co nowego pojawiło się w sierpniu ?

15 września 2017 | 19 komentarzy
Cześć Wam!

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną porcją nowości. Tym razem z sierpnia. Ciekawych zapraszam dalej ;)
Evree Magic Rose mini tonik różany - jakiś czas temu Evree wypuściło na rynek mini wersje różanych toników. Świetnie sprawdzają się w podróży czy do torebki. Kupiłam go na dniach lifestyle w Super-Pharm za połowę ceny, czyli 4, 99 zł.

L'Oreal Czysta Glinka maska z glinką rozświetlająca - wszyscy znacie te maski, już jakiś czas temu pojawiły się w sprzedaży. Nie miałam okazji jeszcze żadnej wypróbować, więc na dniach lifestyle na promocji -50% zdecydowałam się na wersję rozświetlającą. Cena po obniżce: 17, 99 zł.

Embryolisse Elixir Eclat eliksir rozświetlający - wspominałam Wam w TYM poście, że zostałam ambasadorką marki i w sierpniu zdecydowałam się na eliksir rozświetlający, który już jest w użyciu. Póki co mogę Wam powiedzieć, że fajnie się zapowiada. Na pewno pojawi się recenzja.
Lefrosh Pilarix balsam ceramidowy z mocznikiem - czaiłam się na niego jakiś czas, ponieważ potrzebowałam czegoś na odżywienie skóry i regenerację, zwłaszcza po depilacji pach. Niestety włoski wrastają, nie jest to nic przyjemnego. Skóra jest zaczerwieniona i w krostkach. Liczę, że ten krem to wszystko, że tak powiem, ogarnie ;) Kupiłam go na wyprzedaży za 17, 99 zł.

Ziaja Sensitiv antyperspirant do skóry wrażliwej - najlepiej sprawdzał się jak dotąd Vichy, jednak strasznie swędziała mnie po nim skóra i musiałam z niego zrezygnować :/ Myślę czy by się nie zdecydować na antyperspirant Nuxe. Póki co jednak potrzebowałam czegoś na już, więc zdecydowałam się na Ziajkę.

Gehwol lipido krem intensywna pielęgnacja suchej skóry stóp - już kiedyś miałam ten krem, super się sprawdził na suchą skórę i zrogowacenie stóp. Ma zbitą, gęstą konsystencję, jak maść bardziej niż krem. Przy regularnym stosowaniu stópki są gładkie i nawilżone ;) Ta marka również była na promocji -50%, więc zapłaciłam za niego ok. 10 zł.
Holika Holika wielofunkcyjny żel aloesowy - mam wreszcie i ja :D kupiłam go na dniach lifestyle za 19, 99 zł. Przepięknie pachnie, ma fajną konsystencję. Póki co użyłam go tylko do nóg po depilacji i pod tym względem to strzał w dychę. Wiem też, że świetnie sprawdza się włosów czy twarzy.

L'Oreal Elseve odżywka odbudowująca - w poprzednim poście pokazywałam Wam puste opakowanie po odżywce z L'Orela, więc przy okazji promocji -40% na odżywki do włosów kupiłam ponownie, tym razem odbudowującą, która sprawdziła się chyba ze wszystkich najlepiej. Cena: ok. 5 zł.

Batiste suchy szampon wersja limitowana z granatem i jaśminem - skusiłam się, bo rzucił się w oczy stojąc na sklepowej półce i zapach ma bardzo ładny. A sprawdza się jak każdy inny suchy szampon ;) Cena: 8, 99 zł.
To kosmetyki, które przywiózł mi z Grecji mój ukochany. W TYM poście opisywałam Wam masło i peeling, które przywiózł mi w zeszłym roku. Natomiast w tym obdarował mnie masłem do ciała z organiczną oliwą z oliwek, olejkiem makadamia, wanilią i kokosem - uwierzcie zapach jest obłędny! Kupił mi również relaksujący olejek do masażu oraz peeling, ten sam co w zeszłym roku. Ze wszystkich produktów jestem mega zadowolona!

