ulubieńcy stycznia | złota trójka | yope | embryolisse | origins

18 lutego 2018 | 6 komentarzy
Cześć Wam!

Mnie niestety rozłożyło choróbsko okropne. Dostałam antybiotyk i muszę teraz leżeć pod kocem i odpoczywać. Na szczęście tego posta napisałam już wcześniej, więc zapraszam serdecznie na ulubieńców stycznia. Są to produkty, które w poprzednim miesiącu podbiły moje serce. ;)
Yope naturalne mydło do rąk Werbena (ok. 15-16zł)

Wiem, że produkty Yope swój debiut miały już jakiś czas temu, ale jakoś nie było mi po drodze, żeby je zamówić. Mimo wielu pochlebnych opinii w Internetach. Aż w końcu pojawiły się w drogeriach Super-Pharm. Stwierdziłam, że to jest dobry moment, żeby poznać bliżej ich wspaniałe właściwości. Przekonała mnie również koleżanka, która nie musiała mówić nic więcej po wypowiedzeniu tych słów: nie wysusza skóry rąk. Bardzo mi na tym zależy, ponieważ mam suchą skórę dłoni, zwłaszcza zimą, więc regularnie nakładam na nie krem. Jednak na pewno miały na to wpływ również produkty myjące. I powiem Wam, że te wszystkie drogeryjne mydła mogą się przy Yope schować! One mają zupełnie inną konsystencję. Taką gęstą, treściwą. Mycie nim rąk to istna przyjemność. I najważniejszy aspekt - skóra po wysuszeniu jest gładka i miękka, nie jest wysuszona i ściągnięta. Na tym zależało mi najbardziej. Zdecydowałam się na wersję zapachową Werbena. Zapach jest cytrusowy i świeży. Mam już kolejną sztukę w zapasie. Obecnie trwa promocja w SP, więc postanowiłam od razu się zaopatrzyć. Nawet mój chłopak zwrócił na nie uwagę, a z reguły faceci nie myślą o takich rzeczach ;)
Origins Drink Up Intensive Overnight Mask maseczka nawilżająca (99 zł)

Jest to prezent gwiazdkowy, który poszedł w ruch tego samego wieczoru. Już dawno marzyła mi się ta maseczka, jednak mało nie kosztuje i zawsze miałam jakieś inne wydatki. Aż nadeszły święta i znalazłam ją pod choinką. Czytałam wiele pozytywnych opinii na jej temat i mogę podpisać się pod nimi rękami i nogami! Maseczka jest po prostu fenomenalna! Moja skóra zimą woła o pomstę do nieba. Suche skórki co i raz dają o sobie znać. Zwłaszcza w okolicach skroni i na czole. Drink Up skutecznie się ich pozbywa! Bardzo podoba mi się to, że jest to maseczka, którą możemy zostawić na noc. Mogę ją nałożyć i położyć się do łóżka. A rano budzę się z nawilżoną skórą, a po suchych skórkach nie ma śladu. Od razu podkład lepiej wygląda. Do tego ma cudny, rześki zapach. Z resztą więcej dowiecie się z oddzielnego postu, który mam zamiar dla was przygotować. Mimo krótkiego stosowania, bo minął miesiąc odkąd jej używam, efekty już są zauważalne. Myślę, że za jakiś miesiąc pojawi się recenzja i wtedy dam znać czy dalej uważam, że jest taka wspaniała ;)
Embryolisse Woda piękności Rosamelis (82 zł)

Wodę Rosamelis dostałam od marki w zeszłym roku w sierpniu. Jak tylko tonik-mgiełka z Tołpy dosięgnęła dna, natychmiast wzięłam się za testy tej wody. Ja osobiście uwielbiam toniki w formie mgiełki z atomizerem i nie wyobrażam już sobie używać innych. Woda Rosamelis przepięknie pachnie, co umila nam zarówno wieczorny jak i poranny rytuał. Używam jej właśnie po demakijażu wieczorem oraz rano po umyciu buzi. Świetnie oczyszcza skórę, odświeża i chłodzi. Bardzo lubię w niej to, że po jej użyciu czuję jakbym nałożyła na buzię nawilżający krem. Skóra jest mięciutka i taka fajna w dotyku. Gdy mam wolny dzień i chodzę bez makijażu to często rezygnuję z kremu tylko właśnie kilka razy w ciągu dnia psikam twarz tą wodą. Jestem bardzo zaskoczona jej działaniem. Co prawda cena jest trochę wysoka jak na tonik, ale uwierzcie, że naprawdę warto. Tym bardziej, że jest bardzo wydajna. Używam jej mniej więcej od października, a mam jeszcze połowę butelki. Także myślę, że spokojnie na parę miesięcy mi wystarczy.

Dajcie znać co myślicie o moich ulubieńcach. A może wśród nich są i Wasi? Koniecznie podzielcie się swoim zdaniem.

wysyłam buziaki z pod kołdry,
Ada ;*

nowości stycznia | yope | origins | dr irena eris | seboradin | tami | h&m | blog planner | NaturalME i wiele innych

12 lutego 2018 | 32 komentarze
Cześć Wam!

Tak jak wspominałam w poprzednim poście dzisiaj pokażę Wam nowości stycznia, a także końcówki grudnia. Bez zbędnego wstępu zapraszam ciekawych dalej!!
Bourjois Healthy Mix podkład do twarzy, Healthy balance puder w kompakcie

Mój tak zwany Kosmetyk Wszech Czasów ;) Zimą sprawdza się u mnie najlepiej, kiedy mam przesuszoną skórę. Wygląda na skórze bardzo ładnie i naturalnie. Buzia jest rozświetlona i nawilżona. I tworzy idealny duet z pudrem z tej samej serii healthy balance! Wspominałam o nim w poprzednim poście o zużytych produktach ;)

Revlon Colorstay podkład do twarzy

Kupiłam go, ponieważ moja cera ostatnio się buntowała i chciałam, aby zakrył niedoskonałości, a słyszałam, że całkiem nieźle to robi. Jednak trochę się zawiodłam ;) Ale o tym opowiem Wam w oddzielnym poście, w którym podzielę się z Wami opinią na jego temat.

