Rizes Crete Body Butter - masło do ciała z organiczną oliwą z oliwek, ekstraktem z papai i granatu | Scrub Cream z organiczną oliwą z oliwek, ziarnami oliwek i sokiem z aloesu

20 sierpnia 2017 | 11 komentarzy
Cześć Wam!

Na dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję, za którą nie mogłam zabrać się długi czas. Jednak postanowiłam skorzystać z wolnej niedzieli i w końcu ją dokończyć i Wam pokazać.

A mianowicie mówię o produktach firmy Rizes Crete prosto z greckiej wyspy Kreta, które przywiózł mi mój chłopak w zeszłym roku. W końcu przysiadłam do napisania o nich parę słów, a uwierzcie jest o czym pisać ;) Ciekawych zapraszam dalej!
Masło do ciała z organiczną oliwą z oliwek, ekstraktem z papai i granatu

Rizes Crete jest to grecka marka produkująca produkty nie posiadające parabenów, olejów mineralnych oraz silikonów. Oczywiście do idealnego składu mu daleko, ale nie jest najgorzej. Jak tylko je zobaczyłam byłam ich mega ciekawa. Na pierwszy rzut weźmy masło do ciała. Jak widać szata graficzna typowa dla produktów naturalnych, nie za dużo treści, bez zbędnych ilustracji. Mi się bardzo podoba. Opakowanie wykonane jest z porządnego plastiku. W środku masło zabezpieczone dodatkowo jest nakładką. Masło ma treściwą konsystencję, trochę zbitą. Trzeba się trochę namachać, żeby porządnie rozsmarować, ponieważ masło podczas rozcierania robi się białe i trzeba masować i masować, żeby biała powłoka zniknęła. Ale dla mnie to nie jest problem. Skóra po nim jest mięciutka i nawilżona. Ze względu na treściwą konsystencję nie wchłania się za szybko, ale skóra się nie klei co dla mnie jest istotne. Z kolei rano budzę się z miękką i wygładzoną skórą. Gdy moja skóra potrzebuje porządnego odżywienia i nawilżenia sięgam właśnie po to masło.
Peeling z organiczną oliwą z oliwek, ziarnami oliwek i sokiem z aloesu

Ale zanim przechodzę do nałożenia balsamu, porządnie peelinguję ciało. Do tego posłużył mi grecki peeling, który jest porządnym zdzierakiem. Ja za bardzo za takimi nie przepadam, wolę nieco mniej zdzierające, ale mimo to postanowiłam go jak najbardziej zużyć. Ciało peelinguję średnio dwa razy w tygodniu, czasem raz. Zależy jak mi się chce ;) Nie żałowałam go sobie. Tak jak wspominałam porządny zdzierak z niego. Miałam po nim całe czerwone ciało, ale skóra po nim była gładziutka. Skóra była idealnie przygotowana do depilacji oraz później do nałożenia masła;)

Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu. Już nie mogę się doczekać co w tym roku mój luby mi przywiezie;) są to naprawdę dobre kosmetyki. Jeśli kiedyś będziecie miały okazję je zakupić to polecam ;)
Dajcie znać co sądzicie.
Buziaki,
A.

nowości - czerwiec/ lipiec

31 lipca 2017 | 32 komentarze
Cześć Wam!

Trochę mnie nie było. To chyba najdłuższa przerwa jaką miałam od pisania postów, ale niestety obecnie mieszkam w akademiku do końca sierpnia i nie mam za bardzo warunków do zrobienia ładnych, porządnych zdjęć. A poza tym dużo pracuję. Dzisiaj mam dzień wolny, więc postanowiłam zrobić parę fotek i przedstawić Wam zaległe nowości z czerwca oraz lipca. Trochę się tego nazbierało, także ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
L'Oreal True Match

Jak wiecie moim ulubionym podkładem zawsze był Healthy Mix. Jednak, że mi się wszystko szybko nudzi, postanowiłam kupić ponownie podkład L'Oreal True Match. Mimo dennej pogody, udało mi się złapać trochę słońca i mogłam pozwolić sobie na numer 2.N. Naprawdę lubię ten podkład. Świetnie się go rozprowadza i wklepuje gąbeczką i ma całkiem niezłe krycie. Może całego dnia nie wytrzymuje, ale dobrze sobie radzi. Daje ładne wykończenie, wygląda jak druga skóra.

