy, ale postanowiłam spróbować to, ponieważ dużo dobrych opinii słyszałam. Stosuję albo codziennie na noc, albo tak co 2-3 dzień. Póki co mam mieszane uczucia. Green Tea miało szybsze działanie i już po 2 tygodniach widziałam różnicę, a tutaj znacznie wolniej to idzie, ale będę cierpliwa. Zobaczymy za 2 miesiące jak wpłynie na stan mojej skóry. Serum jest wodniste, szybciutko się wchłania, ma bardzo delikatny zapach. Ja swoją buteleczkę zamawiałam przez Internet, na ezebra.pl bodajże ;) 



Baaardzo jestem ciekawa jakich Wy kosmetyków używacie do pielęgnacji twarzy. Dajcie koniecznie znać :)

Buziaki,
Ada.
dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

21:23:00

dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

Hejka hej!

Wiem, że wiele z Was nie lubi się balsamować, ale dzisiaj mam dla Was coś dzięki czemu polubicie to robić ;) 
Ten produkt długo przeleżał w zapasach, aż w końcu go wyciągnęłam, kiedy zabrałam się za porządne zużywanie produktów. Jednak nie był to dobry pomysł, ponieważ kosmetyk sprawdzi się idealnie właśnie na wiosnę/lato. Ale o tym za chwilę ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
Urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający marki dr Irena Eris dostałam od mamy mojego chłopaka już jakiś czas temu. Wrzuciłam go do zapasów, bo miałam coś tam już otwarte i wyciągnęłam jakoś zimą. Opakowanie jest spore, ma ładną, wiosenno-letnią szatę graficzną. Pojemność to 200 ml. Balsam ma formułę nawilżającą, bogatą w kwas hialuronowy i ekstrakt z Orchidei, a także składniki z perły Tahitańskiej i masło shea, które odżywiają skórę i wygładzają. 
Ma przepiękny zapach i cudownie mieniące się w słońcu drobinki. Dlatego też żałuję, że nie wyciągnęłam go teraz, bo na opalonej skórze wyglądałby bosko. Zgodzę się z producentem, że balsam nawilża i odżywia skórę. Po nim była rzeczywiście miękka, taka jakby bardziej jędrna i gładka. Ma lekką konsystencję, jakby śmietanka ;) Bardzo dobrze się rozprowadza i szybciutko wchłania. Jest lekki, więc jak preferujecie mocne nawilżenie, może nie spełnić Waszych oczekiwań. Co nie zmienia faktu, że zapewnia nawilżenie i myślę, że ta jego lekka konsystencja jest idealna na tę porę roku. 
Na stronie dr Ireny Eris kosztuje 95 zł, ale w Douglasie jest na niego obecnie promocja i kosztuje 59 zł. Sama się zastanawiam czy go kupić właśnie na teraz, ponieważ moje opakowanie dobiło dna, co mogłyście zobaczyć w ZUŻYCIACH ;)



Balsamujecie się regularnie? Co fajnego używacie do ciała? :)

Buziaki,
Ada.
Keratin Therapy Lisse Design Alfaparf Milano | odżywka i szampon - duety wygładzający

20:28:00

Keratin Therapy Lisse Design Alfaparf Milano | odżywka i szampon - duety wygładzający

Hej ! 

Już mijają ponad 3 tygodnie odkąd używam produktów do włosów Alfaparf Milano, które otrzymałam w ramach współpracy ze stroną hairstore.pl Są to odżywka i szampon, które mają podtrzymać efekt wygładzenia. Do tego dostałam jeszcze suchy szampon i lakier do włosów. Ciekawych mojej opinii zapraszam do dalszej części wpisu :)
OBIETNICE PRODUCENTA 

SZAMPON - szampon to podstawa każdej pielęgnacji, również w przypadku włosów po prostowaniu keratynowym. W bardzo delikatny sposób oczyści twoje włosy, przedłuży działanie kosmetyków zastosowanych w trakcie prostowania oraz nada włosom miękkości i blasku. W jego składzie znajduje się keratyna i dobroczynny olejek Babassu. Włosy bardzo łatwo się rozczesują i są podatne na modelowanie. Oprócz tego produkt nie zawiera silikonów, parabenów i soli. 

