My Secret | Kobo Professional | Sensique | produkty do makijażu | drogeria Natura

10 lutego 2019 | 32 komentarze
Hej. Rzadko tu ostatnio bywam, muszę się w końcu zmobilizować do regularnego wstawiania postów. Mam po prostu dużo pracy i jakoś nie mogę się zorganizować, ale obiecuję poprawę ;) Miałam Wam przedstawić moich ulubieńców makijażowych 2018 roku, ale ciągle mam problem ze zdjęciami. Robiłam je chyba już ze trzy razy i ciągle wychodzą nie tak jak trzeba :/ 

Dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was wpis o produktach z drogerii Natura, które dostałam już jakiś czas temu. Powiem Wam, że marki z niższej półki cenowej naprawdę ostatnio zaskakują. Wypuszczają naprawdę dobrej jakości produkty. I dzisiaj pokażę Wam parę z nich.
Marka My Secret stworzyła palety cieni Natural Beauty Eyeshadow Palette, które są odpowiednie zarówno do makijażu dziennego jak i wieczorowego. Cienie mają jedwabistą formułę, dobrze nabierają się na pędzel i super przylegają do powieki. Troszkę się pylą, ale podczas nakładania nie osypują i w ciągu dnia też nie. Mają bardzo dobrą pigmentację, dobrze się blendują i nie bledną podczas rozcierania. 
Są dostępne 3 wersje kolorystyczne. Ja posiadam dwie: Ocean Storm oraz Sweet'n'Spicy. Ocean Storm to paleta trzech różnych odcieni zieleni. Wszystkie trzy są połyskujące i najlepiej aplikować je palcem. Naprawdę piękne makijaże można nimi wyczarować. Nie lubiłam nigdy zieleni, ale przekonałam się do nich. 
Sweet'n'Spicy to z kolei paleta ciepłych odcieni - brzoskwiniowy, różowy oraz fiolet. Są one matowe. Ta zdecydowanie bardziej do mnie przemawia. Używam jej do dziennych makijaży. Dobrze się czuję w takich odcieniach. Poniżej wstawiam Wam makijaż z wykorzystaniem jednej z tych palet ;) 
Jeśli chodzi o ogólny wygląd i jakość paletek, są zrobione z porządnego plastiku, zamykane na zatrzask. Powierzchnia dość mocno się rysuje, ale mi to jakoś bardzo nie przeszkadza. Nie oszukujmy się - jest to produkt za grosze, także nie ma to jakiegoś większego znaczenia. Podoba mi się to, że są kompaktowe, idealne do zabrania w podróż. Jeśli jeszcze ich próbowaliście koniecznie się nimi zainteresujcie. Dostaniecie je oczywiście w drogerii Natura za 18. 59  zł. Z informacji, które otrzymałam, paletki są edycją limitowaną, także korzystajcie póki są ;)
Zdjęcie oczywiście nie oddaje rzeczywistości - na żywo kolory są dużo bardziej napigmentowane. Niestety nie mam dobrego sprzętu. 
Marka Kobo uraczyła nas nowymi, kremowymi korektorami Creamy Camouflage Correcting & Contouring. Dostępne są w trzech odcieniach 401 fair, 402 light beige, 403 natural beige. Korektory mają lekką konsystencję, raczej średnie krycie. Mają mały aplikator, którym bez problemu aplikuje się produkt. Mi najbardziej odpowiada odcień 402, najjaśniejszy oddałam siostrze, najciemniejszy mamie ;) Cieszę się, że mam komu oddać produkty, które dostaję, dzięki czemu się nie marnują, a inni mogą skorzystać ;) 
Osobiście wolę bardziej kryjące korektory, aby zakryć niedoskonałości oraz zasinienia pod oczami, gdy się nie wyśpię;) I ten korektor nie do końca mi to zapewnia. Niestety zasinienia przebijają, także jeśli nie macie z nimi problemów, może Was zainteresuje. Jest lekki i nie obciąża cienkiej skóry pod oczami i nie wysusza jej. Odcienie są całkiem trafne. Myślę, że pomimo dostępnych zaledwie 3 kolorów, znajdziecie swój, który będzie Wam pasował ;) Dostaniecie je w cenie 18. 99 zł. 
Marka Sensique również wypuściła korektory - długotrwałe i kryjąco-matujące Skin High Coverage Liquid Concealer. Również dostępne w trzech odcieniach 1 Porcelain, 2 light beige, 3 sand beige. Ja przytuliłam 2, reszta poszła w świat ;) Jak widać szata graficzna jest prosta i skromna i takie mi odpowiadają. Korektor ma również mały aplikator.
Ten korektor bardziej przypadł mi do gustu. Ma dobre krycie, gęstą formułę i trwałość. Nie wchodzi w załamania i trzyma się przez cały dzień. Mimo matowego wykończenia nie wysusza mojej skóry pod oczami i w ciągu dnia nie wygląda też na niej sucho. Tutaj również odcienie wypadają całkiem fajnie. Dostaniecie go za 14. 99 zł. Używam go też jako bazy pod cienie i tu również zdaje egzamin. Lubię, gdy korektory zapewniają mi dobre krycie oraz nie obciążają skóry i właśnie ten korektor mi to zapewnia ;)

