pielęgnacja | Yves Rocher | mango i kolendra | mleczko do ciała i krem do rąk |

18 maja 2018 | 13 komentarzy
Cześć Wam!

Wiem, że ostatnio mnie tu mało, posty rzadko się pojawiają, ale czasu ostatnio mam jak na lekarstwo. Albo uczelnia, albo praca, albo jedno i drugie. A na siłę postów też nie chcę wstawiać, bo to się mija z celem. Dzisiaj mam dla Was wpis o produktach Yves Rocher,  na dniach postaram się napisać dla Was obiecane porównanie korektorów Lovely i MUR, na które pewnie czekacie. I może pojawią się ulubieńcy, bo jest parę produktów, które skradły me serce;)

O produktach marki Yves Rocher wspominałam przy okazji wpisu o nowościach lutego -> klik Dostałam te produkty od koleżanki na urodziny. Sprawiła mi tym niemałą przyjemność, ponieważ nigdy wcześniej nie miałam żadnych produktów z tej firmy, a bardzo chciałam przetestować. Na pewno na tych produktach nie zaprzestanę, ponieważ chcę wypróbować jeszcze inne. A dzisiaj na tapetę idą energizujące mleczko do ciała i krem do rąk o zapachu mango i kolendra. Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu ;)
Może zacznę od kremu do rąk, który już niestety mi się skończył. Mogłyście zobaczyć go w denku -> klik. Krem jest zamknięty w małej tubce o pojemności 30 ml. Ja osobiście lubię takie małe pojemności, które są idealne do torebki. Cena kremu wynosi 9, 90 zł. Krem urzekł mnie od pierwszego użycia. Od razu spodobała mi się konsystencja, która jest treściwa, ale szybko się wchłania, pozostawiając po sobie skórę nawilżoną i miękką. Moja skóra jest dość wymagająca, dłoni również, także krem do rąk mam zawsze przy sobie. Ale nie zawsze regularnie go nakładam, jednak z tym kremem było inaczej. Sięgałam po niego praktycznie non stop. Nie dość, że szybko się wchłaniał to w dodatku ma tak piękny zapach, że mogłabym siedzieć i wąchać bez przerwy. Planuję wypróbować jeszcze inne wersje zapachowe. Był to chyba najlepszy i najładniej pachnący krem jaki do tej pory miałam ;)
Mleczko do ciała pachnie tak samo pięknie. Pojemność to 200 ml. Ma lekką konsystencję, dzięki której produkt szybko się wchłania, co mi bardzo odpowiada. Zimą stawiałam na bogate, treściwe masła. Obecnie wiosną czy latem wolę lżejsze. Staram się być regularna w balsamowaniu, ale nie zawsze mi to wychodzi ;) Po prostu nie zawsze po kąpieli wieczorem mam siłę jeszcze coś nakładać, bo marzę wtedy już tylko o łóżku. Jednak produkt jest bardzo dobrym nawilżaczem, więc przy regularnym stosowaniu, później można używać go już tylko co 2-3 dni. Skóra jest wyraźnie nawilżona, wygładzona i taka miła w dotyku. I do tego ten zapach ! Ja generalnie kocham mango w każdej postaci, więc na wstępie jestem już pozytywnie nastawiona. Jest dostępna również większa pojemność z pompką 390 ml, na którą zdecyduję się następnym razem, ponieważ taka forma dozowania jest zdecydowanie wygodniejsza dla mnie.
Miałyście produkty od Yves Rocher? Może jakieś polecacie? ;) Dajcie znać w komentarzach! A teraz biorę się za Wasze blogi!

Wysyłam buziaki i miłego wieczoru życzę,
Ada.

Embryolisse | Elixir Eclat serum rozświetlające | Eau de Beaute Rosamelis woda piękności |

3 maja 2018 | 14 komentarzy
Cześć kochani!

