zimowa pielęgnacja skóry twarzy | złuszczanie i nawilżanie | Tołpa | Nacomi | Botanic Skinfood

17:59:00

zimowa pielęgnacja skóry twarzy | złuszczanie i nawilżanie | Tołpa | Nacomi | Botanic Skinfood

Hej ! Dzisiaj bez zbędnego wstępu mam dla Was wpis pielęgnacyjny. Zimą moja skóra bardzo się przesusza, oprócz tego stosuję dwa produkty przepisane od dermatologa, które są tak okropnie wysuszające, że dobrze nawilżający krem i peeling to u mnie podstawa. Dzisiaj opowiem Wam o 3 produktach, których używam już od jakiegoś czasu i chcę się z Wami podzielić opinią o nich :) Zapraszam !
Tołpa | peeling 3 enzymy | papaina, bromelaina, keratynaza

Moja skóra ostatnio dość mocno się buntuje, borykam się ze sporymi niedoskonałościami, dlatego też musiałam przerzucić się na peelingi enzymatyczne. Kiedyś tylko takich używałam, nie rozumiałam ich fenomenu, bo jak to może cokolwiek wypeelingować skoro nie ma drobinek ;) A w moim mniemaniu są nawet lepsze. I tak na dniach Lifestyle w Super-Pharm w ręce moje wpadł peeling z Tołpy 3 enzymy, który totalnie zawładnął Instagramem. Widziałam go dosłownie wszędzie. Zakupiłam go za niecałe 18 zł, jeśli dobrze pamiętam. Normalnie kosztuje coś ok. 36-38 zł. 

Peeling mieści się w aluminiowej tubce zakończonej wąskim dziubkiem. Tubka ma 40 ml pojemności. Mamy tylko 3 miesiące na zużycie go od otwarcia, ale przy regularnym stosowaniu jest to możliwe. Tym bardziej, że producent zaleca nakładanie grubszej warstwy. 

Co obiecuje nam producent? 
▬intensywne złuszczanie
▬ograniczenie wydzielania sebum o -74%
▬zmniejszenie ilości zaskórników
▬eliminacja nawracających niedoskonałości

Peeling nie zawiera drobinek ani kwasów AHA, ale złuszcza naskórek dzięki trzem aktywnym enzymom:
▬papainy z papai,
▬bromelainy z ananasa,
▬mikrokapsułowanej kertynazy.

Czytałam, że u wielu z Was pojawiło się uczucie pieczenia po zastosowaniu. Powiem Wam, że u mnie wystąpiło to tylko raz. A tak wszystko było okej. Tak jak zaleca producent nakładałam solidną warstwę na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu. Zostawiałam na 10 minut i po tym czasie zmywałam letnią wodą masując delikatnie. Stosuję go 2 razy w tygodniu, czasem częściej, gdy moja skóra tego potrzebuje. Produkt pięknie, świeżo pachnie. Wyczuwam tutaj i papaję i ananasa. Ma konsystencję żelową, trochę lepką. Po regularnym stosowaniu suche skórki znikają, skóra jest wygładzona, miękka i miła w dotyku. Niedoskonałości wiadomo od tak nie znikną, ale jest ich znacznie mniej, są złagodzone i rzadziej wracają ;) 

Poniżej macie skład:

Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Papain, Peat Extract, Bromelain, Algin, r-Bacillus Licheniformis Keratinase, Carbomer, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum, Tromethamine, Sodium Chloride, Calcium Chloride, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Methylpropanediol, Benzoic Acid
Nacomi | hialuronowy żel-krem do twarzy

Produkt ten kupiłam z myślą o nakładaniu czegoś pod makijaż. Potrzebowałam kremu lekkiego, szybko wchłaniającego się i jednocześnie nawilżającego. I właśnie naprzeciw wyszedł mi Hyaluronic Cream od marki Nacomi, który kupiłam na jakiejś promce w Hebe. 

Jest to połączenie jedwabistego kremu na bazie olejków ze słodkich migdałów oraz intensywnego żelu hialuronowego. Ma poprawiać elastyczność skóry, działać przeciwzmarszczkowo i wygładzająco. Zawiera ekologiczne ekstrakty z miodu, natywny kolagen morski oraz hydrolizowaną elastynę, które mają za zadanie odżywiać i nawilżać skórę. Tak twierdzi producent ;) 

Kremik zamknięty jest w buteleczce z grubego plastiku, ma pompkę, za co mega plus, bo mam długie paznokcie i niestety wydobywanie produktu ze słoiczka nie należy do najłatwiejszych ;) Pojemność to 50 ml. 

Konsystencja produktu jest taka kremowo-żelowa można powiedzieć. Bardziej kremowa niż żelowa ;p Wchłania się całkiem szybko. Ja mam cerę suchą z niedoskonałościami, także moja skóra spija szybko takie kremy nawilżające. Uważam, że nadaje się pod makijaż, bo szybko się wchłania, a wiadomo rano nie ma za bardzo czasu na takie rzeczy (przynajmniej w moim przypadku ;)), jest lekki, więc podkład się nie zbiera nigdzie i nie ciastkuje. Czy dobrze nawilża? Może dla skóry właśnie mieszanej albo tłustej byłby to dopuszczalny poziom nawilżenia, ale moja sucha potrzebuje czegoś więcej. Na dzień pod makijaż mi wystarczy, bo na wieczór ląduje na mój ryjek coś zdecydowanie bardziej natłuszczającego, odżywczego. Mógłby ociupinkę bardziej nawilżać, ale ogólnie.. nie jest źle ;) Kluczowe też dla mnie jest to, żeby nie zapychał, bo nieproszonych gości już mam wystarczająco ;) Skóra przy regularnym stosowaniu zrobiła się taka jakby bardziej sprężysta i gładka. Gdyby do tego doszło hiper nawilżenie bardzo byśmy się polubili, a tak lubimy się tylko trochę ;) Bardziej odpowiadał mi np. odżywczy krem na dzień z Vianka. Nie był jakoś bardzo tłusty, choć treściwy, nie zapychał, a super nawilżał. W TYM poście o nim wspominałam.