Catrice Liquid Camouflage high coverage concealer korektor w płynie

Mój ulubiony True Match już dawno sięgnął dna, używałam trochę Collection, ale teraz stosuję go już tylko jako bazę pod cienie. Wiele osób polecało mi  Camouflage od Catrice, a że jest łatwo dostępny dla mnie, ponieważ niedaleko mam sklep stacjonarny Kosmetykomania, postanowiłam go kupić. I jestem z niego naprawdę zadowolona.
Seboradin seria do włosów normalnych, ciemnych, farbowanych na ciemno

Kolejne produkty od marki Seboradin, które akurat nie są przeznaczone do moich włosów. Chętnie obdaruję tym zestawem, którąś z Was. Byłybyście zainteresowane rozdaniem? ;)
Dr Irena Eris SPA Resort Tahiti balsam rozświetlający 

To prezent od mamy mojego chłopaka, z którego bardzo się cieszę. To już drugi balsam od dr Ireny Eris, który się u mnie pojawił, jednak jeszcze żaden nie jest ruszony. Obecnie używam masła greckiego, które staram się zużyć jak najszybciej, aby wziąć się za balsamy od Eris ;)

NaturalME olej z dzikiej róży do twarzy i ciała

Gdy tylko pojawiły się w Super-Pharm bardzo mnie zaciekawiły. Zdecydowałam się na ten z dzikiej róży, który jest przeznaczony do suchej i dojrzałej skóry. Olejek ma treściwą konsystencję, więc nakładam go na noc. Bardzo fajnie nawilża buzię, następnego dnia skóra jest miękka a suche place znikają. Liczę na jeszcze lepsze efekty po dłuższym stosowaniu.

Bielenda nawilżająca mgiełka kokos & aloes do twarzy i ciała

Wspominałam Wam już na instastory, że byłam uprzedzona do tej serii, ponieważ nie przepadam za zapachem kokosa. Jednak gdy tylko powąchałam to połączenie z aloesem od razu się zakochałam! Przepiękny, świeży zapach! Btw uwielbiam mgiełki - spryskuję nią całe ciało zaraz po wyjściu z wanny, jeszcze na mokrą skórę. Sprawdza się idealnie!

Origins Drink Up Intensive Overnight Mask

Idealna opcja dla mnie - maseczka nawilżająca na noc. Już dawno miałam chęć na jakąś maskę z Origins i byłam bardzo zadowolona, gdy znalazłam ją pod choinką. Przepięknie pachnie i naprawdę super działa! Ale o tym w oddzielnej recenzji ;)
Yope naturalne mydło w płynie Werbena

Cieszę się, że wreszcie się na nie zdecydowałam. Bosko pachnie i nawilża skórę dłoni. Wreszcie nie jest ona ściągnięta po ich umyciu ;)

Ahava mini kremy do rąk

Kupiłam 3 sztuki w zestawie (jedną zostawiłam sobie w pracy) na wyprzedaży. Stwierdziłam, że takie małe pojemności idealnie nadadzą się do torebki czy też do kieszeni fartuszka w pracy ;)
Tami bawełniane ręczniczki kosmetyczne

Moja cera dość mocno ostatnio się buntowała. Mnóstwo bolących krost się pojawiało, zwłaszcza w okolicach żuchwy, więc postanowiłam nie tylko wprowadzić odpowiednie kosmetyki czy z pewnych zrezygnować, ale również zaopatrzyć się w oddzielny ręcznik do wycierania twarzy. Jednak taki zwykły musiałabym prać co parę dni, więc zdecydowałam się na jednorazowe ręczniczki kosmetyczne Tami. Jest ich 60 sztuk i kosztują zaledwie 4, 99 zł. Jestem bardzo z nich zadowolona. Jeden wystarcza na wytarcie całej twarzy.

Ewa Schmitt Boutique profesjonalna pęseta aplikator do sztucznych rzęs

Ten gadżet wypatrzyłam u Kosmetycznej Hedonistki. Liczę na to, że ta pęseta pomoże mi przy nakładaniu sztucznych rzęs. Nie była droga, więc mówię czemu nie ;) Koszt ok. 13zł.

Kosmetyczka SVR

Prezent z pracy, z którego bardzo się ucieszyłam. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale ja uwielbiam kosmetyczki. Co chwilę się jakaś u mnie pojawia :p Z tej jestem bardzo zadowolona! Nie dość, że jest śliczna, to na dodatek bardzo pojemna. Gdy biorę ją w podróż mieszczą mi się do niej kosmetyki kolorowe wraz z pędzlami ;)

Próbki NUXE 

Z Waszych blogów dowiedziałam się o nowej wersji olejku Riche, a także o peelingu do ciała. Koleżanka, która pracuje jako konsultantka NUXE zrobiła mi przyjemność i obdarowała mnie próbkami właśnie tych produktów. Z chęcią sprawdzę co za ta cuda ;)
W końcu zdecydowałam się również na zamówienie blog plannera. Długo się zastanawiałam, ale nie żałuję. Bardzo pomaga mi w organizacji postów, sporządzania list zakupów czy postanowień/planów na dany miesiąc. Przyszedł przepięknie zapakowany. Zamówiłam go ze strony whynow.pl
W zeszłym miesiącu pojawiły się u mnie dwie pozycje książkowe - Harlan Coben Sześć lat później oraz Tess Gerritsen Sekret, którego nigdy nie zdradzę (nie ma jej na zdjęciu, ponieważ szybko ją przeczytałam i zostawiłam mamie ;)). Obie już przeczytałam i były świetne. To są moi dwaj ulubieni autorzy. Uwielbiam kryminały i te są jedne z najlepszych jakie czytałam.

W końcu postanowiłam kupić sobie zegarek. Ten pochodzi z Croppa i gdy tylko go zobaczyłam od razu mi się spodobał. Pasuje do wielu stylizacji i dobrze mi się go nosi.