Marka Embryolisse zyskała sławę głównie dzięki nawilżająco-odżywczemu kremowi Lait - Creme Concentre, który jest kultowym produktem w środowisku wizażystów, a także ulubieńcem modelek. Pisałam o nim tutaj -> klik. Dzisiaj natomiast opowiem Wam o dwóch innych produktach tej marki. Czy sprawdziły się u mnie równie dobrze jak Lait-Creme Concentre? Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
Zacznę od Wody Piękności Eau de Beaute Rosamelis, którą dostałam od marki w zeszłym roku i pojawiła się nawet w ulubieńcach stycznia -> klik. Zaczęłam jej używać mniej więcej w październiku, jak tylko skończył mi się mój ukochany tonik z Tołpy z serii białe kwiaty, którego niestety nigdzie nie mogę już dostać :(
Jak twierdzi producent są to: "naturalne wody z kwiatów róży, pomarańczy, chabru i rumianku, które oczyszczają i tonizują skórę. Woda Rosamelis pozostawia twarz napiętą, odświeżoną i przyjemną w dotyku". Tonik zamknięty jest w plastikowej buteleczce o pojemności 200 ml. Przyszedł do mnie w kartonowym pudełku pierwotnie ze standardowym zamknięciem jak w płynach micelarnych i dodatkowo dołączyli atomizer. Plus dla firmy! Ja osobiście używam już tylko i wyłącznie toniki z atomizerem! Dla mnie to najlepszy i najskuteczniejszy sposób tonizowania i odświeżania skóry. Miło, że o to zadbali, ponieważ każdy konsument ma inne potrzeby. Produkt ma przepiękny, orzeźwiający zapach. Do tego ma efekt chłodzący, więc jest wręcz idealny na ciężkie poranki. Używam go codziennie rano i wieczorem po oczyszczaniu twarzy. Skóra jest odświeżona, nawilżona, mięciutka i przygotowana na dalsze etapy pielęgnacji. Ten efekt miękkiej i nawilżonej skóry lubię najbardziej. I nie jest to efekt krótkotrwały. Takie produkty warto mieć u siebie. Dzięki niemu, tonizowanie skóry stało się moim ulubionym etapem pielęgnacji. Często w wolny dzień, gdy nie nakładam makijażu spryskuję twarz tylko tym tonikiem i nie nakładam kremu, a mogę cieszyć się miękką, napiętą i nawilżoną skórą. Aż miło się ją dotyka ;)
Cena jest dość wysoka jak na tego typu produkt. Wynosi ona 82 zł na stronie producenta. Także decyzja należy do Was. Ale uwierzcie mi - naprawdę warto go wypróbować. Zwłaszcza, że jest to bardzo wydajny produkt, także w ogólnym rozrachunku wychodzi całkiem rozsądnie.
Drugim produktem, o którym chciałabym Wam opowiedzieć jest Eliksir Rozświetlający Elixir Eclat. Jest to serum, które możemy nakładać codziennie pod makijaż bądź jako jednorazowy zastrzyk dodający energii zmęczonej skórze ;) Ja osobiście stosuję go codziennie pod podkład. Ma taką jakby żelową konsystencję, zbitą dość. Zawiera w sobie delikatne drobinki rozświetlające.
Producent tak w skrócie zapewnia widoczne odświeżenie skóry, niweluje widoczne objawy zmęczenia oraz uelastycznia skórę. Oprócz tego rozświetla i rozjaśnia twarz.
Generalnie konsystencja mega mi odpowiada. Jest wręcz idealna pod makijaż, bo natychmiastowo się wchłania, a rano na tym bardzo mi zależy. Ma delikatny, nie nachalny zapach. Jak wcześniej wspominałam zawiera takie drobinki rozświetlające (może będzie coś widać na zdjęciu), których na twarzy nie widać. Skóra po użyciu eliksiru staje się bardziej napięta, taka sprężysta i odświeżona. Lubię używać takich produktów szczególnie rano, gdy wstaję i wyglądam jak zombi, a eliksir sprawia, że skóra jest rozpromieniona. Dobrze współgra z podkładami. Fluidy się nie rolują, nie zbierają i nie ścierają. Przez to, że pozostawia taką minimalnie lepką warstwę, daje to dobrą przyczepność i podkład nie spływa, tylko pozostaje nienaruszony praktycznie przez cały dzień. Super-hiper rozświetlenia nie zauważyłam.

