pędzle z Aliexpress | jak się u mnie sprawdziły? |

5 grudnia 2018 | 12 komentarzy
Hej !

Dzisiaj tak jak chcieliście opowiem Wam o pędzlach do makijażu, które zamówiłam w połowie lipca na Aliexpress. Nie robiłam zbytniego rozeznania tylko właściwie wybrałam oczami ;) Spodobały mi się złote trzonki i różowo-białe włosie, więc zdecydowałam się na zestaw 15 pędzli do makijażu twarzy i oczu. Jeśli jesteście ciekawi jak się sprawdziły, zapraszam do dalszej części wpisu.
Na zdjęciu wyżej macie wszystkie pędzle do twarzy. Generalnie wszystkie i te do twarzy i do oczu są niezwyk;e mięciutkie, nie drapią tylko wręcz miziają naszą skórę. Nawet po umyciu. Miałam wrażenie, że po umyciu ich olejkiem z Isany są jeszcze bardziej miękkie i przyjemne w dotyku. Włosie też póki co nie wypadło. Trzonki są wykonane z plastiku, ale wydają się być solidne. Nie rysują się ani nie niszczą. Trzymam je schowane w kuferku. I gdy schną leżą na płasko, tak aby woda nie dostała się do środka trzonka. 
Opiszę Wam każdy po kolei, jakie mam dla nich zastosowanie

  • duży puchaty - ja go używam do pudru sypkiego. I sprawdza się naprawdę super. Przede wszystkim jest to szybki proces, a rano mam naprawdę mało czasu na wykonanie makijażu,
  • płaski, zbity - jeden z moich ulubionych! Idealnie nadaje się do brązera. Wcześniej miałam problem z czekoladką z Lovely, myślałam, że jest dla mnie za ciemny i robiłam nim sobie okropne plamy, ale to była kwestia doboru odpowiedniego pędzla. Tym z Ali przepięknie można wykonturować twarz. Odkąd go używam, codziennie maltretuję ten brązer i naprawdę się z nim polubiłam.
  • płaski, zaokrąglony - dobrze mi się nim nakłada róż,
  • wachlarz - do rozświetlacza; jest ok, nie jest aż tak miękki jak wachlarz, który kupiłam kiedyś w Super Pharm i nic się nie dało nim nałożyć, ale można zrobić nim delikatny efekt. Wolę zdecydowanie mój z Hakuro, który jest najlepszym pędzlem do nakładania pudrów rozświetlających,
  • do niego jeszcze nie znalazłam zastosowania ;)
  • dwa pierwsze nadadzą się do nakładania rozświetlacza, ale też używam ich czasem, żeby wyczyścić okolicę wokół oka po zrobieniu makijażu,
  • trzeci używam do blendowania, nie jest jest jakiś wybitny, ale ujdzie, używam go tak dodatkowo, pomocniczo.
  • tę pędzelki są dość sztywne i dobrze mi się nimi nakłada sypkie cienie połączone z Duralinem albo np. tym środkowym rozcieram kreskę na dolnej linii rzęs. Dobrze się do tego nadają. Cień trzyma się pędzla i bardzo dobrze przyczepia do powieki. Nakładam też nimi czasem rozświetlający cień w kąciku.
  • płaski, ścięty - idealny do brwi. super nakłada się nim pomadę czy cień i wyrysowuje pożądany kształt,
  • płaski, języczkowy - nim również nakładam sypkie cienie, ale też nada się do korektora pod oczy. 
Był jeszcze jeden pędzelek w zestawie, taki płaski, sztywny, ale używam go do formowania akrylo-żelu na paznokciu. Idealnie się sprawdza ;) 

Bardziej jestem zadowolona z pędzli do twarzy, których potrzebowałam, ponieważ moje stare pędzle już naprawdę powinny iść na emeryturę. I super się sprawdzają! Do oczu sporo się powtarza i nie ma wśród nich konkretnego pędzla do rozcierania. Ogólnie przydają się prawie wszystkie i jestem z nich zadowolona i cieszę się, że je zamówiłam :) Zwłaszcza, że włosie jest naprawdę miłe i porządne. Mam nadzieję, że będą mi służyć przez lata. Zapłaciłam za nie niecałe 40 zł. 


I co myślicie? Macie jakieś pędzle z Aliexpress? ;)

A.

    zużycia ostatnich miesięcy | synchroline | bourjois | revlon | kneipp | bielenda | naturalme | nivea

    27 listopada 2018 | 22 komentarze
    Hej !! 