Dzień przed Sylwestrem wybrałam się z kuzynką na zakupy do Torunia, aby poszukać jakiejś kreacji na Sylwestra. I właśnie wtedy między innymi kupiłam ten zegarek, dwie pary kolczyków - jedne widzicie na zdjęciu, okrągłe, wytłaczane sztyfty, idealne na co dzień, a drugie niestety gdzieś mi się zapodziały, ponieważ jeszcze do końca się nie rozpakowałam (od niedawna mam szafę;)) oraz sukienkę, którą zobaczycie poniżej.
Sukienka jest z weluru i jest mega mega wygodna. Tak miło i lekko się ją nosi. Ma ściągacze na jednym boku, co daje trochę urozmaicenia. Jest to (nie)zwykła mała czarna;)

Sweterek, który widzicie obok to prezent pod choinkę. Pochodzi z H&M'u, jest przemilutki i mimo, że jest to rozmiar XS wygląda on na mnie oversizowo. Ja osobiście lubię takie sweterki. Zdjęcie nie oddaje jego uroku, ale uwierzcie jest naprawdę świetny :)
Po Nowym Roku wszędzie panujące wyprzedaże przekonały mnie do małych zakupów. Różowy sweterek kusił mnie już od dawna, ale w jednym H&M'ie był tylko rozmiar L i kosztował wtedy 100 zł. Po ok. 2-3 tygodniach wybrałam się do innego centrum handlowego i tam był już mój rozmiar i do tego o połowę tańszy ;D Nie dużo myśląc powędrowałam do kasy. Ostatnim moim zakupem jest wyżej pokazana koszula, którą upolowałam w Bershce za 30 zł, a także jeansowa kurtka z frędzlami, która zauroczyła mnie od razu! I do tego kosztowała 50 zł, przeceniona ze 150 ;D


To już wszystko ;) Dajcie znać proszę czy znacie produkty, które Wam dzisiaj przedstawiłam i jak sprawdzają się u Was ;)

Wysyłam buziaki,
Ada.

zużycia poprzednich miesięcy: listopad/grudzień/styczeń

6 lutego 2018 | 30 komentarzy
Cześć Wam!

Wraz z nadejściem nowego miesiąca na dzisiaj przygotowałam dla Was post denko. Właśnie się zorientowałam, że ostatni taki post był w listopadzie o zużyciach października. Także dzisiaj będą to puste produkty aż z trzech miesięcy. I jak na 3 miesiące nie ma tego za dużo. Zatem zapraszam do poczytania i pooglądania ;)
Nuxe Huile Prodigieuse suchy olejek do ciała, twarzy, włosów

Mogłyście o nim poczytać w ulubieńcach roku. Ja jestem absolutnie zakochana w tym olejku. Ma nie tylko przepiękny zapach, ale i świetne działanie. Idealnie nawilża skórę ciała, a w połączeniu z masłem do ciała tworzą duet idealny! Równie fajnie sprawdza się na końcówki do włosów, a także do twarzy. Strasznie ubolewam, że buteleczka sięgnęła dna. Następnym razem zdecyduję się chyba na wersję z drobinkami. Będzie idealna na lato! Więcej o nim -> klik , klik.

Isana olejek pod prysznic

No tego pana to chyba zna każdy. Wiadomo wszem i wobec, że jest idealny do czyszczenia pędzli bądź gąbek. Chociaż u mnie z gąbką bywa różnie - po EL Double Wear musiałam się wspomagać mydłem Protex. Kolejne opakowanie wykorzystane, kolejne stoi już na umywalce ;)

La Petit Marseillais żel pod prysznic biała brzoskwinia i nektarynka

Na początek kupiłam małe opakowanie, ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że następnym razem wezmę większe. Nie dość, że prześlicznie pachnie to dodatkowo mycie nim to istna przyjemność. Pod wpływem wody zamienia się w taką delikatną piankę i gładziutko sunie po ciele. Ale o tym mogłyście już czytać w poście o letnich ulubieńcach 2017 roku o tutaj -> klik. Obecnie sięga dna również wersja zapachowa limonka i mandarynka, więc koniecznie muszę zaopatrzyć się w nowe sztuki! O obu tych produktach wspominałam również w tym poście -> klik.
Pharmaceris H micelarny szampon kojąco-nawilżający & Garnier Fructis Grow Strong szampon wzmacniający

O obu tych produktach pisałam Wam w poście o pielęgnacji moich włosów -> klik. Nie będę się o nich rozpisywać. Powiem krótko - Pharmaceris - szkoda, że się skończył (pojawił się nawet w ulubieńcach roku klik); Garnier - całe szczęście, że się skończył.

L'Biotica Biovax Diamond intensywnie regenerujący szampon

O tym szamponie za dużo Wam niestety nie powiem. Tak to jest jak się kupuje bezmyślnie rzeczy na zapas i w ten oto sposób data ważności szamponu dobiegła końca wraz z końcem roku 2017. Użyłam go może ze dwa razy, ale w tym czasie przewijały się inne szampony i ten poszedł w odstawkę. Żałuję, że tak to się skończyło. Szampony L'Biotici nie zawierają silnych detergentów, więc podejrzewam, że byśmy się dogadali.
Avene płyn micelarny

Mój totalny ulubieniec! Kupiłam go na jakiejś mega wyprzedaży z 70 na 30 zł! Bardzo delikatny, kojący płyn. Zmywał jak należy - bez efektu pandy, nie rozmazywał wszystkiego po twarzy. Nie podrażniał skóry ani nie zapychał porów. Z reguły kupuję wielkie butle, bo akurat płynu sobie nie żałuję, aby dokładnie zmyć cały makijaż. Wspominałam o nim przy okazji postu o nowościach września -> klik. Właśnie otworzyłam butlę Garniera i nic więcej nie mam w zapasie :o Koniecznie muszę się za czymś rozejrzeć!

Ahava time to clear eye makeup remover

Produkt izraelskiej firmy AHAVA - dwufazowy płyn do demakijażu. Przy produktach wodoodpornych sprawdzał się fenomenalnie. Idealnie rozpuszczał wodoodporną maskarę i zmywał wszystko perfekcyjnie. Był mega mega tłusty i raczej stosowałam go tylko do demakijażu oczu, bo na twarzy zostawiał tak okropną warstwę, że nie mogłam tego znieść. Owszem, myłam następnie twarz pianką, ale mimo wszystko nie było to przyjemne. Wacik aż ślizgał się po buzi - fuj.  Niestety stacjonarnie chyba nigdzie go już nie dostaniecie, ewentualnie przez Internet. Ale podejrzewam, że można kupić w dużo niższej cenie coś równie dobrego. Marka Ahava do tanich nie należy, a akurat za takie produkty nie ma co przepłacać.
Batiste suchy szampon 

Miniaturka zawsze się przydaje w podróży. W poście włosowym wspominałam, że rzadko stosuję suche szampony, ale warto mieć go pod ręką w razie co. Wersja Cherry ładnie pachniała i należycie odświeżała włosy.