Mogę się przyczepić do opakowania, ponieważ nie jest ono przeźroczyste i nie wiem jak wygląda sprawa ze zużyciem. Zwłaszcza, że opakowanie było lekkie od samego początku i nadal takie jest i nie wiem ile eliksiru zostało mi jeszcze w środku. Jednakże pompka działa bez zarzutu. Jedna wystarczy na pokrycie całej buzi. Wydaje się być dość wydajny, ponieważ używam go już jakiś czas, ale ze względu na opakowanie ciężko stwierdzić ile go tam jeszcze jest ;)

Cena: 154, 90 zł.
Reasumując oba produkty dobrze się u mnie sprawdziły, jednakże byłabym bardziej w stanie zapłacić 82 zł za tonik, aniżeli 150 zł za serum, które daje efekty fajne, ale nie na tyle, aby wydawać taką kwotę. Uważam, że warto się produktami zainteresować. Jeżeli ktoś ma możliwość kupna produktów, to z ręką na sercu mogę polecić Wodę Piękności Rosamelis. Z kolei jeśli chodzi o Elixir możemy z pewnością dostać coś znacznie tańszego o podobnym efekcie.

Dajcie znać w komentarzach czy miałyście styczność z tą marką, czy w ogóle słyszałyście o niej.
Przesyłam buziaki,
Ada.

nowości marca/kwietnia | Biolove | Bourjois | Seboradin | Lovely | Wibo | Avon | Ziaja | NaturalMe | Bielenda | Avene

25 kwietnia 2018 | 16 komentarzy
Cześć kochani!