Warto czasem zajrzeć do drogerii Natura i zerknąć na te tańsze marki, bo można znaleźć tam perełki :) 

Coś Wam wpadło w oko ? Może macie któryś z produktów? 

Buziaki,
Ada

Lily Lolo | naturalne produkty do makijażu | paleta cieni | puder | róż | pędzel

27 stycznia 2019 | 18 komentarzy
Hej hej!

Ostatni post był na początku miesiąca i byli to pielęgnacyjni ulubieńcy roku. Niebawem pojawią się ulubieńcy z produktami do makijażu, a dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o produktach naturalnych marki Lily Lolo. W TYM poście opowiadałam Wam o podkładzie mineralnym, mgiełce utrwalającej, pędzlu Kabuki, pomadce oraz błyszczyku. A dzisiaj z kolei podzielę się z Wami opinią o różu, pudrze, pędzlu do blendowania oraz paletce cieni.
MATUJĄCY PUDER SYPKI FLAWLESS MATTE

Mineralny podkład bardzo dobrze się u mnie sprawdził, więc byłam ciekawa jak to będzie z pudrem. Po konsultacji z panią Aleksandrą ze sklepu Costasy.pl wspólnie wybrałyśmy puder Flawless Matte. Potrzebowałam czegoś matującego i utrwalającego, ale żeby nie był to taki płaski i suchy mat. Puder Flawless Matte przychodzi do nas w takim samym opakowaniu jak podkład mineralny. Wszystkie produkty są utrzymane w takiej samej, prostej szacie graficznej, które do mnie osobiście przemawiają. Wygląda to ładnie i spójnie. Puder jest biały, drobno zmielony. Ja go nakładam puchatym pędzlem bądź zwilżoną gąbką metodą backingu. I tym drugim sposobem uzyskuję oczekiwany efekt. Produkt nie bieli, idealnie stapia się z naszą skórą. Puder dobrze matuje, podkład trzyma się cały dzień i nie spływa. Nie zostają podkreślone suche skórki, z którymi się zmagam zimą. Na tym mi najbardziej zależy. Mam mocno matujący puder, który pozostawia zmatowioną moją skórę przez cały dzień, ale jest tak suchy i podkreśla wszystkie suche skórki, że na co dzień zdecydowanie nie mogę go używać. Flawless Matte jest idealnym produktem na co dzień dla suchej skóry, o naturalnym składzie.
PRASOWANY MATOWY  RÓŻ BURST YOUR BUBBLE