    Chcę się dzisiaj rozliczyć z moimi zużyciami z poprzednich miesięcy, bo już mnie denerwują jak tak leżą w tej szafie :P Będzie trochę pielęgnacji, trochę kolorówki. Cieszę się, że z każdym miesiącem ubywa mi zapasów. Chcę wszystko zużyć i na bieżąco kupować kosmetyki ;) A tymczasem zapraszam na przegląd zużytych produktów.
    Jakoś w październiku zużyłam dwa podkłady. Jeden jest moim stałym bywalcem i nie raz widziałyście go u mnie na blogu. A mianowicie jest to Healthy Mix od Bourjois. Nie pierwsze i na pewno nie ostatnie opakowanie. A drugi to Revlon Colorstay, który był u mnie po raz pierwszy i na początku jakoś nie bardzo się z nim dogadałam, ale latem, przy tych wysokich temperaturach, sprawdził się genialnie. Mój odcień to 150. Korektor Lovely Liquid Camouflage również na stałe rozgościł się w mojej kosmetyczce. Bardzo dobry, tani i trwały korektor, o bardzo dobrym kryciu. Puder healthy balance też już kiedyś Wam pokazywałam. Idealny do suchej skóry. Myślę, że zamówię egzemplarz na zimę, bo latem niestety spływa w gorące dni. Ostatnim produktem jest brązer z Kobo w odcieniu 308 Sahara Sand. Bardzo go lubiłam, dawał delikatny efekt i nie ma opcji, żeby zrobić sobie nim krzywdę, więc dla osób początkujących idealny. Dostaniecie go oczywiście w drogeriach Natura.
    Zostając jeszcze w temacie makijażu do kosza ląduje również zużyta rozświetlająca baza pod makijaż Lirene Be Glam. Długo przeleżała, zanim się za nią wzięłam, ponieważ zwykle moją bazą pod makijaż jest po prostu krem nawilżający. A ten produkt kupiłam z ciekawości, ale jakoś ciągle o nim zapominałam. W końcu się za nią wzięłam i powiem Wam, że była fajna ;) Miała wyraźne drobinki roświetlające, działanie nawilżające i podkład super się na niej trzymał cały dzień. Wielki plus! A ten brudasek koło niej to gąbka Blend it! , która jest moją ulubioną! Lepiej mi się z nią pracuje i dba o nią niż o BB. Teraz kupiłam z innej firmy, o której niebawem Wam opowiem :)
    Z pielęgnacji prawie dna dobiła (zostało na parę użyć) mgiełka kokos & aloes z Bielendy. Już nie raz o niej wspominałam. Ja ją po prostu uwielbiam! Ma świetne działanie nawilżające i kojące. Używałam jej głównie do ciała, przez całe wakacje, ale jakoś od miesiąca, dwóch, stosowałam jako tonik do twarzy i pod tym względem sprawdziła się fenomenalnie. I do tego przepięknie pachniała! Jedyny minus - atomizer. Tą końcówkę już przelałam sobie do pustej buteleczki po mgiełce z Inglota, bo już miałam dosyć tego jak atomizer pluje :/ A zostając już przy mgiełce z Inglota - bardzo fajny utrwalacz makijażu. Stosowałam ją i przed makijażem i po, w upalne dni w celu odświeżenia i ochłodzenia. Naprawdę fajny produkt, szkoda, że tak mało wydajny. Życzyłabym go sobie w większej pojemności ;) Dobił dna również płyn micelarny Sensicure z Synchroline. Bardzo delikatny produkt, do wrażliwej skóry. Mimo, że bardzo delikatny to świetnie sobie radził z demakijażem. Zmywał i podkład i tusz, cienie  - wszystko :) I do tego nie podrażniał skóry!
    Kolejnymi produktami są mus do mycia ciała marki Nivea lemon & moringa. Wcześniej miałam wersję rabarbarową i jedna i druga mi pasowała. Te musy są takie miłe i delikatne, nie wysuszają skóry i ładnie pachną ;) Płyn Kneipp Na dobranoc ukochałam sobie ja, ukochał sobie mój chłopak. Kąpiel z dodatkiem płynu o zapachu lawendy i wanilii to niesamowita i otulająca kąpiel. Idealnie przygotowuje do snu oraz uspokaja umysł i ciało ;) I robi pianę!
    I dwa ostatnie produkty to pomarańczowy peeling cukrowy do ciała marki NaturalME oraz żel do golenia Gillette Satin Care. Drugi produkt jest u mnie niezmiennie. Jest to dla mnie najlepszy żel do golenia i chętnie do niego wracam. Natomiast peeling był u mnie pierwszy raz, ale myślę, że nie ostatni. Przepięknie pachniał, super ścierał i pozostawiał skórę miękką i gładką. Jedyne do czego się przyczepię to opakowanie. Ze względu na moje długie paznokcie muszę się przerzucić na peelingi w tubce, bo ze słoika ciężko nabrać tak, aby większość nie znalazła się pod nimi. 

