kosmetyki, których używam do codziennego makijażu | daily makeup

16:38:00

kosmetyki, których używam do codziennego makijażu | daily makeup

Hej kochani! 

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć trochę o moim codziennym makijażu, a konkretnie o produktach, których używam. Różne kosmetyki mam w swoich zbiorach, ale są takie, po które sięgam codziennie rano szykując się do pracy. I będą to produkty typowo drogeryjne, przystępne cenowo oraz łatwo dostępne ;) Zapraszam !

Zanim przystępuję do wykonania makijażu myję dokładnie twarz, nakładam lekki krem jako bazę i daję mu chwilę, aby się wchłonął. 
Zaczynam od nałożenia podkładu. Wyciskam odrobinę na wcześniej zmoczoną gąbkę, rozcieram na skórze, a następnie wklepuję. Od jakichś 4 tygodni używam podkładu z Kobo Professional Pro Formula Full Cover Foundation. Mój odcień to 01 Sand. Za jakiś czas pojawi się wpis na jego temat, gdzie dokładnie Wam opiszę jak się sprawdził. Pod oczy nakładam korektor MAC Studio Fix 24-hour smooth wear concealer w odcieniu NC20. O nim też będziecie mogli u mnie poczytać. 
Następnie nakładam puder metodą backingu. Obecnie używam Wibo #WIBOmood transparentnego pudru utrwalającego z kolagenem morskim. Miałam mieszane uczucia co do niego, na początku mi się nie sprawdzał, np. w połączeniu z podkładem z MAC'a Studio Sculpt, który pokazywałam Wam przy okazji wpisu o nowościach -> klik. Podkład się ważył i nie wyglądał zbyt estetycznie. Spróbowałam jednak właśnie z podkładem z Kobo i to był strzał w 10! Ten duet daje niesamowite wygładzenie oraz trwałość! 
Następnie wykonuję makijaż oka. Rano generalnie nie mam za dużo czasu, bo należę do tych osób, które wolą pospać, więc stawiam tylko na kreskę i wytuszowanie rzęs. Do niedawna miałam zagęszczane rzęsy, więc zrobienie makijażu zajmowało mi mniej czasu, ale na razie z tego zrezygnowałam. Wróciłam do kresek, które kiedyś były nieodłącznym elementem mojego makijażu i do ich narysowania używam niezmiennie od nie wiem ilu lat eyelinera z Wibo. On nie ma nawet jakiejś specjalnej, długiej nazwy. Po prostu eyeliner black Wibo. Widzę, że zmieniła się trochę szata graficzna. Jest to eyeliner z pędzelkiem i kosztuje jakieś śmieszne pieniądze w Rossmannie. Mam też słynny eyeliner z Eveline Precise Brush Liner, którym kreski można wykonać dosłownie w 2 minuty... o ile pędzelek nie zaschnie. Niestety u mnie się to zdarza, nie wiem z jakiego powodu. Rano nie mam czasu się z nim użerać, dlatego też muszę mieć pod ręką coś sprawdzonego. Rzęsy tuszuję maskarą z Wibo Volume Drama. Wspominałam o nim również w poprzednim wpisie.
Po skończeniu oczu przechodzę do brwi. Od lat byłam wierna pomadom, w międzyczasie używałam też kredki, która w końcu sięgnęła dna, pomady też już powykańczałam, więc sięgnęłam po... cienie. W paletce Kobo Kind of Magic znalazłam dwa ładne brązy i naprzemiennie ich używam. Na samym końcu wpisu możecie zobaczyć swatche. Utrwalam wszystko żelem do brwi WOW! Eyebrow shaping and fixing gel z My Secret, który jest ostatnio moim hitem. Świetnie utrwala i trzyma włoski w ryzach przez cały dzień! Poniżej efekt ▼
Na sam koniec kończę makijaż twarzy, na który składa się bronzer, róż i rozświetlacz. Niezmiennie używam czekoladki Lovely Milky Chocolate medium matte face bronzer. Ma przepiękny odcień i bardzo ładnie podkreśla rysy twarzy dając naturalny efekt. Róży mam mnóstwo i czasem zdarzy się, że codziennie używam inny, ale ostatnio najczęściej sięgam po My Secret Blusher w odcieniu 106 Fresh Rouge oraz Sensique Sensitive Skin Perfect Blush w odcieniu 204 Fire. Oba są przepiękne, ślicznie wyglądają na buzi. Odrobina różu na policzkach tworzy dziewczęcy i naturalny look ;) Z pudrami rozświetlającymi jest u mnie podobnie jak z różami ;) Trochę ich mam w swojej kolekcji i jaki chwycę rano taki znajdzie się na mojej skórze. Od jakiegoś czasu ląduje na niej Sensique Sensitive Skin Perfect Blush w odcieniu 211 Solar Glow. Jestem fanką raczej ciepłych, złotych rozświetlaczy i ten właśnie taki jest. Cudnie się prezentuje na skórze i można go również zastosować jako cień do powiek. 


