Współpraca z SYNCHROLINE - Terproline Body ujędrniający krem do ciała / Synchrovit C skoncentrowane serum liposomowe

6 lipca 2017 | 21 komentarzy
Cześć Wam!

Mamy początek lipca, czyli u mnie oficjalne rozpoczęcie wakacji. Tak na dobrą sprawę zaczęły się już 26 czerwca, kiedy miałam obronę pracy licencjackiej. Zdana na 4,5 ! Mogę teraz z wolnym umysłem cieszyć się wakacjami ;)

Dzisiaj mam dla Was recenzje dwóch produktów marki General Topics z linii Synchroline. Serdecznie zapraszam Was na ich profil na Facebook'u klik. Są to dermokosmetyki oraz wyroby medyczne, w których zastosowane są innowacyjne formuły i technologie pozwalające uzyskać optymalną skuteczność produktów. Po wymienieniu kilku e-maili z panią Olgą wspólnie wybrałyśmy serum liposomowe z witaminą C z serii Synchrovit C oraz ujędrniający krem do ciała nadający sprężystość z serii Terproline Body. Ciekawych mojej opinii zapraszam dalej.
TERPROLINE BODY Ujędrniający krem do ciała nadający sprężystość

Gama została stworzona w celu poprawy jędrności, elastyczności oraz nawilżenia skóry. Zadaniem kremu było głównie poprawa nawilżenia oraz elastyczności całego ciała - biustu, brzucha, ud oraz pośladków. Zalecany jest przed i po zabiegach z zakresu chirurgii plastycznej. Stosować dwa razy dziennie.

Krem został zamknięty w plastikowej tubce o pojemności 250 ml. Szata typowa dla produktów aptecznych. Spora, miękka tuba. Bez problemu wydobywałam produkt. Po nałożeniu kremu pierwsze co się rzuciło to niestety okropny zapach. Czuć, że to wyrób medyczny. Jak dla mnie jest to taki smrodek jakiegoś syropu. No niezbyt przyjemny. Krem ma leciutką konsystencję, szybko i łatwo rozprowadza się po ciele. Zgodnie z zaleceniami używałam kremu 2 razy dziennie, głównie na nogi, uda i pośladki. Mimo lekkiej konsystencji produkt niestety za szybko się nie wchłaniał. Jeżeli nie chcemy wszystkiego wytrzeć w kołdrę, warto przynajmniej pół godzinki wcześniej nałożyć krem. Wieczorem po nałożeniu czuć warstewkę, natomiast rano możemy cieszyć się gładziutką skórą. Gdy krem w końcu się wchłonie, następnego dnia skóra jest mięciutka, gładka i wyraźnie nawilżona. Takie mam spostrzeżenia, jeśli chodzi o pierwsze użycia. Po regularnym stosowaniu widać wyraźnie ujędrnioną skórę. Uwierzcie mi, nigdy nie byłam tak zadowolona z wyglądu moich pośladków i ud. Nie mam jakiegoś mega problemu z cellulitem, ale skóra mogłaby wyglądać lepiej. Po zastosowaniu Terproline Body rezultaty były naprawdę widoczne. Jakieś nierówności czy zagłębienia zmniejszyły się, a pozostała ujędrniona i gładka skóra.

Składnikami aktywnymi są :

  • heterozydy kwasu azjatykowego i madekasowego, które odpowiadają za odbudowę skóry, przyspieszają regenerację oraz regulują proces produkcji kolagenu i dodatkowo dbają o nawilżenie,
  • acetyloglukozamina, linolan proliny, glikopeptydy fibronektyny są odpowiedzialne za intensywne nawilżenie skóry, poprawę elastyczności oraz jędrności, a także wykazują właściwości przeciwzmarszczkowe. 