ODŻYWKA - po wykonaniu zabiegu keratynowego prostowania włosów Lisse Design należy zaopatrzyć się w odpowiednie kosmetyki do pielęgnacji domowej. Odżywka stworzona została w formule kremu. Delikatnie nawilża włosy, przedłuża i podtrzymuje działanie usługi. W skład wchodzi keratyna, olej Babassu. W efekcie włosy są miękkie, błyszczące oraz bardzo łatwo się rozczesują. Produkt nie zawiera parabenów, siarczanów i soli. Jest bardzo delikatny. 
Oba produkty zamknięte są w płaskich buteleczkach, przez co wyglądają na mało stabilne, ale o dziwo nie przewracały się na półce w łazience. Oba zamykane na klik, porządny, ale nie było problemu, żeby otworzyć, nawet mokrymi rękami. I odżywka i szampon mają pojemność 250 ml. Od otwarcia ważne są 12 miesięcy. Szampon w regularnej cenie kosztuje 57, 20 zł, a odżywka 69, 99 zł. Widzę, że teraz na stronie hairstore.pl jest -30% na te produkty. 

Szampon ma lejącą konsystencję, perłową. W ogóle pięknie, słodko pachnie. Czuć zapach kosmetyków profesjonalnych, trochę jak u fryzjera ;) Szampon dobrze się pieni, co ja akurat lubię, bo nie pieniące się produkty plączą mi okropnie włosy. Już podczas spłukiwania czuć jakie włosy są miękkie i wygładzone. Serio! Napomnę jeszcze, że ja keratynowego prostowania nie miałam, więc do tego się nie odniosę, ale oczywiście oba produkty są też przeznaczone dla osób, które nie poddawały włosy temu zabiegowi, a po prostu potrzebują wygładzenia. Nie miałam absolutnie żadnego problemu z rozczesaniem włosów. Stały się takie miękkie, nawilżone, jedwabiste. Naprawdę jestem zaskoczona działaniem. Może minimalnie obciąża mi włosy, bo moje po prostu są z natury oklapnięte, ale zaczęłam go po jakimś czasie po prostu stosować na samą długość włosa, a skórę głowy myłam innym produktem. Włosy są tak wygładzone, jak po wyjściu od fryzjera. 

Jeśli chodzi o odżywkę jest ona idealnym dopełnieniem. Wzmacnia i przedłuża ten efekt wygładzenia. Jest dość zbita, nie ma problemu z rozprowadzeniem na długości włosów. Należy zostawić ją na 3 minuty i następnie dokładnie spłukać. Dla osób, które mają puszące się włosy, suche, będzie to na pewno miłe zaskoczenie. Włosy są takie wygładzone, że mogłabym je tak cały czas przeczesywać w trakcie spłukiwania, bo były takie mięciutkie i miłe w dotyku. Szampon w duecie z odżywką zapanowały nieco nad moimi baby hair, które lubią odstawać we wszystkie możliwe strony ;) 
Na koniec chcę Wam jeszcze wspomnieć parę słów o lakierze i suchym szamponie w wersji travel. Oba produkty pochodzą z tej samej firmy co poprzedni duet. Suchy szampon teksturyzujący oraz nabłyszczający, mocno utrwalający lakier do włosów. Szampon ma pojemność 75 ml, lakier 100 ml. 

OBIETNICE PRODUCENTA 

SZAMPON - kosmetyk nie dość, że pochłania nadmiar sebum, to jeszcze świetnie unosi włosy u nasady i zapewnia włosom przyjemny zapach. Swoje działanie opiera na formule Moringa Oleifera, która ma właściwości termoochronne i neutralizuje nieprzyjemny zapach. Ponadto produkt zawiera składniki, które są aktywowane ciepłem i chronią przed aktywnością wolnych rodników. Co istotne - suchy szampon pozwala usunąć nadmiar środków do stylizacji z włosów - nie ma konieczności ich mycia na mokro. Można po niego sięgnąć, gdy przypadkiem nałożysz za dużo kosmetyków do stylizacji albo chcesz zmienić szybko już utrwaloną fryzurę. 

LAKIER DO WŁOSÓW - sprawi, że twoje włosy będą doskonale utrwalone, ale pozostaną w ruchu. Ponadto kosmetyk świetnie nabłyszcza włosy. Można uznać, że produkt ten stanowi szczęśliwe zakończenie całej stylizacji i wieńczy jej efekty. Swoje działania opiera na formule Moringa Oleifera, która ma właściwości termoochronne i neutralizuje nieprzyjemny zapach. Ponadto produkt zawiera składniki, które są aktywowane ciepłem i chronią przed aktywnością wolnych rodników. 