    I tym oto akcentem kończę dzisiejszy wpis. Dajcie znać koniecznie co Wy zużyłyście i czy znacie któryś z moich produktów. 
    Preferujecie w ogóle wpisy o zużytych kosmetykach?


    Ada.

    nowości Drogerii Natura | jesień pełna kolorów | Sensique | Kobo Professional | My Secret |

    21 listopada 2018 | 15 komentarzy
    Hej !

    Marki drogerii Natura idą naprzód jak burza. Nie zwalniają tempa! Co i rusz wychodzą nowe produkty. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o paru nowościach, które wyszły już jakiś czas temu, ale jakoś nie miałam kiedy zrobić zdjęć i porządnie je przetestować. A tu już kolejna paczka nadeszła! Dlatego postanowiłam się spiąć i przedstawić Wam dzisiaj moją opinią na ich temat. A niebawem pojawi się wpis o kolejnych nowościach ;) Zapraszam!
    Marka Sensique wypuściła na rynek nowe paletki cieni Creative Eyeshadows. Są to nieperfumowane cienie o jedwabistej strukturze. Ogólnie jest dostępnych 12 kompozycji kolorystycznych, w tym 8 nowych. Ja otrzymałam 4 z nich (od góry od lewej): 150 Lavender Haze, 144 Chocolate Trio, 149 Copper Luster oraz 146 Color Festival
    Powiem szczerze, że zrobiły na mnie wrażenie. Mają przepiękne, jesienne kolory. Najbardziej chyba spodobała mi się paletka Color Festival. Cienie matowe są trochę suche jak się je nabiera na palec, a te błyszczące z kolei są bardziej masełkowe. Jednak i jedne i drugie dobrze się nabiera na pędzel i blenduje. Nie bledną podczas aplikacji. Są bardzo dobrze napigmentowane. Cena cieni to 12, 99 zł. Jestem w szoku, że za taką cenę można dostać takiej jakości cienie do powiek. Naprawdę warto się nimi zainteresować. Poniżej wrzucę Wam przykładowy makijaż. Niestety nie najlepszej jakości, bo ciężko o tej porze roku o dobre światło. Tym bardziej, że robię zdjęcia telefonem.
    Kolejne produkty od Sensique to tusz do rzęs Sensitive Skin Extreme Volume Mascara oraz zestaw kremowych korektorów maskujących niedoskonałości cery oraz podkładów do konturowania Sensitive Skin Color Correcting Palette. Tusz niestety znowu jest z szczoteczką z włosia, których ja nie za bardzo lubię. On na moich rzęsach nie robi żadnego efektu, więc powędruje do mojej mamy albo siostry ;) Tusz ma ekstremalnie pogrubić rzęsy, nie kruszyć się i nie rozmazywać. Cena: 17, 99 zł. 
    Z kolei paletka do twarzy to u mnie nowość, jeśli chodzi o korektory w tych kolorach. Nie używam takich na co dzień, więc byłam ich ciekawa. Ten najciemniejszy jako bronzer wygląda naprawdę ładnie. Jest to chłodny odcień, nie ma problemu z roztarciem. Ja to robię wilgotną gąbką marki Boho Beauty. Poniżej macie swatche. Ja mam wersję 02. Jest jeszcze 01 z żółtym, zielonym i białym. Obie kosztują 16, 99 zł/szt (obecnie na stronie drogerii z kartą Natura niecałe 12 zł;)).
    Według producenta:

    • różowy - zakrywa żyłki, zielonkawe siniaki i niweluje szary odcień skóry,
    • niebieski - optycznie rozjaśnia piegi i plamy posłoneczne,
    • ciepły beżowy - rozjaśnia i uwypukla wybrane fragmenty twarzy,
    • brązowy - modeluje i wysmukla owal twarzy.
    Mam zamiar się za nią porządnie wziąć i sama się przekonać czy kremowe korektory w takich kolorach to dobre rozwiązanie. 
    Marka Kobo zaszczyciła nas nowymi rozświetlaczami w kompakcie oraz w formie sypkiej. Są to Glowing Loose Powder w odcieniu Rosy Sunrise oraz Highlighter Powder 314 Mirage. Pokazywałam Wam je na stories na Instagramie, tam się lepiej prezentowały. Na zdjęciu ciężko uchwycić ich glow, ale naprawdę fajnie się prezentują. Póki co użyłam ich tylko parę razy, żeby zobaczyć jak wyglądają na buzi i mimo, że są trochę różowe, efekt mi się podobał. Staram się teraz wykończyć rozświetlacz Wibo, dlatego też jego codziennie katuję. Gdy tylko dosięgnie dna biorę się za te ;) Ten sypki można również stosować na ciało. Idealnie nada się na wakacje bądź na zbliżającą się zabawę sylwestrową ;) Sypki kosztuje 24, 79 zł, a prasowany 20, 69 zł. Ale, ale ... teraz na stronie drogerii widzę, że oba są przecenione! Sypki z kartką kosztuje niecałe 15 zł, a prasowany niecałe 13 zł! 
    Na sam koniec trzy perełki od marki My Secret. Przepiękne pigmenty w trzech wspaniałych kolorach. Magic Dust Pigment to kolekcja skoncentrowanych pigmentów do powiek, zapewniających trwały kolor i blask. W połączeniu z fixerem daje naprawdę niesamowity efekt, który mogłyście podziwiać wyżej! Ten piękny brokatowy róż to własnie pyłek od My Secret w odcieniu Lilac Star

    Co mnie bardzo zaskoczyło to to, że bardzo niepozornie wyglądają w opakowaniu. Zwłaszcza pierwsze dwa. One dopiero pod światło i w połączeniu z bazą pokazują na co je stać! 
    Ciężko było to uchwycić na zdjęciu, ale myślę, że na zdjęciu z makijażem widać wyraźnie. Pigmenty są przepiękne! Oprócz Lilac Star mam jeszcze Turquoise Snow oraz Golden Green. Kosztują 15, 99 zł za 2 g. 
    Tu ↑wyraźnie widać jak pyłek przepięknie się mieni na różowo w świetle, a bez niego wygląda zupełnie normalnie;)
    Jestem naprawdę zadowolona z zawartości paczki! Super produkty, które chętnie używam i mogę Wam polecić. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak marki z niższej półki cenowej się rozwijają i za małe pieniądze można kupić dobre jakościowo produkty :)

    Dajcie znać co zwróciło Waszą uwagę :)


    Buziaki,
    A.

    Miss Sporty Perfect to Last 24 h | korektor i podkład z niższej półki cenowej | moja opinia

    18 listopada 2018 | 14 komentarzy
    Hej hej!

    W poprzednim poście wspominałam Wam o wygranej w rozdaniu na Instagramie, w którym nagrodą były podkład i korektor marki Miss Sporty. Pewnie nigdy bym się nim nie zainteresowała, gdyby nie siła Internetu ;) Trochę filmików na YT o podkładzie już się pojawiło, także fajnie, że przy odrobinie szczęścia udało mi się je przetestować. Minął już miesiąc odkąd używam tego duetu i dzisiaj chciałam Wam napisać co myślę o tych produktach.
    Wizualnie prezentują się całkiem nieźle. Szata graficzna utrzymana w minimalnym stylu, bez zbędnych napisów. Posiadam odcień podkładu 101 Golden Ivory, a korektora 002 Beige. Pewnie gdybym wybierała sama to wybrałabym albo 100 Ivory, ale możliwe, że byłby za jasny, a ten ma bardzo ładny, neutralny kolor. Może jest ciutkę za ciemny, ale delikatnie go rozjaśniam pudrem i jest okej ;) Są dostępne jeszcze 091 Pink Ivory oraz 200 Beige.
    Jak widać podkład został zamknięty w szklanej butelce z pompką i ja osobiście takie rozwiązania lubię najbardziej. Pompka dozuje odpowiednią ilość podkładu i nie zacina się - chwała jej za to! Konsystencja nie jest zbyt lejąca, ani za gęsta. Zwykle daję dwie i to takie niepełne pompki na dłoń, nabieram gąbką i wklepuję. Gdy pierwszy raz nałożyłam go na twarz, byłam w niemałym szoku. Ma niesamowicie dobre krycie. Powiedziałabym, że średnie w stronę mocnego. Gąbką idealnie się go nakłada. Zakrywa wszelkie zaczerwienienia czy niedoskonałości. Bardzo ładnie stapia się ze skórą i ujednolica koloryt. Oprócz tego nie robi efektu maski i zawiera filtr SPF 20. 
    Używam go ostatnio codziennie i naprawdę się z nim polubiłam. Z reguły nakładam makijaż o 6 rano i jestem z powrotem w domu ok. 17-18, zależy czy mam jeszcze coś do załatwienia po pracy, i ten podkład naprawdę wytrzymuje te wszystkie godziny. Nie ściera się, nie zbiera brzydko w załamaniach i skóra się nie świeci. 