Jeśli zmagacie się z nierównościami skóry, polecam Wam ten krem. Efekty są wyraźnie widoczne. Zmieniłabym w nim jedynie zapach, bo ja jednak wolę jak coś pachnie ładnie, a jak nie to, żeby nie pachniało wcale ;)
SYNCHROVIT C skoncentrowane serum liposomowe z witaminą C 10%, sodem i mleczanem cynku

Drugim wybranym przeze mnie produktem jest serum liposomowe z witaminą C. Byłam go bardzo ciekawa, zwłaszcza, że pani Olga uprzedziła mnie, że należy serum zrobić samemu. Nie ma w tym wbrew pozorom nic trudnego. Przyszły do mnie 3 szklane małe buteleczki, zamknięte plastikową zakrętką (na zdjęciu dwie, ponieważ jedna była wtedy już w użyciu). Należało przekręcić zakrętkę do momentu przerwania zabezpieczenia i wtedy wydobywał się proszek z witaminą C, który łączył się z płynem. Potem tylko wstrząsnąć, wymieszać i nałożyć nakrętkę aplikacyjną.
Produkt był stabilny tylko 10-12 dni od momentu przyrządzenia. Tak więc sera starczyły mi na lekko ponad miesiąc stosowania. Tak jak w przypadku kremu, serum miało dość apteczny zapach, ale nie był najgorszy. Do zniesienia ;) Stosowałam je na całą twarz, codziennie wieczorem. Pani Olga poleciła nakładać go partiami, np. najpierw na czoło, wklepać i pozostawić, następnie policzki itd. Służyło to uniknięciu efektu klejenia. Uprzedziła mnie również, że może wystąpić uczucie pieczenia bądź mrowienia, czego przyczyną jest duża zawartość witaminy C. A także delikatne złuszczanie.
U mnie złuszczanie wystąpiło akurat tylko na nosie. Uczucie pieczenia bądź mrowienia nie miało miejsca. Rzeczywiście produkt trochę się kleił, więc sposób nakładania partiami jest jak najbardziej wskazany.
Głównymi zadaniami witaminy C jest rozświetlenie, działanie antyoksydacyjne, ujednolicenie kolorytu. Do tych 3 punktów mogę się ustosunkować. Serum zadziałało jak najbardziej rozświetlająco. Wydobyło z mojej skóry nieco blasku, rozświetliło ją i dało efekt wypoczętej skóry. Nie zawsze się wysypiam, ponieważ bywa, że do 21 pracuję, a lubię też posiedzieć do późna przy laptopie, tak więc serum spowodowało, że nie straszyłam ludzi na ulicach ;) Serum miało również za zadanie spłycić drobne zmarszczki, których jak na razie u mnie brak, tak więc pod tym względem nie mogę się wypowiedzieć. Do składników aktywnych należą:

  • izomeraty sacharydowe i kwas hialuronowy, które mają właściwości nawilżające i wygładzające,
  • acetyloglukozamina, która jest prekursosem kwasu hialuronowego i działa nawilżająco oraz rozświetlająco.

Serum nie tylko rozświetliło skórę, ale również ładnie wyrównało koloryt, a także należycie nawilżyło. Na zmiany słabo i średnio nasilone należało stosować 1 dziennie dla wieku 28-50, natomiast po 50 roku życia 2 razy dziennie. Zalecana kuracja na 60 dni, cztery razy w roku.

Produkty Synchroline znajdziecie on-line w aptekach:

Mają naprawdę szeroką game produktów, na pewno znajdziecie coś dla siebie. Ja póki co mogę Wam polecić jedynie te 2 produkty, które naprawdę dobrze się u mnie sprawdziły. Jeśli coś jeszcze kiedyś przetestuję, chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.
Zostałam również obdarowana masą próbek, w których już zaczynam powoli tonąć, co możecie zobaczyć na moim instagramie klik ;).
Trochę wyszedł post-tasiemiec. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca i, że post był przydatny.
Trzymajcie się ciepło,
A.

SVR Provegol Gel Surgras - żel do mycia twarzy, ciała oraz włosów

21 czerwca 2017 | 16 komentarzy
Witajcie kochani!

Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu marki SVR. W TYM poście mogłyście poczytać o nawilżającym balsamie z serii Hydraliane, a dzisiaj natomiast żel myjący Provegol Gel Surgras. Ciekawych zapraszam dalej.
Gel Surgras to żel myjący do codziennego stosowania. Nadaje się do mycia włosów, ciała oraz twarzy. Jest bezpieczny również jako płyn do higieny intymnej. Producent zapewnia odpowiednie oczyszczanie, chroniąc warstwę hydrolipidową, nie wysusza skóry, zmiękcza ją i koi. Dostępne są w aptekach, w pojemnościach 200 ml, 400 ml oraz 1 litr. Butelka, którą Wam pokazuje ma 400 ml i jest w starej szacie graficznej. Producent wyprzedawał je i udało mi się go dorwać za 17 zł. Macie tutaj link do strony producenta, gdzie możecie zobaczyć jak obecnie wygląda klik. Jeżeli będziecie stosować go tylko do twarzy to z pewnością taka pojemność wystarczy, a nawet mniejsza. Natomiast jeśli chcecie stosować do mycia ciała i włosów, polecam litrowe.
Opakowanie wyposażone jest w pompkę, która działa bez zarzutu. Wydobywa odpowiednią ilość produktu. Jedna pompka starczy na dokładne oczyszczenie twarzy i szyi.
Jest to żel dla skóry wrażliwej, normalnej i suchej. Ja go używałam głównie do mycia twarzy wieczorem oraz rano. Przy tak dużej pojemności starczył mi na kilka miesięcy. Żel ma delikatny, nie drażniący zapach. Nie za mocno się pieni, ale to akurat plus. Poniżej macie skład:

Aqua, Glycerin, Sodium Methyl Cocoyl Taurate, Disodium LaurethSulfosuccinate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Serenoaserrulata Fruit Extract, Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract, xylitylglucoside, Xylitol, Anhydroxylitol, Lactic Acid, Sodium Hudroxide, p-Ansic Acid, Polyquaternium-7, Coco-Glucoside, Coco-Betaine, Butylene Glycol, Sodium Benzoate, Phenoxyethanol, Methylisothiazlinone, Parfum.

Wiem, że wiele z Was nie zachwyci, jednak mimo wszystko, ja nazywam ten żel takim bezpiecznym produktem, ponieważ jestem prawie pewna, że nikogo nie uczuli i nie wysypie po nim. Świetnie się sprawdza do oczyszczania twarzy, skóra nie jest po nim ściągnięta, a wręcz miękka w dotyku. Czuję, że jest nawilżona, na czym mi najbardziej zależy. Używam go od kilku miesięcy i nie zauważyłam, aby wyskoczyły mi jakieś wypryski.
Gdybym nie lubiła zmieniać kosmetyków, to pewnie bym do niego wróciła. Ale mam jeszcze dwa produkty w zapasach do mycia, więc na razie się wstrzymam z zakupem. Aczkolwiek promocje w Super-Pharm kuszą ;)

Jeśli zastanawiacie się nad nim, mogę Wam go szczerze polecić. Generalnie markę SVR. Jest to kolejny produkt, który mam i jestem zadowolona. Obecnie używam kulki Spirial i chyba zaczyna mocno prześcigać Vichy ;)

Dajcie znać czy miałyście styczność z marką i co myślicie o żelu?
A może Wy mi polecicie jakiś fajny żel, Wasz ulubiony?

Całuję,
Ada.

Clinique Moisture Surge krem do twarzy / all about eyes serum pod oczy / moisture surge face spray mgiełka nawilżająca

8 czerwca 2017 | 24 komentarze
Cześć Wam!

Wiem, wiem. Ostatnio mało mnie tutaj, ale kończę studia licencjackie, z czym wiąże się sporo rzeczy do ogarnięcia i dlatego też nie na wszystko mam czas. Wraz z końcem czerwca jak dobrze pójdzie domknę wszystkie sprawy i posty będą pojawiać się na bieżąco.

Dzisiaj mam dla Was recenzje produktów marki Clinique. Główną "atrakcją" jest nawilżający krem Moisture Surge, ale przy okazji postanowiłam Wam wspomnieć o dwóch innych produktach, które dane mi było przetestować. Ciekawych zapraszam dalej ;)

Moisture Surge Face Spray / 30 ml

Jest to miniaturka. Pełnowymiarowa buteleczka ma 125 ml i kosztuje na stronie producenta 139 zł. Dla mnie osobiście takie rzeczy są zbędne. Nie kupiłabym raczej takiej mgiełki za tyle pieniędzy, bo jak dla mnie ma ona takie samo działanie jak woda termalna czy chociażby tonik w spreju. Niemniej jednak mini wersja jest poręczna, nie zajmuje dużo miejsca w torebce i fajnie jest się nią spryskać w ciągu dnia. Zwłaszcza w upalne dni. Zdarzy się, że jakaś sucha skórka wyjdzie na wierzch, a ta mgiełka świetnie to niweluje. Skóra jest odświeżona i nawilżona. Nie pozostawia nieprzyjemnej, tłuste warstwy. Po minucie całkowicie się wchłania. Gdy odkręciłam buteleczkę, aby powąchać produkt poczułam dziwną woń, lekko alkoholową, ale w trakcie pryskania w ogóle tego nie czuć. Mgiełka jest ważna 24 miesiące po otwarciu.
All about eyes serum de-puffing eye massage serum pod oczy przeciw obrzękom i cieniom

