| denko #6 |

9 marca 2016 |
Cześć Wam!

Co u Was? Jak nastroje? Wczoraj u mnie było przepiękne słoneczko, a dzisiaj już deszczowo i pochmurnie. Ale mam nadzieję, że słońce wróci czym prędzej. Jutro jestem cały dzień w pracy, więc dzisiaj napisałam dla Was nowego posta. A będą to zużycia z 3 miesięcy. Ostatnie denko przedstawiałam Wam na początku grudnia w TYM wpisie. Zapraszam do poczytania, trochę się rozpisałam ;) i do pooglądania zdjęć.


PŁYNY DO DEMAKIJAŻU

Garnier, płyn micelarny 3w1, Perfecta, mineralny płyn micelarny. Nie będę się za dużo rozpisywać. Porównanie tych dwóch produktów znajdziecie w TYM poście. Powiem tylko, że oba są równie dobre. Na pewno wrócę do któregoś z nich, ale na ten moment używam innego płynu.


ŻELE POD PRYSZNIC

Nivea, Supreme Touch - kremowy olejek pod prysznic. Zawiera olejki shea i macadamia i zapach białej magnolii. Nie przepadałam nigdy za kremowymi żelami pod prysznic, ale akurat ten był naprawdę fajny. Ładnie pachniał, fajnie się pienił. Nie wiem czy nawilżał, nie przykuwam do tego aż takiej uwagi, z racji tego, że po każdej kąpieli nakładam balsam.

Lirene, oliwka z mango - kocham mango, więc zapach idealny dla mnie. Uwielbiam owocowe wonie pod prysznicem, które przyjemnie odświeżają. Żele z Lirene chyba zaczęły królować wśród wszystkich, które miałam do tej pory. Obecnie używam oliwki z bawełny, który też jest świetny. Jeśli nie miałyście jeszcze okazji go wypróbować, szczerze polecam.

Isana, olejek pod prysznic - pokładałam w nich spore nadzieje, ale niestety zawiódł. Przede wszystkim zapach. Dość męczący, dziwny... Nie umiem opisywać zapachów, także zanim zdecydujecie się na jego kupno, radzę najpierw powąchać. Jak przy wszystkich innych żelach zawsze to robię, tak przy tym jakoś mi to umknęło. Nie zauważyłam, aby skóra po nim była jakoś nadzwyczaj nawilżona. Zużyłam go do depilacji, przy czym się sprawdzał. Nie kupię ponownie.



PRODUKTY DO WŁOSÓW

Marion, termoochronna mgiełka, chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury, suszarka & lokówka - bardzo dobry sprej ochronny. Świetnie się spisał. Używałam go zawsze przed prostowaniem włosów i dzięki niemu włosy znacznie mniej się niszczyły. Są dostępne dwie pojemności. Ja posiadałam 130 ml, ale wiem, że są jeszcze mniejsze. Naprawdę warto go kupić, zwłaszcza, że dostaniemy go za nie całe 10 zł.

Pantene, szampon, ochrona przed wypadaniem włosów - powiem Wam, że z szamponami mam podobnie jak z żelami pod prysznic. Praktycznie za każdym razem kupuję inny. Przez dłuższy czas używałam z L'Oreal odbudowujący, ale postanowiłam wykazać się innym markom takim jak Pantene czy Syoss. Z reguły kupuję odbudowujące lub przeciw wypadaniu włosów. Czy włosy przestały wypadać? Trochę na pewno. Wiadomo, że problem całkowicie nie zniknął, ale włosów na szczotce jest zdecydowanie mniej. Dobrze się pienił przy małej ilości, ładnie pachniał.

Ziaja, maska i szampon intensywnie wygładzający do włosów niesfornych - nie mam problemów z niesfornymi kosmykami, więc nie mogę się za bardzo wypowiedzieć czy ten duet rzeczywiście okiełznałby takie włosy. Szamponu zdecydowanie było za mało w saszetce na moje długie włosy, a jeśli chodzi o maskę mega je wygładziła i po kąpieli były mięciusie i miłe w dotyku ;)

L'biotica, Biovax, maska intensywnie regenerująca - jedna saszetka to zdecydowanie za mało, aby powiedzieć czy maska rzeczywiście działa. Mogę jedynie napisać, że nie plącze włosów, fajnie wygładza i ładnie pachnie.


KOLORÓWKA

TUSZE DO RZĘS

W końcu pozbyłam się zalegających tuszy do rzęs. Zostały mi tylko 3. Te na zdjęciu po prostu wyschły. Dwa pierwsze czyli Maybelline The Rocket Volum Express Waterproof oraz The One by One Volum Express Intense Black mają silikonowe szczoteczki, grube takie jak lubię. Świetnie podkreślały rzęsy, rozdzielały je i tusz nie rozmazywał się w ciągu dnia. Już dawno wyschły i jak do tej pory nie powróciłam do nich, bo lubię testować nowe produkty.

Następnie Wibo, Growing Lashes - znany chyba przez wszystkich. Charakteryzuje się cienką, krótką i silikonową szczoteczką. Był fajny pod względem podkreślenia rzęs. Naprawdę efekt był WOW, ale niestety, co jest dla mnie najbardziej istotne, osypywał się w ciągu dnia. Stanowczo mówię nie.

Dwa ostatnie pochodzą z Avonu Aero Volume oraz Colotrend Magic Lift Mascara. Ta pierwsza na rzęsach nie robiła kompletnie nic. Naprawdę. Rzęsy wyglądały tak samo bez tuszu. W ogóle nie lubię szczoteczek z włosia, więc nie wiem jak on znalazł się w mojej kosmetyczce. Ostatni gagatek fajnie podkreślał rzęsy, lubię taki kształt szczoteczki i co po za tym? Szczerze to nie pamiętam, Trochę leżał i jedyne co mi utkwiło w pamięci to właśnie to, że rzęsy były podkreślone.