Pojawiły się u mnie również dwa nowe zapachy.
Jednym z nich jest Paco Rabanne Olympea Aqua, która marzyła mi się od jakiegoś czasu. Jest to prezent od mojego chłopaka.
Przepiękny jest ten zapach! Do delikatnych nie należy, ale ciężki bardzo też nie jest. Nuty głowy to olejek z gorzkiej pomarańczy, nuty wodne oraz bergamotka; nuty serca to imbir; podstawa to wanilia, sól, kaszmir oraz ambra. Koniecznie wpadnijcie do perfumerii powąchać, jeśli go nie znacie ;) Nie wspominając już o przepięknym wyglądzie. Matowe szkło to coś co przyciąga wzrok.
Drugim zapachem jest Little Sequin Dress firmy Avon. Na pewno znacie Little Pink Dress albo Black. Z tej linii wyszedł właśnie nowy zapach Little Sequin Dress. Moja mama jest konsultantką Avon, więc miała okazję kupić te perfumy za parę złotych. Psiknęłam się nimi i od razu mi się spodobały. Zawiera nuty owocowe i kwiatowe.
Dr Irena Eris Provoke Sun Shimmer rozświetlacz w kompakcie - czaiłam się na niego już jakiś czas, ale jakoś szkoda było mi wydać na niego 65 zł. Więc przy okazji promocji na dniach lifestyle -50% wreszcie go dorwałam. Cena po obniżce to ok. 33 zł. Wygląda przepięknie na buzi, lekko opalizuje, ślicznie się mieni. Jestem w nim zakochana!

I to by było na tyle. Dajcie znać czy któryś z produktów jest Wam znany.

Buziaki,
A.

powrót projektu denko

8 września 2017 | 23 komentarze
Cześć Wam!

Jakiś czas temu zrezygnowałam z pokazywania Wam zużytych produktów, ale stwierdziłam, że jest to przecież najlepszy sposób na to, aby widzieć jak zapasy się powoli zmniejszają :D gorzej jak w międzyczasie robię kolejne zakupy i dochodzą kolejne produkty do zapasów... Ale która bloggerka nie jest zakupoholiczką kosmetyczną? ;)
WŁOSY

Babydream, szampon dla dzieci - kupiłam go, ponieważ jeden gagatek strasznie podrażnił mi skórę głowy, więc potrzebowałam czegoś na złagodzenie. I ten szampon sprawdził się idealnie. Świetnie oczyszczał skórę głowy, nie podrażniał, lecz niestety miałam po nim nieco oklapnięte włosy.

L'Oreal, Magiczna Moc Olejków, szampon - to właśnie ten gagatek zrobił mi kuku na głowie, więc nie nakładam go już na skalp, a tylko na długość włosów. Bo w tym przypadku sprawdzał się świetnie. Włosy miałam gładkie, lśniące, miękkie ;) Ale skóra głowy niestety paliła.

L'Oreal, Magiczna Moc Glinki, odżywka - wzięłam z ciekawości. Spróbowałam kiedyś od kuzynki i zakochałam się w zapachu. Jak dla mnie jest to odżywka jak każda inna. Miałam już sporo odżywek z L'Oreal i każda sprawdziła się równie dobrze. Włosy łatwo się rozczesywały, ładnie pachniały i były gładkie.
CIAŁO

Avon, odżywczy scrub do rąk i stóp z masłem shea - pojawiła się jego recenzja na blogu wraz z maską, więc Was do niej odsyłam. W jednym zdaniu mogę powiedzieć, że był to bardzo dobry peeling i robił to co miał robić i robił to dobrze ;D

pielęgnacja stóp - avon, planet spa, odżywczy peeling i maska do stóp i rąk

Palmolive, żel pod prysznic - jeden z moich ulubionych. Przepięknie pachnie, nawilża, duża butla starcza na długi czas i wygodna w użyciu dzięki pompce. Nawet mój facet woli myć się tym żelem niż męskim ;)
TWARZ

Dermedic, Hydrain3 Hialuro, płyn micelarny - już Wam kiedyś o nim wspominałam przy okazji wpisu o mojej codziennej pielęgnacji. Był nawet kiedyś o nim post, ale dziwnym trafem zniknął w czasoprzestrzeni. Płyn nie okazał się rewelacyjny. Owszem jest bardzo delikatny i nie podrażnia skóry, ale kompletnie nie radzi sobie ze zmyciem makijażu. Jeżeli ktoś stawia na delikatny make-up typu podkład, tusz - OK, ale z pełnym makijażem sobie nie poradzi. Nie zmywa go, tylko rozmazuje robiąc z nas pandę. Świetnie nadawałby się jako tonik, ale jako micel - nope.

sposób na zdrową cerę

SVR, Provegol, gel surgras, żel do mycia - jego recenzja również jest już na blogu. Bardzo lubiłam ten żel, świetnie się sprawdził. Dobrze oczyszczał, nie podrażnił, nie doprowadził do powstawania zaskórników. Wręcz wyciszał skórę i dobrze ją nawilżał. Odsyłam do recenzji.

SVR, żel do mycia ciała twarzy, ciała i włosów

Clinique Moisture Surge nawilżający krem do twarzy - na blogu macie pełną recenzję. Krem sprawdził się cudownie! 75 ml starczyło na długi czas. Nawilżenie na najwyższym poziomie, miła w dotyku konsystencja, brak zaskórników.