Jak widzicie oba produkty działają podobnie. Suchy szampon ma nas ratować w momencie kiedy nasze włosy nie wyglądają zbyt świeżo i ma dawać efekt umytych włosów. Ponadto nadać objętości i piękny zapach. Mogę się z tym zgodzić w przypadku tego produktu. Ma naprawdę przyjemny, delikatny zapach, unosi włosy u nasady, dzięki czemu nie są oklapnięte i po prostu znika efekt tłustych i przylizanych włosów. Czasem używałam nawet w dni, w których moje włosy nie były tłuste, ale po prostu potrzebowały objętości. Miały gorszy dzień ;) Lubię takie mniejsze pojemności, bo mogę zawsze zabrać w podróż, nie zajmują dużo miejsca, a na wyjeździe może się przydać. 

Jeśli chodzi o lakier do włosów, na co dzień nie używam takich produktów, ale chociaż jeden w domu zawsze mam. Z reguły idzie w ruch kiedy gdzieś wychodzę wieczorem i zrobię jakieś loki czy fale czy cokolwiek innego co potrzebuje utrwalenia. Ostatnio sobie nim podniosłam objętość włosów. Wzięłam głowę na dół i po prostu spryskałam lakierem włosy. Absolutnie ich nie skleja, daje fajny efekt uniesionych włosów, ale niestety zbyt długo się nie utrzymał. Moje włosy są odporne chyba na działanie takich produktów. Są jakieś takie na maksa dociążone, że nawet jak chcę je unieść, to efekt jest, ale chwilowy ;) 

Co nie zmienia faktu, że to są dobre produkty i myślę, że warto się nimi zainteresować :) Nie znałam wcześniej tej marki, ale bardzo się cieszę, że miałam okazję je wypróbować. Jeśli miałabym się ponownie decydować na któryś z tych produktów to pewnie byłaby to odżywka wygładzająca. Myślę, że dla moich włosów jest wystarczająca. Po niej będą już wystarczająco gładkie i miękkie. Szamponem, tak jak wcześniej wspominałam, skóry głowy myć nie mogę, bo po prostu mam przyklap wtedy ;) Jeśli macie problem z okiełznaniem swoich niesfornych włosów to zdecydowanie zainteresujcie się tymi produktami. Ja je szczerze polecam ;) 

Co ciekawego Wy stosujecie do włosów? 
Znacie markę Alfaparf Milano?

Buziaki,
Ada ♥
Bath and Body Works | produkty do pielęgnacji ciała | fragrance & fun !

21:45:00

Bath and Body Works | produkty do pielęgnacji ciała | fragrance & fun !

Hej hej ! 

Póki nie zaczęłam pracować w sklepie Bath and Body Works nigdy wcześniej z marką styczności nie miałam. Samą nazwę kojarzę, bo młodsza siostra mi wspominała, ale produktów nie znałam. Nie wiedziałam co maja w asortymencie. Może też dlatego, że do września zeszłego roku sklepy były tylko i wyłącznie w Warszawie. A ja nie jestem jedną z tych osób, które pojadą specjalnie do stolicy po kosmetyki czy ciuchy, bo u mnie tego nie ma, a ja koniecznie muszę mieć.

