TRICO botanica | Oczyszczanie i Relaks | szampon, krem, lotion

16 lipca 2019 | 19 komentarzy
Hej ! Znowu mnie trochę nie było. Na początku lipca miałam tydzień urlopu, bo byłam na Openerze, na którym było absolutnie fantastycznie i każdemu polecam pojechać chociaż raz ;) Później już wróciłam normalnie do pracy, ale miałam tyle obowiązków, że nie miałam czasu usiąść do kompa, ani zajrzeć na Wasze blogi czy być aktywną na IG. Na szczęście niedziele bez handlu mnie ratują, więc trochę odpoczęłam, pooglądałam seriale na Netflixie i zebrałam się, aby w końcu stworzyć ten wpis. 

Będzie to recenzja produktów do włosów, które otrzymałam od firmy TRICObotanica. I są to głęboko oczyszczający krem do skóry głowy, szampon oraz lotion z linii Oczyszczanie i Relaks
Linia Oczyszczanie i Relaks jest to linia głęboko oczyszczających produktów do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Nie zawierają parabenów, barwników, SLS i petrolatum. 

Na początek weźmy krem do skóry głowy. Nakładam go na wilgotną skórę głowy, tak jak zaleca producent, wmasowuję i spłukuję. Następnie nakładam szampon. 
Moja skóra głowy uwielbiam tego typu produkty, ponieważ należy do wrażliwych i suchych. Krem jest bardzo wodnisty, buteleczka ma podłużną końcówkę, dzięki której w łatwy sposób krem można zaaplikować na skórę nie rozlewając wszystkiego. Kiedy produkt rozlewa się po skórze jest to naprawdę przyjemne uczucie, krem łagodzi skórę i przygotowuje do dalszych etapów pielęgnacji. Po regularnym stosowaniu widzę poprawę. Skóra jest nawilżona, mniej wrażliwa. Cena: 39, 99 zł.

Po wypłukaniu kremu myję włosy i skórę głowy szamponem z tej samej serii. Szampon jest gęsty, taki trochę jak galaretka bym powiedziała ;) Trzeba ścisnąć butelkę podczas wydobycia, bo sam na pewno nie wypłynie ;) Ma przyjemny, delikatny zapach. Niestety plącze mi włosy, ponieważ bardzo słabo się pieni. Zapewne to przez brak sls-ów, co jest dobre, bo tak jak wspominałam moja skóra głowy nie za bardzo je toleruje. Mam trochę problem podczas mycia, zużywam przez to więcej szamponu, aby porządnie je umyć. Nakładam zaraz po odżywkę rozplątującą i wtedy bez problemu je rozczesuję.
Skóra po umyciu mnie nie swędzi - duży plus za to - włosy wyglądają naprawdę ładnie, nie są obciążone, za to odbite u nasady. 
Szampon ma w składzie:

  • ekstraktu z nagietka lekarskiego - działa przeciwzapalnie, nawilżająco oraz łagodząco ← tak jak wspominałam wcześniej, skóra jest mniej wrażliwa i nawilżona;
  • olejek z mięty pieprzowej - odświeża oraz łagodzi,
  • ekstrakt z rumianku pospolitego - działa przeciwalergicznie, przeciwbakteryjnie, łagodzi podrażnienia i suchość skóry ← zdecydowanie mogę się z tym zgodzić. Kondycja mojej skóry jak najbardziej się poprawiła.

Z reguły myję włosy co drugi dzień, jak były jeszcze długie to nawet co trzeci, ale odkąd je dość mocno skróciłam myję je częściej. Po tym szamponie moje włosy długo są świeże, lśniące i skóra głowy również zadowolona ;P
Cena: 38, 99 zł 
Końcowym etapem jest użycie lotionu Oczyszczanie i Relaks. Ten produkt z kolei aplikujemy na wilgotną skórę głowy, ale już nie spłukujemy. Ma wodnistą konsystencję, nie tłustą. Trochę się bałam, że obciąży włosy, ale nic takiego nie miało miejsca:) Produkt jest idealnym zwieńczeniem całej pielęgnacji. Łagodzi wszelkie podrażnienia. Szklana, ciemna buteleczka posiada pipetę, dzięki której w łatwy sposób możemy zaaplikować lotion na skórę głowy. Po wysuszeniu włosy nigdzie nie są posklejane ani tłuste. Wyglądają świeżo i ładnie. Skóra głowy jest jeszcze bardziej nawilżona, złagodzona i oczyszczona. Cena: 64, 99 zł/100 ml.

Jeśli zmagacie się z suchością skóry, sięgnijcie po te produkty. Naprawdę są warte wypróbowania ;) Mają niezłe składy i dają super efekty. 

Znacie te produkty? Chętnie poznam Waszą opinię na ich temat :)


Buziaki,
Ada.

moja aktualna pielęgnacja twarzy | pielęgnacja naturalna | Vianek ● EO Laboratorie ● Botanic SkinFood ● Pixi Cosmetics ● Nacomi ● Bielenda

28 czerwca 2019 | 25 komentarzy
Hej !