Clinique Even Better

Nowością u mnie jest podkład Even Better marki Clinique. Dostałam go od koleżanki, której podkład nie przypadł do gustu. Użyłam go parę razy i mam do niego mieszane uczucia, ale dam mu jeszcze szansę i za jakiś czas dam Wam znać jak się sprawdził.
Lirene City Matt mineral loose powder

Jest to moje już drugie opakowanie tego pudru. Bardzo go lubię. Świetnie utrwala makijaż, matuje i jest transparentny. Nie zmienia koloru podkładu, nie bieli. Naprawdę jest to bardzo dobry produkt za małe pieniądze.

Bourjois healthy balance

Ten puder również gości u mnie już po raz drugi. Kiedyś go miałam, ale niestety najjaśniejszy odcień był za ciemny. Teraz latem jest idealny. Bardzo go lubię za jedwabistą konsystencję, nie daje efektu takiej pudrowości, tylko ładnie się stapia ze skórą i dobrze wygląda. Nie wysusza skóry.

Dr Irena Eris ProVoke Illuminating Loose Powder

Ten puder z kolei jest u mnie totalną nowością. Tak długo mnie korciło, żeby go kupić, ale zawsze było szkoda pieniędzy, bo jednak kosztuje ok. 85 zł. Ale zawsze gdzieś z tyłu głowy mi siedział. W końcu nadarzyła się okazja promocji 1+1 za grosz w Super-Pharm, więc złożyłyśmy się z koleżanką i wreszcie go mam. Jest po prostu obłędny! Słyszałam o nim same dobre opinie, które się potwierdziły. Zakochałam się od pierwszego użycia. Wybrałam odcień Natural z pięknymi drobinkami, które nie są nachalne, a pięknie rozświetlają skórę. Polecam!
Pędzle do makijażu

Dwa z nich są marki Life - jeden do blendowania, drugi do nakładania rozświetlacza. Ten pierwszy sprawdza się naprawdę fajne, z kolei drugi już nie koniecznie. Jak dla mnie ma za miękkie i za cienkie włosie do nakładania rozświetlacza. Wolę ten z Hakuro, który mam model H22.
Te 3 w środku są to pędzle Rimmel, które były dodatkiem do zakupów. Ja je dostałam z pracy (uroki pracy w drogerii;)). Ten duży puchaty sprawdza się świetnie do pudrów sypkich czy bronzerów w kompakcie. Ogólnie są dobrej jakości.
La Roche-Posay tusz do rzęs

Prezent z pracy. Jest to tusz dla wrażliwych oczu. Ma silikonową szczoteczką, taką jak lubię. Daje całkiem niezły efekt na rzęsach, ale niestety delikatnie osypuje się pod koniec dnia.

Lovely, Curling Pump Up

Nie muszę przedstawiać. Tusz, który miejsce w mojej kosmetyczce ma zawsze.
Evree, tonik różany

Mój absolutny ulubieniec. Znalazł się w ulubieńcach roku. Najlepszy tonik jaki miałam. Obecnie kończę z Tołpy i wracam do tego. Jednak jest najlepszy i zostaje ze mną na stałe ;)

Embryolisse krem odżywczo-nawilżający

Nie wiem czy słyszałyście o tej firmie. Krem odżywczo-nawilżający został okrzyknięty produktem Best Ever według magazynu InStyle. Jest sekretem wizażystów zza kulis pokazów mody i ulubieńcem modelek. Zostałam ambasadorką marki, więc pierwszym produktem, który sobie wybrałam był właśnie bestseller. Więcej o nim w oddzielnym wpisie.
Bioderma Sensibio płyn micelarny

Ten płyn zna chyba każdy. Jeden z lepszych aptecznych miceli. Niestety tani nie jest. 500 ml kosztuje ok. 75 zł. Otrzymałam go w prezencie od mamy mojego chłopaka, która skorzystała z promocji 1+1 za grosz. Jeden z pompką, drugi bez. I własnie ten z pompką wylądował u mnie. Bardzo go lubię, świetnie domywa makijaż, nie podrażnia, nie uczula. Ideał ;)