Kiedyś w ogóle nie używałam róży, ale już od paru lat jest to nieodzowna część mojego makijażu. Dodaje nam on takiej świeżości i dziewczęcego looku. Po przejrzeniu asortymentu Lily Lolo zdecydowałam się na odcień Burst Your Bubble. Wydawał mi się najbardziej odpowiedni. I się nie myliłam ;) ma naprawdę śliczny, chłodny odcień. Jest matowy, nie ma w sobie żadnych drobinek. Wiem, że nie wszyscy je lubią. Produkt jest trwały, nie ściera się w ciągu dnia i naprawdę ładnie wygląda na skórze. To był dobry wybór ;)
PALETA PRASOWANYCH CIENI AURORA EYE PALETTE

Wybrałam tą paletę, ponieważ bardzo spodobały mi się kolory. Są takie nieoczywiste. Takie, jakich jeszcze w swojej kolekcji nie mam. Jeśli chodzi o cechy techniczne, paletka jest solidnie wykonana, zamykana na zatrzask, z lusterkiem w środku. Zawiera 8 cieni: 

Milky Way - mat, jasny róż
Midnight Sun - połyskujący jasny brąz
Gold Star - połyskujący, jasne złoto
Twilight - mat, ciemny brąz
Nightfall - połyskujący, ciepły brąz
Dusk - mat, brązowa szarość
Blue Moon - mat, granat
Eclipse - mat, czerń

Cienie niestety trochę mnie zawiodły. Są dość suche i do mocno napigmentowanych nie należą, ale kolory są naprawdę ładne i moim zdaniem dobrze dobrane. Brakuje mi jedynie bazowego cienia. Jest małych rozmiarów, więc nada się w podróż. Jest idealna do dziennych, zwykłych makijaży. Wieczorowego makijażu nią nie stworzycie ze względu na pigmentację. Poniżej zobaczycie swatche. Po tym ciemnym granatowym spodziewałam się znacznie więcej. A wygląda jakby był wyblakły. Może to, że jest to w pełni naturalny produkt, ma na to wpływ. Nie wiem, nie miałam wcześniej paletki cieni z dobrym składem. Z reguły były to palety drogeryjne, w których nie brak substancji zapachowych oraz talku. Inaczej w przypadku paletki Lily Lolo, która jest idealna dla wegan oraz alergików. Nie mówię, że to zła paleta, ale na dany moment oczekuję od cieni do powiek czegoś więcej ;) Na pewno będzie idealna dla osób początkujących oraz takich, które stawiają na delikatny, naturalny makijaż. 

Moim ulubionym cieniem z palety jest zdecydowanie Gold Star. Wygląda na oku przepięknie. Cudnie się mieni! Na swatchach nie będzie tego widać niestety. Ja go używałam do dziennych makijaży, które dzięki niemu nie były nudne. Wystarczy nałożyć go na wewnętrzny kącik ;) 

Będąc jeszcze przy temacie palety chciałam wspomnieć parę słów o pędzlu do blendowania. Ma miękkie włosie, ale według mnie trochę za długie i za miękkie, aby dobrze zatrzeć granice między cieniami. Ja go używam do wyczyszczenia okolicy oka cielistym cieniem. Również do nałożenia go na całą powiekę. Do blendowania się nie nadaje, ale to oczywiście moje zdanie :) Może któraś z Was go miała i się sprawdził. Ogólnie pędzel jest porządnie wykonany a włosie jest takie mięciutkie i przyjemne, nawet po umyciu. 
Drugi raz prawdopodobnie na paletkę cieni bym się nie zdecydowała. Zwłaszcza, że cena za niska nie jest, ale za to puder oraz róż są naprawdę genialnymi produktami, które szczerze mogę Wam polecić. Lubię poznawać nowe marki oraz kosmetyki i bardzo się cieszę, że mam okazję używać produkty marki Lily Lolo. Wszystkie są dostępne na costasy.pl 

Jakie są wasze ulubione produkty mineralne? 