Cieszę się, że marka się rozwija i już teraz są otwarte 3 sklepy poza Warszawą - Gdańsk, Kraków i Katowice i że miałam okazję ją poznać. Mają w asortymencie naprawdę świetne produkty, nie tylko do pielęgnacji ciała, ale również zapachy do domu. Gdy pierwszy raz weszłam do sklepu w Warszawie, po godzinie miałam już taki ból głowy od tych wszystkich zapachów. Naprawdę można tam zgłupieć ;P Trzeba trochę czasu poświęcić na poznanie produktów, powąchanie chociaż ich części, bo wszystkich na raz nie da rady.
Moim pierwszym produktem, który kupiłam w tym sklepie była mgiełka. Po długich poszukiwaniach padło na A thousand wishes. Wspominałam Wam o niej w ulubieńcach/odkryciach pielęgnacyjnych (obiecuję, że makijażowe też się pojawią) -> klik. Jest to zapach należący do tych słodkich, takich perfumowanych. W składzie ma różowe Prossecco, peonię, bursztyn oraz pigwę. Jak na mgiełki utrzymują się całkiem długo. Może nie tyle co perfumy, ale tak do 5-7 h na pewno. A na ubraniach znacznie dłużej ;) Wszystkie mgiełki są zamknięte w plastikowych butelkach o pojemności 236 ml. Kosztują 99 zł, ale warto polować na nie na promocji. Ja swoją kupiłam za 35 zł we wrześniu, gdy byłam na szkoleniu w Warszawie. Nie często zdarzają się takie obniżki i nie trwają długo (zwykle 2-3 dni), więc warto wtedy się w nie zaopatrzyć. Są naprawdę wydajne i przepięknie pachną. Ideą marki jest przede wszystkim zapach. Nie znajdziecie nigdzie takich połączeń zapachowych. Dlatego jest to sklep dla każdego - każdy znajdzie na pewno ten swój ulubiony zapach, z którym będzie miał miłe wspomnienia, do którego będzie miał sentyment. Mi mgiełka A thousand wishes będzie się już tylko kojarzyć z Warszawą, ze szkoleniem, z czasem spędzonym ze świetnymi dziewczynami, z którymi świetnie się bawiłam przez te prawie 3 tygodnie♥♥ Ale okej, trochę odbiegam od tematu ;)