AA Golden Ceramides mleczko micelarne z ceramidami do demakijażu oczu i twarzy

Kolejny gift z pracy. Coś do zmywania makijażu zawsze się przyda. Takie produkty raczej się nie zmarnują ;) A swoją drogą ciekawa jestem tych ceramidów ;)
Vichy Replumping Lip Balm

To również produkt z pracy, który dostałam. Zapowiada się całkiem fajnie. Posiada wygodny aplikator. Fajnie nawilża usta i ten jasny różowy kolor wygląda uroczo ;)

Dermedic Linum Emolient regenerujący krem do rąk

Pewnie się domyślacie, że to również gift z pracy ;) Świetny krem! Uwielbiam go. Pięknie pachnie, cudownie nawilża i szybko się wchłania. Polecam dla skóry wrażliwej i bardzo suchej.
To kolejne prezenty z pracy (nie sądziłam, że było ich aż tyle ;))

Original Source, płyn do kąpieli, pomarańcza i lukrecja

Nie miałam nigdy produktów Original Source. Płyn się przyda, bo w nowym mieszkaniu czeka na mnie wanna ;) Powiem Wam, że zapach dość intensywny. Czuć wyraźnie lukrecję. Jak dla mnie płyn wygląda jak sok pomarańczowy ;)

Evree Gold Argan olejek do ciała

Miałam już kiedyś wersję Multioils Bomb, która była świetna. Bardzo lubię te olejki i myślę, że z tym też się polubię.
O tych produktach mogłyście już poczytać w poprzednim poście. Zapraszam klik.
Maseczki na tkaninie

L'Biotica silnie oczyszczająca maska Bubble Mask

Bardzo fajna, daje świetne uczucie na buzi. Po nałożeniu na buzię, po paru minutach zaczyna uaktywniać się piana. Fajnie oczyszcza i odświeża, aczkolwiek wiadomo po jednym razie nie ma czego się spodziewać. Efekt fajny, ale krótkotrwały. Na pewno się jeszcze na nią zdecyduję. ;)

Cettua Pore Control Facial Mask maska zmniejszają widoczność porów

Tej jeszcze nie używałam. Zbieram się i zbieram i jakoś czasu nie mam (ale mi się zrymowało;)) Pamiętam, że kiedyś Maxi wspominała, że fajnie się sprawdzają maski Cettua. Zobaczymy - dam znać ;)
Garnier Fructis Grow Strong maska i szampon

Są to produkty, które powróciły z nową szatą graficzną. Szampon na pewno, nie wiem czy maska w ogóle była kiedyś dostępna. Produkty otrzymałam do testów. Póki co jedyne co mogę powiedzieć to, że oba przepięknie pachną jabłkiem i chwilę utrzymują się na włosach. Jeśli chodzi o zmniejszenie wypadania włosów, na razie nie mogę nic powiedzieć po dwóch razach. Za 2-3 miesiące dam znać jak efekty. A u mnie sporo tych włosów zostaje na szczotce, także myślę, że jestem dobrym królikiem doświadczalnym ;)
John Frieda luxurious volume szampon dodający włosom objętości

Generalnie problemów z włosami nie mam (oprócz tego, że wypadają). Zawsze wyglądają ładnie, świeżo, są proste, nie mam problemu z nimi w ciągu dnia. Ale, że nie można mieć wszystkiego, niestety czasem są oklapnięte. Dlatego też zdecydowałam się zakupić szampon John Frieda. Niestety póki co muszę go odstawić, bo testuję obecnie ten z Garnier.

L'Oreal Eleseve Magiczna Moc Glinki, odżywka upiększająca

Wszystkie jak dotąd odżywki z L'Oreal Elseve mi odpowiadają. Ta z glinką również. Przepięknie pachnie, wygładza włosy, ułatwia rozczesywanie i nie wysusza ich.
Pharmaceris łagodząca pianka myjąca do twarzy i oczu