Całuję, 
Ada. 

ulubieńcy•odkrycia roku 2018 | pielęgnacja

6 stycznia 2019 | 38 komentarzy
Hej !
Witajcie w Nowym Roku! :) Mam nadzieję, że powitaliście go z uśmiechem na twarzy i jesteście gotowi do działania! Jest parę rzeczy, które chciałabym w tym roku zrealizować, i prywatne i blogowe. Z blogowych na pewno chcę zmienić wygląd, ale sama tego nie zrobię i muszę znaleźć kogoś, kto mi w tym pomoże. Jeśli znacie kogoś kto zajmuje się szablonami, to dajcie znać :)

Dzisiaj chcę Wam pokazać produkty, które mnie zachwyciły w zeszłym roku. Postanowiłam podzielić je na dwa posty. Dzisiaj będzie pielęgnacja, a w następnym produkty do makijażu.
•serum Zielona Herbata, Bielenda - nie raz Wam o nim wspominałam. I na blogu i na Instagramie. Wiele razy mnie uratował! W szybki sposób rozprawia się z niedoskonałościami skóry i do tego sprawia, że nie pojawiają się nowe. Wystarczy regularnie nakładać go na noc, a po jakimś czasie 2-3 razy w tygodniu. Ponadto jest łatwo dostępny i w całkiem niezłej cenie 33 zł, ale jak wiadomo, promocje dopadają nas z każdej strony, więc można dorwać go znacznie taniej :)

•olejek do włosów, Marion - w moim zestawieniu znalazł się jeden produkt do włosów, ponieważ nic więcej na tyle mnie nie zachwyciło, a ten produkt jest już po raz kolejny u mnie. Świetnie zabezpiecza moje końcówki i je wygładza, ślicznie pachnie i kosztuje jakieś 5 może 6 zł. Są dostępne jeszcze inne wersje, ale jakoś zawsze decyduję się na tą samą. 
•produkty Yope - na początku 2018 roku wreszcie zdecydowałam się na zakup produktów tejże marki i nie żałuję ;) uwielbiam naturalne mydło do rąk o zapachu werbeny i właściwie odkąd go spróbowałam, nie używam już żadnego innego. Świetnie nawilża dłonie, skóra nie jest po nim ściągnięta, przepięknie pachnie, jest tanie i łatwo dostępne. Na zdjęciu macie tylko płyn, bo po zdenkowaniu mydła kupiłam uzupełnienie. Marka Yope może poszczycić się nie tylko wspaniałymi produktami do pielęgnacji ciała, ale również środkami czystości. Ja kupiłam naturalny płyn do podłóg o zapachu zielona herbata. Nie dość, że super, orzeźwiająco pachnie, bardzo dobrze zmywa podłogi, nie pozostawia smug, to do tego duża butla 1000 ml kosztuje niecałe 15 zł. 
•produkty Bath and Body Works - dzięki pracy w sklepie poznałam świetne produkty! Nigdy wcześniej nie miałam z nimi styczności, ledwo nawet o nich słyszałam. Wpływ na to miało zapewne fakt, że były one dostępne tylko w Warszawie. Produkty nie należą do najtańszych, ale marka znana jest też między innymi z bardzo dobrych promocji. 
Pierwszym produktem jaki się u mnie pojawił była mgiełka do ciała A thousand wishes. Jest to bardzo słodki zapach, dzięki połączeniu różowego prosecco, peoni, bursztynu oraz pigwy. Z początku myślałam, że to nie zapach dla mnie i źle wybrałam (a uwierzcie ciężko jest to zrobić wśród tylu zapachów), ale z czasem naprawdę mi się spodobał. Jest słodki, ale zarazem elegancki, tajemniczy. Oprócz mgiełek bardzo polubiłam żele pod prysznic, które mocno się pienią i można jest stosować również jako płyn do kąpieli, bo robi ekstra pianę :D Ja akurat wybrałam dwa zapachy z jesiennej kolekcji. Na uwagę zasługuje również peeling do ciała z serii Sea Tox (chociaż z aromaterapii to jest dopiero sztos!) i moja ostatnia zdobycz krem do ciała Violet Plum. O jezu, jak to pachnie! Więcej Wam opowiem w oddzielnym wpisie.
•kulka Vichy - i na sam koniec mój niezawodny antyperspirant, który pokazywałam Wam w letnich niezbędnikach. Ja go używam cały rok i uważam, że jest najlepszy w tym temacie. Trochę kosztuje jak na tego typu produkt, ale w 100% spełnia swoje zadanie, przyjemnie pachnie, nie pozostawia śladów, więc nie niszczy ubrań i jest mega wydajny! Dostępny jest w aptekach i podejrzewam, że online jest dużo tańszy ;)