Clinique Moisture krem, serum, mgiełka

Estee Lauder New Dimension, próbeczka maski nawilżającej i rozświetlającej na noc - zbyt mała ilość aby stwierdzić czy są jakieś efekty, ale rzec mogę iż po nałożeniu ją na noc, rano skóra była mięciutka i gładka i wyraźnie nawilżona. Podobało mi się to;) Lecz koszt takiej maski o pojemności 50 ml to 300 zł bez złotówki, więc póki co zostaje marzeniem ;)

The Body Shop, próbeczka masła do ciała - dostałam kiedyś od pani w sklepie TBS. Masło było świetne, świetnie nawilżało i skóra po nim była miękka i taka.. sprężysta. Na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie.

Carolina Herrera Good Girl - z reguły nie pokazuję w denkach taki maleństw, ale ten zapach jest tak przepiękny, że postanowiłam go Wam pokazać. Jestem w nim zakochana od zeszłego roku. Jestem ciekawa co Wy o nim myślicie ;)
KOLORÓWKA

L'Oreal Volume Million Lashes So Couture  - wszystkim znany tusz do rzęs. Dla mnie jest absolutnie fenomenem. Świetnie wydłuża rzęsy, idealnie rozdziela, nie osypuje się - co dla mnie jest mega istotne - i pachnie delikatnie czekoladką ;)

L'Oreal True Match podkład w odcieniu 2.N. Wanilla - skończył się w idealnym momencie, bowiem koniec lata nastąpił (jeśli można tegoroczne lato nazwać latem;)) i już jest dla mnie po prostu za ciemny. Właśnie kupiłam 1.N. Dla mnie ten podkład jest idealny na co dzień. Nie ma super krycia i trwałości, ale mi wystarcza. Podoba mi się jak wygląda na buzi, więc wybaczam mu parę niedociągnięć;)

Lirene City Matt sypki puder matujący - świetny puder, jest to moje drugie opakowanie i na pewno kupię kolejne. Dobrze matuje, nie bieli i jest w miarę wydajny.
L'Biotica Bubble Mask maska silnie oczyszczająca - pokazywałam Wam ją w nowościach. Bardzo fajna maska, śmieszne to uczucie, gdy zaczyna uaktywniać się piana i naprawdę fajnie działa.

Cettua Pore Control Facial Mask maska ograniczająca rozszerzanie się porów - dla mnie bez szału, ale czego się spodziewać po jednym razie. Może przy regularnym stosowaniu coś by zdziałała.

To wszystko na dzisiaj! Niebawem pojawią się nowości i mam nadzieję, że gdy ogarnę wszystkie moje sprawy, recenzje będą pojawiać się regularnie!

Dajcie znać czy znacie któryś z produktów i jak się sprawdził u Was.
Buziaki,
A.

Rizes Crete Body Butter - masło do ciała z organiczną oliwą z oliwek, ekstraktem z papai i granatu | Scrub Cream z organiczną oliwą z oliwek, ziarnami oliwek i sokiem z aloesu

20 sierpnia 2017 | 17 komentarzy
Cześć Wam!

Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję, za którą nie mogłam zabrać się długi czas. Jednak postanowiłam skorzystać z wolnej niedzieli i w końcu ją dokończyć i Wam pokazać.

A mianowicie mówię o produktach firmy Rizes Crete prosto z greckiej wyspy Kreta, które przywiózł mi mój chłopak w zeszłym roku. W końcu przysiadłam do napisania o nich parę słów, a uwierzcie jest o czym pisać ;) Ciekawych zapraszam dalej!
Masło do ciała z organiczną oliwą z oliwek, ekstraktem z papai i granatu

Rizes Crete jest to grecka marka produkująca produkty nie posiadające parabenów, olejów mineralnych oraz silikonów. Oczywiście do idealnego składu mu daleko, ale nie jest najgorzej. Jak tylko je zobaczyłam byłam ich mega ciekawa. Na pierwszy rzut weźmy masło do ciała. Jak widać szata graficzna typowa dla produktów naturalnych, nie za dużo treści, bez zbędnych ilustracji. Mi się bardzo podoba. Opakowanie wykonane jest z porządnego plastiku. W środku masło zabezpieczone dodatkowo jest nakładką. Masło ma treściwą konsystencję, trochę zbitą. Trzeba się trochę namachać, żeby porządnie rozsmarować, ponieważ masło podczas rozcierania robi się białe i trzeba masować i masować, żeby biała powłoka zniknęła. Ale dla mnie to nie jest problem. Skóra po nim jest mięciutka i nawilżona. Ze względu na treściwą konsystencję nie wchłania się za szybko, ale skóra się nie klei co dla mnie jest istotne. Z kolei rano budzę się z miękką i wygładzoną skórą. Gdy moja skóra potrzebuje porządnego odżywienia i nawilżenia sięgam właśnie po to masło.
Peeling z organiczną oliwą z oliwek, ziarnami oliwek i sokiem z aloesu