Do mycia twarzy miałam żel micelarny z Garnier, niestety okazał się totalnym BUBLEM, więc szybko musiałam kupić coś innego. Zdecydowałam się na piankę. Nigdy nie używałam pianki i żałuje, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Sprawdza się naprawdę świetnie. Co prawda do oczu jeszcze jej nie stosowałam, bo podchodzę dość sceptycznie do takich rzeczy, ale makijaż twarzy zmywa bardzo dobrze.
Prezent od mamy mojego chłopaka. Przepiękna kosmetyczka Kevin.Murphy. Mam ją zawsze przy sobie w torebce, na drobne rzeczy.
Przysięgam, że to już koniec ;) Ostatnią rzeczą jest, ręcznik do demakijażu coś al'a Glov. Niby ma zmyć cały makijaż tylko przy użyciu wody. Jeszcze tego nie sprawdziłam, ale dam Wam znać, gdy tylko to zrobię ;)
I na samiutki koniec próbki, próbki i jeszcze raz próbki. Uroki pracowania w drogerii ;) Było tego więcej, połowę porozdawałam po rodzinie ;)

Dajcie znać które produkty Was zainteresowały. Może miałyście któryś i możecie podzielić się swoją opinią? Chętnie ją poznam ;)

Buziaki,
A.

Współpraca z SYNCHROLINE - Terproline Body ujędrniający krem do ciała / Synchrovit C skoncentrowane serum liposomowe

6 lipca 2017 | 24 komentarze
Cześć Wam!

Mamy początek lipca, czyli u mnie oficjalne rozpoczęcie wakacji. Tak na dobrą sprawę zaczęły się już 26 czerwca, kiedy miałam obronę pracy licencjackiej. Zdana na 4,5 ! Mogę teraz z wolnym umysłem cieszyć się wakacjami ;)

Dzisiaj mam dla Was recenzje dwóch produktów marki General Topics z linii Synchroline. Serdecznie zapraszam Was na ich profil na Facebook'u klik. Są to dermokosmetyki oraz wyroby medyczne, w których zastosowane są innowacyjne formuły i technologie pozwalające uzyskać optymalną skuteczność produktów. Po wymienieniu kilku e-maili z panią Olgą wspólnie wybrałyśmy serum liposomowe z witaminą C z serii Synchrovit C oraz ujędrniający krem do ciała nadający sprężystość z serii Terproline Body. Ciekawych mojej opinii zapraszam dalej.
TERPROLINE BODY Ujędrniający krem do ciała nadający sprężystość

Gama została stworzona w celu poprawy jędrności, elastyczności oraz nawilżenia skóry. Zadaniem kremu było głównie poprawa nawilżenia oraz elastyczności całego ciała - biustu, brzucha, ud oraz pośladków. Zalecany jest przed i po zabiegach z zakresu chirurgii plastycznej. Stosować dwa razy dziennie.

Krem został zamknięty w plastikowej tubce o pojemności 250 ml. Szata typowa dla produktów aptecznych. Spora, miękka tuba. Bez problemu wydobywałam produkt. Po nałożeniu kremu pierwsze co się rzuciło to niestety okropny zapach. Czuć, że to wyrób medyczny. Jak dla mnie jest to taki smrodek jakiegoś syropu. No niezbyt przyjemny. Krem ma leciutką konsystencję, szybko i łatwo rozprowadza się po ciele. Zgodnie z zaleceniami używałam kremu 2 razy dziennie, głównie na nogi, uda i pośladki. Mimo lekkiej konsystencji produkt niestety za szybko się nie wchłaniał. Jeżeli nie chcemy wszystkiego wytrzeć w kołdrę, warto przynajmniej pół godzinki wcześniej nałożyć krem. Wieczorem po nałożeniu czuć warstewkę, natomiast rano możemy cieszyć się gładziutką skórą. Gdy krem w końcu się wchłonie, następnego dnia skóra jest mięciutka, gładka i wyraźnie nawilżona. Takie mam spostrzeżenia, jeśli chodzi o pierwsze użycia. Po regularnym stosowaniu widać wyraźnie ujędrnioną skórę. Uwierzcie mi, nigdy nie byłam tak zadowolona z wyglądu moich pośladków i ud. Nie mam jakiegoś mega problemu z cellulitem, ale skóra mogłaby wyglądać lepiej. Po zastosowaniu Terproline Body rezultaty były naprawdę widoczne. Jakieś nierówności czy zagłębienia zmniejszyły się, a pozostała ujędrniona i gładka skóra.