Kolejna mgiełka, która się u mnie pojawiła to Violet Plum (której niestety nie ma na zdjęciu, bo została w domu rodzinnym :/). Jest to zapach z kolekcji jesiennej i mimo, że za ciężkimi zapachami nigdy nie przepadałam ten mi tak przypadł do gustu. Zakochałam się od pierwszego powąchania ;) Jest to połączenie cukrowych śliwek, fiołków i nut drzewnych. Ma naprawdę ciekawy i oryginalny zapach. Tę z kolei kupiłam na wyprzedaży za 45 zł. Zapach na tyle mi się spodobał, że dobrałam sobie do niego jeszcze krem do ciała. Jest to chyba moja ulubiona forma mazidła do ciała. Ma gęstą konsystencję, dobrze się wchłania i zapewnia 24-godzinne nawilżenie. Zawiera w składzie masło shea. Tubka ma pojemność 226 ml i kosztuje 79 zł. Ale np. w weekend 22-24.03. wszystkie balsamy, masła i kremy do ciała były za 25 zł :) Także uwierzcie nie trzeba tracić w tym sklepie fortuny. Chociaż czasem można, bo sklep naprawdę uzależnia;) Wiem sama po sobie ;) Wracając do kremu, dodam jeszcze, że nasmarowanie się nim, po czym popsikanie mgiełką o tym samym zapachu, wzmacnia trwałość i intensywność zapachu.
Oprócz mgiełek i kremów pojawiły się u mnie też żele pod prysznic. Póki co przetestowałam 2 warianty zapachowe + jeden męski dla mojego mężczyzny. Oba zapachy pochodzą z jesiennej kolekcji - Crisp Orchard Leaves oraz Champagne Apple & Honey (który jak widać prawie sięgnął dna). Co je wyróżnia oprócz oczywiście nieziemskiego zapachu? Świetnie się pienią, a wystarczy naprawdę odrobinka. Mają niestety w składzie znienawidzone SLS-y, ale powiem Wam, że nie odczuwam jakoś, żeby wysuszały mi skórę, a ja jestem posiadaczką bardzo suchej skóry. Mają w składzie przede wszystkim witaminę E, aloes oraz olej kokosowy. Mi SLS-y nie służą jedynie w szamponach, bo potrafią mi podrażnić skórę głowy. Można ich z powodzeniem używać jako płyn do kąpieli, bo naprawdę pianę robią wybitną :D Jeśli chodzi o Champagne Apple & Honey jest to bardzo słodki zapach, otulający dzięki połączeniu soczystej mieszanki różowego jabłka, musującego szampana, słodkiego jaśminowego miodu oraz jesiennych czystych lasów. No nie ukrywam, trzeba samemu to powąchać i zinterpretować zapach po swojemu, bo każdy czuje co innego :D Dla mnie jest to słodki zapach, lekko owocowy, wyczuwam jabłka i miód. Z kolei Crisp Orchard Leaves producent opisał zapach w ten sposób: plastry jesiennej gruszki, chłodne powietrze, świeżo zebrane jabłka oraz liście dębu. Jest to bardzo wyważony zapach, trochę spokojniejszy, jak ja to mówię 'liściowy'. Mogą go polubić osoby, które nie przepadają za mocno słodkimi zapachami. Wyczuwalne są gruszki i liście. Może też trochę świeże, chłodne powietrze... Powiem Wam, że poznawanie tych zapachów może być całkiem niezłą zabawą. Jak się tak na maksa człowiek skupi, zamknie oczy to może z tego wyjść ciekawa interpretacja ;) Na zdjęciu widzicie jeszcze jeden żel pod prysznic, jest to męski Bourbon, który kupiłam oczywiście z myślą o moim facecie. Dla mężczyzn również kosmetyki w Bath and Body Works można kupić ;) Jest to właściwie produkt 2 w 1 do mycia ciała i włosów. Z reguły mężczyźni wybierają takie rozwiązanie. Bourbon to mieszanka białego pieprzu, ciemnego bursztynu i dębu Kentucky ;) Dla mnie jest to zapach bardzo świeży, męski przełamany właśnie tym pieprzem. Mój chłop zadowolony to ja też :) 