SVR Spirial Roll on

Dostałam go na szkoleniu marki. Używałam jakiś czas. Niestety kompletnie się nie sprawdził. W ogóle nie chronił i brzydko pachniał. Mówię mu NIE!

Dermedic Linum Emolient regenerujący krem do rąk

Jakiś czas temu pokazywałam Wam na blogu zestawienie moich kremów do rąk (klik) i znalazł się tam m.in. regenerujący krem z Dermedic. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził. Nie tylko koił i uspokajał skórę, ale również regenerował ją. Miał fajną, treściwą konsystencję. Niestety nie zdążyłam go zużyć do końca, bo stracił ważność.
Holika Holika skin rescuer mask sheet vita C & after hard study mask sheet

Obie te maseczki były w płachcie. Po jednym razie ciężko dostrzec jakiekolwiek efekty, ale pamiętam, że po masce after hard study miałam zrelaksowaną i uspokojoną skórę twarzy. Z kolei po Vita C odrobinę szczypała mnie skóra, ale po zdjęciu była delikatnie rozświetlona i nawilżona.
L'Oreal True Match podkład do twarzy

Niejednokrotnie wspominałam, że bardzo lubię ten podkład. Gdzieś tam kiedyś pojawił się nawet w ulubieńcach. Dalej jestem z niego zadowolona, ale w okresie zimowym niestety nie zdaje egzaminu. Zimą mam strasznie przesuszoną skórę twarzy i niestety ten podkład te suche skórki podkreśla. Także na razie wróciłam do Healthy Mix (któty btw jest moim numerem jeden!), ale True Match na pewno nie raz zawita jeszcze w moich zbiorach. Pisałam o nim w tych postach klik, klik.

Bourjois Healthy Balance puder w kamieniu

Podkład Healthy Mix i puder Healthy Balance jest to absolutnie mój ulubiony duet. Świetnie się razem zgrywają i wyglądają na mojej buzi naprawdę bardzo ładnie. Żadnej suchej skórki nie widać, a skóra jest rozświetlona i nawilżona. Puder ma taką fajną aksamitną konsystencję idealną właśnie dla cer suchych. Niestety go wycofali (nie czaję czemu zawsze dobre produkty muszą wycofać), ale powrócił on w nowej szacie graficznej i pod nową nazwą Healthy Mix. Po zmacaniu testerów, muszę jednak stwierdzić, że to nie jest już to samo co było. Kupiłam sobie nowy egzemplarz, ale myślę czy by jeszcze nie dokupić parę sztuk na zapas.

L'Oreal False Lash Wings Sculpt

Pisałam o nim oddzielną recenzję, do której Was odsyłam -> klik. Był dość specyficzny, ale efekt na rzęsach : całkiem niezły. Same sprawdźcie ;)

La Roche Posay tusz do rzęs dla wrażliwych oczu

Nie ma go w regularnej sprzedaży. Był dodatkiem do zakupów. Generalnie szczoteczkę miał fajną. Silikonową, wąską, taką jak lubię. Efekt na rzęsach nie był najgorszy, dość fajnie podkreślał rzęsy i je wydłużał, ale ... do wrażliwych oczu on na pewno nie jest. Nie dość, że okropnie śmierdział, to dodatkowo strasznie swędziała mnie po nim górna linia rzęs. I to nie było tak, że on śmierdział w środku i po nałożeniu zapach się ulatniał. Utrzymywał się on cały dzień i cały czas go czułam. No mówię Wam tragedia! I jeszcze na domiar złego osypywał się w ciągu dnia. Musiałam mu podziękować, bo okropnie się z nim męczyłam. Właściwie to jest jeszcze świeży, ale ląduje w koszu. I to z hukiem!

Clinique Moisture Surge Face Spray mgiełka nawilżająca

Pojawiła się oddzielna recenzja o produktach Clinique z serii Moisture Surge, do której serdecznie Was zapraszam -> klik. Mimo małej pojemności jakoś nie mogłam jej zużyć. Niby fajnie się sprawdzała. Nawilżała, niwelowała uczucie pudrowości, ale chyba coś nie tak było z tym atomizerem. Po jakimś czasie zamiast mgiełki wydobywał takie wielkie krople i w ogóle jakoś zawartość leciała w dół a nie do przodu prosto na twarz. Bardziej pluł tym produktem niż dawał mgiełkę.


Mimo ogromnego zmęczenia udało mi się napisać ten post! Dajcie znać czy miałyście któryś z produktów i jak się sprawdziły u Was :)

A niebawem na blogu pojawią się ulubieńcy stycznia, a także sporo nowości!
Wysyłam buziaki,
Ada.

TOP 6 produkty do ust | bourjois | wibo | lovely | mac | miss sporty

31 stycznia 2018 | 26 komentarzy
Cześć Wam!

Sesja daje w kość, ale jest lepiej niż się spodziewałam. Na dzień dzisiejszy została mi tylko jedna poprawka. Mam nadzieję, że dzisiejszy egzamin poszedł po mojej myśli ;) Bardzo dziękuję Wam za tak aktywne komentowanie moich postów. W końcu piszę je dla Was i jest mi bardzo miło, jeżeli zostawiacie po sobie ślad. Kilku obserwatorów również przybyło. Mam nadzieję, że niebawem dobijemy do 300. Możecie również na bieżąco obserwować mnie na Instagramie. Kto jeszcze nie był, serdecznie zapraszam -> klik.

Dzisiaj chcę Wam przedstawić produkty do ust, których używam ostatnio najczęściej. Są to pomadki oraz konturówki. Niektóre pojawiły się już na blogu wiele razy, jednak dwie z nich mają swój debiut. Zapraszam do dalszej części posta.
Trzy produkty z wyżej pokazanych mają podobny odcień i jest to odcień brudnego różu. Ja po prostu najlepiej się w takim kolorze czuję. Moją ulubioną pomadką jest matowa pomadka firmy MAC w odcieniu Mehr. Jest to odcień, który będzie pasował chyba każdemu. Taki typowy brudny róż, dość ciemny. Bardzo często ląduje on na moich ustach. W miarę długo się utrzymuje. Jest to mat, ale nie taki zastygający, nie do zdarcia. Raczej ma takie jakby kremowe wykończenie, przez co zjada się delikatnie od środka, ale że jest to neutralny odcień, zbliżony do koloru moich ust, nie rzuca się to aż tak w oczy. Nie wysusza ust i nie podkreśla suchych skórek. Jednak mimo to, warto wcześnie je porządnie wypeelingować. Ma on praktycznie same zalety, dlatego też jest to mój taki KWC ;) I do tego przepięknie pachnie wanilią! TUTAJ możecie zobaczyć jak prezentuje się na ustach klik. klik.