Ale zanim przechodzę do nałożenia balsamu, porządnie peelinguję ciało. Do tego posłużył mi grecki peeling, który jest porządnym zdzierakiem. Ja za bardzo za takimi nie przepadam, wolę nieco mniej zdzierające, ale mimo to postanowiłam go jak najbardziej zużyć. Ciało peelinguję średnio dwa razy w tygodniu, czasem raz. Zależy jak mi się chce ;) Nie żałowałam go sobie. Tak jak wspominałam porządny zdzierak z niego. Miałam po nim całe czerwone ciało, ale skóra po nim była gładziutka. Skóra była idealnie przygotowana do depilacji oraz później do nałożenia masła;)

Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu. Już nie mogę się doczekać co w tym roku mój luby mi przywiezie;) są to naprawdę dobre kosmetyki. Jeśli kiedyś będziecie miały okazję je zakupić to polecam ;)
Dajcie znać co sądzicie.
Buziaki,
A.

nowości - czerwiec/ lipiec

31 lipca 2017 | 33 komentarze
Cześć Wam!

Trochę mnie nie było. To chyba najdłuższa przerwa jaką miałam od pisania postów, ale niestety obecnie mieszkam w akademiku do końca sierpnia i nie mam za bardzo warunków do zrobienia ładnych, porządnych zdjęć. A poza tym dużo pracuję. Dzisiaj mam dzień wolny, więc postanowiłam zrobić parę fotek i przedstawić Wam zaległe nowości z czerwca oraz lipca. Trochę się tego nazbierało, także ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
L'Oreal True Match

Jak wiecie moim ulubionym podkładem zawsze był Healthy Mix. Jednak, że mi się wszystko szybko nudzi, postanowiłam kupić ponownie podkład L'Oreal True Match. Mimo dennej pogody, udało mi się złapać trochę słońca i mogłam pozwolić sobie na numer 2.N. Naprawdę lubię ten podkład. Świetnie się go rozprowadza i wklepuje gąbeczką i ma całkiem niezłe krycie. Może całego dnia nie wytrzymuje, ale dobrze sobie radzi. Daje ładne wykończenie, wygląda jak druga skóra.

Clinique Even Better

Nowością u mnie jest podkład Even Better marki Clinique. Dostałam go od koleżanki, której podkład nie przypadł do gustu. Użyłam go parę razy i mam do niego mieszane uczucia, ale dam mu jeszcze szansę i za jakiś czas dam Wam znać jak się sprawdził.
Lirene City Matt mineral loose powder

Jest to moje już drugie opakowanie tego pudru. Bardzo go lubię. Świetnie utrwala makijaż, matuje i jest transparentny. Nie zmienia koloru podkładu, nie bieli. Naprawdę jest to bardzo dobry produkt za małe pieniądze.

Bourjois healthy balance

Ten puder również gości u mnie już po raz drugi. Kiedyś go miałam, ale niestety najjaśniejszy odcień był za ciemny. Teraz latem jest idealny. Bardzo go lubię za jedwabistą konsystencję, nie daje efektu takiej pudrowości, tylko ładnie się stapia ze skórą i dobrze wygląda. Nie wysusza skóry.

Dr Irena Eris ProVoke Illuminating Loose Powder

Ten puder z kolei jest u mnie totalną nowością. Tak długo mnie korciło, żeby go kupić, ale zawsze było szkoda pieniędzy, bo jednak kosztuje ok. 85 zł. Ale zawsze gdzieś z tyłu głowy mi siedział. W końcu nadarzyła się okazja promocji 1+1 za grosz w Super-Pharm, więc złożyłyśmy się z koleżanką i wreszcie go mam. Jest po prostu obłędny! Słyszałam o nim same dobre opinie, które się potwierdziły. Zakochałam się od pierwszego użycia. Wybrałam odcień Natural z pięknymi drobinkami, które nie są nachalne, a pięknie rozświetlają skórę. Polecam!
Pędzle do makijażu