Tak się zastanawiam czy nic mi nie umknęło, ale w razie co będę edytować post ;) Dajcie znać koniecznie jacy są Wasi ulubieńcy. A może znacie moich ? Piszcie!

Buziaki,
A.

podsumowanie roku 2018 | co się wydarzyło | co się zmieniło |

28 grudnia 2018 | 33 komentarze
Hej !

Grudzień zleciał mi tak szybko. Serio, nie wiem nawet kiedy. Ostatni wpis był 5.12. Miałam tyle na głowie w tym miesiącu, że trochę zaniedbałam bloga. Nie miałam czasu, żeby zaplanować jakikolwiek wpis, a co dopiero go napisać.
Dzisiaj przychodzę do Was z podsumowaniem całego roku. Pokażę Wam, które posty czytaliście najchętniej, co się wydarzyło ciekawego w tym roku oraz co się zmieniło. A po nowym roku na pewno pojawi się post z ulubieńcami roku ! ♥ 
Serdecznie zapraszam ;)



1. 27 lutego skończyłam 24 lata :)))
2. 18 kwietnia byłam z siostrami na absolutnie fenomenalnym koncercie 30 seconds to Mars w Łodzi!! Mam nadzieję, że w przyszłym roku też uda mi się pojechać!

___________________________________________________________
3. W czerwcu postanowiłam rzucić studia. Magisterkę, na którą poszłam w zeszłym roku w październiku - dietetyka i żywienie. Zdałam sobie sprawę, że to kompletnie nie dla mnie, że to nie jest to co chcę robić i do niczego mi się to nie przyda. I to była dobra decyzja. Oczywiście słyszałam nie raz : "to tylko dwa lata, dasz radę" albo "bez sensu rezygnować, straciłaś tylko rok". A ja na to patrzę tak: gdybym nie zrezygnowała to bym straciła 2 lata. Nie warto na siłę robić coś czego się nie chce robić. Ja odetchnęłam z ulgą i cieszę się, że podjęłam taką decyzję. :)
___________________________________________________________

4. 30 czerwca - był to ostatni dzień pracy w drogerii Super-Pharm, w której pracowałam 2 lata. Postanowiłam odejść, ponieważ czułam, że stoję w miejscu. Wiązało się to też z moimi planami na wakacje, które ostatecznie nie wypaliły, ale bardzo się cieszę, że w tamtym momencie podjęłam decyzję o odejściu. Gdyby nie te plany, pewnie dalej bym tam tkwiła, a uwierzcie chciałam się stamtąd wyrwać. Nie miałam tam żadnych szans rozwoju, trzymało mnie jedynie to, że nie miałam innej pracy.