    Korektor z kolei ma mały aplikator, jest dość lekki, w miarę przyzwoicie kryje, ale nie przebił mojego ulubieńca z Lovely Liquid Camouflage. Pod oczami wygląda ładnie i naturalnie, ale większych niedoskonałości nie zakryje. Jest jeszcze dostępny odcień 001. Na zdjęciu 002 wyszedł troszkę różowo, ale wcale taki nie jest.
    Ogólnie jestem zadowolona z obu produktów, trochę bardziej z podkładu i na pewno nie raz się jeszcze na niego zdecyduję. Ma naprawdę ładny odcień, super krycie i jest długotrwały. 
    W życiu bym się nie spodziewała, że taki niepozornie wyglądający produkt, bardziej przypominający kosmetyk dla nastolatek, tak dobrze się u mnie sprawdzi, że sięgam po niego praktycznie codziennie. Z korektorem nie wiąże dłuższej współpracy, ale podkład na pewno jeszcze u mnie zagości ;)

    Znacie te produkty? Jak się sprawdziły u Was?
    A może macie jakiś godny polecenia produkt z niższej półki cenowej?

    Buziaki,
    Ada.

    nowości października | bath and body works | lovely | bielenda | miss sporty | kobo | my secret |

    5 listopada 2018 | 33 komentarze
    Hej!