Dwa z nich są marki Life - jeden do blendowania, drugi do nakładania rozświetlacza. Ten pierwszy sprawdza się naprawdę fajne, z kolei drugi już nie koniecznie. Jak dla mnie ma za miękkie i za cienkie włosie do nakładania rozświetlacza. Wolę ten z Hakuro, który mam model H22.
Te 3 w środku są to pędzle Rimmel, które były dodatkiem do zakupów. Ja je dostałam z pracy (uroki pracy w drogerii;)). Ten duży puchaty sprawdza się świetnie do pudrów sypkich czy bronzerów w kompakcie. Ogólnie są dobrej jakości.
La Roche-Posay tusz do rzęs

Prezent z pracy. Jest to tusz dla wrażliwych oczu. Ma silikonową szczoteczką, taką jak lubię. Daje całkiem niezły efekt na rzęsach, ale niestety delikatnie osypuje się pod koniec dnia.

Lovely, Curling Pump Up

Nie muszę przedstawiać. Tusz, który miejsce w mojej kosmetyczce ma zawsze.
Evree, tonik różany

Mój absolutny ulubieniec. Znalazł się w ulubieńcach roku. Najlepszy tonik jaki miałam. Obecnie kończę z Tołpy i wracam do tego. Jednak jest najlepszy i zostaje ze mną na stałe ;)

Embryolisse krem odżywczo-nawilżający

Nie wiem czy słyszałyście o tej firmie. Krem odżywczo-nawilżający został okrzyknięty produktem Best Ever według magazynu InStyle. Jest sekretem wizażystów zza kulis pokazów mody i ulubieńcem modelek. Zostałam ambasadorką marki, więc pierwszym produktem, który sobie wybrałam był właśnie bestseller. Więcej o nim w oddzielnym wpisie.
Bioderma Sensibio płyn micelarny

Ten płyn zna chyba każdy. Jeden z lepszych aptecznych miceli. Niestety tani nie jest. 500 ml kosztuje ok. 75 zł. Otrzymałam go w prezencie od mamy mojego chłopaka, która skorzystała z promocji 1+1 za grosz. Jeden z pompką, drugi bez. I własnie ten z pompką wylądował u mnie. Bardzo go lubię, świetnie domywa makijaż, nie podrażnia, nie uczula. Ideał ;)

AA Golden Ceramides mleczko micelarne z ceramidami do demakijażu oczu i twarzy

Kolejny gift z pracy. Coś do zmywania makijażu zawsze się przyda. Takie produkty raczej się nie zmarnują ;) A swoją drogą ciekawa jestem tych ceramidów ;)
Vichy Replumping Lip Balm

To również produkt z pracy, który dostałam. Zapowiada się całkiem fajnie. Posiada wygodny aplikator. Fajnie nawilża usta i ten jasny różowy kolor wygląda uroczo ;)

Dermedic Linum Emolient regenerujący krem do rąk

Pewnie się domyślacie, że to również gift z pracy ;) Świetny krem! Uwielbiam go. Pięknie pachnie, cudownie nawilża i szybko się wchłania. Polecam dla skóry wrażliwej i bardzo suchej.
To kolejne prezenty z pracy (nie sądziłam, że było ich aż tyle ;))

Original Source, płyn do kąpieli, pomarańcza i lukrecja

Nie miałam nigdy produktów Original Source. Płyn się przyda, bo w nowym mieszkaniu czeka na mnie wanna ;) Powiem Wam, że zapach dość intensywny. Czuć wyraźnie lukrecję. Jak dla mnie płyn wygląda jak sok pomarańczowy ;)

Evree Gold Argan olejek do ciała

Miałam już kiedyś wersję Multioils Bomb, która była świetna. Bardzo lubię te olejki i myślę, że z tym też się polubię.
O tych produktach mogłyście już poczytać w poprzednim poście. Zapraszam klik.
Maseczki na tkaninie

L'Biotica silnie oczyszczająca maska Bubble Mask

Bardzo fajna, daje świetne uczucie na buzi. Po nałożeniu na buzię, po paru minutach zaczyna uaktywniać się piana. Fajnie oczyszcza i odświeża, aczkolwiek wiadomo po jednym razie nie ma czego się spodziewać. Efekt fajny, ale krótkotrwały. Na pewno się jeszcze na nią zdecyduję. ;)

Cettua Pore Control Facial Mask maska zmniejszają widoczność porów

Tej jeszcze nie używałam. Zbieram się i zbieram i jakoś czasu nie mam (ale mi się zrymowało;)) Pamiętam, że kiedyś Maxi wspominała, że fajnie się sprawdzają maski Cettua. Zobaczymy - dam znać ;)
Garnier Fructis Grow Strong maska i szampon