Składnikami aktywnymi są :

  • heterozydy kwasu azjatykowego i madekasowego, które odpowiadają za odbudowę skóry, przyspieszają regenerację oraz regulują proces produkcji kolagenu i dodatkowo dbają o nawilżenie,
  • acetyloglukozamina, linolan proliny, glikopeptydy fibronektyny są odpowiedzialne za intensywne nawilżenie skóry, poprawę elastyczności oraz jędrności, a także wykazują właściwości przeciwzmarszczkowe. 

Jeśli zmagacie się z nierównościami skóry, polecam Wam ten krem. Efekty są wyraźnie widoczne. Zmieniłabym w nim jedynie zapach, bo ja jednak wolę jak coś pachnie ładnie, a jak nie to, żeby nie pachniało wcale ;)
SYNCHROVIT C skoncentrowane serum liposomowe z witaminą C 10%, sodem i mleczanem cynku

Drugim wybranym przeze mnie produktem jest serum liposomowe z witaminą C. Byłam go bardzo ciekawa, zwłaszcza, że pani Olga uprzedziła mnie, że należy serum zrobić samemu. Nie ma w tym wbrew pozorom nic trudnego. Przyszły do mnie 3 szklane małe buteleczki, zamknięte plastikową zakrętką (na zdjęciu dwie, ponieważ jedna była wtedy już w użyciu). Należało przekręcić zakrętkę do momentu przerwania zabezpieczenia i wtedy wydobywał się proszek z witaminą C, który łączył się z płynem. Potem tylko wstrząsnąć, wymieszać i nałożyć nakrętkę aplikacyjną.
Produkt był stabilny tylko 10-12 dni od momentu przyrządzenia. Tak więc sera starczyły mi na lekko ponad miesiąc stosowania. Tak jak w przypadku kremu, serum miało dość apteczny zapach, ale nie był najgorszy. Do zniesienia ;) Stosowałam je na całą twarz, codziennie wieczorem. Pani Olga poleciła nakładać go partiami, np. najpierw na czoło, wklepać i pozostawić, następnie policzki itd. Służyło to uniknięciu efektu klejenia. Uprzedziła mnie również, że może wystąpić uczucie pieczenia bądź mrowienia, czego przyczyną jest duża zawartość witaminy C. A także delikatne złuszczanie.
U mnie złuszczanie wystąpiło akurat tylko na nosie. Uczucie pieczenia bądź mrowienia nie miało miejsca. Rzeczywiście produkt trochę się kleił, więc sposób nakładania partiami jest jak najbardziej wskazany.
Głównymi zadaniami witaminy C jest rozświetlenie, działanie antyoksydacyjne, ujednolicenie kolorytu. Do tych 3 punktów mogę się ustosunkować. Serum zadziałało jak najbardziej rozświetlająco. Wydobyło z mojej skóry nieco blasku, rozświetliło ją i dało efekt wypoczętej skóry. Nie zawsze się wysypiam, ponieważ bywa, że do 21 pracuję, a lubię też posiedzieć do późna przy laptopie, tak więc serum spowodowało, że nie straszyłam ludzi na ulicach ;) Serum miało również za zadanie spłycić drobne zmarszczki, których jak na razie u mnie brak, tak więc pod tym względem nie mogę się wypowiedzieć. Do składników aktywnych należą:

  • izomeraty sacharydowe i kwas hialuronowy, które mają właściwości nawilżające i wygładzające,
  • acetyloglukozamina, która jest prekursosem kwasu hialuronowego i działa nawilżająco oraz rozświetlająco.

Serum nie tylko rozświetliło skórę, ale również ładnie wyrównało koloryt, a także należycie nawilżyło. Na zmiany słabo i średnio nasilone należało stosować 1 dziennie dla wieku 28-50, natomiast po 50 roku życia 2 razy dziennie. Zalecana kuracja na 60 dni, cztery razy w roku.

Produkty Synchroline znajdziecie on-line w aptekach:

Mają naprawdę szeroką game produktów, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Ja póki co mogę Wam polecić jedynie te 2 produkty, które naprawdę dobrze się u mnie sprawdziły. Jeśli coś jeszcze kiedyś przetestuję, chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.
Zostałam również obdarowana masą próbek, w których już zaczynam powoli tonąć, co możecie zobaczyć na moim instagramie klik ;).
Trochę wyszedł post-tasiemiec. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca i, że post był przydatny.
Trzymajcie się ciepło,
A.