To serum zaciekawiło mnie najbardziej, gdy dostałam te 3 produkty. Wiem, że wiele z Was lubi krem pod oczy linii All about eyes, tym bardziej byłam ciekawa jak sprawdzi się to serum. Na stronie producenta go nie widzę. Podobnie z Sephorą. Na iPerfumy.pl kosztuje 119 zł. W tej smukłej buteleczce, wykonanej z grubego plastiku, mamy 15 ml produktu. Ważny 6 miesięcy od otwarcia. Nie wiem czy jest możliwe wykończenie go w takim czasie z tego względu, iż jest on bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość, aby pokryć obszar pod oczami. Serum ma delikatny zapach, podobnie jak przy mgiełce czy kremie. Niemalże niewyczuwalny. Uważam, że serum pod oczy w postaci roll-onu to świetne rozwiązanie dla opuchniętych oczu. Zimna kuleczka je niweluje i zmniejsza obrzęki. Konsystencja jest żelowa. Generalnie serum jest fajne, ale nie ma wielkiego WOW, którego oczekiwałam. W przyzwoity sposób nawilża, szybko się wchłania i nie kłóci się z korektorem pod oczy. Dużych cieni pod oczami nie mam, więc ciężko mi stwierdzić czy je rozjaśnia. Najbardziej lubię używać go rano. Świetnie pobudza. Uczucie chłodu jakie daje, jest idealne na ciężkie poranki po zarwanej nocy. Tak jak wspominałam serum jest bardzo wydajne. Używam go od ponad 3 miesięcy (o produktach wspominałam w TYM poście) i naprawdę produktu niewiele ubyło ;)
Moisture Surge extended thirst relief żelowy krem nawilżający

Najlepsze zawsze na koniec. Same dobre opinie krążą o nim na Internecie, a i u mnie dobrze się sprawdził, Ale po kolei. Mój słoiczek ma 75 ml (109 zł). Dostępne są jeszcze 30 ml (69 zł) oraz 50 ml (109 zł). I widziałam na iPerfumy, że można zamówić 15 ml za 39 zł. Obecnie jest niedostępny, ale warto polować, jeżeli nie chcecie od razu wydawać 100 zł na krem, nie wiedząc czy się sprawdzi.
Żel-krem jak sama nazwa wskazuje ma żelową konsystencję. Wchłania się błyskawicznie, dzięki czemu idealnie sprawdza się pod makijaż. Był czas, że używałam go 2 razy dziennie. Wieczorem na oczyszczoną skórę oraz rano pod makijaż. Niestety krem Soraya, o którym wspominałam w TYM poście - Aquacell Nawilżenie i Dotlenienie, którego używałam właśnie na noc, kompletnie się nie sprawdził. Wydawało się, że fajnie nawilżał, ale niestety powodował wysyp wyprysków, zwłaszcza w okolicy żuchwy. Dlatego był moment, że nie miałam co nakładać na noc na skórę twarzy, więc lądował na nią Clinique Moisture Surge.
Świetnie się sprawdził, po tym jak pojawiły się bolące krostki. Zniwelował je, uspokoił moją skórę i ukoił. Pod tym względem najbardziej mnie zaskoczył i wywarł na mnie wrażenie. Używam go od ponad 3 miesięcy i została 1/3 kremu. Także myślę, że w takim przypadku cena nie wypada aż tak źle.

Z całej trójki najbardziej do gustu przypadł mi krem, co nie oznacza, że dwa pozostałe produkty są złe. Tak jak pisałam, mgiełka za takie pieniądze to dla mnie zbędna rzecz. A serum nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia, abym sięgnęła po niego ponownie.

Dajcie znać czy znacie produkty i jak sprawdziły się u Was.
Buziaki,
A!

Givenchy Noir Couture Waterproof Mascara 4 en 1 / wodoodporny tusz do rzęs

23 maja 2017 | 20 komentarzy
Hej, hej!