5. 4-8 lipiec - Open'er Festiwal - to były piękne 4 dni! Mnóstwo wspaniałych koncertów, emocji, długo jeszcze będę go wspominać, zwłaszcza koncert Bruno Marsa, którego piosenki męczę do tej pory♥ W przyszłym roku na pewno jadę znowu! 
6. 27 sierpnia - rozpoczęcie pracy w sklepie Bath and Body Works jako sprzedawca. Najlepsza decyzja w tym roku. Porównując warunki jakie miałam w poprzedniej pracy, a tutaj, śmiało mogę powiedzieć niebo a ziemia. Bardzo lubię tą pracę, odpowiadają mi warunki, zarobki, ludzie. Byłam na świetnym 2,5 tygodniowym szkoleniu w Warszawie. Super spędziłam te dni, poznałam super dziewczyny i duużo się nauczyłam :)
A po dwóch miesiącach awansowałam na zastępcę kierownika. W SP po 2 latach nie było nawet najmniejszej szansy, także to mnie utwierdziło w przekonaniu, że warto czasem zaryzykować. Jestem naprawdę zadowolona :)


7. 25 listopada - rocznica związku z moim chłopakiem - męczymy się już razem 6 lat :D (a myśleliśmy, że to już 7). ♥♥♥

Dobra dosyć tej prywaty :D Powiem Wam tylko tyle, że mimo, iż nie wszystko zawsze szło tak jak chciałam, uważam, że to był dobry rok :) 
_____________________________________________________________________
Teraz zapraszam na część blogową ;)

W tym roku napisałam 45 postów (razem z tym). Liczba ta sama co w zeszłym :) Najchętniej oglądane przez Was wpisy to:

Dla mnie był to dość przełomowy rok. Rozwinęło się moje konto na Instagramie, znacznie Was przybyło :) ♥ Miałam też parę współprac i 2 z nich są stałe, z których bardzo się cieszę i mam nadzieję, że po Nowym Roku dalej tak będzie. 

Myślę, że do Nowego Roku już nic się tutaj nie pojawi, także chciałam Wam z całego serca życzyć samych wspaniałości w nowym roku, róbcie to na co macie ochotę, spełniajcie swoje marzenia, życie mamy tylko jedno i nikt go za nas nie przeżyje :) Wszystkiego dobrego! ♥♥

Jeśli chodzi o moje postanowienia/cele noworoczne, pozwólcie, że zostawię je dla siebie, ale gdy tylko uda mi się je zrealizować na pewno się o nich dowiecie ;)

Ściskam,
Ada.

pędzle z Aliexpress | jak się u mnie sprawdziły? |

5 grudnia 2018 | 21 komentarzy
Hej !

Dzisiaj tak jak chcieliście opowiem Wam o pędzlach do makijażu, które zamówiłam w połowie lipca na Aliexpress. Nie robiłam zbytniego rozeznania tylko właściwie wybrałam oczami ;) Spodobały mi się złote trzonki i różowo-białe włosie, więc zdecydowałam się na zestaw 15 pędzli do makijażu twarzy i oczu. Jeśli jesteście ciekawi jak się sprawdziły, zapraszam do dalszej części wpisu.
Na zdjęciu wyżej macie wszystkie pędzle do twarzy. Generalnie wszystkie i te do twarzy i do oczu są niezwyk;e mięciutkie, nie drapią tylko wręcz miziają naszą skórę. Nawet po umyciu. Miałam wrażenie, że po umyciu ich olejkiem z Isany są jeszcze bardziej miękkie i przyjemne w dotyku. Włosie też póki co nie wypadło. Trzonki są wykonane z plastiku, ale wydają się być solidne. Nie rysują się ani nie niszczą. Trzymam je schowane w kuferku. I gdy schną leżą na płasko, tak aby woda nie dostała się do środka trzonka. 
Opiszę Wam każdy po kolei, jakie mam dla nich zastosowanie