Cena: 86 zł
Kolejnymi produktami są konturówka do ust Lovely Perfect Line w odcieniu 1 oraz Wibo Million Dollar Lips również w odcieniu 1. Konturówka jest już kolejną sztuką, którą mam u siebie. Lubię ją przede wszystkim za łatwość aplikacji. Jest bardzo miękka, dzięki czemu bardzo łatwo obrysowuję nią usta, ale często też je wypełniam. Wiadomo, że nie będzie super trwałości, ale ze względu na odcień, gdy zjada się w środku, nie wygląda to tragicznie. Świetnie usta uwydatnia i podkreśla. Bardzo dobrze się w niej czuję. Jednak podkreśla suche skórki, więc warto o nie zadbać. (Cena: 6, 59 zł). Z kolei Million Dollar Lips to już troszkę inna bajka. Jest to płynny produkt, który dobrze się rozprowadza. Dzięki aplikatorowi łatwo nim wyrysować kontur ust i następnie je wypełnić. Należy to zrobić w miarę sprawnie, bo ona szybko zastyga. Jest to porządny mat, który po zastygnięciu jest nie do zdarcia. Wpija się w usta tak, że gdy ją nałożysz i jednak stwierdzisz, że chcesz inny odcień, będziesz miała trudności ze zmyciem ;) Owszem dwufazówka sobie poradzi, ale zwykły micel na pewno nie ;) Dobrze jest regularnie dbać o usta, peelingować je i pielęgnować, ponieważ ta pomadka bardzo je wysusza. Gdy nakładam ją do pracy, to po jakichś 4 godzinach wyraźnie czuć ją na ustach i ma się ochotę ją zmyć. No niestety - utrzyma się długo na ustach, ale niestety ma to później wpływ na ich kondycję. Mi aż tak bardzo to nie przeszkadza, ponieważ na noc zawsze nakładam peelingującą pomadkę Sylveco, która nie dość, że peelinguje usta, to dodatkowo je odżywa i nawilża. (Cena: 13, 79 zł). Na ustach -> klik. klik. klik.
Nowością u mnie jest pomadka Rouge Velvet Lipstick od marki Bourjois w odcieniu Hey Nude 01. Wspominałam Wam o niej przy okazji nowości listopada/grudnia -> klik. Polubiłyśmy się już po pierwszym użyciu. Ma świetną konsystencję, taką masełkową i miękka. Bez problemu sunie po ustach, zastyga na mat i naprawdę dobrze się trzyma. Jednak podkreśla i to bardzo suche skórki. (Cena: 30 - 60 zł). Idealnie do tego odcienia pasuje tutaj konturówka do ust, które używam od lat. A mianowicie chodzi o Mini-Me lip liner 010 Toffe marki Miss Sporty (cena: 9, 79 zł). Wypatrzyłam ją u Hedonsitki i od tamtej pory ma stałe miejsce w mojej kosmetyczce. To taki typowy nudziak, który przepięknie się prezentuje. Wypełniam nią całe usta, ale od niedawna właśnie stosują jako kredką do obrysowania, a usta wypełniam pomadką Bourjois. Polubiłam ten duet. Z pomadek Velvet Lipstick na pewno skuszę się jeszcze na jakiś inny kolor, a mamy ich w ofercie aż 12, więc na pewno każda z nas znajdzie coś dla siebie. klik. klik.
Ostatnim produktem, o którym chcę Wam opowiedzieć jest to płynna pomadka marki Lovely Extra Lasting o numerze 3. Jest to bardzo intensywna czerwień, które ostatnio rzadko goszczą na moich ustach, a bardzo je lubię. Ta pomadka pojawiła się u mnie całkiem niedawno. Bardzo spodobała mi się, gdy zobaczyłam ją na ustach u koleżanki i będąc w Rossmannie po prostu ją wzięłam. Jest niesamowicie trwała. Tak zastyga na ustach, że mam problemy z jej zmyciem. Przez co też niestety je wysusza. Ale jak ktoś dba o usta nie tylko od święta, to nie będzie miał z tym problemu. Poniżej możecie zobaczyć ją w akcji. Taką porządną, intensywną czerwień lubię (cena: 10, 99 zł).

Tak się prezentuje moja TOP 6 w ostatnim czasie. Wszystkie zagościły na stałe w moim kufrze kosmetycznym. Na pewno dojdą jeszcze jakieś, bo ja po prostu uwielbiam różnego rodzaju produkty do ust ;) Czy są tu jeszcze jakieś pomadkomaniaczki? ;)

W związku z końcem miesiąca na dniach spodziewajcie się denka, którego już dawno nie było oraz nowości ze stycznia.
Dajcie znać czy znacie te produkty!

Buziaki,
Ada.

moja pielęgnacja włosów | aktualizacja | produkty, których obecnie używam | moje nawyki

23 stycznia 2018 | 34 komentarze
Cześć Wam!

Dzisiaj przychodzę do Was z postem dotyczącym pielęgnacji moich włosów. Rzadko się takie pojawiają, ale postanowiłam nieco częściej je umieszczać. Odsyłam Was do poprzedniego wpisu o tematyce włosowej -> klik. Dzisiejszy będzie aktualizacją produktów, których obecnie używam do pielęgnacji włosów, a także nawyki, które sobie wyrobiłam oraz co bym chciała wprowadzić, aby jeszcze ulepszyć obecny system.