Oczywiście maluję jeszcze usta, ale tych produktów mam bardzo dużo i codziennie maluję chyba czymś innym i nie ma sensu wszystkiego tutaj wstawiać 🙊
Jak mogłyście zauważyć bardzo dużo produktów jest z marek My Secret, Sensique czy Kobo, które są dostępne w drogerii Natura. Współpracuję z tą drogerią i dzięki temu miałam okazję poznać mnóstwo wspaniałych produktów. Nie ukrywam, że z reguły chodzę do Rossmanna, ponieważ do Natury mi nie po drodze, a okazuje się, że mają mnóstwo świetnych marek i produktów za bardzo przystępne pieniądze ! 👍💗

A jak wygląda Wasz daily makeup? Znacie powyższe produkty? 

Trzymajcie się,
Ada♥
nowości ostatnich miesięcy | makeup | | pielęgnacja | biżuteria | dom

16:56:00

nowości ostatnich miesięcy | makeup | | pielęgnacja | biżuteria | dom

Hej ! 

Mamy przepiękny dzień! Jakby idealnie zamówiony na nasze święto :D Życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet ♥☼ A teraz zapraszam do poczytania o produktach, które ostatnio się u mnie pojawiły ;)
Przyznam, że ostatnio za dużo nie kupuję. Staram się tylko najpotrzebniejsze rzeczy, które są mi niezbędne. Oczywiście jakieś zachcianki po drodze się zdarzają ;) Jeśli chodzi o produkty do makijażu w końcu udało mi się dorwać transparentny puder utrwalający Wibo #WIBOmood, który swego czasu był wszędzie wykupiony. Jest to produkt warty zainteresowania, ale o nim opowiem Wam kiedy indziej. Skusiłam się też na dwa produkty z kolekcji KatOsu, były tanie jak barszcz, więc wzięłam w ciemno zastygającą pomadkę w płynie matową, odcień nr 1 oraz rozświetlacz nr 3 Rust. Musiałam też kupić tusz do rzęs, ponieważ wszystkie jakie miałam rozdałam, bo przez parę miesięcy miałam zagęszczane rzęsy. Jednak parę dni temu byłam na zdjęciu, wiec musiałam kupić jakiś i padło na Volume Drama od Wibo. Jest oddzielna recenzja na blogu - klik - zawsze się dobrze sprawdzał u mnie. Chyba jedyny, który ma szczoteczkę z włosia ;) 

Z podstawowych rzeczy, które kupuję regularnie są olejki pod prysznic z Isany, które ja oczywiście wykorzystuję do czyszczenia pędzli i gąbek. Były na promce ostatnio za 5 zł bodajże, więc wzięłam od razu dwa. Do mycia twarzy skusiłam się na jakąś nowość od Bielendy z linii CBD Cannabidiol. Jest to emulsja nawilżajaco-detoksykująca do cery mieszanej/tłustej. Już jakiś czas jej używam. Gdy sięgnie dna chętnie podzielę się swoją opinią.
Z produktów do makijażu pojawiły się u mnie podkład MAC Studio Sculpt SPF 15 w odcieniu NC15 oraz korektor MAC Studio Fix 24-hour smoooth wear concealer w odcieniu NC20. Oba produkty bardzo lubię, dobrze się u mnie sprawdzają, ale o nich opowiem Wam w oddzielnym wpisie ;)
Luty był miesiącem moich urodzin, a więc moje kochane dziewczyny sprezentowały mi paletkę Miyo MiyoXBeautyVtricks Insta Glam Eyeshadow Palette, która już po pierwszych użyciach przypadła mi do gustu. Już jeden makijaż mogłyście zobaczyć na Instagramie. Naprawdę super się z nią pracuje:) Kolejnym prezentem jest zestaw limitowanych pomadek do ust Mattemoiselle Trifecta Plush Matte Lipstick Trio od Fenty Beauty ♥♥ Wyglądają absolutnie przepięknie! W zestawie znajdują się trzy odcienie: Ma'damn - królewska czerwień, Candy Venom - elektryczny róż oraz Spanked - zakurzony róż ;) Nie mogę się doczekać aż się za nie wezmę! Swatche na pewno pokażę na IG! A paletka Obsession Eye Palette Ruby od HudaBeauty to prezent ode mnie dla mnie :D Kupiłam ją jeszcze w listopadzie na Black Friday i jak w Sephorze kupicie je za 130 zł tak ja dałam za nią jakieś 42 zł zamawiając z oficjalnego sklepu Huda Beauty :D 
Taka ilość kosmetyków z Bath and Body Works chyba już nikogo nie dziwi;) Pracując w takim sklepie nie da się inaczej :D Nie myślcie, że ja tyle pieniędzy tam zostawiam. Posiadanie większości produktów wynika z różnego rodzaju konkursów w pracy bądź diet produktowych ;) 

Po lewej stronie widzicie mydełko do rąk w formie pianki oraz świecę o zapachu Flannel. Jest to zapaszek jeszcze z kolekcji jesienno-zimowej. Jest to taki męski, drzewny zapach o nutach piżma, mahoniu oraz bergamotki. Dość specyficzny, ale do mnie absolutnie przemawia. No i zdecydowanie te produkty cieszą oko. Ten kolor jest przepiękny! 

Jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji ciała trafiły do mnie płyn do kąpieli Mineral Bath Soak z kolekcji Water (kupiłam akurat na wyprzedaży za 15 zł/ 295 ml ;)). Co prawda nie mam wanny, ale póki co wynajmuję mieszkanie, więc może kiedyś w jakimś wynajmowanym będę ją mieć :D Dalej mamy dwa żele pod prysznic - jeden kremowy Pink Honeysuckle, przepięknie, świeżo pachnie dzięki mieszance świeżego wiciokrzewu, różowej mandarynki oraz drzewa sandałowego - oraz z kolekcji Aromatherapy Love jaśmin i drzewo sandałowe. Oba pachną obłędnie! A połączenie jaśminu i drzewa sandałowego na tyle przypadło mi do gustu, że zdecydowałam się również na mgiełkę do pościeli w tym zapachu. Codziennie spryskuję nią pościel i przestrzeń dookoła. To mój codzienny rytuał, który uwielbiam!♥ I dwa ostanie produkty to masło do ciała In the stars - to mój zapach numer jeden, kto mnie obserwuje na Instagramie ten wie, bo nie raz wspominałam o produktach z tego zapachu♥ I mgiełka zapachowa Almond Blossom. Powiem Wam, że jest to zapach z jesiennej kolekcji (2019), który był również w zeszłym roku (2018) i jak pierwszy raz go powąchałam to był dla mnie za słodki, za mdły i w ogóle byłam na NIE. Jednak gdy pojawił się ponownie totalnie mi się odmieniło i pokochałam ten zapach. Na okres jesienno-zimowy był wręcz idealny! Taki ciepły, otulający, słodki:) Jego nuty to olejek ze słodkich migdałów, waniliowa orchidea oraz piżmo kaszmirowe. 
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie ;) Ostatnio pojawiło się u mnie sporo par kolczyków. Uwielbiam je po prostu! Koła towarzyszą mi na co dzień, a te bardziej eleganckie na jakieś wyjścia czy spotkania. Te przepiękne i eleganckie w pudełku to prezent od psiapsi na urodziny i pochodzą one z YES♥ Natomiast reszta par pochodzi z Parfois. Stety i niestety moja przyjaciółka tam pracuje i informuje mnie na bieżąco o promocjach (tak jak ja ją o swoich ;)) i w ten sposób 6 par zakupiłam na promocji 3 za 25 zł, a dwie z nich kupiłam jeszcze w grudniu przed Sylwestrem też za nieduże pieniądze :) Mają niesamowicie duży wybór i najchętniej wykupiłabym połowę sklepu ;) 

Dobrnęliśmy do końca. Tak wyglądają moje nowości - było tam parę rzeczy jeszcze typu płyn do demakijażu czy ręczniczki do twarzy, ale są to produkty, które są u mnie non stop te same i nie ma sensu ich w kółko pokazywać ;)

Znacie te produkty? Co Wam wpadło w oko? Co ciekawego w Waszych zbiorach się ostatnio pojawiło? 

Buziaki,
Ada.
Kobo Professional | Midnight Wonders by Daniel Sobieśniewski | recenzja + makijaż

18:09:00

Kobo Professional | Midnight Wonders by Daniel Sobieśniewski | recenzja + makijaż

Hej! Znowu była długa przerwa, trochę mnie tu nie było. Ciągle coś się dzieje i nie do końca tak wszystko na raz jestem w stanie ogarnąć. Miałam rezygnować z bloga, ale strasznie mi żal tyle pracy tutaj włożonej i bardzo lubię dla Was pisać, robić zdjęcia i tworzyć cały wpis. Jeszcze decyzji nie podjęłam na 100%, ale póki co będę się starać wrzucać posty na bieżąco.