Są to produkty, które powróciły z nową szatą graficzną. Szampon na pewno, nie wiem czy maska w ogóle była kiedyś dostępna. Produkty otrzymałam do testów. Póki co jedyne co mogę powiedzieć to, że oba przepięknie pachną jabłkiem i chwilę utrzymują się na włosach. Jeśli chodzi o zmniejszenie wypadania włosów, na razie nie mogę nic powiedzieć po dwóch razach. Za 2-3 miesiące dam znać jak efekty. A u mnie sporo tych włosów zostaje na szczotce, także myślę, że jestem dobrym królikiem doświadczalnym ;)
John Frieda luxurious volume szampon dodający włosom objętości

Generalnie problemów z włosami nie mam (oprócz tego, że wypadają). Zawsze wyglądają ładnie, świeżo, są proste, nie mam problemu z nimi w ciągu dnia. Ale, że nie można mieć wszystkiego, niestety czasem są oklapnięte. Dlatego też zdecydowałam się zakupić szampon John Frieda. Niestety póki co muszę go odstawić, bo testuję obecnie ten z Garnier.

L'Oreal Eleseve Magiczna Moc Glinki, odżywka upiększająca

Wszystkie jak dotąd odżywki z L'Oreal Elseve mi odpowiadają. Ta z glinką również. Przepięknie pachnie, wygładza włosy, ułatwia rozczesywanie i nie wysusza ich.
Pharmaceris łagodząca pianka myjąca do twarzy i oczu

Do mycia twarzy miałam żel micelarny z Garnier, niestety okazał się totalnym BUBLEM, więc szybko musiałam kupić coś innego. Zdecydowałam się na piankę. Nigdy nie używałam pianki i żałuje, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Sprawdza się naprawdę świetnie. Co prawda do oczu jeszcze jej nie stosowałam, bo podchodzę dość sceptycznie do takich rzeczy, ale makijaż twarzy zmywa bardzo dobrze.
Prezent od mamy mojego chłopaka. Przepiękna kosmetyczka Kevin.Murphy. Mam ją zawsze przy sobie w torebce, na drobne rzeczy.
Przysięgam, że to już koniec ;) Ostatnią rzeczą jest, ręcznik do demakijażu coś al'a Glov. Niby ma zmyć cały makijaż tylko przy użyciu wody. Jeszcze tego nie sprawdziłam, ale dam Wam znać, gdy tylko to zrobię ;)
I na samiutki koniec próbki, próbki i jeszcze raz próbki. Uroki pracowania w drogerii ;) Było tego więcej, połowę porozdawałam po rodzinie ;)

Dajcie znać które produkty Was zainteresowały. Może miałyście któryś i możecie podzielić się swoją opinią? Chętnie ją poznam ;)

Buziaki,
A.

Współpraca z SYNCHROLINE - Terproline Body ujędrniający krem do ciała / Synchrovit C skoncentrowane serum liposomowe

6 lipca 2017 | 24 komentarze
Cześć Wam!

Mamy początek lipca, czyli u mnie oficjalne rozpoczęcie wakacji. Tak na dobrą sprawę zaczęły się już 26 czerwca, kiedy miałam obronę pracy licencjackiej. Zdana na 4,5 ! Mogę teraz z wolnym umysłem cieszyć się wakacjami ;)

Dzisiaj mam dla Was recenzje dwóch produktów marki General Topics z linii Synchroline. Serdecznie zapraszam Was na ich profil na Facebook'u klik. Są to dermokosmetyki oraz wyroby medyczne, w których zastosowane są innowacyjne formuły i technologie pozwalające uzyskać optymalną skuteczność produktów. Po wymienieniu kilku e-maili z panią Olgą wspólnie wybrałyśmy serum liposomowe z witaminą C z serii Synchrovit C oraz ujędrniający krem do ciała nadający sprężystość z serii Terproline Body. Ciekawych mojej opinii zapraszam dalej.
TERPROLINE BODY Ujędrniający krem do ciała nadający sprężystość

Gama została stworzona w celu poprawy jędrności, elastyczności oraz nawilżenia skóry. Zadaniem kremu było głównie poprawa nawilżenia oraz elastyczności całego ciała - biustu, brzucha, ud oraz pośladków. Zalecany jest przed i po zabiegach z zakresu chirurgii plastycznej. Stosować dwa razy dziennie.