SVR Provegol Gel Surgras - żel do mycia twarzy, ciała oraz włosów

21 czerwca 2017 | 17 komentarzy
Witajcie kochani!

Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu marki SVR. W TYM poście mogłyście poczytać o nawilżającym balsamie z serii Hydraliane, a dzisiaj natomiast żel myjący Provegol Gel Surgras. Ciekawych zapraszam dalej.
Gel Surgras to żel myjący do codziennego stosowania. Nadaje się do mycia włosów, ciała oraz twarzy. Jest bezpieczny również jako płyn do higieny intymnej. Producent zapewnia odpowiednie oczyszczanie, chroniąc warstwę hydrolipidową, nie wysusza skóry, zmiękcza ją i koi. Dostępne są w aptekach, w pojemnościach 200 ml, 400 ml oraz 1 litr. Butelka, którą Wam pokazuje ma 400 ml i jest w starej szacie graficznej. Producent wyprzedawał je i udało mi się go dorwać za 17 zł. Macie tutaj link do strony producenta, gdzie możecie zobaczyć jak obecnie wygląda klik. Jeżeli będziecie stosować go tylko do twarzy to z pewnością taka pojemność wystarczy, a nawet mniejsza. Natomiast jeśli chcecie stosować do mycia ciała i włosów, polecam litrowe.
Opakowanie wyposażone jest w pompkę, która działa bez zarzutu. Wydobywa odpowiednią ilość produktu. Jedna pompka starczy na dokładne oczyszczenie twarzy i szyi.
Jest to żel dla skóry wrażliwej, normalnej i suchej. Ja go używałam głównie do mycia twarzy wieczorem oraz rano. Przy tak dużej pojemności starczył mi na kilka miesięcy. Żel ma delikatny, nie drażniący zapach. Nie za mocno się pieni, ale to akurat plus. Poniżej macie skład:

Aqua, Glycerin, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Disodium LaurethSulfosuccinate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Serenoaserrulata Fruit Extract, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, xylitylglucoside, Xylitol, Anhydroxylitol, Lactic Acid, Sodium Hudroxide, p-Ansic Acid, Polyquaternium-7, Coco-Glucoside, Coco-Betaine, Butylene Glycol, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Methylisothiazlinone, Parfum.

Wiem, że wiele z Was nie zachwyci, jednak mimo wszystko, ja nazywam ten żel takim bezpiecznym produktem, ponieważ jestem prawie pewna, że nikogo nie uczuli i nie wysypie po nim. Świetnie się sprawdza do oczyszczania twarzy, skóra nie jest po nim ściągnięta, a wręcz miękka w dotyku. Czuję, że jest nawilżona, na czym mi najbardziej zależy. Używam go od kilku miesięcy i nie zauważyłam, aby wyskoczyły mi jakieś wypryski.
Gdybym nie lubiła zmieniać kosmetyków, to pewnie bym do niego wróciła. Ale mam jeszcze dwa produkty w zapasach do mycia, więc na razie się wstrzymam z zakupem. Aczkolwiek promocje w Super-Pharm kuszą ;)

Jeśli zastanawiacie się nad nim, mogę Wam go szczerze polecić. Generalnie markę SVR. Jest to kolejny produkt, który mam i jestem zadowolona. Obecnie używam kulki Spirial i chyba zaczyna mocno prześcigać Vichy ;)

Dajcie znać czy miałyście styczność z marką i co myślicie o żelu?
A może Wy mi polecicie jakiś fajny żel, Wasz ulubiony?

Całuję,
Ada.

Clinique Moisture Surge krem do twarzy / all about eyes serum pod oczy / moisture surge face spray mgiełka nawilżająca

8 czerwca 2017 | 24 komentarze
Cześć Wam!

Wiem, wiem. Ostatnio mało mnie tutaj, ale kończę studia licencjackie, z czym wiąże się sporo rzeczy do ogarnięcia i dlatego też nie na wszystko mam czas. Wraz z końcem czerwca jak dobrze pójdzie domknę wszystkie sprawy i posty będą pojawiać się na bieżąco.