Dzisiaj mam dla Was recenzję paletki od Kobo Professional Midnight Wonders by Daniel Sobieśniewski, o której wspominałam w TYM poście. Już wtedy ją zachwalałam po pierwszych użyciach, a teraz po dłuższym użytkowaniu... sami się przekonajcie czy dalej tak jest ▼
Paletka składa się z 10 cieni prasowanych umieszczonych w kartonowym, solidnym opakowaniu z lusterkiem. Mamy tutaj 7 cieni matowych i 3 błyszczące. Jest to dość nietypowa paleta, bardzo kolorowa, odważna, szalona. Moim zdaniem do dziennych makijaży również się nada. Ja się kolorów nie boję i lubię zaakcentować powiekę, więc ja śmiało używam jej też na co dzień. Aczkolwiek cienie są tak piękne i kolorowe, że chce się nimi tworzyć tylko szalone makijaże. Będzie idealna na wiosnę i lato!
Cienie są intensywne, bardzo dobrze napigmentowane. Są dość suche i się sypią, ale o dziwo na oku rozcierają się bezproblemowo. Osypują się w trakcie nakładania, dlatego też zawsze najpierw robię makijaż oka, potem twarzy. Blendują się absolutnie fantastycznie! Strasznie się bałam tego mocnego pigmentu, że narobię plam i nic z tego nie wyjdzie. Zupełnie niepotrzebnie. Cienie pięknie wyglądają, intensywność nie blaknie po nałożeniu na powiekę, w trakcie blendowania pięknie się ze sobą łączą. Niestety jeden cień się pokruszył w transporcie. Te dwa na pierwszy rzut oka białe cienie są to pyłki, które opalizują jeden na różowo, drugi na zielono. Poniżej wstawiam Wam swatche.
Bardzo Wam tą paletę polecam. Jeśli lubicie odważne kolory to ten produkt jest dla Was. Dostaniecie je w drogeriach Natura w cenie regularnej 69.99 zł. Natomiast w tej chwili jest na promocji za 39.99 zł. 
Dzięki współpracy z drogerią Natura miałam okazję ją przetestować i bardzo się cieszę, że do mnie trafiła. Szczerze mówiąc nie wiem czy sama bym ją kupiła, ponieważ kolory wydawały mi się za odważne, ale bawiąc się tą paletą zdałam sobie sprawę, że ja właśnie takie kolory kocham! Poniżej wrzucam Wam makijaż, który nią dzisiaj stworzyłam. Na co dzień tyle kolorów na raz pewnie bym nie nałożyła, ale chciałam Wam wycisnąć z niej jak najwięcej :D 
Zastanawiałam się nad górną kreską eyelinerem, ale bałam się, że makijaż zrobi się zbyt przerysowany, ciężki. A tak jest lekki, wiosenny. Odkąd chodzę na zagęszczanie rzęs, oddałam wszystkie moje tusze do rzęs, dlatego też dolne rzęsy są niepomalowane :P Po prostu nie mam ani jednego tuszu w domu! :o 

PRODUKTY KTÓRYCH UŻYŁAM DO WYKONANIA MAKIJAŻU TWARZY:
→podkład Kobo Professional ProFormula; odcień 01 sand
→korektor pod oczy Kobo Professional creamy camouflage; odcień 402 light beige
→puder Wibo Mood transparent baking powder 
→bronzer Lovely milky chocolate medium
→róż Sensique Perfect Blush; odcień 204 Fire
→rozświetlacz mineralny Annabelle Minerals; odcień Royal Glow
→brwi cień brązowy z paletki Kind of Magic Kobo Professional, utrwalony żelem do brwi  My Secret wow! eyebrow
→na ustach konturówka Pierre Rene Lip Matic 02

Strasznie jestem ciekawa Waszej opinii. Znacie paletę Midnight Wonders? Co o niej sądzicie? Lubicie takie szalone kolory?

Buziaki,
Adrianna.
ulubieńcy ostatnich miesięcy | Bath and Body Works | Wibo | Lily Lolo | Bebeauty | Nuxe

19:29:00

ulubieńcy ostatnich miesięcy | Bath and Body Works | Wibo | Lily Lolo | Bebeauty | Nuxe

Hej ! Normalnie szok, drugi post w tym miesiącu :D Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o produktach, które ostatnio podbiły moje serce. Będzie coś do pielęgnacji ciała, twarzy, do makijażu i do domu ;) totalny misz-masz ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu!
BeBeauty | nawilżający płyn micelarny do demakijażu twarz i oczu 

Wiecie jaki to jest kozacki produkt? Kupiłam kiedyś na szybko, bo gdzieś tam słyszałam dobre opinie, a potrzebowałam czegoś na już. I się okazał strzałem w dychę;) Bardzo dobrze zmywa makijaż, rozpuszcza tusz i kreskę. Używam go właściwie od ponad 4 miesięcy niezmiennie. Teraz już tylko do demakijażu twarzy, bo nie maluję rzęs, ponieważ mam zagęszczane. Delikatnie pachnie, nie podrażnia i ta wielka butla (400 ml) kosztuje całe 6, 99 zł. Cudo! Mogłabym się nawet pokusić, że jest prawie tak dobry jak różowy Garnier ;)
Lily Lolo | mineralny róż do policzków | Burst Your Bubble

Tego produktu używam od jakiegoś czasu niemalże codziennie. Nie byłam kiedyś fanką różu na policzkach, ale odkąd jest mi bliższy świat makijażu nie mogę się bez niego obejść. Mam parę egzemplarzy w swoich zbiorach, ale Burst Your Bubble od Lily Lolo najchętniej ostatnio nakładam na policzki. Jest to chłodny odcień, bez drobinek, ma matowe wykończenie i pięknie wygląda na buzi. Daje takiego świeżego, dziewczęcego looku. Wspominałam Wam już o nim przy okazji wpisu o produktach tejże marki -> klik. Cena: 60, 20 zł.