Trochę mnie tu nie było, ale licencjat i końcowe egzaminy zbliżają się wielkimi krokami. Cieszę się, że to już koniec. Chciałabym, żeby było już po obronie ;)

Dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnego tuszu Givenchy. Już kiedyś mogłyście poczytać o Phenomen'eyes z dość niezwykłą szczoteczką, dzisiaj natomiast będzie nieco bardziej standardowa ;)

Jak widać produkt otrzymujemy w białym kartoniku. Wygląda ładnie, dość elegancko i ekskluzywnie. Pojemność 8 g. Dostaniecie go w Sephorze za 155 zł. Kolor to 1 Black Velvet, ważny 6 miesięcy od otwarcia.
Ucieszyłam się, gdy go dostałam, bo byłam właśnie ciekawa tej wersji. W Phenomen'eyes mieliśmy jedną kuleczkę jako szczoteczkę, a w Noir Couture mamy.. 3 kuleczki ;) Szczotka jest z włosia, za którymi ja nie przepadam, ponieważ przejechałam się kiedyś na jednej, która nie robiła na rzęsach kompletnie nic. W tym przypadku nic takiego nie ma miejsca. Maskara daje mocny, czarny kolor, świetnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Jak to producent nazwał, posiada 4 cechy, którym należy ulec ;) Nadaje objętości, wydłuża i podkręca, a także zawiera kompleks Lash Booster Expert i wyciąg z bawełny, który odbudowuje, wzmacnia, odżywia i chroni rzęsy. Tak jak wspominałam tusz rozdziela i je wydłuża. Z podkręceniem średnio, ale myślę, że jest to raczej wina moich rzęs, które po prostu opadają, więc ja się ratuję zalotką ;) W takie rzeczy jak odżywienie czy wzmocnienie w tuszach nie za bardzo wierzę. Najważniejsze, że rzęsy nie słabną przez niego. Raczej są bardziej elastyczne i takie jakby... miękkie;) wiecie o co chodzi. Tusz bez problemu się aplikuje, nie skleja rzęs, co mnie w niektórych tuszach strasznie denerwuje.

Co istotne dla mnie, nie osypuje się w ciągu dnia. Myślę, że to za sprawą formuły wodoodpornej. Jest to dla mnie istotne z tego względu, iż bywają dni, że wychodzę z domu rano, a wracam wieczorem i nie zawsze mam czas zerkać do lusterka. Z tym tuszem nie muszę o to martwić.

Niestety są trochę problemy z jego zmyciem. Jest mocno wodoodporny i zwykły micel sobie z nim nie poradzi. Proponuję w tym przypadku sięgnąć po dwufazówkę. Garnier wersja z olejkiem z pewnością sobie z nim poradzi.
Nie wszystkim szczoteczka będzie odpowiadać. Nie wszystkie z nas lubią takie udziwnienia. Ja jestem raczej zwolenniczką zwykłych i silikonowych szczoteczek, ale raz na jakiś czas lubię po takie bajerki sięgnąć ;) Poniżej możecie zobaczyć efekt na rzęsach.

Dajcie znać co o nim myślicie. Miałyście z nim styczność ? A może polecacie jakiś inny tusz?
Całuję,
A.

6 produktów /must have/

9 maja 2017 | 31 komentarzy
Hej, hej!

Zapewne każda z nas ma takie swoje ulubione produkty, które zawsze znajdują się na półce w naszej łazience, w torebce czy kosmetyczce. Produkty, które są sprawdzone i kupujemy je znowu i znowu. Dzisiaj przedstawię Wam 6 drogeryjnych produktów (jeden właściwie apteczny), które zachwyciły mnie swoim działaniem czy efektem i bez których, nie koniecznie nie wyobrażam sobie życia, ale dobrze je mieć pod ręką ;) Ciekawych zapraszam dalej.