Bez zbędnych wstępów zapraszam Was serdecznie na podsumowanie marca i kwietnia pod względem zakupów. Tyle miałam roboty przez ostatni czas, że nie wyrobiłam się z pokazaniem Wam zakupów marcowych, więc umieszczę wszystko w jednym poście. Szykujcie się na post-tasiemiec, bo trochę się tego uzbierało.
W marcu otrzymałam zestaw startowy od marki Elisium Nails w ramach współpracy. O zawartość i wrażeniach możecie poczytać w oddzielnym poście, który już pojawił się na blogu -> klik. Skoro już zaczęłam sama robić manicure hybrydowy, kolekcja lakierów powoli zaczęła się powiększać ;) Dokupiłam więc trzy lakiery z firmy Semilac. Dwa pochodzą z linii Business Line i są to 211 Light Peach oraz 212 Natural Pink, a trzeci to 038 Coral Beach. Kolejne 5 to lakiery marki ChiodoPRO, które bardzo polubiłam. Są to dwa lakiery z linii Soft With Love from LA o numerach 706 Angels told me this i 707 Where's my bikini?, dwa z linii Black&White Style 786 Fairy Godmother i 791 Rose Gold oraz jeden z najnowszej kolekcji Summer Touch w kolorze Halo 751, która pojawiła się właśnie w drogeriach Super-Pharm. Wszystkie powstały we współpracy z Edytą Górniak. Wszystkie lakiery Chiodo oprócz tego z kolekcji Summer touch kupiłam na promocji -50% w Super-Pharm, więc zapłaciłam za nie nieco ponad 50 zł.
Oprócz lakierów zaopatrzyłam się również w Cleaner oraz Dehydrator marki Life - marki własnej Super-Pharm.
Podczas trwania promocji na markę Sally Hansen kupiłam oliwkę regenerującą do skórek i paznokci Nail & Cuticle Oil.
Jakoś na początku kwietnia dostałam zniżkę -30% od wizaz.pl na zakupy w sklepie on-line Kontigo. Nigdy nie robiłam tam zakupów, a zawsze chciałam przetestować produkty od Biolove, dlatego też skorzystałam z promocji. Zdecydowałam się na mgiełkę do ciała mango, półkule do kąpieli pomarańcza z wanilią oraz sól do kąpieli zielona herbata. Zapłaciłam 40 zł z groszami + miałam darmową wysyłkę ;) To lubię ;)
W połowie marca odbyły się dni lifestyle w drogeriach Super-Pharm, na których ceny wielu marek są obniżone o 50%. Ja się zdecydowałam na produkty od NaturalMe - pomarańczowy peeling cukrowy oraz maskę do skóry głowy. Oprócz tego wzięłam nawilżający płyn micelarny do demakijażu 3w1 z Bielendy z serii Hydra Care kokos&aloes. Mgiełkę do ciała i twarzy pokochałam, dlatego chciałam coś jeszcze wypróbować z tej linii. A także szampon mango i opuncja od Biovax, o którym co nieco wspomniałam Wam na InstaStories. Serdecznie zapraszam -> klik.
Pojawiły się u mnie również kolejne produkty Seboradin. Tym razem są to szampon i maska z serii Sun, które zostały stworzone do ochrony włosów przed działaniem UV; regenerujący szampon oraz z naftą kosmetyczną, które powędrowały od razu do mojej siostry, u której dobrze się te produkty sprawdzają, dlatego nie ma ich na zdjęciu oraz szampon i żel pod prysznic z linii Sport.
Z tego względu iż moja mama jest konsultantką Avon, zawsze gdy jestem w domu rodzinnym przeglądam katalogi. Zdecydowałam się na zamówienie matowej szminki w płynie Liquid Lip Lacquer Matte w odcieniu Pinking About You, płynu do kąpieli Dark Orchid & Raspberry - odkąd mam wannę umilaczy do kąpieli nigdy dość ;) oraz nawilżająco-relaksującego kremu do rąk z lawendą i jaśminem. Jakbym miała za mało kremów do rąk ;)
Skorzystałam z promocji na płyn Avene, o którym wspominałam już kiedyś. Jego normalna cena wynosi blisko 70 zł, a do dzisiaj do końca dnia możecie dostać go za 22, 99 zł za 400 ml. Bez zastanowienia wzięłam, ponieważ u mnie ten micel sprawdza się rewelacyjnie. A tego typu produktów u mnie nigdy dość, ponieważ nie żałuję ich sobie ;) Japońskie bibułki matujące z Dermiki oraz pomadka z Revlon w odcieniu 450 Gentlemen Prefer Pink to prezenty z pracy. Natomiast lano-maść z Ziajki prędzej czy później musiała do mnie trafić. Polecana bardzo mocno w blogosferze przekonała i mnie. I nie żałuje ;) Naprawdę do ust się sprawdza fenomenalnie! Nie przeszkadza mi nawet jej zapach ;)
Z niekosmetycznych rzeczy zakupiłam ostatnio na promocji w cenie 30 zł książkę Bożeny Społowicz Skin Coach. Bardzo jestem jej ciekawa, robię notatki i chętnie podzielę się z Wami moją opinią na jej temat. Dosłownie na dniach kupiłam słuchawki nauszne Sony, ponieważ moje z Philipsa douszne zepsuły się. Kolejne :/ Zdecydowałam się na iście wiosenny kolor, ale dla mnie oprócz ładnego designu liczy się jakość dźwięku, która w tych słuchawkach jak najbardziej mi odpowiada. Cena: 59, 99 zł.
I na sam koniec zostawiłam łupy z Rossmanna ;) Część widzieliście na Instagramie. Akurat podkład z Bourjois kupiłam na -50% w Super-Pharm. Wzięłam nowy odcień 50, który okazał się idealny dla mnie. Nie ciemnieje i idealnie stapia się z szyją. Bardzo jestem zadowolona ;) Cena po promocji: 30 zł
Pierwsze moje podejście skończyło się wyjściem z Rossmanna z pustymi rękami. Drugie również. Dopiero za trzecim razem udało mi się zdobyć to co chciałam. Czyli Liquid Camouflage z Lovely w odcieniu 01 (cena po promocji: 6,08 zł). W poprzednich punktach wszystkie możliwe były otwarte. Następnie tusz do rzęs Wibo Volume Drama (cena po promocji: 8, 42 zł) i kredka do ust tej samej firmy Lip Define Pencil w kolorze 2 (cena po promocji: 4, 50 zł). Nie planowanym zakupem był eyeliner Wibo w kolorze niebieskim (cena po promocji: 4, 30 zł). Nigdy nie miałam kolorowego linera i chętnie wypróbuję na wakacje ;) Generalnie miałam już nic więcej nie kupować, ale Misslilith kusiła produktami SinSkin, więc pojechałam jeszcze raz i postanowiłam wypróbować róż Must.Have Mineral Blush Powder w odcieniu 031 Treasured (cena po promocji: 33, 74 zł) Ale, że trzeba było wziąć minimum trzy produkty to wzięłam jeszcze dwa produkty Eveline - tusz do rzęs Volumix Fiberlast (cena po promocji: ,7, 37 zł) oraz eyeliner Celebrities (cena po promocji: 5, 80 zł)



Trochę się tego pojawiło od początku marca. Dajcie znać czy znacie produkty. Może miałyście któryś i możecie podzielić się swoją opinią na ich temat? ;) Chętnie poznam Wasze zdanie!