Wibo | kredka do brwi | Feather Brow Creator | odcień soft brown

Od jakiegoś czasu używam raczej pomad do brwi, ale o tej kredce zrobiło się dość głośno w internetach, no to mówię wypróbuję. To jest naprawdę fajny produkt! Idealny dla osób, które nie mają rano czasu (bo wolą dłużej pospać- it's me!). Tą kredką podkreślę brwi w minutę. Jest wykręcana, więc nie tracimy również czasu na temperowanie. Ja mam odcień soft brown. Z drugiej strony ma spiralkę, którą możemy brwi wyczesać i pozbyć się resztek pudru na przykład. Kolejny tani i świetny kosmetyk! Jego cena to 16, 99 zł. Teraz w Rossmanie jest na niego promocja i kosztuje 10, 99 zł.
Nuxe | nawilżająca pomadka do ust | 

Bez nawilżającej, ochronnej pomadki nie ruszam się z domu. Usta są teraz narażone na chłód czy mróz co za tym idzie są suche i pękają. Słyszałam świetne opinie o tym produkcie w słoiczku do ust z Nuxe, ale ja mam długie paznokcie i dla mnie zdecydowanie praktyczniejszym rozwiązaniem jest pomadka w sztyfcie. Ta jest rewelacyjna! Nawilża i pielęgnuje usta dzięki zawartym w składzie miodzie, cennym olejkom roślinnym (makadamia, słodkie migdały, argan), maśle shea oraz witaminie E. Przyjemnie, delikatnie pachnie. Nie zostawia jakiejś tłustej powłoki na ustach. Daje efekt zdrowych i wypielęgnowanych ust ;) Cena się waha, zależy gdzie kupicie, np. w aptece Gemini jest za 16, 99 zł. 
Bath and Body Works | kremowe mydło do rąk | Cranberry Peach Prosecco

Ja jestem absolutnie zakochana w produktach tej marki. Póki sklep nie otworzył się w Gdańsku, nie wiedziałam o nim za wiele, ponieważ był tylko w Warszawie. Teraz mam styczność z produktami na co dzień i uważam, że są warte zainteresowania. W ostatnim czasie ukochałam sobie zapach mydełka Cranberry Peach Prosecco♥ Jak to pachnie! Mamy tutaj połączenie słodkich brzoskwiń, tarty żurawinowej i jabłek Gala. Ja osobiście jestem fanką takich świeżych, intensywnych, owocowych zapachów. Jest to mydełko z kolekcji letniej, więc nie wiem czy je jeszcze złapiecie, ale gdyby się udało to koniecznie powąchajcie! Cena: 39 zł
Bath and Body Works | trio pielęgnacyjne | Violet Plum | żel pod prysznic, krem do ciała, mgiełka zapachowa

Wraz z nadejściem jesieni wyciągnęłam nieco cięższe zapachy z moich zbiorów. Tak jak wspominałam raczej jestem fanką świeżych zapachów, ale ten wyjątkowo mnie urzekł. Już Wam kiedyś o nim pisałam przy okazji wpisu o produktach bbw. Przy stosowaniu trzech produktów z tego samego zapachu jest on intensywniejszy i dłużej się utrzymuje na skórze. Jest to kolekcja zeszłoroczna, w tym niestety nie wróciła. Zapach jest bardzo intensywny, otulający, dzięki połączeniu cukrowych śliwek, fiołków i nut drzewnych. Żel pod prysznic super się pieni, pielęgnuje skórę dzięki zawartości witaminy E oraz aloesu, a krem do ciała ma bogate we właściwości masło shea i cudownie nawilża skórę. Ceny -> żel: 69 zł, krem do ciała: 79 zł, mgiełka: 99 zł. Ale jest dużo fajnych promocji, warto polować ;) Od jutra żele i peelingi 39 zł! :)
Bath and Body Works | 3-knotowa świeca zapachowa | Pumpkin Apple

I na sam koniec obowiązkowy umilacz w okresie jesienno-zimowym, czyli świeca zapachowa. Pokazywałam Wam ją już na IG. Nie tylko zapach jest piękny, intensywny, ale spójrzcie na tą szatę graficzną♥♥ Coś pięknego! To mój totalny hicior tego roku, jeśli chodzi o zapach do domu! Są one na tyle intensywne, że nawet po zgaszeniu zapach unosi się jeszcze przez parę dni w domu! W Pumpkin Apple wyraźnie czuć dynię i cynamon, które przełamują słodkie, soczyste jabłka♥ Mówię Wam cudo!


Które z tych produktów miałyście? Jacy są Wasi ulubieńcy?