    Dzisiaj mam dla Was wpis o produktach, które trafiły do mnie w październiku. Większość rzeczy dostałam, a tylko parę kupiłam. Przez wakacje jakoś nauczyłam się oszczędzać i staram się wykończyć to co mam i kupować tylko rzeczy, których rzeczywiście potrzebuję ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu :)
    Jak już wszyscy wiecie we wrześniu otworzył się kolejny sklep amerykańskiej marki Bath and Body Works (tym razem w Gdańsku), w którym zaczęłam pracę. Miałyśmy z dziewczynami na otwarciu super konkurs. Za wyrobione targety mogłyśmy sobie wybrać produkty. Łącznie było ich 8, jednak 4 z nich poszły w świat, do mamy i sióstr :) Sobie zostawiłam dwa żele pod prysznic o zapachu Champagne Apple & Honey i Crisp Orchard Leaves. Oba są przepiękne, świeże, jesienne i takie otulające. Trzeci żel wybrałam dla mojego chłopaka o zapachu Bourbon - uwierzcie mi - jest boski! Wzięłam również peeling z linii Sea Tox, który nie jest takim typowym mocnym zdzierakiem, jakie polubiłam ostatnio, ale ten też jest okej. Na pewno więcej o produktach opowiem Wam w oddzielnym wpisie.
    W asortymencie Bath and Body Works są nie tylko produkty do pielęgnacji ciała, ale również zapachy do domu! Jest tak ogromny wybór, że z pewnością każdy znajdzie swój ulubiony. Ja zdecydowałam się na dużą świecę 3-knotową o zapachu Leaves. Same przyznajcie, że wygląda obłędnie. Pięknie się prezentuje na półce w mieszkaniu i jest całkiem wdzięczną modelką ;) Ciężko mi opisać zapach. Nigdy nie byłam w tym dobra ;P Świeca pachnie intensywnie i roznosi się po całym mieszkaniu. A nie trzeba jej palić zbyt długo ;) Ważne jednak, aby poczekać, aż wypali się równomiernie do brzegu szkiełka, dzięki czemu nie będą robić się tunele i wpłynie to na wydajność świecy ;) Normalna ich cena to 119 zł, ale w B&BW są non stop jakieś promocje i ja tę kupiłam za 65 zł :) Z pewnością zdecyduję się na jeszcze jakieś. Bardzo mnie urzekły White Pumpkin oraz Hot Cocoa Cream, a tu zaraz nowa kolekcja świąteczna się pojawi ! Oszaleję !! ♥♥
    Z pielęgnacji wreszcie kupiłam moje ulubione serum z serii Green Tea. Moja cera dość mocno się ostatnio buntuje, a to serum już raz mnie wybawiło z opresji, więc na dniach lifestyle w Super Pharm wreszcie je dorwałam. I to w super cenie 12, 99 zł. I już żałuję, że nie kupiłam dwóch buteleczek. Już dawno miałam napisać Wam recenzję tego serum, ale tak to odkładałam, że w końcu się nie pojawiła. A warto o nim napisać, bo jest to naprawdę dobry produkt!
    Na początku października miała miejsce promocja w Rossmannie, na której kupiłam tylko 3 kosmetyki: puder banana chocolate, korektor Liquid Camouflage i pomadkę Extra Lasting z frimy Lovely. Po promocji zdecydowałam się jeszcze na eyeliner z Eveline, za który zapłaciłam 12, 99 zł. Korektor to już któreś z kolei opakowanie. Jest to najlepszy jak dla mnie drogeryjny korektor. Pomadka też jest mi znana, mam już jeden kolor i kupiłam kolejny. Niestety są dość mocno wysuszające, ale za to trwałe i mają ładne kolory. Z eyelinerem dopiero się dogaduję ;) Za to puder to totalny niewypał. Po 2 godzinach cała twarz się świeci i lepi :o Masakra! 
    Ten duet udało mi się wygrać w szybkim rozdaniu na Instagramie u Zuzy ► zuzu__d Oprócz podkładu i korektora z serii Perfect to Last 24h był jeszcze puder, który niestety nie przeżył transportu :( Za to podkład i korektor z chęcią używam. Naprawdę miło mnie zaskoczyły oba produkty ;) Na pewno napiszę Wam oddzielną recenzję :) Ale już mogę Wam powiedzieć, że warto się nimi zainteresować ;)
    I na sam koniec zawartość paczki od drogerii Natura. W środku znalazły się nowości marek Kobo, Sensique oraz My Secret. Od marki Kobo pojawił się rozświetlający sypki puder oraz rozświetlacz prasowany, od Sensique paleta korektorów i produktów do konturowania oraz 4 paletki cieni, a od My Secret 3 pigmenty. Więcej o nich poczytacie w oddzielnym wpisie, który dla Was szykuję ;) 

    Wiem, że zdjęcia nie są powalające, ale niestety pogoda dzisiaj nie za fajna i światło było jakie było. 
    Dajcie koniecznie znać co u Was się pojawiło w minionym miesiącu :)
    A może znacie któryś z produktów, które przedstawiłam we wpisie? 

    całusy,
    Ada.

    produkty mineralne do makijażu | moje pierwsze spotkanie z marką Lily Lolo

    25 października 2018 | 31 komentarzy
    Hej !

    Już jutro uwielbiany przez nas dzień, czyli piąteczek piątunio. Jednak nie dla wszystkich wolny. Ja do samiutkiej niedzieli każdego dnia pracuję, ale o tyle dobrze, że na rano, więc chociaż skorzystam z popołudnia. Oby pogoda dopisała ;) Pocieszam się tym, że w przyszłym tygodniu jadę wreszcie na parę dni do domu rodzinnego. Na maksa się zresetuję i spędzę czas z rodzinką :)

    Dzisiaj mam dla Was post o produktach Lily Lolo, które otrzymałam pod koniec sierpnia w ramach współpracy od sklepu Costasy.pl (żeby była jasność, nie wpłynęło to na moją opinię). Bardzo się ucieszyłam, ponieważ od jakiegoś czasu planowałam w końcu wypróbować produkty mineralne, zwłaszcza podkład. Używam tych kosmetyków prawie dwa miesiące, także chcę Wam wreszcie o nich opowiedzieć. Ciekawych zapraszam dalej :)
    Do testów otrzymałam:
    ►podkład mineralny, 
    ►pędzel do nakładania Kabuki, 
    ►mgiełkę utrwalającą Makeup Mist, 
    ►naturalny błyszczyk do ust
    ►naturalną szminkę. 