Jest dość wydajny, wystarczy mała ilość, aby pokryć całą buzię. Całkiem przyjemnie pachnie, słodko, ale nie męcząco. 
Botanic SkinFood | krem nawilżający 

Produkt otrzymałam w maju w paczce PR od drogerii Natura. Botanic SkinFood to stosunkowo nowa marka, która wypuściła wegańskie kosmetyki bogate w wysoko odżywcze składniki superfoods. Jednym z produktów był właśnie nawilżający krem do twarzy z mango i herbatą matcha. 

Krem zamknięty jest w słoiczku z ciemnego szkła. I tutaj pojawia się problem wydobycia go - przy długich pazurach jest to dość uciążliwe. Pojemność to 50 ml. Mamy 6 miesięcy na jego zużycie od otwarcia, więc muszę się spieszyć z jego zużyciem, bo zaczęłam myślę jakoś w czerwcu go stosować. Potem miałam małą przerwę, bo był zdecydowanie za treściwy na upalne dni i poszedł ponownie w ruch, gdy nadeszły chłodne miesiące. Posiada 97% składników naturalnych. Poniżej wstawiam skład, który macie również na stronie drogerii Natura. Super, bo każdy składnik jest opisany po polsku:

Aqua* Czysta woda – rozpuszcza składniki. 
Prunus Amygdalus Dulcis Oil* Olej ze słodkich migdałów – nawilża, wygładza, wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry. 
Caprylic/Capric Triglyceride* Roślinny emolient – zmiękcza, wygładza i nawilża skórę. 
Glycerin* Roślinna gliceryna – nawilża i wspomaga transport składników w głąb skóry. 
Coco-Caprylate/Caprate Naturalny emolient – tworzy na skórze ochronny film i nadaje jej gładkość. 
Cetearyl Olivate* Emulgator z oliwy z oliwek – tworzy emulsję i pielęgnuje skórę. 
Sodium Lactate* Mleczan sodu – zmiękcza, zapewnia właściwe pH kremu. 
Butyrospermum Parkii Butter* Masło shea/karite – odżywia i regeneruje skórę. 
Sorbitan Olivate* Emulgator z oliwy z oliwek – tworzy emulsję i pielegnuje skórę. 
Camellia Sinensis Leaf Extract* Ekstrakt z zielonej herbaty Matcha - działa antyoksydacyjnie, spowalniając procesy starzenia się skóry. Nawilża, ujędrnia, poprawia wygląd cery. 
Mangifera Indica Fruit Extract* Ekstrakt z mango – doskonale nawilża, zwalcza wolne rodniki i chroni skórę przed negatywnym wpływem środowiska. 
Cetearyl Alcohol* Alkohol cetylostearylowy – emolient, tworzy warstwę ochronną. 
Xanthan Gum* – Guma ksantanowa – naturalny zagęstnik. 
Tocopherol*, Lecithin*, Ascorbyl Palmitate*, Glyceryl Stearate*, Glyceryl Oleate*, Citric Acid* Kompleks antyoksydantów – spowalnia procesy starzenia i zapewnia trwałość kremu . 
Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate – Konserwanty identyczne z naturalnymi – zapobiegają namnażaniu się bakterii, drożdży i pleśni, 
Parfum – Hipoalergiczna kompozycja zapachowa – zapewnia ładny zapach.

Krem ma bardzo treściwą konsystencję i u mnie pod makijaż się nie sprawdza. Na początku go używałam i rano i wieczorem, ale niestety podkład jakoś tak się rozjeżdżał i ciastkował, więc przerzuciłam go już tylko na wieczorną pielęgnację. Na noc sprawdza się genialnie. Dostarcza mojej skórze taki poziom nawilżenia, jaki ona rzeczywiście potrzebuje. Rano jest nawilżona, miękka i gładka. Thank God - nie zapycha! Jeśli chodzi o zapach, spodziewałam się soczystego mango, ale nie ma tak dobrze ;D Zapach jest taki trochę ziołowy, wytrawny, no nie owocowy, ale nie jest drażniący. Mi nie przeszkadza ;)
Znacie te produkty? Jak się sprawdziły u Was? Jakich kosmetyków używacie w sezonie grzewczym? ;)

Buziaki,
Ada.
paleta cieni do powiek Anastasia Beverly Hills | Modern Renaissance | makijaż | moje spostrzeżenia

17:20:00

paleta cieni do powiek Anastasia Beverly Hills | Modern Renaissance | makijaż | moje spostrzeżenia