Buziaki,
Adka.
zimowa pielęgnacja skóry twarzy | złuszczanie i nawilżanie | Tołpa | Nacomi | Botanic Skinfood

17:59:00

zimowa pielęgnacja skóry twarzy | złuszczanie i nawilżanie | Tołpa | Nacomi | Botanic Skinfood

Hej ! Dzisiaj bez zbędnego wstępu mam dla Was wpis pielęgnacyjny. Zimą moja skóra bardzo się przesusza, oprócz tego stosuję dwa produkty przepisane od dermatologa, które są tak okropnie wysuszające, że dobrze nawilżający krem i peeling to u mnie podstawa. Dzisiaj opowiem Wam o 3 produktach, których używam już od jakiegoś czasu i chcę się z Wami podzielić opinią o nich :) Zapraszam !
Tołpa | peeling 3 enzymy | papaina, bromelaina, keratynaza

Moja skóra ostatnio dość mocno się buntuje, borykam się ze sporymi niedoskonałościami, dlatego też musiałam przerzucić się na peelingi enzymatyczne. Kiedyś tylko takich używałam, nie rozumiałam ich fenomenu, bo jak to może cokolwiek wypeelingować skoro nie ma drobinek ;) A w moim mniemaniu są nawet lepsze. I tak na dniach Lifestyle w Super-Pharm w ręce moje wpadł peeling z Tołpy 3 enzymy, który totalnie zawładnął Instagramem. Widziałam go dosłownie wszędzie. Zakupiłam go za niecałe 18 zł, jeśli dobrze pamiętam. Normalnie kosztuje coś ok. 36-38 zł. 

Peeling mieści się w aluminiowej tubce zakończonej wąskim dziubkiem. Tubka ma 40 ml pojemności. Mamy tylko 3 miesiące na zużycie go od otwarcia, ale przy regularnym stosowaniu jest to możliwe. Tym bardziej, że producent zaleca nakładanie grubszej warstwy. 

Co obiecuje nam producent? 
▬intensywne złuszczanie
▬ograniczenie wydzielania sebum o -74%
▬zmniejszenie ilości zaskórników
▬eliminacja nawracających niedoskonałości

Peeling nie zawiera drobinek ani kwasów AHA, ale złuszcza naskórek dzięki trzem aktywnym enzymom:
▬papainy z papai,
▬bromelainy z ananasa,
▬mikrokapsułowanej kertynazy.

Czytałam, że u wielu z Was pojawiło się uczucie pieczenia po zastosowaniu. Powiem Wam, że u mnie wystąpiło to tylko raz. A tak wszystko było okej. Tak jak zaleca producent nakładałam solidną warstwę na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu. Zostawiałam na 10 minut i po tym czasie zmywałam letnią wodą masując delikatnie. Stosuję go 2 razy w tygodniu, czasem częściej, gdy moja skóra tego potrzebuje. Produkt pięknie, świeżo pachnie. Wyczuwam tutaj i papaję i ananasa. Ma konsystencję żelową, trochę lepką. Po regularnym stosowaniu suche skórki znikają, skóra jest wygładzona, miękka i miła w dotyku. Niedoskonałości wiadomo od tak nie znikną, ale jest ich znacznie mniej, są złagodzone i rzadziej wracają ;) 

Poniżej macie skład:

Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Papain, Peat Extract, Bromelain, Algin, r-Bacillus Licheniformis Keratinase, Carbomer, Tetrasodium EDTA, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum, Tromethamine, Sodium Chloride, Calcium Chloride, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Methylpropanediol, Benzoic Acid
Nacomi | hialuronowy żel-krem do twarzy

Produkt ten kupiłam z myślą o nakładaniu czegoś pod makijaż. Potrzebowałam kremu lekkiego, szybko wchłaniającego się i jednocześnie nawilżającego. I właśnie naprzeciw wyszedł mi Hyaluronic Cream od marki Nacomi, który kupiłam na jakiejś promce w Hebe. 

Jest to połączenie jedwabistego kremu na bazie olejków ze słodkich migdałów oraz intensywnego żelu hialuronowego. Ma poprawiać elastyczność skóry, działać przeciwzmarszczkowo i wygładzająco. Zawiera ekologiczne ekstrakty z miodu, natywny kolagen morski oraz hydrolizowaną elastynę, które mają za zadanie odżywiać i nawilżać skórę. Tak twierdzi producent ;) 

Kremik zamknięty jest w buteleczce z grubego plastiku, ma pompkę, za co mega plus, bo mam długie paznokcie i niestety wydobywanie produktu ze słoiczka nie należy do najłatwiejszych ;) Pojemność to 50 ml. 