    Po wymienieniu kilku e-maili z panią Aleksandrą dobrałam sobie odcień podkładu Warm Peach. TUTAJ możecie dokładnie określić jaki macie typ cery, aby dobrze dobrać kolor. Uważam, że jest to bardzo przydatne, ponieważ na oko ciężko jest dobrać podkład zamawiając go online. 
    Warm Peach jest to odcień należący do jasnych i jest utrzymany w tonacji ciepłej. Dlatego też się na niego zdecydowałam. 

    Na początek warto wspomnieć, że przy podkładach mineralnych należy zadbać o odpowiedni poziom nawilżenia naszej skóry, ponieważ tylko w ten sposób podkład będzie wyglądał dobrze. Jest to podkład w formie sypkiej. Aplikujemy go za pomocą pędzla typu Kabuki.
    Podkład jest zamknięty w plastikowym płaskim słoiczku z sitkiem, które możemy przekręcić, gdy chcemy wydobyć produkt i z powrotem zakręcić, aby nic się nie wysypało. Zakrętka jest matowa, przez co trochę się brudzi. 
    Przystępując do aplikacji, najpierw wysypujemy odrobinę produktu na wieczko, następnie zanurzamy w nim pędzel, strzepujemy nadmiar i w zależności od tego jaką mamy cerę aplikujemy na twarz. Należy dobrze zapoznać się z sposobem nakładania podkładów mineralnych, aby robić to dobrze i uzyskać zamierzony efekt. Często niewiedza doprowadza do tego, że rezygnujemy z używania podkładów w proszku.
    Jeśli macie cerę mieszaną, tłustą należy go aplikować kolistymi ruchami, natomiast przy cerze suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień, posuwistymi ruchami z góry na dół. Można też go delikatnie stemplować. Stemplowanie podkładu przekłada się na jego większe krycie, dlatego należy aplikować naprawdę cienkie warstwy. Sama się o tym przekonałam ;) Aby produkt się nie pylił i przy tym nie marnował, należy wmasować w pędzel tę ilość, którą wysypiecie na wieczko plus dodatkowo uderzyć podstawą pędzla o płaską powierzchnię. Ten krok sprawia, że kosmetyk osadza się głębiej we włosiu, dzięki czemu podkład się nie pyli. Szczerze, to sama bym na to nie wpadła ;) Dlatego warto przed aplikacją takich produktów zasięgnąć opinii eksperta.
    Włosie pędzla jest niesamowicie miękkie i miłe. Aplikacja za jego pomocą to czysta przyjemność.
    Z aplikacją podkładu nie miałam żadnego problemu, choć obaw trochę było, ponieważ miałam pierwszy raz styczność z podkładem w proszku. Zwykle nakładałam 3 cieniutkie warstwy. Powiem Wam, że nie mogłam się nadziwić jak buzia pięknie i naturalnie się prezentuje. Naprawdę! Tak ładnie podkład się stapia, że wygląda jak druga skóra. Nie zakryje dużych niedoskonałości, najlepiej jest zaaplikować dodatkowo mineralny korektor, ale na pewno zneutralizuje zaczerwienienia. Skóra po nałożeniu podkładu jest gładka i taka jedwabista. W ostatnim czasie na mojej buzi co i rusz wyskakują jakieś niespodzianki, dlatego też ten podkład idealnie się sprawdził, ponieważ nada się do cer skłonnych do niedoskonałości. Nie zapycha i jest absolutnie bezpieczny. 
    Co jeszcze wyróżnia podkłady mineralne? Przede wszystkim nie zawiera żadnych substancji drażniących. Ma krótki i konkretny skład ► MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]. Jest bezzapachowy, lekki, zawiera naturalny filtr SPF 15, wydajny i w 100% naturalny, a także może być używany przez wegetarian i wegan. 
    Produktu w słoiczku jest zaledwie 10 g, ale uwierzcie, że produkty w takiej formie są niezwykle wydajne. Cena podkładu to 81, 90 zł. Na jego zużycie mamy 24 miesiące.