Buziaki,
Ada.

zużycia marca/kwietnia | Pharmaceris | Holika Holika | Bourjois | Givenchy

21 kwietnia 2018 | 16 komentarzy
Cześć kochani!

Dzisiaj przychodzę do Was z projektem denko. Nie jest on co prawda za duży jak na niecałe dwa miesiące, ale nie lubię jak mi się to wala po szafie i chcę się jak najprędzej rozliczyć z pustych opakowań. Zainteresowanych zapraszam do dalszej części wpisu.
Holika Holika pianka oczyszczają z aloesem

Pianka pojawiła się w ulubieńcach roku i nie bez powodu, ponieważ jest to naprawdę dobry produkt. Przepięknie pachnie, bardzo dobrze dogłębnie oczyszcza i jest baardzo wydajna. Jedyny minus, że ma dość twarde opakowanie i pod koniec ciężko jest wycisnąć ją ze środka. Więcej poczytacie o niej TUTAJ i TUTAJ.

Rizes Crete Scrub Cream for face and body peeling do twarzy i ciała

Pojawił się oddzielny wpis o nim oraz maśle do ciała. To moje już drugie opakowanie. Peeling jest mocnym zdzierakiem, bardzo dobrze usuwa martwy naskórek. TUTAJ macie wpis o nim.

La Petit Marseiliais żel pod prysznic biała brzoskwinia i nektarynka

Mój ulubieniec ulubieńców! Kolejny raz u mnie i na pewno nie ostatni!
Pharmaceris Emotopic hydro-micelarny szampon kojący

Wspominałam o nim w poście włosowym, że dopiero zaczęłam go używać. Teraz już buteleczka sięgnęła dna, więc mogę powiedzieć o nim coś więcej. No nie za bardzo mi się sprawdził. Po pierwsze ze względu na delikatną formułę, bez zawartości silnych detergentów, bardzo słabo się pieni i plącze włosy. Z szamponem micelarnym z Pharmaceris H tak nie było, a też nie miał SLS-ów w składzie. Nie zauważyłam też, żeby koił moją skórę głowy, a wręcz stan skóry głowy mojego chłopaka się pogorszył. Plus do tego obciążał mi włosy i wiecznie były oklapnięte. Nie zdecyduję się na niego ponownie.

Life Volume Plus spray unoszący od nasady bez spłukiwania

Nie ma co się rozpisywać na jego temat. Nie robił kompletnie nic, a na pewno nie unosił włosów. Strasznie śmierdział alkoholem. Szybko zapomniałam, że go w ogóle miałam :p
Yves Rocher energizujący krem do rąk mango & kolendra 

Świetny krem do rąk! Lekka, silnie nawilżająca formuła. która szybko się wchłania i przez to używałam go non stop i dość szybko się skończył. Przepiękny, świeży zapach. Mam jeszcze mleczko do ciała z tej samej serii i na pewno pojawi się oddzielny wpis o obu produktach!

Ahava Deadsea Water Mineral Hand Cream mandarin & cedarwood

Kupiłam na jakiejś promce zestaw trzech mini kremików do rąk firmy Ahava. Byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzą, a poza tym wyglądały uroczo ;) I niestety oprócz zapachu chyba nie ma innych zalet ;P Nie dość, że po otwarciu okazało się, że jest tylko połowa tubki, to do tego bardzo słabo nawilżają. Mam jeszcze dwa pozostałe, może tamte lepiej wypadną ;)
Catrice Liquid Camouflage korektor w płynie

Bardzo się z nim polubiłam. Ma fajną konsystencję, bardzo dobrze kryje, ale niestety jest dość nie wydajny. Strasznie szybko się skończył i przez to, że zostaje na ściankach, nawet nie byłam w stanie kontrolować jego zużycia. Myślałam, że trochę go tam jeszcze mam, a tu nagle ni stąd ni zowąd się skończył. Mimo to pewnie jeszcze do niego wrócę, zwłaszcza, że cena jest niska, ale mam jeszcze dwa inne korektory, których aktualnie używam.