PODKŁADY

Rimmel, Match Perfection. Nie zużyłam go do końca, bo data ważności po prostu minęła. Nie lubiłam go. Słabo krył, był strasznie lekki. Wybrałam też chyba za jasny odcień. Nie wrócę do niego na pewno. 

Kobo Professional, Smoothing Make Up - do niego też nie wrócę. Słabo kryjący i ścierał się w ciągu dnia i to już po godzinie. Oprócz podkładu miałam jeszcze lakier do paznokci z Kobo, który również okazał się bublem.



Oriflame, Pure Nature, ochronna pomadka - bardzo ładnie pachniała i robiła to co miała robić, czyli chroniła usta przed zimnem.

Nola, błyszczyk - kiedyś, bardzo dawno temu dostałam od koleżanki. Leżał przez te kilka lat kompletnie nie używany, więc nie mogę o nim nic powiedzieć. Ląduje do kosza, bo ja nie używam takich rzeczy.

Wibo, eyelinery - TU macie dokładna recenzję. Na pewno wiecie, że jest to stały bywalec w mojej kosmetyczce. 

Miss Sporty, błyszczyk - kolejny, który leżał i nie wiem nawet skąd się wziął ;P

Avon, korektor - jest to korektor w sztyfcie, kremowy. Dobrze zakrywał niedoskonałości. Nie wiem czy jest obecnie dostępny w ofercie.

Essence, kredka do oczu - nie była zbyt trwała, ścierała się po kilku godzinach i pod koniec dnia już nic z niej nie zostawało.

Rimmel, Stay Matte - puder prasowany. Lubiłam go. Dobrze matował twarz, współgrał z podkładami. Nie mam generalnie nic mu do zarzucenia.



Vedara, Golden Sweet Peeling - peeling do ciała. Całą recenzję znajdziecie TUTAJ. Dobry zdzierak, dla mnie aż za mocny. Niestety zapach jest nie do zniesienia wg mnie. I właśnie ze względu na zapach nie zdecydowałabym się na niego. Znalazłam go we wrześniowej edycji ShinyBox ubiegłego roku.

Syis, krem pod oczy - również znalazłam go we wrześniowym ShinyBox. Nic Wam o nim nie powiem, ponieważ długo się za niego zabierałam. Kilka razy użyłam, ale nie regularnie, więc efektów jako takich nie było. A później okazało się, że jego ważność mija pod koniec stycznia i po prostu nie zdążyłam dać mu ponownie szansy. Jeśli miałyście, chętnie poznam Wasze opinie.

Clarins, HydraQuench Cream, dla suchej skóry - jest to próbka, więc o działaniu nic Wam nie powiem. Chciałam jedynie przedstawić pierwsze wrażenie, które nie było dobre niestety, ponieważ krem wolno się wchłaniał i przeokropnie rolował. Hmm... do tanich nie należy, więc po zużyciu tej próbki chyba się na niego nie zdecyduję.


Dajcie znać , które produkty miałyście bądź Was zainteresowały.
Buziaki,
Addele ♥

31 komentarzy:

  1. bardzo lubię ten tusz The One by One Volum ma fajną szczoteczkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oprócz micela z Garniera, którego nie polubiłam, miałam mgiełkę z Marion, który był całkiem ok :) Poza tym, nie miałam żadnego z tych produktów

    OdpowiedzUsuń
  3. Ile kolorówki! Dobrze wspominam żel Lirene:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No no, niezłe Ci poszło! I ile kolorówki :) brawo! Ja z Twojego denka najbardziej kojarzę Garnier, bo to moj płyn micelarny numer jeden oraz puder Stay Matte, bo swego czasu bardzo go sobie chwaliłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapach olejku z Isany jest specyficzny, ale ja ten olejek lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Stay Matte i płyn z Garniera znam. Obie rzeczy bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja akurat ten podkład z Rimmela polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. szczerze z twojego denka jeszcze żadnego produkty nie używałam :) jestem wierna markom i mało testuje :)
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  9. ale dużo kolorówki udało CI się zużyć :D a olejek z isany rzeczywiście średnio pachnie, ale moja skóra bardzo go lubi i nie jest po nim wysuszona :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Peeling chętnie bym wypróbowała, a tą mgiełkę z Marion muszę sobie sprawić:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już wyzbyłam się dużej ilości zbędnych kosmetyków mieszkając w 2 miejscach, mam tylko jeden tusz! ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Tusze z Avonu genialne szczoteczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super wpis, uwielbiam czytać o kosmetykach, wtedy wiem w co warto zainwestować :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W sumie nic z Twojego denka nie używałam

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam ten tusz One by One i byłam z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa jestem tego kremowego olejku :)

    Zapraszam do obserwacji naszego bloga !:)

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja ten olejek z isany lubilam mimo specyficznego zapachu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam płyn micelarny z Garniera dla mnie jedyny niezastąpiony :)

    OdpowiedzUsuń
  19. kocham ten płyn z garniera :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zużyłaś 5 tuszów do rzęs w trzy miesiące? ;o Hardkor! :D
    Bardzo lubię płyny micelarne garniera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, większość to jakieś starocie, które trzymałam. Używałam innych, o tamtych zapomniałam aż wyschły ;)

      Usuń
  21. great blog :) have a nice weekend :)
    I follow you :)

    http://itsmetijana.blogspot.rs/

    OdpowiedzUsuń
  22. uwielbiam żele pod prysznic z lirene<3

    OdpowiedzUsuń
  23. słyszałam sporo dobrego o tym płynie micelarny Garniera.

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam ponownie ♥



SZABLON BY: PANNA VEJJS.