Hej! Tak jak obiecałam przychodzę do Was dzisiaj z postem o makijażu, który ostatnio zmalowałam. Widzieliście już zdjęcie na IG. Kto jeszcze mnie nie obserwuje to zachęcam do odwiedzenia mojego profilu ;) -> klik. W dalszej części wpisu dowiecie się jaką paletką stworzyłam ten makijaż ;) Ciekawych zapraszam dalej!
Gwiazdą dzisiejszego wpisu jest Modern Renaissance marki Anastasia Beverly Hills. Od jej kupna mija prawie rok, ponieważ zdecydowałam się na nią na zeszłorocznych zniżkach na Black Friday w Sephorze. To była moja pierwsza paleta z wyższej półki cenowej. Zakochałam się w niej od razu! Podobała mi się też Soft Glam, ale gdy ujrzałam Modern Renaissance od razu wiedziałam, że jej odcienie są takie.. moje. Wiedziałam, że stworzę nimi wiele wspaniałych makijaży. 

Paletka posiada 14 cieni. Są mocno napigmentowane, czego na początku się trochę obawiałam, że zrobię sobie nią plamy na oku. Nic bardziej mylnego. Cienie świetnie się blendują, nie tracą na intensywności. Niestety się osypują w trakcie aplikacji, więc radzę najpierw zrobić makijaż oka, potem twarzy. Paleta zawiera i neutralne cienie, którymi można stworzyć dzienny makijaż, ale też bordowe i pomarańczowe. Jeśli chodzi o opakowanie jest one z przyjemnego weluru, na które trzeba uważać, bo łatwo się brudzi. Dlatego ja je od nowości trzymam w kartoniku ;) 

Moim ulubionym cieniem jest Love Letter. Ten mocny pigment na oku wygląda fenomenalnie. I to właśnie jego użyłam w tym makijażu. Ale najpierw w załamanie powieki nałożyłam Raw Sienna. Następnie Love Letter, później troszkę przyciemniłam zewnętrzny kącik brązem Cyprus Umber. Chciałam jednak, aby był jeszcze ciemniejszy, więc musiałam sobie pomóc inną paletką, w której był czarny cień. I była to paletka z Wibo Neutral Eyeshadow Palette, odecień smoky black. Przyciemniłam kącik oraz linię rzęs. 
W kącik z kolei nałożyłam pigment z Inglota o numerze 119. Dolną powiekę przeciągnęłam najpierw tym samym brązem Cyprus Umber i na to nałożyłam Love Letter. Na żywo oczywiście makijaż wyglądał na dużo intensywniejszy, zwłaszcza ten pigment, niestety telefon trochę przekłamuje rzczywistość ;) 

Paleta zdecydowanie spełniła moje oczekiwania. Cienie są świetnej jakości, bez problemu się blendują, nawet laik jest w stanie stworzyć nią makijaż. Cena paletki to bodajże już teraz 220 bądź 250 zł. Ja jednak dorwałam ją na Black Friday za 149, 90 zł ;) Także same widzicie, że nie mogłam jej sobie odpuścić, tym bardziej, że była moim małym kosmetycznym marzeniem :) 

Kosmetyki, których użyłam do całego makijażu:
▬podkład Miss Sporty Perfect to Last
▬korektor Miss Sporty Perfect to Last
▬puder matujący Dust Matt Loose Powder AA Wings of color
▬puder brązujący Lovely milky chocolate medium matte face bronzer
▬róż do policzków mineralny Lily Lolo w odcieniu Burst Your Bubble
▬rozświetlacz MAC Cosmetics mineralize skinfinish w odcieniu soft&gentle
▬brwi kredka Wibo Feather Brow Creator
▬usta pomadka Maybelline Color Sensational Matte w kolorze 987 Smoky Rose.

Dajcie znać koniecznie co myślicie na temat makijażu i samego produktu. A może któraś z Was ma tą paletkę i może podzielić się swoimi spostrzeżeniami?

Czekam na Was w komentarzach.
Całuję,
Ada.

co nowego ? | kosmetyczne nowości | drogeria Natura | My Secret | Kobo Professional | Sensique

20:58:00

co nowego ? | kosmetyczne nowości | drogeria Natura | My Secret | Kobo Professional | Sensique

Witajcie moi drodzy czytelnicy ;)

Troszkę wiało pustką tutaj ostatnio, ale dużo się u mnie działo i niestety blog zszedł na drugi plan. Zastanawiałam się nawet czy warto do tego wracać, czy mam jeszcze chęć cokolwiek tutaj pisać. Przez ten czas nie miałam również laptopa i nie miałam nawet jak wstawiać postów. Przemyślałam to wszystko na spokojnie i stwierdziłam, że lubię pisać, kocham robić zdjęcia, bawić się w układanie tego wszystkiego i że jest to moja pasja, moje zajęcie, którego tak naprawdę brakowało mi przez te poprzednie miesiące. Zawsze gdy miałam wolny dzień i nie miałam żadnych planów mogłam na spokojnie sobie usiąść do laptopa, zaplanować wpisy, poczytać Wasze blogi (co uwielbiam robić!). Kupiłam więc nowego laptopa i WRACAM ;) Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga, nie jest jeszcze do końca wszystko dopracowane, więc nie zwracajcie uwagi na jakieś błędy. Chcę wprowadzić również trochę zmian, jeśli chodzi o wpisy. Na pewno dużo więcej będzie postów makijażowych - na tym chcę się teraz skupić i każdą wolną chwilę poświęcam na malowanie, ale pielęgnacyjne również będą, a może też modowe ;) Zobaczymy jak mnie poniesie wyobraźnia ;) Koniecznie zachęcam do obserwowania mnie na Instagramie, gdzie wrzucam wszystko na bieżąco -> adriannasz.makeup