1. Płynne pomadki Wibo Million Dollar Lips

Już nie raz wspominałam o nich na blogu. Uważam, że to są jedne z najlepszych matowych pomadek drogeryjnych. Mają gamę przepięknych kolorów, są trwałe i łatwe w aplikacji. Nie wysuszają aż tak ust, ale te które dbają o nie regularnie nie muszą się martwić. I w dodatku są w bardzo korzystnej cenie! Posiadam już teraz 4 kolory. Numer 3, który planowałam kupić dostałam od kuzynki ;) (dzięki Klaucia!). Najczęściej ląduje na moich ustach nr 1, ponieważ uwielbiam takie zgaszone róże. Ale o reszcie odcieni również pamiętam ;)

2. Róż do policzków Max Factor Creme Puff Blush, w odcieniu 05 Lovely Pink

O różu również Wam kiedyś wspominałam w jakichś ulubieńcach. Uwielbiam ten róż, co z resztą widać na załączonym obrazku ;) Produkt niemal sięga dna. Jest to wypiekany róż, który zawiera przepiękne delikatne drobinki. Daje świetny efekt na buzi. Nie ma opcji, żeby zrobić sobie nim krzywdę. Jest to jednak nieco większy wydatek, bo róż w cenie regularnej kosztuje ok. 52 zł. Ale od czego są promocje ;) Kupiłam go w zeszłym roku w maju na rossmannowskich promocjach i wzięłam go tak naprawdę na wypróbowanie, z ciekawości. I nie żałuję ;)

wiosenne nowości

3. Marion, olejki orientalne do włosów, regeneracja włosów, jojoba, słonecznik

Dostałam go ponad rok temu od koleżanki, ale dopiero od niedawna go stosuję. Zauważyłam, że zbliża się jego termin ważności, więc postanowiłam go wykończyć. Nie sądziłam, że aż tak mnie zaskoczy. Nakładam go na wilgotne końcówki tuż przed suszeniem, bądź suche przed prostowaniem. Olejek świetnie je nawilża i dzięki niemu nie rozdwajają się. Całkiem ładnie pachnie. Nie wyobrażam sobie, aby nie nakładać nic na końcówki. Suchym strąkom mówimy NIE! Ten olejek trzyma w ryzach moje włosy i dzięki niemu końcówki wyglądają zdrowo i olśniewająco.
Są dostępne jeszcze 3 inne rodzaje: nawilżenie - migdały, dzika róża; odżywienie - macadamia, ylang-ylang; wzmocnienie - kokos, tamanu. Właśnie widzę na stronie Natury, że są w promocji za 5 zł. Taki taniutki produkt i tak dobrze się spisuje. To lubię ;)

4. Krem do rąk z olejkiem kokosywm Palmer's Coconut Oil

Generalnie fanką kokosa nie jestem. Nie lubię (chyba, że Rafaello ;)) i za zapachem też nie przepadam. Ale ten krem totalnie mnie urzekł! Piękny, słodziutki zapach kokosa. Taki naturalny, nie chemiczny. Nie odrzuca mnie jak np. olej kokosowy Paese. Oprócz oleju kokosowego ma również w składzie olej monoi z płatków kwiatów gardenii tahitańskiej. Krem głęboko nawilża i zapobiega podrażnieniom. Więcej o nim dowiecie się w oddzielnej recenzji. Ale nie wyobrażam sobie, żeby mogło go zabraknąć w mojej torebce;) Uwielbiam go!

5. Lakiery do paznokci Life Nail Lacquer

Life jest marką własną Super-Pharm. Lakiery widziałyście już nie raz w moich nowościach. Jakoś nigdy nie pokazywałam Wam jak wyglądają na paznokciach, ponieważ moje są krótkie i ciągle się łamią. Hybryd póki co nie robię, więc muszę zadowolić się zwykłymi lakierami. I te z Life mi odpowiadają. Są tanie jak barszcz i mają przeogromny wybór kolorów. Z trwałością różnie bywa, ale ja się wspomagam wysuszaczem Insta-Dri Sally Hansen, więc nie jest najgorzej.

6. Wysuszacz Insta-Dri Sally Hansen

Pojawił się w ulubieńcach roku. Nie wyobrażam sobie malowania paznokci bez niego. Tak naprawdę póki go nie kupiłam, na jakiś czas zrezygnowałam z malowania paznokci, bo miałam dosyć odprysków po 1 dniu i odciśniętej kołdry po nocy ;) Dzięki Insta-Dri moje podejście do malowania paznokci się zmieniło. Nie dość, że wysusza paznokcie i są gładziutkie niczym jak hybryda, to jeszcze przedłuża ich trwałość.

Dajcie znać czy znacie te produkty i jak sprawdzają się u Was ;)
Buziaki,
A.

nowości kwietnia | -55% w Rossmannie

3 maja 2017 | 24 komentarze
Cześć Wam!