W sklepach bbw jest również bardzo duży wybór peelingów do ciała. Ja na początek wybrałam ten z serii Sea Tox. Jest to taka seria trochę wakacyjna, świeża, morska. Nie ukrywam, że kolor mi się spodobał ;) Ale też właściwości. Peeling nie należy do mocnych zdzieraków. Jest to raczej tak zwany peeling myjący, bo przy użyciu nawet się pieni ;) Drobinki zdzierające ma i ja go lubię używać np. przed goleniem nóg. Super wygładza skórę, jest po nim miękka i nawilżona. Jest to na pewno seria dla osób, które nie przepadają za słodkimi, kwiatowymi zapachami. A raczej takimi neutralnymi. Asortyment jest ogromny i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie ;) Z tej serii dostępne są jeszcze mgiełka, balsam, krem do ciała, żel pod prysznic, balsam z błyszczącymi drobinkami (świetnie wygląda na opalonej skórze), pianka do włosów, sól do kąpieli oraz maska z wodorostami, która może być stosowana i do ciała i do twarzy. To jest dopiero sztos! Pokazywałam Wam ją na Instagramie, gdy byłam na szkoleniu w Warszawie. Wzięłam sobie próbki do hotelu i wypróbowałam. Maska dość konkretnie oczyszcza, odświeża i ma działanie detoksykujące. 
Ostatnie produkty, o których Wam opowiem są mydła. Są dostępne żelowe oraz piankowe. Obie formy bardzo lubię, aczkolwiek te żelowe chyba bardziej ;) Lubię ich konsystencję. A pianki na pewno będą niezłą frajdą dla dzieci, ale nie tylko ;) Z doświadczenia wiem, że klienci raczej decydują się na pianki. Cena jednego mydełka to 39 zł. Jest to nie mało jak na mydło do rąk, jednak można je kupić w stałej promocji 2 za 49 zł. Są też na wyprzedażach za 20 zł. Powiem Wam jednak, że cena idzie za jakością. Nie dość, że jest to bardzo dobry produkt myjący to dodatkowo marka oferuje przeogromny wybór w kwestii zapachu. Naprawdę ciężko się czasem zdecydować na jeden czy dwa produkty ;) Ma w składzie SLS-y, ale oprócz tego olej kokosowy, aloes oraz witaminę E
Ja akurat wybrałam Salted Bergamot, który niestety już sięgnął dna i już żałuję, że nie kupiłam więcej na zapas. Zapach jest po prostu obłędny! Prawdopodobnie ze względu na bergamotkę, którą ja uwielbiam w kosmetykach. Oprócz bergamotki mamy tu również salty air słone powietrze oraz orange leaf liść pomarańczowy. Ja jestem fanką właśnie takich cytrusowych, świeżych zapachów. Dlatego też drugie mydełko Monoi Oil Fiji White Sands już niezbyt zapachowo przypadło mi do gustu. Konsystencję ma naprawdę świetną! Dzięki zawartości olejku Monoi konsystencja różni się nieco od tych żelowych - jest taka właśnie oleista, mocno nawilżająca i ręce po niej są miękkie i gładkie. Jednak nutami zapachowymi są white sands białe piaski, vanilla orchid waniliowa orchidea oraz warm amber bursztyn, które nie do końca do mnie przemawiają. Jest mocno słodki, wręcz mdły. W sklepie mi się podobał, a w domu już nie :D no tak działa kobiecy umysł niestety :D Oczywiście je zużyję, bo nie jest to na tyle męczący zapach, żebym go odstawiła w kąt, ale więcej się na niego nie zdecyduję. W planach mam zakup zapachów - Peach Bellini, Black Cherry Merlot, Kitchen Lemon (które świetnie radzi sobie z pozbyciem się nieprzyjemnych zapachów z rąk typu cebula, ryba itp.) oraz na pewno coś z nowej kolekcji. Są iście wiosenne, kolorowe, egzotyczne. Kusi mnie Island Papaya, Cucumber Melon oraz White Tea & Sage. Jeśli tylko macie okazję odwiedzić sklep koniecznie się im przyjrzyjcie i oczywiście powąchajcie ;) W każdym sklepie BBW dostępny jest zlew, z którego można skorzystać i samemu, na własnej skórze wypróbować konsystencję, zapach oraz właściwości. 