Givenchy Noir Couture waterproof mascara black velvet 

Maskarę dostałam od mamy mojego chłopaka. Pisałam o nim oddzielną recenzję, do której serdecznie zapraszam -> klik. Tusz fajnie się sprawdził. Z resztą we wpisie możecie zobaczyć efekt na rzęsach, który jest całkiem niezły. Super rozdzielał rzęsy i nadawał głębokiej czerni. Lecz niestety ze względu na jego wodoodporną formułę baardzo ciężko się go zmywało. To była katorga dla mnie, dlatego też rzadko po niego sięgałam. W końcu zdecydowałam się go zużyć do końca. Gdybym miała się sama na niego decydować, nie zrobiłabym tego. Chyba, że byłaby wersja nie wodoodporna ;)

Bourjois mascara Twist Up the Volume

Pojawił się w któryś ulubieńcach. Jest to bardzo dobry produkt. Świetnie rozdzielał rzęsy i przede wszystkim je wydłużał. Nie osypywał się w ciągu dnia, na czym bardzo mi zależy, ponieważ wychodzę z reguły rano z domu, wracam wieczorem, a w ciągu dnia nie mam czasu, żeby zerkać w lusterko.

I to już wszystko ;D wiem, dużo tego nie ma, ale zawsze coś. Dajcie znać czy znacie te produkty ;)

Buziaki,
Ada.

moja przygoda z hybrydami | pierwsze przedłużanie | Elisium Nails

9 kwietnia 2018 | 28 komentarzy
Witajcie kochani!

Pewnie jestem ostatnią osobą w blogosferze, która w końcu zaczęła sama robić manicure hybrydowy. Wcześniej chodziłam do kosmetyczki, później kuzynka mi robiła i jakoś ciągle odkładałam kupno własnego zestawu. Aż naprzeciw wyszła mi wyszła firma Elisium Nails pisząc do mnie z zapytaniem o współpracę. Stwierdziłam, że to świetna okazja aby postawić pierwsze kroki w tematyce hybryd. Dostałam paczkę ze wszystkimi niezbędnymi produktami do wykonania manicure. Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu. ;)
Otrzymałam zestaw Maxi FlexyGel, który zawiera:

  • pędzelek ze szpatułką,
  • Miracle Base Gel 9 ml,
  • FlexyGel Milky 25 g,
  • Slip Liquid 300 ml,
  • Pro Bond No Acid Primer 9 ml,
  • Top Coat Shiny 9 ml,
  • Lakier hybyrydowy - mi się trafił odcień 033 Original Red,
  • Pilnik papierowy Elisium.
Dostępny jest pod linkiem -> klik
Wszystko co jest nam potrzebne do zrobienia manicure. Bardzo się ucieszyłam z FlexyGelu, ponieważ zawsze miałam krótkie paznokcie. Jak już mi urosły to zaraz się łamały. Odkąd pamiętam mam słabe i łamiące się paznokcie. 
FlexyGel jest to nowość na rynku. Innowacyjna metoda przedłużania paznokci, która łączy w sobie zalety metod akrylu i żelu. Ma zbitą konsystencję, która nie spływa. Nie musimy się spieszyć. Możemy przeznaczyć czas na formowanie kształtu, tyle ile potrzebujemy. W zestawie była dołączona szpatułka, dzięki której bez problemu można nałożyć FlexyGel na paznokieć. Jednak mi znacznie łatwiej i prościej jest wyciśnięcie FlexyGelu bezpośrednio na paznokieć. I jedna i druga metoda się sprawdza. Z drugiej strony mamy pędzelek, którym formujemy kształt paznokcia. Wybaczcie za zdjęcie pędzelka z innej parafii, ale nie wiem jak to się stało, że nie uwieczniłam go wcześniej i robiłam to zdjęcie przed chwilą ;) Gapa ze mnie.
Manicure hybrydowy z Elisium Nails krok po kroku:

1. Na początek zmatowiłam płytkę paznokcia, wycięłam skórki i odtłuściłam płytkę bezkwasowym primerem Pro Bond No Acid Primer, który przywraca jej naturalne pH oraz zabezpiecza przed uszkodzeniami. Wystarczy nałożyć cieniutką warstwę i odczekać jak producent zaleca 40 sekund, ponieważ primer wysycha sam, bez utwardzania w lampie.