Od razu zaznaczę, że włosomaniaczką nie jestem. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie i wszystko co dzisiaj przedstawię jest metodą prób i błędów. To, że coś mi pasuje czy nie pasuje nie znaczy, że u Was będzie tak samo. Chętnie jednak poznam Wasze sposoby na zdrowe, piękne i lśniące włosy. I od razu ostrzegam, że będzie to post-tasiemiec ;P

Mam włosy raczej mało problematyczne, nie mam problemów z rozczesywaniem. Farbowałam je tylko raz w życiu, w sierpniu 2016 roku - tak zwane sombre. Blond końcowki zostały do tej pory, ale powoli schodzą.
SZAMPONY

Sporo się zmieniło od poprzedniego wpisu o włosach. Niestety nie mogę używać już zwykłych szamponów drogeryjnych, ponieważ obecność SLS-ów nieźle dała popalić mojej skórze głowy. Co z tego, że moje włosy po szamponie L'Oreal Magiczna Moc Olejków wyglądały jak z reklamy, skoro skalp palił. Chcąc nie chcąc musiałam odstawić wszystkie szampony z zwartością tego silnego detergentu. Niestety bardzo ciężko jest znaleźć szampon z delikatnym składem. Na początku skusiłam się na polecany w sieci szampon dla dzieci Babydream z Rossmanna, który uspokoił i ukoił skórę głowy. Jednak strasznie obciążał włosy i były one po prostu przyklapnięte. A poza tym mega je plątał. Szukałam więc dalej i natrafiłam na szampony marki Pharmaceris. Wybawieniem okazał się micelarny szampon kojąco-nawilżający pozbawiony SLS-ów/SLES-ów. Nie bez powodu pojawił się w ulubieńcach roku. W niemalże 100% spełniał moje oczekiwania. Przede wszystkim po dłuższym stosowaniu przestała swędzieć mnie głowa, bolące krosty zniknęły, a skóra była oczyszczona i nawilżona. Szampon ma gęstą konsystencję. Przez brak sls-ów/sles-ów słabo się pieni, więc też trochę plącze włosy, ale tylko przy pierwszym myciu. Gdy myję je drugi raz jest już dużo lepiej. Spłukuje się bez problemu. Włosy są nawilżone, miękkie i odbite u nasady. Nie jest to oczywiście super mega objętość, ale najważniejsze, że nie ma tzw. przyklapu ;)

Na zdjęciu widzicie szampon Garnier Fructis Grow Strong i pewnie się zastanawiacie co on tu robi ;) Otóż w zeszłe wakacje dostałam się do testowania maski i szamponu produktów Garnier Frcutis z ich nową szatą graficzną i formułą. Postanowiłam dać jeszcze raz szansę szamponom drogeryjnym i przetestować ten duet. Jednak SLS-y znowu dały popis i skończyło się tak samo jak z L'Oreal Elseve. Nie dość, że zrujnował moją skórę głowy to w ogóle nie wzmocnił włosów. Wypadają tak samo jak wypadały. Może maska dałaby lepsze efekty, ale u mnie z używaniem masek bywa różnie niestety ze względu na sposób ich użycia ;) Ale, że ja jestem taka, że nie lubię wyrzucać zaczętych produktów (a wiem, że mogę zużyć w inny sposób), zużyłam go po prostu na długość włosa. I pod tym względem nie było żadnych negatywnych skutków ubocznych ;) Włosy bowiem były wygładzone, miękkie i nawilżone, więc na coś jednak się przydał i nie trafił w połowie butelki do kosza ;) Zapomniałam jeszcze dodać, że przepięknie jabłkowo pachniał i zapach utrzymywał się na włosach jakiś czas. Mimo to, więcej się u mnie nie pojawi. Na szczęście już prawie się kończy.

Jeszcze parę słów wspomnę o hydro-micelarnym szamponie kojącym firmy Pharmaceris z serii Emotopic. Zważając na fakt, że poprzedni dobił dna, cieszę się, że miałam w zapasie ten. Jest to nowość marki. Dostałam go na szkoleniu marki w listopadzie. Dopiero zaczęłam go używać, także niewiele jeszcze mogę o nim powiedzieć. Mogę jedynie napisać, że jest dużo rzadszy niż ten z serii H, co niekoniecznie mi pasuje. Więcej o nim za jakiś czas ;)
ODŻYWKA, MASKA

Odnośnie odżywek dużej zmiany nie ma. Już od ładnych paru lat używam tych od L'Oreal Elseve. Zmieniam jedynie rodzaj. Miałam chyba już wszystkie, ale najbardziej odpowiada mi właśnie ta odbudowująca. Są to fajne odżywki, ponieważ dzięki nim włosy są wygładzone, zregenerowane i wzmocnione. Zdecydowanie ułatwiają rozczesywanie (chociaż nigdy nie miałam z tym większego problemu) i są dość wydajne. Kosztują niewiele, bo w promocji można kupić je za 9 zł. Wcześniej miałam tą z serii Magicznej Mocy Glinki, która przepięknie pachniała, jednak miałam wrażenie, że delikatnie włosy przesusza. Dobrze sprawdziła się również wersja Elseve Total Repair Extreme. Oj tak. Dobrze pamiętam, że bardzo ją polubiłam. Moje włosy były wtedy w dobrej kondycji.
Używanie non stop tej samej odżywki wynika też z mojego lenistwa, bo gdy tylko dana się kończy, nie wiele myśląc idę do drogerii i kupuję kolejną. Jakoś nigdy nie mam czasu na porządny research, stąd też monotonność w tym temacie. Jednak chętnie poznam Wasze typy. Może w końcu zdecyduję się na coś innego ;)
Jeśli chodzi o maski, ciężko u mnie jest z ich używaniem. Ale to tylko dlatego, że trzeba wysuszyć włosy ręcznikiem, następnie nałożyć maskę, na to najlepiej jeszcze jakiś czepek, potrzymać z 15 minut i dopiero spłukać - kto ma na to czas?! Ja z reguły myję włosy późnym wieczorem, kiedy to jestem już zmęczona i myślę tylko o tym, żeby je umyć, nałożyć odżywkę i się położyć do łóżka. Nie chcę mi się dodatkowo kombinować z maską. Mogłabym to robić oczywiście, gdybym tylko wcześniej myła głowę, co na pewno miałoby dobre skutki, bo wtedy nie kładłabym się z mokrymi włosami. Ale o tym za chwilę. Doprowadza to do tego, że maskę nakładam po prostu jak odżywkę, więc efekty jej stosowania są słabe. Obecnie jest to maska wzmacniająca Garnier Fructis Grow Strong. Wygładza jedynie moje włosy i ujarzmia je, ale na temat ich wzmocnienia nie mogę powiedzieć nic. Szczerze to chcę ją jak najszybciej zużyć, bo w zapasie mam jeszcze trzy i dwóch z nich też chciałabym się już pozbyć (Kallos maska bananowa oraz Gliss Kur Million Gloss 10 dni połysku).
ALOES PRZED KAŻDYM MYCIEM