Dzisiaj chciałam Wam pokazać produkty marek, które są dostępne w drogeriach Natura, a które dostaję co jakiś czas w paczkach PR. Marki co i rusz zaskakują nowymi kolekcjami, które są absolutnie genialne, kolorowe i w dodatku łatwo dostępne i nie kosztują miliony monet ;) Serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu!
Marka Kobo Professional wyszła z propozycją podkładów Matte Cover Foundation with argan oil. Jest to kryjący podkład matujący z olejkiem arganowym w składzie. Ma za zadanie regulować wydzielanie sebum. Podkład dostajemy w szklanej buteleczce z pompką, która działa bez zarzutu, nie zacina się. Wydobywa tyle produktu ile potrzebujemy. Standardowa pojemność 30 ml. Podkład ma bardzo lekką, lejącą konsystencję. Aż byłam w szoku pierwszy raz go aplikując. Już dawno nie miałam podkładu o takiej konsystencji i pomyślałam, że pewnie nie będzie dobrze krył. Nic bardziej mylnego! Mimo lekkiej konsystencji podkład świetnie kryje, łatwo się aplikuje i matowi skórę. Ja mam suchą skórę, więc u mnie błyszczenie się rzadko występuje. Z tym podkładem tym bardziej. Trzyma się na skórze cały dzień, nigdzie nie zbiera, nie ciastkuje (oczywiście zależy to też od tego co aplikujecie pod podkład). Pięknie wygląda na skórze, a to dzięki zawartym w podkładzie drobinkom, których na pierwszy rzut oka nie widać. Ja się zorientowałam kiedy spojrzałam na gąbkę i zauważyłam, że cała jest w drobinkach. Efekt naprawdę zaskakuje - brak płaskiego matu, za to otrzymujemy skórę wyglądającą promiennie i zdrowo. Mój odcień to 901 Fair. Najjaśniejszy z gamy kolorystycznej. W paczce znalazłam jeszcze 3 inne odcienie - 902 Nude, 903 Golden Beige oraz 904 Caramel Beige. Cena: 39, 99 zł.
Makijaż brwi to u mnie podstawa. Uważam, że są zwieńczeniem całego makijażu, dlatego lubię je podkreślać i preferuję różnego rodzaju produkty. Moim ulubionym dotychczas produktem była pomada, jednak ostatnio częściej sięgam po kredki. Marka Sensique ma do zaoferowania precyzyjne ołówki do brwi Eyebrow Pencil w 4 odcieniach: 201 Blond, 202 Taupe, 203 Cool Brown oraz 204 brown. Mają dobrą pigmentację dzięki czemu bez problemu można uzupełnić ubytki i narysować kształt brwi. Plus za spiralkę po drugiej stronie, dzięki której rozczeszemy włoski albo pozbędziemy się nadmiaru produktu. Cena: 11, 99 zł.
W ofercie marki My Secret również pojawiły się kredki do brwi Wow! Eyebrow auto eyebrow pencil, ale tu mamy większy luksus, ponieważ są one automatycznie wysuwane. Nie trzeba ich temperować i jest to spore ułatwienie ;) Kredki są miękkie jak masełko, dobrze napigmentowane, szybkim ruchem można stworzyć pożądany efekt. Nie ścierają się, brwi są podkreślone cały dzień. Kredka również posiada spiralkę. Dostępne są w trzech kolorach, które są opisane na folii zabezpieczającej produkt, więc jak się jej pozbędziemy to nie będzie wiadomo co to za kolor... I to jest słabe. Ja mam akurat odcień 2 Ash brown. Musiałam sprawdzić na stronie, ponieważ folię wyrzuciłam nie spoglądając wcześniej na odcień. Pozostałe dwa to 1 Blond i 3 Brown. Cena: 16, 99 zł.
Za cieniami do brwi nie przepadam, kiedyś dawno temu używałam, ale teraz jakoś nie za często sięgam po cienie. Kobo wypuściło paletkę Brow Bar z różnymi odcieniami. Myślę, że ta paletka do kogoś powędruje, bo ja raczej jej używać nie będę ;) Aczkolwiek przetestuję, zobaczę jaki daje efekt na brwiach. Może mi się spodoba ;)
Tutaj efekt na brwiach przy użyciu kredki wow! eyebrow marki My Secret ▼
W paczce znalazłam również tusz do rzęs My Secret Ultra Volume, który ma za zadanie wydłużać, pogrubiać oraz podkręcać rzęsy ;) Szczoteczka jak widać jest z włosia, za którymi ja osobiście nie przepadam, bo na moich rzęsach rzadko kiedy widać jakikolwiek efekt. Obecnie nie używam w ogóle, ponieważ od jakiegoś czasu mam zrobione u kosmetyczki, także ten egzemplarz leci do mojej psiapsi ;) Ale myślę, że jak lubicie takie szczoteczki to warto się nim zainteresować, ponieważ efekt jaki producent obiecuje jest uzależniony od kombinacji modelujących i zwiększających objętość polimerów, a to dość ciekawe ;) Cena: 17, 99 zł. Obecnie z kartą Natura za niecałe 11 zł.