Kolejny miesiąc za nami. Ja nie wiem gdzie ten czas ucieka ;) Dzisiaj mam dla Was nowości, które pojawiły się u mnie w tym miesiącu. Mam nadzieję, że odpoczywacie w ten wolny czas i że znajdziecie chwilę na przeczytanie postu. Zapraszam!
Z lakierów doszły kolejne dwa. Tym razem pastelowe - piękny żółciutki i taki baby blue. Lakiery są firmy Life, firmy własnej Super-Pharm. Lubię je, są tanie i nie najgorzej się trzymają. A poza tym nakładam jeszcze Insta-Dri, który przedłuża ich trwałość.

Jakoś w połowie kwietnia było -50% na kolorówkę w Super-Pharm i właśnie wtedy kupiłam puder sypki Lirene City Matt, który polecałam Wam w poście o tym co warto kupić w Rossmannie, a także bazę rozświetlającą Be Glam również firmy Lirene. Mam do niej mieszane uczucia, ale o tym niebawem.

co kupić na promocji w Rossmannie -49%

Physiogel Hypoallergenic krem do twarzy do skóry suchej, wrażliwej, skłonnej do zaczerwienień. Gratis, który otrzymałam. Mini produkt o pojemności 5 ml. Nigdy wcześniej go nie miałam, więc z chęcią wypróbuję.

Gąbeczki Blend it! zamówiłam na początku miesiąca. Była promocja za dwie gąbeczki małą i dużą zapłaciłam 29, 99 zł. Już dawno chciałam je wypróbować. Mam oryginalnego BB, więc mam porównanie. Niebawem pojawi się na blogu ;) Mogę tylko powiedzieć, że jestem zadowolona.

Maszynkę Hydro Silk Wilkinson otrzymałam do testów, dzięki stronie wizaz.pl Jestem jej bardzo ciekawa. Mam bardzo wrażliwą skórę, więc mam dość spore wymagania ;)

 Już chyba z 2 miesiące temu robiłam zamówienie na aliexpress i zamówiłam wtedy etui na telefon, o których wspominałam w nowościach lutego i pomadkę Colourpop w kolorze Donut. Już straciłam nadzieję, że kiedykolwiek dojdzie, a tydzień temu spotkała mnie niespodzianka w skrzynce. Niestety kolor nie jest taki jaki oczekiwałam, ale o tym dowiecie się w oddzielnym poście. Kolejna pomadka to płynna matowa pomadka firmy Wibo z serii Million Dollar Lips, o których Wam już nie raz wspominałam. Na promocji w Rossmannie wzięłam numer 1, ponieważ moja poprzednia sięgnęła dna. Kolor uwielbiam, jest idealny na co dzień jak i na wyjścia. Kolejnym produktem jest nawilżająca płynna pomadka marki Revlon Colorstay Moisture Stain.
Na promocji w Rossmannie wzięłam również konturówkę do ust Lovely Perfect Line o numerze 1. Już ją mam, ale jest już taka malutka, że niebawem się skończy. Na pewno ją znacie. W poście co warto kupić w Rossmannie wspominałam o konturówce z Bourjois. Mam ją w odcieniu 04. Więcej o niej dowiecie się w oddzielnym poście. Ale jest świetna! Mam ochotę na resztę kolorów.

Kolejne produkty pochodzą również z promocji w Rossmannie oprócz korektora Collection Lasting Perfection. Poprosiłam o niego koleżankę, która była w Anglii. Reszta produktów to mój ulubiony tusz do rzęs Curling Pump Up Mascara firmy Lovely, czarny eyelinery Wibo oraz nowość u mnie żel do brwi Eyebrow Stylist również od marki Wibo.

Ostatnie już produkty. Wszystkie kupione w Rossmannie na promocji. I są to absolutne nowości u mnie, nie miałam z nimi wcześniej styczności. Holy Chic Lipstick Palette Wibo - paletka do ust, The Nudes Maybelline - paletka cieni do oczu, Into the Sun Body & Face bronzer Wibo - bronzer do ciała i twarzy oraz Ecstasy Blusher Wibo - róż do policzków o numerze 02. Wszystkich produktów jestem bardzo ciekawa. Trzech z nich już używałam i na razie mam różne opinie. Z czasem się dowiecie jak się u mnie sprawdziły.

Dajcie znać co wy upolowałyście. Znacie coś z moich produktów? Polecacie?

Buziaki,
A.


SZABLON BY: PANNA VEJJS.