Konsystencja produktu jest taka kremowo-żelowa można powiedzieć. Bardziej kremowa niż żelowa ;p Wchłania się całkiem szybko. Ja mam cerę suchą z niedoskonałościami, także moja skóra spija szybko takie kremy nawilżające. Uważam, że nadaje się pod makijaż, bo szybko się wchłania, a wiadomo rano nie ma za bardzo czasu na takie rzeczy (przynajmniej w moim przypadku ;)), jest lekki, więc podkład się nie zbiera nigdzie i nie ciastkuje. Czy dobrze nawilża? Może dla skóry właśnie mieszanej albo tłustej byłby to dopuszczalny poziom nawilżenia, ale moja sucha potrzebuje czegoś więcej. Na dzień pod makijaż mi wystarczy, bo na wieczór ląduje na mój ryjek coś zdecydowanie bardziej natłuszczającego, odżywczego. Mógłby ociupinkę bardziej nawilżać, ale ogólnie.. nie jest źle ;) Kluczowe też dla mnie jest to, żeby nie zapychał, bo nieproszonych gości już mam wystarczająco ;) Skóra przy regularnym stosowaniu zrobiła się taka jakby bardziej sprężysta i gładka. Gdyby do tego doszło hiper nawilżenie bardzo byśmy się polubili, a tak lubimy się tylko trochę ;) Bardziej odpowiadał mi np. odżywczy krem na dzień z Vianka. Nie był jakoś bardzo tłusty, choć treściwy, nie zapychał, a super nawilżał. W TYM poście o nim wspominałam.

Jest dość wydajny, wystarczy mała ilość, aby pokryć całą buzię. Całkiem przyjemnie pachnie, słodko, ale nie męcząco. 
Botanic SkinFood | krem nawilżający 

Produkt otrzymałam w maju w paczce PR od drogerii Natura. Botanic SkinFood to stosunkowo nowa marka, która wypuściła wegańskie kosmetyki bogate w wysoko odżywcze składniki superfoods. Jednym z produktów był właśnie nawilżający krem do twarzy z mango i herbatą matcha. 

Krem zamknięty jest w słoiczku z ciemnego szkła. I tutaj pojawia się problem wydobycia go - przy długich pazurach jest to dość uciążliwe. Pojemność to 50 ml. Mamy 6 miesięcy na jego zużycie od otwarcia, więc muszę się spieszyć z jego zużyciem, bo zaczęłam myślę jakoś w czerwcu go stosować. Potem miałam małą przerwę, bo był zdecydowanie za treściwy na upalne dni i poszedł ponownie w ruch, gdy nadeszły chłodne miesiące. Posiada 97% składników naturalnych. Poniżej wstawiam skład, który macie również na stronie drogerii Natura. Super, bo każdy składnik jest opisany po polsku:

Aqua* Czysta woda – rozpuszcza składniki. 
Prunus Amygdalus Dulcis Oil* Olej ze słodkich migdałów – nawilża, wygładza, wzmacnia naturalną barierę ochronną skóry. 
Caprylic/Capric Triglyceride* Roślinny emolient – zmiękcza, wygładza i nawilża skórę. 
Glycerin* Roślinna gliceryna – nawilża i wspomaga transport składników w głąb skóry. 
Coco-Caprylate/Caprate Naturalny emolient – tworzy na skórze ochronny film i nadaje jej gładkość. 
Cetearyl Olivate* Emulgator z oliwy z oliwek – tworzy emulsję i pielęgnuje skórę. 
Sodium Lactate* Mleczan sodu – zmiękcza, zapewnia właściwe pH kremu. 
Butyrospermum Parkii Butter* Masło shea/karite – odżywia i regeneruje skórę. 
Sorbitan Olivate* Emulgator z oliwy z oliwek – tworzy emulsję i pielegnuje skórę. 
Camellia Sinensis Leaf Extract* Ekstrakt z zielonej herbaty Matcha - działa antyoksydacyjnie, spowalniając procesy starzenia się skóry. Nawilża, ujędrnia, poprawia wygląd cery. 
Mangifera Indica Fruit Extract* Ekstrakt z mango – doskonale nawilża, zwalcza wolne rodniki i chroni skórę przed negatywnym wpływem środowiska. 
Cetearyl Alcohol* Alkohol cetylostearylowy – emolient, tworzy warstwę ochronną. 
Xanthan Gum* – Guma ksantanowa – naturalny zagęstnik. 
Tocopherol*, Lecithin*, Ascorbyl Palmitate*, Glyceryl Stearate*, Glyceryl Oleate*, Citric Acid* Kompleks antyoksydantów – spowalnia procesy starzenia i zapewnia trwałość kremu . 
Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate – Konserwanty identyczne z naturalnymi – zapobiegają namnażaniu się bakterii, drożdży i pleśni, 
Parfum – Hipoalergiczna kompozycja zapachowa – zapewnia ładny zapach.