Dzisiaj mam dla Was recenzje produktów marki Clinique. Główną "atrakcją" jest nawilżający krem Moisture Surge, ale przy okazji postanowiłam Wam wspomnieć o dwóch innych produktach, które dane mi było przetestować. Ciekawych zapraszam dalej ;)

Moisture Surge Face Spray / 30 ml

Jest to miniaturka. Pełnowymiarowa buteleczka ma 125 ml i kosztuje na stronie producenta 139 zł. Dla mnie osobiście takie rzeczy są zbędne. Nie kupiłabym raczej takiej mgiełki za tyle pieniędzy, bo jak dla mnie ma ona takie samo działanie jak woda termalna czy chociażby tonik w spreju. Niemniej jednak mini wersja jest poręczna, nie zajmuje dużo miejsca w torebce i fajnie jest się nią spryskać w ciągu dnia. Zwłaszcza w upalne dni. Zdarzy się, że jakaś sucha skórka wyjdzie na wierzch, a ta mgiełka świetnie to niweluje. Skóra jest odświeżona i nawilżona. Nie pozostawia nieprzyjemnej, tłuste warstwy. Po minucie całkowicie się wchłania. Gdy odkręciłam buteleczkę, aby powąchać produkt poczułam dziwną woń, lekko alkoholową, ale w trakcie pryskania w ogóle tego nie czuć. Mgiełka jest ważna 24 miesiące po otwarciu.
All about eyes serum de-puffing eye massage serum pod oczy przeciw obrzękom i cieniom

To serum zaciekawiło mnie najbardziej, gdy dostałam te 3 produkty. Wiem, że wiele z Was lubi krem pod oczy linii All about eyes, tym bardziej byłam ciekawa jak sprawdzi się to serum. Na stronie producenta go nie widzę. Podobnie z Sephorą. Na iPerfumy.pl kosztuje 119 zł. W tej smukłej buteleczce, wykonanej z grubego plastiku, mamy 15 ml produktu. Ważny 6 miesięcy od otwarcia. Nie wiem czy jest możliwe wykończenie go w takim czasie z tego względu, iż jest on bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość, aby pokryć obszar pod oczami. Serum ma delikatny zapach, podobnie jak przy mgiełce czy kremie. Niemalże niewyczuwalny. Uważam, że serum pod oczy w postaci roll-onu to świetne rozwiązanie dla opuchniętych oczu. Zimna kuleczka je niweluje i zmniejsza obrzęki. Konsystencja jest żelowa. Generalnie serum jest fajne, ale nie ma wielkiego WOW, którego oczekiwałam. W przyzwoity sposób nawilża, szybko się wchłania i nie kłóci się z korektorem pod oczy. Dużych cieni pod oczami nie mam, więc ciężko mi stwierdzić czy je rozjaśnia. Najbardziej lubię używać go rano. Świetnie pobudza. Uczucie chłodu jakie daje, jest idealne na ciężkie poranki po zarwanej nocy. Tak jak wspominałam serum jest bardzo wydajne. Używam go od ponad 3 miesięcy (o produktach wspominałam w TYM poście) i naprawdę produktu niewiele ubyło ;)
Moisture Surge extended thirst relief żelowy krem nawilżający

Najlepsze zawsze na koniec. Same dobre opinie krążą o nim na Internecie, a i u mnie dobrze się sprawdził, Ale po kolei. Mój słoiczek ma 75 ml (109 zł). Dostępne są jeszcze 30 ml (69 zł) oraz 50 ml (109 zł). I widziałam na iPerfumy, że można zamówić 15 ml za 39 zł. Obecnie jest niedostępny, ale warto polować, jeżeli nie chcecie od razu wydawać 100 zł na krem, nie wiedząc czy się sprawdzi.
Żel-krem jak sama nazwa wskazuje ma żelową konsystencję. Wchłania się błyskawicznie, dzięki czemu idealnie sprawdza się pod makijaż. Był czas, że używałam go 2 razy dziennie. Wieczorem na oczyszczoną skórę oraz rano pod makijaż. Niestety krem Soraya, o którym wspominałam w TYM poście - Aquacell Nawilżenie i Dotlenienie, którego używałam właśnie na noc, kompletnie się nie sprawdził. Wydawało się, że fajnie nawilżał, ale niestety powodował wysyp wyprysków, zwłaszcza w okolicy żuchwy. Dlatego był moment, że nie miałam co nakładać na noc na skórę twarzy, więc lądował na nią Clinique Moisture Surge.
Świetnie się sprawdził, po tym jak pojawiły się bolące krostki. Zniwelował je, uspokoił moją skórę i ukoił. Pod tym względem najbardziej mnie zaskoczył i wywarł na mnie wrażenie. Używam go od ponad 3 miesięcy i została 1/3 kremu. Także myślę, że w takim przypadku cena nie wypada aż tak źle.