O wielofunkcyjnym żelu aloesowym Holika Holika słyszał chyba każdy. Można go używać na wiele sposobów, między innymi na włosy. Ja go nakładam tak z 20 minut przed myciem i później normalnie myję szamponem. Wprowadziłam ten rytuał całkiem niedawno, także jeszcze nic konkretnego Wam nie powiem. Na dzień dzisiejszy włosy ładnie wyglądają, nie są suche, ale co będzie po dłuższym stosowaniu, tego nie wiem. Może okaże się, że nie służy on moim włosom, ale o tym dowiecie się w następnym takim poście włosowym, który myślę pojawi się za jakieś 2 miesiące. Głównym moim celem, jeżeli chodzi o wygląd włosów, jest nawilżenie. Od czasu do czasu użyję jeszcze prostownicy, więc staram się robić tak, aby końce nie były suche. Wszyscy cały czas mi powtarzają, że wcale nie mam zniszczonych włosów, mimo działania wysokiej temperatury. Z czego bardzo się cieszę. Staram się cały czas utrzymywać ten poziom nawilżenia i liczę, że aloes mi w tym pomoże ;)
TERMOOCHOCHRONA
Kolejne kosmetyki, to produkty, których używam, gdy włosy już wyschną. Tuż przed prostowaniem spryskuję je odżywką 10w1 Repair Balm Spray od firmy L'Biotica. Ma przesłodki zapach, który utrzymuje się na włosach, ale mi to akurat odpowiada. Producent zaleca stosować na umyte, wilgotne włosy. Ja jednak nie suszę włosów suszarką, więc nie potrzebuję wtedy ochrony, tylko dopiero przed prostowaniem pryskam po prostu na suche z odległości ok. 20 cm. Oprócz ochrony przed wysoką temperaturą, producent obiecuje również wzmocnienie i regenerację bez obciążania, wypełnienie mikrouszkodzeń, jedwabistą gładkość, głębokie nawilżenie, ułatwienie podczas rozczesywania, utrzymanie efektów stylizacji, ochronę koloru włosów farbowanych, wygładzenie zniszczonych końcówek oraz zapobieganie elektryzowaniu. I co jeszcze? Może wyjdzie za nas z psem? Jak dla mnie 10 tysięcy obietnic na jednym produkcie jest moocno naciągane. Owszem chroni przed temperaturą, zapewnia gładkość i nawilżenie, ale reszta? Producenta chyba lekko poniosło ;) Zostało mi go niewiele, ponieważ któregoś razu wylał mi się w torbie w pociągu, wszystko mi upaskudził i zniszczył golf (prałam go już chyba z 5 razy, a plamy dalej są :/). Bardzo fajnie się sprawdza, ale ja cały czas myślę o termoochronnym spreju z Marion - ten to był kozak ;D I chyba jak ten się skończy to ponownie zdecyduję się na Marion.

Wszyscy wiemy na jakie uszkodzenia narażone są nasze włosy zimą. Noszenie czapek i szalików prowadzą do oklapniętych włosów oraz ich elektryzowania. Czego ja osobiście nie cierpię najbardziej na świecie. Z pomocą jednak przychodzi mi odżywczy oleo-krem L'Biotica Biovax Gold z olejkami arganowym, baobabu i afrykańskimi. Uwielbiam go przede wszystkim za działanie wygładzające - wystarczy maleńka ilość nałożona na końcówki włosów i momentalnie są one ujarzmione, wygładzone i się nie elektryzują. Produkt dodatkowo chroni przed działaniem promieni słonecznych i wiatrem, a także pielęgnuje włosy suche i zniszczone. Ma bardzo ładny, delikatny zapach, który czuć na włosach. Nie obciąża włosów. Można go nakładać i na suche włosy i na wilgotne. Częściej lądują u mnie na suchych, ale na wilgotnych też się zdarzy. Jestem zadowolona z działania oleo-kremu, zwłaszcza zimą. Dzięki niemu moje włosy są na swoim miejscu i nie doprowadza mnie do szału ich elektryzowanie ;)
SUCHE SZAMPONY BATISTE

Suche szampony są to produkty, których używam sporadycznie. Moje włosy się nie przetłuszczają i myję je średnio co 2-3 dni. Czasem są dni, że już następnego dnia nie wyglądają zbyt świeżo i wtedy w ruch idzie suchy szampon Batiste. Posiadam dwa rodzaje: fresh i neon lights. Oba sprawdzają się dobrze. Ten drugi ma przepiękny zapach, jednak jest to edycja limitowana. Gdy gdzieś jeszcze je spotkam, kupię sobie na zapas. Jest to przydatny produkt, dobrze jest go mieć w domu, ale tak jak mówiłam, używam go rzadko.
PRODUKTY, KTÓRE ZAMIERZAM WPROWADZIĆ DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW

Jak wcześniej wspominałam, mam trzy maski w zapasach i tamte dwie chcę jak najszybciej wykończyć na rzecz maski przeciw wypadaniu włosów marki Seboradin. Pokładam w niej spore nadzieje. Włosy wypadają mi praktycznie od zawsze, odkąd pamiętam. Nigdy tak porządnie nie zabrałam się za ten problem. Łykałam Biotebal, ale tylko przez miesiąc, więc efektów nie było żadnych. Spróbuję z tą maską i dodatkowo może kupię ten Biotebal, ale to tak ze 3 opakowania od razu. Maskę nakładamy na świeżo umyte włosy (oczywiście szamponem Seboradin przeciw wypadniu włosów;)), rozprowadzamy, wmasowujemy we włosy, pozastawiamy na 5 minut i spłukujemy. I to mi pasuje! Stosować 2-3 razy w tygodniu, co u mnie przekłada się na stosowanie po każdym umyciu, bo myję włosy właśnie średnio 3 razy w tygodniu. Także będzie to wyglądało tak, że raz w tygodniu na włosach będzie lądować odżywka, a dwa razy maska. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Kolejnym produktem, które chcę wprowadzić jest lotion regenerujący Seboradin przeznaczony dla włosów suchych, zniszczonych farbowaniem, modelowaniem. Zaopatrzony jest w atomizer, więc ułatwia nam użytkowanie. Nanosimy go na skórę głowy i włosy, układamy fryzurę, nie spłukujemy. Według producenta nie obciąża włosów, do codziennego stosowania. Za 2 miesiące dam znać jak wpłynął na kondycję skóry głowy oraz włosów.