  • duży puchaty - ja go używam do pudru sypkiego. I sprawdza się naprawdę super. Przede wszystkim jest to szybki proces, a rano mam naprawdę mało czasu na wykonanie makijażu,
  • płaski, zbity - jeden z moich ulubionych! Idealnie nadaje się do brązera. Wcześniej miałam problem z czekoladką z Lovely, myślałam, że jest dla mnie za ciemny i robiłam nim sobie okropne plamy, ale to była kwestia doboru odpowiedniego pędzla. Tym z Ali przepięknie można wykonturować twarz. Odkąd go używam, codziennie maltretuję ten brązer i naprawdę się z nim polubiłam.
  • płaski, zaokrąglony - dobrze mi się nim nakłada róż,
  • wachlarz - do rozświetlacza; jest ok, nie jest aż tak miękki jak wachlarz, który kupiłam kiedyś w Super Pharm i nic się nie dało nim nałożyć, ale można zrobić nim delikatny efekt. Wolę zdecydowanie mój z Hakuro, który jest najlepszym pędzlem do nakładania pudrów rozświetlających,
  • do niego jeszcze nie znalazłam zastosowania ;)
  • dwa pierwsze nadadzą się do nakładania rozświetlacza, ale też używam ich czasem, żeby wyczyścić okolicę wokół oka po zrobieniu makijażu,
  • trzeci używam do blendowania, nie jest jest jakiś wybitny, ale ujdzie, używam go tak dodatkowo, pomocniczo.
  • tę pędzelki są dość sztywne i dobrze mi się nimi nakłada sypkie cienie połączone z Duralinem albo np. tym środkowym rozcieram kreskę na dolnej linii rzęs. Dobrze się do tego nadają. Cień trzyma się pędzla i bardzo dobrze przyczepia do powieki. Nakładam też nimi czasem rozświetlający cień w kąciku.
  • płaski, ścięty - idealny do brwi. super nakłada się nim pomadę czy cień i wyrysowuje pożądany kształt,
  • płaski, języczkowy - nim również nakładam sypkie cienie, ale też nada się do korektora pod oczy. 
Był jeszcze jeden pędzelek w zestawie, taki płaski, sztywny, ale używam go do formowania akrylo-żelu na paznokciu. Idealnie się sprawdza ;) 

Bardziej jestem zadowolona z pędzli do twarzy, których potrzebowałam, ponieważ moje stare pędzle już naprawdę powinny iść na emeryturę. I super się sprawdzają! Do oczu sporo się powtarza i nie ma wśród nich konkretnego pędzla do rozcierania. Ogólnie przydają się prawie wszystkie i jestem z nich zadowolona i cieszę się, że je zamówiłam :) Zwłaszcza, że włosie jest naprawdę miłe i porządne. Mam nadzieję, że będą mi służyć przez lata. Zapłaciłam za nie niecałe 40 zł. 


I co myślicie? Macie jakieś pędzle z Aliexpress? ;)

A.

    zużycia ostatnich miesięcy | synchroline | bourjois | revlon | kneipp | bielenda | naturalme | nivea

    27 listopada 2018 | 24 komentarze
    Hej !! 