Z całej trójki najbardziej do gustu przypadł mi krem, co nie oznacza, że dwa pozostałe produkty są złe. Tak jak pisałam, mgiełka za takie pieniądze to dla mnie zbędna rzecz. A serum nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia, abym sięgnęła po niego ponownie.

Dajcie znać czy znacie produkty i jak sprawdziły się u Was.
Buziaki,
A!

Givenchy Noir Couture Waterproof Mascara 4 en 1 / wodoodporny tusz do rzęs

23 maja 2017 | 20 komentarzy
Hej, hej!

Trochę mnie tu nie było, ale licencjat i końcowe egzaminy zbliżają się wielkimi krokami. Cieszę się, że to już koniec. Chciałabym, żeby było już po obronie ;)

Dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnego tuszu Givenchy. Już kiedyś mogłyście poczytać o Phenomen'eyes z dość niezwykłą szczoteczką, dzisiaj natomiast będzie nieco bardziej standardowa ;)

Jak widać produkt otrzymujemy w białym kartoniku. Wygląda ładnie, dość elegancko i ekskluzywnie. Pojemność 8 g. Dostaniecie go w Sephorze za 155 zł. Kolor to 1 Black Velvet, ważny 6 miesięcy od otwarcia.
Ucieszyłam się, gdy go dostałam, bo byłam właśnie ciekawa tej wersji. W Phenomen'eyes mieliśmy jedną kuleczkę jako szczoteczkę, a w Noir Couture mamy.. 3 kuleczki ;) Szczotka jest z włosia, za którymi ja nie przepadam, ponieważ przejechałam się kiedyś na jednej, która nie robiła na rzęsach kompletnie nic. W tym przypadku nic takiego nie ma miejsca. Maskara daje mocny, czarny kolor, świetnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Jak to producent nazwał, posiada 4 cechy, którym należy ulec ;) Nadaje objętości, wydłuża i podkręca, a także zawiera kompleks Lash Booster Expert i wyciąg z bawełny, który odbudowuje, wzmacnia, odżywia i chroni rzęsy. Tak jak wspominałam tusz rozdziela i je wydłuża. Z podkręceniem średnio, ale myślę, że jest to raczej wina moich rzęs, które po prostu opadają, więc ja się ratuję zalotką ;) W takie rzeczy jak odżywienie czy wzmocnienie w tuszach nie za bardzo wierzę. Najważniejsze, że rzęsy nie słabną przez niego. Raczej są bardziej elastyczne i takie jakby... miękkie;) wiecie o co chodzi. Tusz bez problemu się aplikuje, nie skleja rzęs, co mnie w niektórych tuszach strasznie denerwuje.

Co istotne dla mnie, nie osypuje się w ciągu dnia. Myślę, że to za sprawą formuły wodoodpornej. Jest to dla mnie istotne z tego względu, iż bywają dni, że wychodzę z domu rano, a wracam wieczorem i nie zawsze mam czas zerkać do lusterka. Z tym tuszem nie muszę o to martwić.

Niestety są trochę problemy z jego zmyciem. Jest mocno wodoodporny i zwykły micel sobie z nim nie poradzi. Proponuję w tym przypadku sięgnąć po dwufazówkę. Garnier wersja z olejkiem z pewnością sobie z nim poradzi.
Nie wszystkim szczoteczka będzie odpowiadać. Nie wszystkie z nas lubią takie udziwnienia. Ja jestem raczej zwolenniczką zwykłych i silikonowych szczoteczek, ale raz na jakiś czas lubię po takie bajerki sięgnąć ;) Poniżej możecie zobaczyć efekt na rzęsach.

Dajcie znać co o nim myślicie. Miałyście z nim styczność ? A może polecacie jakiś inny tusz?
Całuję,
A.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.