Temat ust - czyli mój ulubiony. Kocham produkty do ust i mam tego sporo w swoich zbiorach, a tu przysyłają kolejne ;) Akurat błyszczyki nie są moją ulubioną formą, a Sensique właśnie takie o to nam proponuje. A mianowicie są to Magic Sparks Duochrome Lip Gloss. Błyszczyk, który ma nadać efekt 3D. W składzie ma olej makadamia, który ma nawilżać i zapobiegać wysuszaniu ust. Co mogę Wam powiedzieć - no ja nie przepadam za błyszczykami. Jestem raczej fanką matowych ust, a te produkty to takie typowe błyszczyki, trochę klejące, z mnóstwem drobinek. Myślę, że latem sprawdzą się idealnie dla osób, które preferują delikatny make-up, cenią sobie nawilżenie ust i chcą je optycznie powiększyć. To Wam da ten produkt. Moje usta i tak już są duże, ale po nałożeniu Magic Sparks stały się jakby pełniejsze. Dostępnych jest 6 kolorów i niby na swatchach widać różnicę, ale na ustach efekt jak dla mnie jest ten sam. To są po prostu produkty, które nabłyszczają usta i dają bardzo delikatny, niemal niezauważalny kolor. Cena: 13, 99 zł, pojemność 9 ml.
No to teraz mam coś dla fanek matowych, podkreślonych ust. Marka My Secret stworzyła kolekcję 6 kredek w przepięknych kolorach o wdzięcznej nazwie Hello Pretty! 2in1 matte lipstick & liner. Jest to pomadka i konturówka w jednym. Dzięki precyzyjnie zakończonej końcówce bez problemu obrysuje się kontur ust, a następnie wypełni. Są bardzo dobrze napigmentowane, pięknie podkreślają kształt ust, mają matowe wykończenie i naprawdę trzymają się długo na ustach. Co więcej - są automatycznie wysuwane, więc nie musimy ich temperować. Aczkolwiek, gdy już się je trochę zużyje to chyba jako konturówka już nam nie posłużą ;) Przejdźmy do kolorów - mamy tu 6 odcieni, od czerwieni przez róże na nudziakach kończąc. Niestety marka zrobiła ponownie błąd oznaczając numerek koloru na folii, która zaraz po rozpakowaniu ląduje w śmieciach. Poniżej wstawiam Wam zdjęcie jak kolory prezentują się na ustach. Moim faworytem został numerek 106, ale patrząc na zdjęcie bardzo spodobał mi się również odcień 102. Co myślicie? Który kolor trafia w Wasz gust?
Patrzcie na te cudaki! Absolutnie kocham cienie marek My Secret, Sensique i Kobo! Ceny są naprawdę przystępne, na promocjach to już w ogóle można kupić je za grosze, a są bardzo dobre jakościowo! To już kolejne paletki do kolekcji. Bardzo chętnie po nie sięgam. Mają świetną pigmentację, dobrze się blendują, nie bledną na oku w ciągu dnia, są kompaktowe, dzięki czemu możemy zabrać je w podróż, bo nie zajmują dużo miejsca. Marka My Secret wypuściła kolejne 3 paletki Hello Pretty! eyeshadow palette: Flower Bud, Bloom oraz Sunny Gleam. Przemawiają do mnie wszystkie! Poniżej macie oczywiście swatche. Już się nimi trochę bawiłam, robienie makijaży z udziałem tych paletek to czysta przyjemność. Te kolory totalnie mnie kupują! Jak tylko je zobaczyłam wiedziałam, że się polubimy. Cena regularna: 18, 99 zł.
Z kolei marka Sensique wypuściła poczwórne cienie Trendy Eyeshadow, które również zaskakują pigmentacją i kolorami! Spójrzcie tylko na te róże (119 coral reef)! Odcienie zieleni czy fioletu (118 turquoise lagoon) nie były do końca w moim klimacie, ale ostatnio się do nich przekonuję, co mogliście zobaczyć na moim IG, gdzie staram się wstawiać makijaże, które stworzyłam. Cena paletek to 15, 99 zł.
Jedyne do czego mogę się przyczepić to opakowania cieni. Niestety są wykonane ze słabego plastiku, który szybko się rysuje i niszczy, ale zamknięcie jest solidne i nie musimy się martwić, że paletka nam się otworzy. Co do kolorów zauroczył mnie totalnie ten błyszczący, drugi od góry, macie na niego zbliżenie na drugim zdjęciu. Na oku jeszcze nie próbowałam, ale w wolnej chwili muszę go użyć, bo wygląda fenomenalnie. I ten zaraz pod nim szampański też prezentuje się obiecująco♥
I na sam koniec perełka wśród moich zbiorów♥ Paletka Midnight Wonders by Daniel Sobieśniewski. Gdy tylko dostałam e-maila, że takie cudo do mnie idzie nie mogłam się wręcz doczekać. Kolory dość odważne, cienie mocno napigmentowane i powiem Wam, że miałam obawy używając ich po raz pierwszy, że zrobię sobie plamy. Nic takiego nie miało miejsca! Cienie bosko i łatwo się blendują, nie robią plam, pięknie się łączą - no cudo ! Robiąc makijaż zainspirowałam się tutorialem Aśki Maxineczki i wyszło mi takie coś -> zjedź niżej;) Część z Was mogła zobaczyć na IG.