Oprócz używania sporej ilości kosmetyków ważne są też inne aspekty:

  • regularne podcinanie końcówek - u mnie jest to mniej więcej co 3 miesiące. Akurat w tym momencie minęło prawie 5 miesięcy odkąd je podcięłam. Moimi końcówkami zajmuje się moja kuzynka, więc koniecznie muszę się do niej umówić na podcięcie, ale to po sesji ;)
  • czesanie włosów przed pójściem spać oraz przed ich myciem - oba warianty się sprawdzają. Gdy wyczeszę je przed myciem nie plączą się, dużo łatwiej się je myje, a uwierzcie mi, że z długimi włosami wcale nie jest tak łatwo ;) Z kolei gdy czeszę je przed pójściem spać, rano tak naprawdę nie musiałabym tego robić. Serio ;) W ogóle nie są splątane, ładnie wyglądają i przyznaję - zdarzyło mi się czasem wyjść bez wyczesania ich ;)
  • nie kłaść się spać z mokrą głową - to moja zmora. Staram się jak mogę umyć włosy wcześniej, aby na spokojnie wyschły, ale z reguły do wieczora mam tyle rzeczy do zrobienia, że biorę kąpiel/prysznic na szybko i idę prosto do łóżka. A wszystkie wiemy jak spanie z mokrymi włosami wpływa na nie - wilgotne kosmyki są bardziej podatne na łamanie i skręcanie, a także jest to idealne środowisko dla roztoczy. 
Oprócz wyżej wymienionych produktów, chciałabym również wprowadzić olejowanie włosów. Kiedyś nakładałam olej kokosowy, który świetnie wpłynął na wygląd włosów. Póki co skupię się na aloesie, ale następnym krokiem będzie olej. Polecacie jakiś konkretny? ;)
Niżej wklejam Wam jeszcze zdjęcia. Na pierwszym moje włosy w 2016 roku, a na dwóch kolejnych robione pod koniec 2017. Trochę je skróciłam, ale akurat mi włosy rosną bardzo szybko, także jeszcze trochę i będą znowu długie. ;)

To już chyba wszystko na dzisiaj. Gratuluję tym, którzy przetrwali do końca i nie dziwię się tym, którym się to nie udało ;) Dajcie znać co myślicie o takich postach. Wolicie krótkie i zwięzłe czy lubicie raz na jakiś czas poczytać dłuższe? Jakie Wy macie sposoby na piękne, lśniące włosy? 

Wysyłam buziaki,
Ada.

czego to ludzie nie wymyślą - termiczna zalotka do rzęs by Sephora

19 stycznia 2018 | 23 komentarze
Cześć Wam!

We wrześniowych nowościach wspominałam o termicznej zalotce do rzęs z Sephory -> klik. Wypatrzyłam ją w filmiku Maxi i efekty naprawdę mi się spodobały. Niedługo myśląc wybrałam się do Sephory i kupiłam owy gadżet. Czy wyrzuciłam pieniądze w błoto? Ciekawych zapraszam do dalszej części posta.
Jak widzicie zalotka wygląda bardziej jak tusz do rzęs. Gdybym ją zobaczyła na sklepowej półce nie domyśliłabym się, że to zalotka. Znajdowała się ona w przeźroczystym pudełku, na tyłach którego napisana była instrukcja obsługi. Była do niej dołączona malutka szczoteczka do czyszczenia.

Zalotka jest prosta w obsłudze. W środku znajduje się wymienna bateria. Aby ją uruchomić należy przesunąć przycisk na pozycję ON i odczekać ok. 1 minuty, aby się nagrzała. Następnie układamy ją na środku rzęs, przesuwamy ku jej końcówkom delikatnie opuszczając w kierunku powieki. Należy to zrobić tak, aby jej nie dotknąć. Przytrzymujemy chwilę w takiej pozycji i powtarzamy czynność aż do uzyskania pożądanych efektów. Proste, prawda?
Powiem Wam, że jak zobaczyłam efekt u Asi byłam zachwycona. Ale jest to też kwestia tego kto jakie ma rzęsy. Moje niestety są mocno opadające. I mimo, że użyję zalotki czy to zwykłej czy termicznej one i tak po godzinie opadną. Mówię tutaj głównie o części zewnętrznej rzęs. Jednak z rzęsami w środkowej części radzą sobie całkiem nieźle.
Na początku się obawiałam trochę tego gadżetu - nie chciałam sobie spalić rzęs ;) Ale nie macie się co martwić. Owszem zalotka jest ciepła, ale przy zachowaniu ostrożności nie ma możliwości spalenia rzęs. Przecież nie jest to temperatura jak chociażby przy prostownicach ;) Używam jej codziennie i zajmuje mi to dosłownie chwilę. Na samym końcu zawsze robię brwi i tuszuję rzęsy, więc w momencie zabierania się za malowanie brwi włączam zalotkę, aby dać jej minutkę na nagrzanie.
Zalotka podkręca rzęsy, owszem. Nawet te najbardziej opadające jak u mnie w zewnętrznym kąciku, ale nie jest to efekt długotrwały. Po godzinie, maksymalnie dwóch opadają. Nie cierpię tego, dlatego też często się zastanawiam nad ich przedłużeniem. Ale z drugiej strony trzeba o nie bardzo dbać. U mnie kreska na oku to codzienność, a ze sztucznymi rzęsami będę miała codziennie problem z ich zmyciem czy z cieniami. Więc chyba znowu zdecyduję się na serum do rzęs. Tym razem może L'Biotica.

Poniżej przedstawiam efekty przed i po.
Koszt takiego cudaka to 81 zł. Widzę, że na stronie są aktualnie niedostępne. Ale stacjonarnie je widziałam. Generalnie nie żałuję zakupu, bo byłam jej mega ciekawa. Ale spodziewałam się troszeczkę lepszych efektów ;)

Dajcie znać co myślicie o takim wynalazku. Przydatna czy raczej niezbędna rzecz?

Wysyłam buziaki,
Ada.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.