Krem został zamknięty w plastikowej tubce o pojemności 250 ml. Szata typowa dla produktów aptecznych. Spora, miękka tuba. Bez problemu wydobywałam produkt. Po nałożeniu kremu pierwsze co się rzuciło to niestety okropny zapach. Czuć, że to wyrób medyczny. Jak dla mnie jest to taki smrodek jakiegoś syropu. No niezbyt przyjemny. Krem ma leciutką konsystencję, szybko i łatwo rozprowadza się po ciele. Zgodnie z zaleceniami używałam kremu 2 razy dziennie, głównie na nogi, uda i pośladki. Mimo lekkiej konsystencji produkt niestety za szybko się nie wchłaniał. Jeżeli nie chcemy wszystkiego wytrzeć w kołdrę, warto przynajmniej pół godzinki wcześniej nałożyć krem. Wieczorem po nałożeniu czuć warstewkę, natomiast rano możemy cieszyć się gładziutką skórą. Gdy krem w końcu się wchłonie, następnego dnia skóra jest mięciutka, gładka i wyraźnie nawilżona. Takie mam spostrzeżenia, jeśli chodzi o pierwsze użycia. Po regularnym stosowaniu widać wyraźnie ujędrnioną skórę. Uwierzcie mi, nigdy nie byłam tak zadowolona z wyglądu moich pośladków i ud. Nie mam jakiegoś mega problemu z cellulitem, ale skóra mogłaby wyglądać lepiej. Po zastosowaniu Terproline Body rezultaty były naprawdę widoczne. Jakieś nierówności czy zagłębienia zmniejszyły się, a pozostała ujędrniona i gładka skóra.

Składnikami aktywnymi są :

  • heterozydy kwasu azjatykowego i madekasowego, które odpowiadają za odbudowę skóry, przyspieszają regenerację oraz regulują proces produkcji kolagenu i dodatkowo dbają o nawilżenie,
  • acetyloglukozamina, linolan proliny, glikopeptydy fibronektyny są odpowiedzialne za intensywne nawilżenie skóry, poprawę elastyczności oraz jędrności, a także wykazują właściwości przeciwzmarszczkowe. 

Jeśli zmagacie się z nierównościami skóry, polecam Wam ten krem. Efekty są wyraźnie widoczne. Zmieniłabym w nim jedynie zapach, bo ja jednak wolę jak coś pachnie ładnie, a jak nie to, żeby nie pachniało wcale ;)
SYNCHROVIT C skoncentrowane serum liposomowe z witaminą C 10%, sodem i mleczanem cynku

Drugim wybranym przeze mnie produktem jest serum liposomowe z witaminą C. Byłam go bardzo ciekawa, zwłaszcza, że pani Olga uprzedziła mnie, że należy serum zrobić samemu. Nie ma w tym wbrew pozorom nic trudnego. Przyszły do mnie 3 szklane małe buteleczki, zamknięte plastikową zakrętką (na zdjęciu dwie, ponieważ jedna była wtedy już w użyciu). Należało przekręcić zakrętkę do momentu przerwania zabezpieczenia i wtedy wydobywał się proszek z witaminą C, który łączył się z płynem. Potem tylko wstrząsnąć, wymieszać i nałożyć nakrętkę aplikacyjną.
Produkt był stabilny tylko 10-12 dni od momentu przyrządzenia. Tak więc sera starczyły mi na lekko ponad miesiąc stosowania. Tak jak w przypadku kremu, serum miało dość apteczny zapach, ale nie był najgorszy. Do zniesienia ;) Stosowałam je na całą twarz, codziennie wieczorem. Pani Olga poleciła nakładać go partiami, np. najpierw na czoło, wklepać i pozostawić, następnie policzki itd. Służyło to uniknięciu efektu klejenia. Uprzedziła mnie również, że może wystąpić uczucie pieczenia bądź mrowienia, czego przyczyną jest duża zawartość witaminy C. A także delikatne złuszczanie.
U mnie złuszczanie wystąpiło akurat tylko na nosie. Uczucie pieczenia bądź mrowienia nie miało miejsca. Rzeczywiście produkt trochę się kleił, więc sposób nakładania partiami jest jak najbardziej wskazany.
Głównymi zadaniami witaminy C jest rozświetlenie, działanie antyoksydacyjne, ujednolicenie kolorytu. Do tych 3 punktów mogę się ustosunkować. Serum zadziałało jak najbardziej rozświetlająco. Wydobyło z mojej skóry nieco blasku, rozświetliło ją i dało efekt wypoczętej skóry. Nie zawsze się wysypiam, ponieważ bywa, że do 21 pracuję, a lubię też posiedzieć do późna przy laptopie, tak więc serum spowodowało, że nie straszyłam ludzi na ulicach ;) Serum miało również za zadanie spłycić drobne zmarszczki, których jak na razie u mnie brak, tak więc pod tym względem nie mogę się wypowiedzieć. Do składników aktywnych należą:

  • izomeraty sacharydowe i kwas hialuronowy, które mają właściwości nawilżające i wygładzające,
  • acetyloglukozamina, która jest prekursosem kwasu hialuronowego i działa nawilżająco oraz rozświetlająco.