Na dzisiaj to tyle. I tak wyszedł niesamowity tasiemiec i podziwiam wszystkich, którzy dobrnęli do końca ;) Mam Wam jeszcze do opowiedzenia trochę na temat serii Aromaterapia oraz zapachów do domu. Zorientowałam się w trakcie pisania, że wyszedł już dość długi wpis, a tu jeszcze tyyle do opisania, dlatego resztę produktów przerzucam na następny wpis ;) 

Dajcie znać co myślicie o tych produktach :) 
Może macie jakieś i polecacie? ;) A może może zainteresuje Was rozdanie z tymi produktami? Czekam na Waszą opinię :)

Buziaki,
Ada.
projekt denko | B&BW | Cien | Avene | Mediheal | Lovely | Ecocera

18:16:00

projekt denko | B&BW | Cien | Avene | Mediheal | Lovely | Ecocera

Hej wszystkim ! 

Bez zbędnych wstępów zapraszam Was na zużycia poprzednich miesięcy. Będzie trochę pielęgnacji twarzy, trochę włosów i kolorówki :) 
Z produktów do włosów zużyłam szampon z L'Oreal seria Botanicals Fresh Care Lavender. Dostałam z wizaz.pl cztery produkty z tej serii. Szampon sprawdził się całkiem nieźle. Nie ma w składzie sls-ów, ale dobrze się pienił. Miał ładny, delikatnie lawendowych zapach. Dobrze oczyszczał, ale miałam wrażenie, że trochę obciążał włosy. Postaram się przygotować dla Was wpis o wszystkich produktach, które miałam okazję używać ;) Drugi produkt L'Oreal to odżywka z serii Magiczna Moc Glinki. To już kolejne opakowanie u mnie. Ma piękny zapach, super wygładza włosy, pozostawia je świeże, nie obciąża i nie wysusza. 
Udało mi się zużyć też 3 kremy do rąk. Miałam ich trochę pootwieranych. Krem z Ziai Grapefruit z Miętą miałam zawsze na szafce nocnej. Już kiedyś o nim pisałam na blogu. Był lekki, przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał. Idealny do użytku w domu, przy komputerze, bo szybko się wchłaniał i nie pozostawiał lepiej warstwy. Kremy do rąk z Evree bardzo lubię. Miałam wcześniej wersję regenerującą czerwoną, a ta ze zdjęcia to odżywcza. Oba są świetne. Dobrze nawilżają, ładnie pachną, są wydajne i dobrze się wchłaniają. Z kolei ten z Avon z serii Planet Spa był to nawilżająco - relaksujący krem do rąk z lawendą i jaśminem. Działanie miał naprawdę fajne, skóra po nim była taka miękka, nawilżona. Podobał mi się ;) Niestety zapach nie do końca. Jak dla mnie pachniał identycznie jak regenerujący krem do stóp od Evree :P Ale jeśli inne wersje zapachowe mają tak dobre działanie jak ten to chętnie się skuszę.
Kto mnie obserwuje na Instagramie ten wie, że ostatnio polubiłam się bardzo z maseczkami w płachcie. A te z Mediheal wyjątkowo mi pasują. Była promocja w Super-Pharm, więc kupiłam 5 na zapas. Tą ze zdjęcia Dress Code Violet wyłapałam w Lidlu za niecałe 9 zł. Jest to maseczka rozświetlająca w niebanalnej odsłonie. A mianowicie w formie maski karnawałowej ;) Uważam, że to fajny dodatek. Wygląda naprawdę ciekawie ;D Na Instagramie z resztą pokazywałam, kto jeszcze nie obserwuje zapraszam serdecznie -> klik. Maska jest mocno nasączona, świetnie nawilża skórę, pozostawia ją miękką, gładką i rozświetloną. Ja z reguły takie maski nakładam przed wieczornym wyjściem na miasto :) Druga maska z kolei pochodzi z Bath and Body Works - jest to maska glinkowa, której pozostałości po zdjęciu trzeba zmyć. Wiecie jak to wygładza skórę? Szok! Na pewno jeszcze się na nią zdecyduję. Cena 19, 99 zł. Jeśli macie sklep bbw niedaleko to polecam zajrzeć. Teraz są w fajnej promocji 1+1 gratis :)
I ostatnia grupa produktów to kosmetyki do makijażu. Gąbka Blend it! była już w poprzednim denku, musiała mi się zawieruszyć w torbie ze zużytymi produktami i dopiero podczas pisania postu się zorientowałam ;) Puder Lovely Cooking Time to dobra inwestycja, jeśli można to tak nazwać, ponieważ dałam za niego całe 9 zł. Świetnie nadaje się do backingu i utrwala makijaż na długie godziny. Nie robi efektu ciastka i nie wysusza. Przyjemnie pachnie, jest drobno zmielony, ale jakoś szybko się skończył. Puder ryżowy z Ecocera jest moim must-have zwłaszcza latem. Makijaż nim utrwalony jest nie do ruszenia nawet podczas wysokich temperatur. I gdyby nie fakt, że dziad jeden mi spadł i cały się rozsypał to bym go jeszcze miała. Naprawdę jest wydajny. Na szczęście majątku nie kosztuje i jest dostępny w kosmetykomanii stacjonarnie u mnie na osiedlu, więc kupię po prostu kolejne opakowanie i postaram się go nie wysypać ;) Róż z Diadem Cosmetics to produkt, który znalazłam w Shinybox parę lat temu i przez ostatni czas był przeze mnie dość mocno maltretowany. Pojawił się nawet w ulubieńcach w zeszłym roku -> klik. Niestety końcówka się pokruszyła i stwierdziłam, że nie ma sensu go już trzymać. Dam mu odejść. Tym bardziej, że w zanadrzu mam jeszcze trzy inne, które też trzeba kiedyś zużyć ;) Ale bardzo go lubiłam! Jeśli chodzi o rozświetlacz z Wibo na pewno wszyscy go znacie. Mój egzemplarz już jest mocno zużyty i myślę, że jeszcze bym z niego dużo wycisnęła, ale termin przydatności minął. Widzę to nawet po tym jak wygląda na skórze. Zaczął się dziwnie ważyć, więc ląduje do kosza. 

I to tyle ! Dajcie koniecznie znać czy miałyście któryś z produktów. Co Was zaciekawiło? Co się u Was sprawdziło bądź nie? 

Buziaki,
Ada.
Bielenda Green Tea serum multifunkcyjne cera mieszana | mój hit pielęgnacyjny

19:01:00

Bielenda Green Tea serum multifunkcyjne cera mieszana | mój hit pielęgnacyjny

Hej !

Właśnie jestem w domu rodzinnym. Po ciężkim miesiącu w końcu mam wolne i to aż 4 dni. Szok ;) Postanowiłam przyjechać do rodzinki, bo nigdzie tak nie odpocznę jak tu. Popołudnia spędzam z rodzicami i siostrą, a do południa mogę nadrobić trochę blogowe sprawy. Ostatnio mniej postów się pojawia, ale naprawdę nie miałam kiedy usiąść do laptopa. Nawet jeśli miałam jakiś pojedynczy dzień wolny to wiecie jak to jest - totalny relaks, cały dzień w szlafroku przed telewizorem. Bardziej wtedy aktywna jestem na Instagramie. Tych z Was, których tam jeszcze nie ma, serdecznie zapraszam -> klik.