W paczce były również podkłady od My Secret, ale o nich opowiem przy okazji innego wpisu, bo najzwyczajniej w świecie o nich zapomniałam ;P

Dajcie znać co myślicie o tych produktach ;) Co Wam wpadło w oko? Może macie któryś z produktów już u siebie i możecie podzielić się swoimi przemyśleniami? ;) Czekam na Wasze komentarze z niecierpliwością !

Miłego wieczoru kochani,
Adrianna.
TRICO botanica | Oczyszczanie i Relaks | szampon, krem, lotion

21:42:00

TRICO botanica | Oczyszczanie i Relaks | szampon, krem, lotion

Hej ! Znowu mnie trochę nie było. Na początku lipca miałam tydzień urlopu, bo byłam na Openerze, na którym było absolutnie fantastycznie i każdemu polecam pojechać chociaż raz ;) Później już wróciłam normalnie do pracy, ale miałam tyle obowiązków, że nie miałam czasu usiąść do kompa, ani zajrzeć na Wasze blogi czy być aktywną na IG. Na szczęście niedziele bez handlu mnie ratują, więc trochę odpoczęłam, pooglądałam seriale na Netflixie i zebrałam się, aby w końcu stworzyć ten wpis. 

Będzie to recenzja produktów do włosów, które otrzymałam od firmy TRICObotanica. I są to głęboko oczyszczający krem do skóry głowy, szampon oraz lotion z linii Oczyszczanie i Relaks
Linia Oczyszczanie i Relaks jest to linia głęboko oczyszczających produktów do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Nie zawierają parabenów, barwników, SLS i petrolatum. 

Na początek weźmy krem do skóry głowy. Nakładam go na wilgotną skórę głowy, tak jak zaleca producent, wmasowuję i spłukuję. Następnie nakładam szampon. 
Moja skóra głowy uwielbiam tego typu produkty, ponieważ należy do wrażliwych i suchych. Krem jest bardzo wodnisty, buteleczka ma podłużną końcówkę, dzięki której w łatwy sposób krem można zaaplikować na skórę nie rozlewając wszystkiego. Kiedy produkt rozlewa się po skórze jest to naprawdę przyjemne uczucie, krem łagodzi skórę i przygotowuje do dalszych etapów pielęgnacji. Po regularnym stosowaniu widzę poprawę. Skóra jest nawilżona, mniej wrażliwa. Cena: 39, 99 zł.

Po wypłukaniu kremu myję włosy i skórę głowy szamponem z tej samej serii. Szampon jest gęsty, taki trochę jak galaretka bym powiedziała ;) Trzeba ścisnąć butelkę podczas wydobycia, bo sam na pewno nie wypłynie ;) Ma przyjemny, delikatny zapach. Niestety plącze mi włosy, ponieważ bardzo słabo się pieni. Zapewne to przez brak sls-ów, co jest dobre, bo tak jak wspominałam moja skóra głowy nie za bardzo je toleruje. Mam trochę problem podczas mycia, zużywam przez to więcej szamponu, aby porządnie je umyć. Nakładam zaraz po odżywkę rozplątującą i wtedy bez problemu je rozczesuję.
Skóra po umyciu mnie nie swędzi - duży plus za to - włosy wyglądają naprawdę ładnie, nie są obciążone, za to odbite u nasady. 
Szampon ma w składzie:

  • ekstraktu z nagietka lekarskiego - działa przeciwzapalnie, nawilżająco oraz łagodząco ← tak jak wspominałam wcześniej, skóra jest mniej wrażliwa i nawilżona;
  • olejek z mięty pieprzowej - odświeża oraz łagodzi,
  • ekstrakt z rumianku pospolitego - działa przeciwalergicznie, przeciwbakteryjnie, łagodzi podrażnienia i suchość skóry ← zdecydowanie mogę się z tym zgodzić. Kondycja mojej skóry jak najbardziej się poprawiła.

Z reguły myję włosy co drugi dzień, jak były jeszcze długie to nawet co trzeci, ale odkąd je dość mocno skróciłam myję je częściej. Po tym szamponie moje włosy długo są świeże, lśniące i skóra głowy również zadowolona ;P
Cena: 38, 99 zł 
Końcowym etapem jest użycie lotionu Oczyszczanie i Relaks. Ten produkt z kolei aplikujemy na wilgotną skórę głowy, ale już nie spłukujemy. Ma wodnistą konsystencję, nie tłustą. Trochę się bałam, że obciąży włosy, ale nic takiego nie miało miejsca:) Produkt jest idealnym zwieńczeniem całej pielęgnacji. Łagodzi wszelkie podrażnienia. Szklana, ciemna buteleczka posiada pipetę, dzięki której w łatwy sposób możemy zaaplikować lotion na skórę głowy. Po wysuszeniu włosy nigdzie nie są posklejane ani tłuste. Wyglądają świeżo i ładnie. Skóra głowy jest jeszcze bardziej nawilżona, złagodzona i oczyszczona. Cena: 64, 99 zł/100 ml.

Jeśli zmagacie się z suchością skóry, sięgnijcie po te produkty. Naprawdę są warte wypróbowania ;) Mają niezłe składy i dają super efekty. 

Znacie te produkty? Chętnie poznam Waszą opinię na ich temat :)


Buziaki,
Ada.
moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

20:33:00

moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

Hej !