    Aby pozbyć się efektu pudrowości w ruch idzie utrwalająca mgiełka Makeup Mist. Pojemność to 50 ml, na zużycie mamy 6 miesięcy. Wszystkie produkty Lily Lolo są utrzymane w minimalistycznej szacie graficznej. Są eleganckie i cieszą oko. Atomizer działa bez zarzutu. Z niewielkiej odległości psikam nią twarz 2-3 razy, nie więcej. Co mi się podoba to to, że fixer scala makijaż i wygląda on jeszcze naturalniej. Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu. Podkład w ciągu dnia się nie ściera, nie waży ani skóra się nie świeci. Produkt posiada w składzie aloes oraz pantenol, które jak wszyscy wiemy, mają właściwości kojące, nawilżające oraz zatrzymujące wodę w naskórku. Oprócz tego mamy również ekstrakt z zielonej herbaty, który jest silnym antyoksydantem ► AQUA (WATER), GLYCERIN, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER, CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACT, CITRIC ACID, LYCIUM CHINENSE (GOJI BERRY) FRUIT EXTRACT, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT 
    Można nią również popsikać twarz w ciągu dnia, w celu odświeżenia. Powiem Wam, że generalnie nie byłam nigdy fanką takich produktów, bo uważałam, że nic nie robią. Jednak była to kwestia dobrania odpowiedniego kosmetyku w tej kategorii. Swoje kosztuje, ale przynajmniej mam gwarancję nienagannie wyglądającego makijażu. Cena mgiełki to 60, 40 zł. 
    I na koniec słów parę o produktach do ust. Wybrałam sobie kremową naturalną szminkę w odcieniu French Flirt oraz błyszczyk w kolorze Scandalips. Nie do końca trafiłam chyba z kolorem, jeśli chodzi o szminkę. Mam wrażenie, że mi nie pasuje. Ale co do samych właściwości, jestem naprawdę zadowolona. Wiecie, że ona serio nawilża? Tak się ją miło nosi cały dzień. Jest przyjemnie kremowa, nie ma problemu z jej aplikacją. Gładko sunie po ustach. Przy jedzeniu, piciu czy ciągłym mówieniu ściera się od środka, ale w ładny sposób. Mi najbardziej zależy na komforcie w ciągu dnia i właśnie ta szminka mi to daje. Usta są nawilżone, bez odstających skórek. Dzięki zawartości witaminy E, wosku oraz organicznego olejku jojoba usta są odżywione i wypielęgnowane. A właśnie tego teraz moje usta potrzebują. Wraz z nadejściem jesieni stały się suche i spierzchnięte + do tego mam okropny nawyk obgryzania warg, dlatego póki odpowiednio ich nie wypielęgnuję, nie sięgam po maty, a stawiam na nawilżające formuły. ► RICINUS COMMUNIS SEED OIL, MICA, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, CANDELILLA CERA, LANOLIN, ISOAMYL LAURATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, CERA ALBA, COPERNICIA CERIFERA CERA, MALTODEXTRIN, TOCOPHEROL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, ASCORBYL PALMITATE, ROSMARINUS OFFICINALIS LEAF EXTRACT, TIN OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET)] Zarówno szminka jak i błyszczyk idealnie wpasowały się teraz w potrzeby moich ust. Błyszczyk w odcieniu Scandalips okazał się na moich ustach bardzo, bardzo jaśniutki i subtelny. Na stronie wygląda na taką ciemną fuksję, a w rzeczywistości jest to jasny róż. Trochę się zawiodłam, bo bardzo mi się podobał na stronie, ale ten daje bardzo fajny efekt. Idealnie wygląda przy takich dziennych, zwykłych makijażach. O ile nie przepadam za błyszczykami, ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Ten i jeszcze jeden z innej firmy, o którym wspominałam przy okazji innego wpisu ;) 
    Ma nie klejącą formułę, łatwo sunie po ustach, ma mały, precyzyjny aplikator, dzięki czemu w szybki sposób można ją zaaplikować. Nawet w biegu, co często mi się zdarza rano ;) Co więcej - przepięknie pachną czekoladą! ♥ Skład ► RICINUS COMMUNIS SEED OIL, OLEIC/LINOLEIC/LINOLENIC POLYGLYCERIDES, SORBITAN OLIVATE, CERA ALBA, SIMMONDSIA CHINENSIS SEED OIL, MICA, AROMA, COPERNICIA CERIFERA CERA, CANDELILLA CERA, TOCOPHEROL [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 75470 (CARMINE), CI 77742 (MANGANESE VIOLET)]
    Wybaczcie, że zdjęcia są każde z innej parafii, ale w dniu, w którym robiłam zdjęcia światło było tak słabe, że posiłkowałam się zdjęciami, które zrobiłam jakiś czas temu. A te chyba najlepiej odzwierciedlają kolory produktów. 

    Znacie kosmetyk od Lily Lolo? Używacie produktów mineralnych do makijażu?

    Buziaki,
    Ada.


    SZABLON BY: PANNA VEJJS.