    Chcę się dzisiaj rozliczyć z moimi zużyciami z poprzednich miesięcy, bo już mnie denerwują jak tak leżą w tej szafie :P Będzie trochę pielęgnacji, trochę kolorówki. Cieszę się, że z każdym miesiącem ubywa mi zapasów. Chcę wszystko zużyć i na bieżąco kupować kosmetyki ;) A tymczasem zapraszam na przegląd zużytych produktów.
    Jakoś w październiku zużyłam dwa podkłady. Jeden jest moim stałym bywalcem i nie raz widziałyście go u mnie na blogu. A mianowicie jest to Healthy Mix od Bourjois. Nie pierwsze i na pewno nie ostatnie opakowanie. A drugi to Revlon Colorstay, który był u mnie po raz pierwszy i na początku jakoś nie bardzo się z nim dogadałam, ale latem, przy tych wysokich temperaturach, sprawdził się genialnie. Mój odcień to 150. Korektor Lovely Liquid Camouflage również na stałe rozgościł się w mojej kosmetyczce. Bardzo dobry, tani i trwały korektor, o bardzo dobrym kryciu. Puder healthy balance też już kiedyś Wam pokazywałam. Idealny do suchej skóry. Myślę, że zamówię egzemplarz na zimę, bo latem niestety spływa w gorące dni. Ostatnim produktem jest brązer z Kobo w odcieniu 308 Sahara Sand. Bardzo go lubiłam, dawał delikatny efekt i nie ma opcji, żeby zrobić sobie nim krzywdę, więc dla osób początkujących idealny. Dostaniecie go oczywiście w drogeriach Natura.
    Zostając jeszcze w temacie makijażu do kosza ląduje również zużyta rozświetlająca baza pod makijaż Lirene Be Glam. Długo przeleżała, zanim się za nią wzięłam, ponieważ zwykle moją bazą pod makijaż jest po prostu krem nawilżający. A ten produkt kupiłam z ciekawości, ale jakoś ciągle o nim zapominałam. W końcu się za nią wzięłam i powiem Wam, że była fajna ;) Miała wyraźne drobinki roświetlające, działanie nawilżające i podkład super się na niej trzymał cały dzień. Wielki plus! A ten brudasek koło niej to gąbka Blend it! , która jest moją ulubioną! Lepiej mi się z nią pracuje i dba o nią niż o BB. Teraz kupiłam z innej firmy, o której niebawem Wam opowiem :)
    Z pielęgnacji prawie dna dobiła (zostało na parę użyć) mgiełka kokos & aloes z Bielendy. Już nie raz o niej wspominałam. Ja ją po prostu uwielbiam! Ma świetne działanie nawilżające i kojące. Używałam jej głównie do ciała, przez całe wakacje, ale jakoś od miesiąca, dwóch, stosowałam jako tonik do twarzy i pod tym względem sprawdziła się fenomenalnie. I do tego przepięknie pachniała! Jedyny minus - atomizer. Tą końcówkę już przelałam sobie do pustej buteleczki po mgiełce z Inglota, bo już miałam dosyć tego jak atomizer pluje :/ A zostając już przy mgiełce z Inglota - bardzo fajny utrwalacz makijażu. Stosowałam ją i przed makijażem i po, w upalne dni w celu odświeżenia i ochłodzenia. Naprawdę fajny produkt, szkoda, że tak mało wydajny. Życzyłabym go sobie w większej pojemności ;) Dobił dna również płyn micelarny Sensicure z Synchroline. Bardzo delikatny produkt, do wrażliwej skóry. Mimo, że bardzo delikatny to świetnie sobie radził z demakijażem. Zmywał i podkład i tusz, cienie  - wszystko :) I do tego nie podrażniał skóry!
    Kolejnymi produktami są mus do mycia ciała marki Nivea lemon & moringa. Wcześniej miałam wersję rabarbarową i jedna i druga mi pasowała. Te musy są takie miłe i delikatne, nie wysuszają skóry i ładnie pachną ;) Płyn Kneipp Na dobranoc ukochałam sobie ja, ukochał sobie mój chłopak. Kąpiel z dodatkiem płynu o zapachu lawendy i wanilii to niesamowita i otulająca kąpiel. Idealnie przygotowuje do snu oraz uspokaja umysł i ciało ;) I robi pianę!
    I dwa ostatnie produkty to pomarańczowy peeling cukrowy do ciała marki NaturalME oraz żel do golenia Gillette Satin Care. Drugi produkt jest u mnie niezmiennie. Jest to dla mnie najlepszy żel do golenia i chętnie do niego wracam. Natomiast peeling był u mnie pierwszy raz, ale myślę, że nie ostatni. Przepięknie pachniał, super ścierał i pozostawiał skórę miękką i gładką. Jedyne do czego się przyczepię to opakowanie. Ze względu na moje długie paznokcie muszę się przerzucić na peelingi w tubce, bo ze słoika ciężko nabrać tak, aby większość nie znalazła się pod nimi. 

    I tym oto akcentem kończę dzisiejszy wpis. Dajcie znać koniecznie co Wy zużyłyście i czy znacie któryś z moich produktów. 
    Preferujecie w ogóle wpisy o zużytych kosmetykach?


    Ada.


    SZABLON BY: PANNA VEJJS.