Serum nie tylko rozświetliło skórę, ale również ładnie wyrównało koloryt, a także należycie nawilżyło. Na zmiany słabo i średnio nasilone należało stosować 1 dziennie dla wieku 28-50, natomiast po 50 roku życia 2 razy dziennie. Zalecana kuracja na 60 dni, cztery razy w roku.

Produkty Synchroline znajdziecie on-line w aptekach:

Mają naprawdę szeroką game produktów, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Ja póki co mogę Wam polecić jedynie te 2 produkty, które naprawdę dobrze się u mnie sprawdziły. Jeśli coś jeszcze kiedyś przetestuję, chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.
Zostałam również obdarowana masą próbek, w których już zaczynam powoli tonąć, co możecie zobaczyć na moim instagramie klik ;).
Trochę wyszedł post-tasiemiec. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca i, że post był przydatny.
Trzymajcie się ciepło,
A.

SVR Provegol Gel Surgras - żel do mycia twarzy, ciała oraz włosów

21 czerwca 2017 | 17 komentarzy
Witajcie kochani!

Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu marki SVR. W TYM poście mogłyście poczytać o nawilżającym balsamie z serii Hydraliane, a dzisiaj natomiast żel myjący Provegol Gel Surgras. Ciekawych zapraszam dalej.
Gel Surgras to żel myjący do codziennego stosowania. Nadaje się do mycia włosów, ciała oraz twarzy. Jest bezpieczny również jako płyn do higieny intymnej. Producent zapewnia odpowiednie oczyszczanie, chroniąc warstwę hydrolipidową, nie wysusza skóry, zmiękcza ją i koi. Dostępne są w aptekach, w pojemnościach 200 ml, 400 ml oraz 1 litr. Butelka, którą Wam pokazuje ma 400 ml i jest w starej szacie graficznej. Producent wyprzedawał je i udało mi się go dorwać za 17 zł. Macie tutaj link do strony producenta, gdzie możecie zobaczyć jak obecnie wygląda klik. Jeżeli będziecie stosować go tylko do twarzy to z pewnością taka pojemność wystarczy, a nawet mniejsza. Natomiast jeśli chcecie stosować do mycia ciała i włosów, polecam litrowe.
Opakowanie wyposażone jest w pompkę, która działa bez zarzutu. Wydobywa odpowiednią ilość produktu. Jedna pompka starczy na dokładne oczyszczenie twarzy i szyi.
Jest to żel dla skóry wrażliwej, normalnej i suchej. Ja go używałam głównie do mycia twarzy wieczorem oraz rano. Przy tak dużej pojemności starczył mi na kilka miesięcy. Żel ma delikatny, nie drażniący zapach. Nie za mocno się pieni, ale to akurat plus. Poniżej macie skład:

Aqua, Glycerin, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Disodium LaurethSulfosuccinate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Serenoaserrulata Fruit Extract, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, xylitylglucoside, Xylitol, Anhydroxylitol, Lactic Acid, Sodium Hudroxide, p-Ansic Acid, Polyquaternium-7, Coco-Glucoside, Coco-Betaine, Butylene Glycol, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Methylisothiazlinone, Parfum.

Wiem, że wiele z Was nie zachwyci, jednak mimo wszystko, ja nazywam ten żel takim bezpiecznym produktem, ponieważ jestem prawie pewna, że nikogo nie uczuli i nie wysypie po nim. Świetnie się sprawdza do oczyszczania twarzy, skóra nie jest po nim ściągnięta, a wręcz miękka w dotyku. Czuję, że jest nawilżona, na czym mi najbardziej zależy. Używam go od kilku miesięcy i nie zauważyłam, aby wyskoczyły mi jakieś wypryski.
Gdybym nie lubiła zmieniać kosmetyków, to pewnie bym do niego wróciła. Ale mam jeszcze dwa produkty w zapasach do mycia, więc na razie się wstrzymam z zakupem. Aczkolwiek promocje w Super-Pharm kuszą ;)

Jeśli zastanawiacie się nad nim, mogę Wam go szczerze polecić. Generalnie markę SVR. Jest to kolejny produkt, który mam i jestem zadowolona. Obecnie używam kulki Spirial i chyba zaczyna mocno prześcigać Vichy ;)

Dajcie znać czy miałyście styczność z marką i co myślicie o żelu?
A może Wy mi polecicie jakiś fajny żel, Wasz ulubiony?

Całuję,
Ada.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.