Krem ma bardzo treściwą konsystencję i u mnie pod makijaż się nie sprawdza. Na początku go używałam i rano i wieczorem, ale niestety podkład jakoś tak się rozjeżdżał i ciastkował, więc przerzuciłam go już tylko na wieczorną pielęgnację. Na noc sprawdza się genialnie. Dostarcza mojej skórze taki poziom nawilżenia, jaki ona rzeczywiście potrzebuje. Rano jest nawilżona, miękka i gładka. Thank God - nie zapycha! Jeśli chodzi o zapach, spodziewałam się soczystego mango, ale nie ma tak dobrze ;D Zapach jest taki trochę ziołowy, wytrawny, no nie owocowy, ale nie jest drażniący. Mi nie przeszkadza ;)
Znacie te produkty? Jak się sprawdziły u Was? Jakich kosmetyków używacie w sezonie grzewczym? ;)

Buziaki,
Ada.
paleta cieni do powiek Anastasia Beverly Hills | Modern Renaissance | makijaż | moje spostrzeżenia

17:20:00

paleta cieni do powiek Anastasia Beverly Hills | Modern Renaissance | makijaż | moje spostrzeżenia


Hej! Tak jak obiecałam przychodzę do Was dzisiaj z postem o makijażu, który ostatnio zmalowałam. Widzieliście już zdjęcie na IG. Kto jeszcze mnie nie obserwuje to zachęcam do odwiedzenia mojego profilu ;) -> klik. W dalszej części wpisu dowiecie się jaką paletką stworzyłam ten makijaż ;) Ciekawych zapraszam dalej!
Gwiazdą dzisiejszego wpisu jest Modern Renaissance marki Anastasia Beverly Hills. Od jej kupna mija prawie rok, ponieważ zdecydowałam się na nią na zeszłorocznych zniżkach na Black Friday w Sephorze. To była moja pierwsza paleta z wyższej półki cenowej. Zakochałam się w niej od razu! Podobała mi się też Soft Glam, ale gdy ujrzałam Modern Renaissance od razu wiedziałam, że jej odcienie są takie.. moje. Wiedziałam, że stworzę nimi wiele wspaniałych makijaży. 

Paletka posiada 14 cieni. Są mocno napigmentowane, czego na początku się trochę obawiałam, że zrobię sobie nią plamy na oku. Nic bardziej mylnego. Cienie świetnie się blendują, nie tracą na intensywności. Niestety się osypują w trakcie aplikacji, więc radzę najpierw zrobić makijaż oka, potem twarzy. Paleta zawiera i neutralne cienie, którymi można stworzyć dzienny makijaż, ale też bordowe i pomarańczowe. Jeśli chodzi o opakowanie jest one z przyjemnego weluru, na które trzeba uważać, bo łatwo się brudzi. Dlatego ja je od nowości trzymam w kartoniku ;) 

Moim ulubionym cieniem jest Love Letter. Ten mocny pigment na oku wygląda fenomenalnie. I to właśnie jego użyłam w tym makijażu. Ale najpierw w załamanie powieki nałożyłam Raw Sienna. Następnie Love Letter, później troszkę przyciemniłam zewnętrzny kącik brązem Cyprus Umber. Chciałam jednak, aby był jeszcze ciemniejszy, więc musiałam sobie pomóc inną paletką, w której był czarny cień. I była to paletka z Wibo Neutral Eyeshadow Palette, odecień smoky black. Przyciemniłam kącik oraz linię rzęs. 
W kącik z kolei nałożyłam pigment z Inglota o numerze 119. Dolną powiekę przeciągnęłam najpierw tym samym brązem Cyprus Umber i na to nałożyłam Love Letter. Na żywo oczywiście makijaż wyglądał na dużo intensywniejszy, zwłaszcza ten pigment, niestety telefon trochę przekłamuje rzczywistość ;) 

Paleta zdecydowanie spełniła moje oczekiwania. Cienie są świetnej jakości, bez problemu się blendują, nawet laik jest w stanie stworzyć nią makijaż. Cena paletki to bodajże już teraz 220 bądź 250 zł. Ja jednak dorwałam ją na Black Friday za 149, 90 zł ;) Także same widzicie, że nie mogłam jej sobie odpuścić, tym bardziej, że była moim małym kosmetycznym marzeniem :) 

Kosmetyki, których użyłam do całego makijażu:
▬podkład Miss Sporty Perfect to Last
▬korektor Miss Sporty Perfect to Last
▬puder matujący Dust Matt Loose Powder AA Wings of color
▬puder brązujący Lovely milky chocolate medium matte face bronzer
▬róż do policzków mineralny Lily Lolo w odcieniu Burst Your Bubble
▬rozświetlacz MAC Cosmetics mineralize skinfinish w odcieniu soft&gentle
▬brwi kredka Wibo Feather Brow Creator
▬usta pomadka Maybelline Color Sensational Matte w kolorze 987 Smoky Rose.

Dajcie znać koniecznie co myślicie na temat makijażu i samego produktu. A może któraś z Was ma tą paletkę i może podzielić się swoimi spostrzeżeniami?

Czekam na Was w komentarzach.
Całuję,
Ada.