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o moim totalnym hicie pielęgnacyjnym, o którym wspominałam Wam już tyle razy i nie raz obiecałam oddzielną recenzję. No i w końcu się wzięłam ;) Zainteresowanych zapraszam do dalszej części wpisu ;)
SERUM MULTIFUNKCYJNE | CERA MIESZANA

Pierwszy raz spotkałam się z tym produktem, gdy pracowałam jeszcze w drogerii Super Pharm. Nie interesowałam się nim, ponieważ nigdy nie miałam problemów z cerą. Aż do czasu, gdy moja cera zaczęła się buntować i wtedy koleżanka mi poleciła to serum. Bielendę zawsze lubiłam, więc postanowiłam spróbować.

Jak widzicie serum znajduje się w małej buteleczce o pojemności 15 ml. Mamy 4 miesiące na jego zużycie, ale powiem Wam, że przy codziennym stosowaniu znacznie szybciej się kończy. Serum jest zaopatrzone w pipetkę, która niestety, gdy produkt jest na wykończeniu nie dosięga tych resztek, ale dla mnie to nie jest żaden problem. Wystarczy wylać produkt prosto z buteleczki, dzięki czemu można go wykorzystać do ostatniej kropli. Konsystencja jest lekka, lejąca. Ja nakładam produkt bezpośrednio z pipety na skórę. Na czoło, lewy polik i prawy i wklepuję. Serum bardzo ładnie pachnie, świeżo i delikatnie. Dokładną analizę składu znajdziecie u Natalii Elfnaczi -> klik. , która pisała o produktach z tej serii w zeszłym roku. 

Serum ma za zadanie według producenta systematycznie i skutecznie pielęgnować cerę mieszaną, normalizować wydzielanie sebum i regulować pracę gruczołów łojowych, tonizować, nawilżać i odżywiać oraz poprawiać jakość naskórka skłonnego do niedoskonałości. Więcej możecie poczytać o obietnicach producenta na stronie Bielendy. 
Ja używałam go tylko i wyłącznie na noc, tak jak zaleca producent. Na początek codziennie, potem co kilka dni. Ten produkt jest moim małym odkryciem w pielęgnacji. Gdy moja cera naprawdę się buntowała, całą prawą stronę miałam w okropnych krostach, bolących i czerwonych. Nie wiem czemu, ale zaatakowało tylko prawą stronę, lewa była czysta. Często też na brodzie coś się pojawi. Gdy zaczęłam używać serum poprawę widziałam właściwie już po 2 tygodniach. Skutecznie rozprawiło się z moimi niedoskonałościami, złagodziło zaczerwienienia i pozbyło się przebarwień. Co dla mnie najważniejsze - ograniczyło pojawianie się nowych nieprzyjaciół. Skóra jest oczyszczona, gładka, pory są zmniejszone. Jedyny minus - przy codziennym stosowaniu niestety może trochę przesuszać. Ja niestety mam cerę generalnie suchą z pojawiającymi się co jakiś czas niedoskonałościami, dlatego też nie chciałam nic silnego typu Effaclar Duo z La Roche Posay, bo wiedziałam, że mnie wysuszy na wiór. Serum z Bielendy nie jest aż tak mocne, ale też niestety delikatnie wysusza. Wtedy już nie stosuję go codziennie, tylko co kilka dni. A w pozostałe dni coś mocno nawilżającego na noc, regularnie używam peelingu i nawilżających maseczek w płachcie. Przy regularnym stosowaniu widać poprawę. Skóra jest rozjaśniona, wypryski znikają, nie pojawiają się nowe, pory widocznie zmniejszone.

To była naprawdę dobra decyzja - wprowadzenie tego produktu do swojej pielęgnacji. Ja je kupuję regularnie. Znajdziecie je w każdej drogerii kosmetycznej. Jego cena regularna to ok. 33 zł. Można je dorwać oczywiście o połowę taniej na różnych promocjach. I ja je też wtedy kupuję za jakieś 15-16 zł ;) Wiem, że wiele z Was lubi i poleca serum z kwasem migdałowym z Bielendy. Też pewnie kiedyś wypróbuję, ale póki co Green Tea jest numerem jeden. Nie trzeba za niego dać miliony monet, więc jeśli borykacie się z niedoskonałościami skóry, polecam wypróbować. Może sprawdzi się i u Was ;)


Znacie ten produkt? Sprawdził się u Was? A może polecacie jakiś inny produkt z Bielendy? 

Buziaki,
A.