2. Następnie na przygotowaną płytkę nakładamy Miracle Base Gel, czyli żelową bazę. Utwardzamy ją w lampie i następnie nakładamy na nią FlexyGel.

3. W celu przedłużenia paznokci musiałam dokupić szablony, ponieważ bez nich bym sobie nie poradziła. Zdecydowałam się na te z firmy Semilac Semi Hardi shape wide. Nałożyłam zatem flexygel na płytkę, następnie umoczyłam pędzelek w Slip Liquid. Jest to specjalny płyn, który ułatwi nam formowanie i sprawia, że flexygel się nie klei. Pędzelkiem robię formę i utwardzam w lampie.

4. Następnie spiłowuję na pożądany kształt. Akurat ja zdecydowałam się na migdałki.

5. Kolejnym etapem jest nałożenie lakieru. Ponieważ nie jestem zwolenniczką jednolitych paznokci, dokupiłam jeszcze jeden lakier w podobnym kolorze, nieco cieplejszy. Jest to Semilac 038 Coral Beach. Nałożyłam go na palec serdeczny oraz kciuk, a na reszcie 033 Original Red Elisium Nails. Jeśli chodzi o pędzelek jest on długi i cienki i taki chyba bardziej mi odpowiada niż np. Semilac, który jest grubszy i krótszy.

6. Ostatnim etapem jest nałożenie topu Top Coat Shiny, który jest bezbarwnym topem nie pozostawiającym lepkiej warstwy dyspersyjnej, więc tuż po utwardzeniu możemy się cieszyć pięknym manicure i nie musimy przemywać cleanerem. Takie rozwiązania lubię!
Myślałam, że sama sobie nie poradzę z przedłużaniem, ale metodą prób i błędów jakoś udało mi się otrzymać pożądany efekt! Jestem bardzo zadowolona z tego zestawu. Mam w nim wszystko co jest potrzebne do zrobienia manicure. Chodźcie zobaczyć efekty!
Może idealne jeszcze nie są, ale z czasem na pewno dojdę do wprawy ;) Nosiłam je prawie 3 tygodnie i trzymały się bez zarzutu. Nic nie odprysło, nie starło się. Tylko mały paznokieć się złamał, ale to już pod koniec praktycznie przed samym zdjęciem i nawet nie zauważyłam kiedy :P Część z Was mogła zobaczyć efekty na Instagramie. Kto jeszcze mnie nie obserwuje, a chce być na bieżąco serdecznie zapraszam -> klik.
A poniżej wstawiam zdjęcie tuż przed zdjęciem hybryd.
Oprócz odrostu i małego paznokcia dalej wyglądają dobrze ! Na Instagramie mogłyście zobaczyć już moje kolejne mani, ale na  blogu opowiem o nim w innym poście wraz z nowymi lakierami, które się u mnie pojawiły.

Bardzo Wam polecam ten zestaw. FlexyGel to naprawdę fajny produkt, z którym przedłużanie paznokci nie jest mi straszne! Kiedyś bym powiedziała, że tylko kosmetyczka potrafiłaby mi to zrobić, a teraz sama robię to w domu! Wystarczą odpowiednie produkty i odrobina chęci i determinacji. Ja miałam trzy podejścia i dopiero za ostatnim wyszło tak jak chciałam. Ale przy pierwszych dwóch próbach nie poddałam się i teraz już robię hybrydy mojej mamie i siostrom :D

Dajcie znać jak Wam się podoba efekt! I co myślicie o tym zestawie? ;)
Buziaki ,
Ada.

dr irena eris | vitaceric | energizująca emulsja spf 15 |

23 marca 2018 | 19 komentarzy
Cześć kochani!


Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję produktu, który używam już od dłuższego czasu. Dawno temu zrobiłam zdjęcia i tak się zbierałam i zbierałam, aż zupełnie wyleciało mi z głowy.
Krem dostałam pod koniec roku 2016 na szkoleniu kosmetyków dr Ireny Eris. Długo leżał w zapasach i czekał na swoją kolej, bo był moment, że miałam otwarte chyba z 3 kremy. Aż w końcu nadszedł i czas na niego. Jest to właściwie emulsja energizująca z filtrem SPF 15 z serii VitaCeric. Ma ona za zadanie zapewnić intensywną pielęgnację energizującą dla skóry zmęczonej, pozbawionej blasku. Silny kompleks multiwitaminowy Multi.Vit Energy pozostawia ją orzeźwioną i odświeżoną.
Jest to typowy produkt na dzień, ponieważ zawiera filtr przeciwsłoneczny. Brak ograniczeń wiekowych. Przeznaczony do pielęgnacji cery mieszanej i tłustej. W gamie mamy dostępne również: serum redukujące pory, witalizujący krem na dzień SPF 15 oraz rewitalizujący krem na noc.

DOSTĘPNOŚĆ / CENA / POJEMNOŚĆ

Produkty dr Ireny Eris stacjonarnie dostaniecie już tylko w Sephorze bądź Douglasie. Z drogerii typu Super-Pharm zostały wycofane, włącznie z kolorówką. A także na stronie producenta oraz w Instytutach. Jednak jeśli chodzi o tą emulsją chyba jej już nigdzie nie dostaniecie. Możliwe, że została wycofana z produkcji. Cena wahała się w granicach 80-90 zł. Pojemność to 50 ml.

OPAKOWANIE / SPOSÓB UŻYCIA / KONSYSTENCJA / ZAPACH

Jest to szklany, ciężki słoiczek. Śmiem twierdzić, iż produkty dr Ireny Eris zaliczane są do luksusowych marek. Wizualnie robią wrażenie, ładnie się prezentują. Wiem, że nie wszystkie z Was lubią ładować palce do słoika. Ja akurat używam specjalnych szpatułek. Zanim je nabyłam, nakładałam krem po prostu patyczkiem do uszu :P Jeśli chodzi o konsystencję - bardzo przyjemna. Bez problemu się rozciera i po minucie całkowicie wchłania. Ma śliczny, delikatny, nie nachalny zapach. Taki energizujący i orzeźwiający.
MOJA OPINIA

Bardzo się ucieszyłam, że dostałam ten produkt, ponieważ wcześniej nie miałam nic od dr Ireny Eris, jeśli chodzi o pielęgnację. Co prawda ja jestem posiadaczką cery suchej, a to jest produkt stricte dla cer mieszanych czy tłustych, ale skoro właściwości matujących nie ma, nie bałam się go wypróbować. Od razu co mnie w nim urzekło to zapach. Ja lubię ładnie pachnące kosmetyki, mam dość wybredny nos. Następnie konsystencja. Taka leciutka, jedwabista. Aż przyjemnie było nią smarować skórę twarzy. Na zdjęciu emulsja ma kolor biały, ale w rzeczywistości jest taki bardzo, bardzo jasny różowy. Aplikowałam ją codziennie rano na oczyszczoną skórę. Tak jak wspominałam, posiada filtry dlatego też jest przeznaczona tylko i wyłącznie na dzień. Jest idealną bazą pod podkład. Szybciutko się wchłania, podkład dobrze się rozprowadza, nie roluje się. Jeśli chodzi o obietnice producenta to coś nie bardzo im poszło :P Nie zauważyłam, żeby jakoś bardzo przywrócił blask mojej cerze. Ot zwykła emulsja, która krzywdy mi nie zrobiła, nie wysuszyła skóry, ale czy dobrego coś zrobiła? No nie. Bardzo długo go używam i nie zanotowałam jakichś spektakularnych efektów. Dobrze się sprawdza pod makijaż, ładnie pachnie i cóż więcej mogę powiedzieć. Za taką cenę oczekujemy czegoś więcej.
Podsumowując, gdybym za niego zapłaciła byłabym mocno rozczarowana. Ale skoro dostałam to jestem w stanie to przeboleć ;) Nie pozostaje mi nic innego jak wykończyć go, choć to jest chyba najbardziej wydajny kosmetyk świata i może kiedyś spróbować innych kosmetyków dr Eris. Nie zrażam się po wypróbowaniu jednego kosmetyku ;)

A Wy używałyście produktów od dr Ireny Eris? 
Znacie serię VitaCeric?

Trzymajcie się ciepło,
Ada.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.