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć trochę o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy. Moja cera się dość mocno buntuje, dlatego staram się przerzucić powoli na w pełni naturalne produkty, które poznacie w tym wpisie.

PIELĘGNACJA WIECZORNA

PŁYN MICELARNY Z BIOAKTYWNĄ WODĄ CYTRUSOWĄ ● BIELENDA FRESH JUICE ● NAWILŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY ● EO LABORATORIE
Oczyszczanie twarzy rozpoczynam od zmycia makijażu płynem micelarnym. Nie wyobrażam sobie, żeby go zabrakło w mojej łazience. Obecnie jest to płyn z Bielendy z stosunkowo nowej serii Fresh Juice. Bardzo lubię produkty tej marki, miałam wcześniej płyn z innej linii i nie zawiódł mnie. I tak samo jest z tym ;) Bardzo dobrze rozpuszcza tusz i kreskę oraz podkład. Ma delikatny, pomarańczowy zapach. Pozostawia skórę nawilżoną, którą i tak później myję jeszcze żelem, ale nie lubię uczucia ściągnięcia nawet jeśli jest chwilowe ;) 
Następnie myję twarz produktem w połączeniu z wodą i jest to nawilżający żel do mycia twarzy z firmy EO Lab (już sama nie wiem czy to ECO Lab czy EO Lab ;p) Moją cerę ostatnio wszystko zapycha, więc postanowiłam wypróbować kosmetyki z naturalnymi składami. Żel jest przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Podstawą jest olej ze słodkich migdałów, który nawadnia, odżywia, zmiękcza, nawilża oraz uelastycznia skórę, oprócz tego zawiera kwas hialuronowy, organiczny ekstrakt z oczaru wirginijskiego oraz ekstrakt z wrzosu. Produkt ma dość płynną konsystencję, bardzo ładnie pachnie i świetnie oczyszcza skórę. Czuję, że po nim jest ona rzeczywiście nawilżona, miękka i oczyszczona. Używam go rano i wieczorem. Do tego jest tani jak barszcz, bo kosztuje tylko 15, 99 zł. Dostaniecie go w drogerii internetowej Pigment :)

● GLOW TONIC ● PIXI ● ŁAGODZĄCY TONIK-MGIEŁKA ● VIANEK ●MALINOWY PEELING ● BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY PEELING ● EO LABORATORIE
Kolejnym krokiem mojej pielęgnacji jest tonizowanie skóry. Moim hitem jest Glow Tonic od Pixi, który niestety sięgnął dna i myślę, że zdecyduję się na kolejne opakowanie, ale większe. To jest naprawdę świetny produkt! Ma działanie złuszczające, ujędrniające oraz wyrównuje teksturę skóry. Nie ma w składzie alkoholu. Dzięki niemu moja skóra była w dobrej kondycji. Była gładka, bez niedoskonałości. Tonik wyrównał koloryt skóry, jakieś przebarwienia po krostkach zniknęły. Skóra dobrze zareagowała, nie było żadnych podrażnień czy zaczerwienień. Była tak ładnie rozświetlona ;) Mini wersja kosztuje 55 zł i ma 100 ml, a 250 ml 99 zł. Dostaniecie go w Sephorze :) Używałam go tylko wieczorem. Z kolei rano w ruch szedł łagodzący tonik z Vianka. Jest on z atomizerem, a ja właśnie takie formy lubię najbardziej. Świetnie łagodzi skórę, odświeża, koi i uspokaja ją. Opowiadałam Wam już o nim w ulubieńcach -> klik. Jest dostępny w drogeriach, ale ja swój egzemplarz upolowałam w gazecie Zwierciadło.
Dwa-trzy razy w tygodniu robię peeling. Wcześniej używałam enzymatycznych i nie ukrywam, że taka forma odpowiada mi najbardziej. Teraz mam dwa z drobinkami ścierającymi i są to nawilżający do skóry suchej i wrażliwej z EO Lab oraz malinowy peeling z BOTANIC SkinFood z eukaliptusem do cery normalnej i mieszanej. Ten pierwszy sprawdza się naprawdę fajnie. Mimo, że ma drobinki (są to zmielone pestki moreli, otręby ryżowe) nie podrażnia mojej skóry i pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Ma ponad 99% składników pochodzenia roślinnego (organiczny olej ze słodkich migdałów, masło shea, masło kakaowe, ekstrakt z oczaru wirginijskiego i z wrzosu). Jego największy minus to zapach, a raczej smrodek. Na tyle mi to przeszkadza, że wstrzymuję oddech, gdy go używam :P Ale działanie ma naprawdę dobre, więc oczywiście go zużyję, ale podejrzewam, że więcej się na niego nie zdecyduję :/ 
Z kolei peeling z BOTANIC SkinFood używam od niedawna, także za wiele Wam nie powiem, ale na pewno pojawi się opinia o nim na blogu. Wspominałam Wam o produktach tej marki na IG -> klik. Są to naturalne kosmetyki bogate w składniki superfood, nie zawierają sztucznych wypełniaczy i barwników, mają za to wyciągi roślinne ;)

BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY KREM Z MANGO ● VIANEK ● ODŻYWCZY KREM NA DZIEŃ ● ARGANOWY KREM POD OCZY ● NACOMI
Na sam koniec ląduje na twarzy krem albo serum. Z kremów zdecydowałam się jakiś czas temu na odżywczy na dzień z Vianka, który jest dość treściwy jak na produkt na dzień, ale dla mojej suchej skóry jest idealny. Nadaje się jak najbardziej pod makijaż. Zawiera ekstrakt z korzenia cykorii, olej z pestek moreli oraz lecytynę. Krem działa ochronnie, antyoksydacyjnie oraz łagodząco. Ma ładny, nienachalny zapach. Zawsze obawiałam się kupować te w pełni naturalne produkty ze względu na zapach, ale póki co na razie tylko w peelingu mi nie odpowiadał.
Super, że ma pompkę. Mam długie paznokcie, więc wydobywanie produktu ze słoiczka jest nieco uciążliwe dla mnie. Pompka działa bez zarzutu, wydobywa taką ilość jaką chcemy. Cena kremu to nieco ponad 20 zł. Nie dość, że są to polskie produkty, z naturalnymi składami to do tego są tanie :)
Jeśli chodzi o krem z mango jest to nawilżający krem do każdego rodzaju cery. Mieści się w szklanym, ciemnym słoiczku. Jego konsystencja jest dość treściwa, ale taka jakby jedwabista. Dobrze się rozprowadza, ale trzeba dać mu chwilę, aby się wchłonął. Nie będę Wam za dużo opowiadać o nim, bo chcę stworzyć dla Was wpis o produktach tej marki, a poza tym używam go zbyt krótko, aby wydać w pełni rzetelną opinię.
Pod oczy ląduje arganowy krem pod oczy firmy Nacomi. Jest bardzo treściwy i na noc jest idealny. Świetnie nawilża skórę i odżywia. Pod makijaż jednak nie za bardzo się nadaje moim zdaniem. Jest za tłusty. Korektor niezbyt ładnie wtedy wygląda i zbiera się w załamaniach. Ale za to wieczorem nakładam go więcej, więc nie martwię się, że korektor czy puder wysuszą mi tę okolicę. Z reguły nakładam dwie cienkie warstwy. Kupiłam w drogerii Hebe na jakiejś promocji za ok. 18 zł, jeśli dobrze pamiętam. 

AKTYWNE SERUM KORYGUJĄCE SUPER POWER MEZO SERUM ● BIELENDA
Wprowadziłam do mojej pielęgnacji serum korygujące z Bielendy ze względu na niedoskonałości. Jak wiecie jestem ogromną fanką Green Tea Bielendy, ale postanowiłam spróbować to, ponieważ dużo dobrych opinii słyszałam. Stosuję albo codziennie na noc, albo tak co 2-3 dzień. Póki co mam mieszane uczucia. Green Tea miało szybsze działanie i już po 2 tygodniach widziałam różnicę, a tutaj znacznie wolniej to idzie, ale będę cierpliwa. Zobaczymy za 2 miesiące jak wpłynie na stan mojej skóry. Serum jest wodniste, szybciutko się wchłania, ma bardzo delikatny zapach. Ja swoją buteleczkę zamawiałam przez Internet, na ezebra.pl bodajże ;) 



Baaardzo jestem ciekawa jakich Wy kosmetyków używacie do pielęgnacji twarzy. Dajcie koniecznie znać :)

Buziaki,
Ada.
dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

21:23:00

dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

Hejka hej!

Wiem, że wiele z Was nie lubi się balsamować, ale dzisiaj mam dla Was coś dzięki czemu polubicie to robić ;) 
Ten produkt długo przeleżał w zapasach, aż w końcu go wyciągnęłam, kiedy zabrałam się za porządne zużywanie produktów. Jednak nie był to dobry pomysł, ponieważ kosmetyk sprawdzi się idealnie właśnie na wiosnę/lato. Ale o tym za chwilę ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
Urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający marki dr Irena Eris dostałam od mamy mojego chłopaka już jakiś czas temu. Wrzuciłam go do zapasów, bo miałam coś tam już otwarte i wyciągnęłam jakoś zimą. Opakowanie jest spore, ma ładną, wiosenno-letnią szatę graficzną. Pojemność to 200 ml. Balsam ma formułę nawilżającą, bogatą w kwas hialuronowy i ekstrakt z Orchidei, a także składniki z perły Tahitańskiej i masło shea, które odżywiają skórę i wygładzają. 
Ma przepiękny zapach i cudownie mieniące się w słońcu drobinki. Dlatego też żałuję, że nie wyciągnęłam go teraz, bo na opalonej skórze wyglądałby bosko. Zgodzę się z producentem, że balsam nawilża i odżywia skórę. Po nim była rzeczywiście miękka, taka jakby bardziej jędrna i gładka. Ma lekką konsystencję, jakby śmietanka ;) Bardzo dobrze się rozprowadza i szybciutko wchłania. Jest lekki, więc jak preferujecie mocne nawilżenie, może nie spełnić Waszych oczekiwań. Co nie zmienia faktu, że zapewnia nawilżenie i myślę, że ta jego lekka konsystencja jest idealna na tę porę roku. 
Na stronie dr Ireny Eris kosztuje 95 zł, ale w Douglasie jest na niego obecnie promocja i kosztuje 59 zł. Sama się zastanawiam czy go kupić właśnie na teraz, ponieważ moje opakowanie dobiło dna, co mogłyście zobaczyć w ZUŻYCIACH ;)



Balsamujecie się regularnie? Co fajnego używacie do ciała? :)

Buziaki,
Ada.