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć trochę o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy. Moja cera się dość mocno buntuje, dlatego staram się przerzucić powoli na w pełni naturalne produkty, które poznacie w tym wpisie.

PIELĘGNACJA WIECZORNA

PŁYN MICELARNY Z BIOAKTYWNĄ WODĄ CYTRUSOWĄ ● BIELENDA FRESH JUICE ● NAWILŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY ● EO LABORATORIE
Oczyszczanie twarzy rozpoczynam od zmycia makijażu płynem micelarnym. Nie wyobrażam sobie, żeby go zabrakło w mojej łazience. Obecnie jest to płyn z Bielendy z stosunkowo nowej serii Fresh Juice. Bardzo lubię produkty tej marki, miałam wcześniej płyn z innej linii i nie zawiódł mnie. I tak samo jest z tym ;) Bardzo dobrze rozpuszcza tusz i kreskę oraz podkład. Ma delikatny, pomarańczowy zapach. Pozostawia skórę nawilżoną, którą i tak później myję jeszcze żelem, ale nie lubię uczucia ściągnięcia nawet jeśli jest chwilowe ;) 
Następnie myję twarz produktem w połączeniu z wodą i jest to nawilżający żel do mycia twarzy z firmy EO Lab (już sama nie wiem czy to ECO Lab czy EO Lab ;p) Moją cerę ostatnio wszystko zapycha, więc postanowiłam wypróbować kosmetyki z naturalnymi składami. Żel jest przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Podstawą jest olej ze słodkich migdałów, który nawadnia, odżywia, zmiękcza, nawilża oraz uelastycznia skórę, oprócz tego zawiera kwas hialuronowy, organiczny ekstrakt z oczaru wirginijskiego oraz ekstrakt z wrzosu. Produkt ma dość płynną konsystencję, bardzo ładnie pachnie i świetnie oczyszcza skórę. Czuję, że po nim jest ona rzeczywiście nawilżona, miękka i oczyszczona. Używam go rano i wieczorem. Do tego jest tani jak barszcz, bo kosztuje tylko 15, 99 zł. Dostaniecie go w drogerii internetowej Pigment :)

● GLOW TONIC ● PIXI ● ŁAGODZĄCY TONIK-MGIEŁKA ● VIANEK ●MALINOWY PEELING ● BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY PEELING ● EO LABORATORIE
Kolejnym krokiem mojej pielęgnacji jest tonizowanie skóry. Moim hitem jest Glow Tonic od Pixi, który niestety sięgnął dna i myślę, że zdecyduję się na kolejne opakowanie, ale większe. To jest naprawdę świetny produkt! Ma działanie złuszczające, ujędrniające oraz wyrównuje teksturę skóry. Nie ma w składzie alkoholu. Dzięki niemu moja skóra była w dobrej kondycji. Była gładka, bez niedoskonałości. Tonik wyrównał koloryt skóry, jakieś przebarwienia po krostkach zniknęły. Skóra dobrze zareagowała, nie było żadnych podrażnień czy zaczerwienień. Była tak ładnie rozświetlona ;) Mini wersja kosztuje 55 zł i ma 100 ml, a 250 ml 99 zł. Dostaniecie go w Sephorze :) Używałam go tylko wieczorem. Z kolei rano w ruch szedł łagodzący tonik z Vianka. Jest on z atomizerem, a ja właśnie takie formy lubię najbardziej. Świetnie łagodzi skórę, odświeża, koi i uspokaja ją. Opowiadałam Wam już o nim w ulubieńcach -> klik. Jest dostępny w drogeriach, ale ja swój egzemplarz upolowałam w gazecie Zwierciadło.
Dwa-trzy razy w tygodniu robię peeling. Wcześniej używałam enzymatycznych i nie ukrywam, że taka forma odpowiada mi najbardziej. Teraz mam dwa z drobinkami ścierającymi i są to nawilżający do skóry suchej i wrażliwej z EO Lab oraz malinowy peeling z BOTANIC SkinFood z eukaliptusem do cery normalnej i mieszanej. Ten pierwszy sprawdza się naprawdę fajnie. Mimo, że ma drobinki (są to zmielone pestki moreli, otręby ryżowe) nie podrażnia mojej skóry i pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Ma ponad 99% składników pochodzenia roślinnego (organiczny olej ze słodkich migdałów, masło shea, masło kakaowe, ekstrakt z oczaru wirginijskiego i z wrzosu). Jego największy minus to zapach, a raczej smrodek. Na tyle mi to przeszkadza, że wstrzymuję oddech, gdy go używam :P Ale działanie ma naprawdę dobre, więc oczywiście go zużyję, ale podejrzewam, że więcej się na niego nie zdecyduję :/ 
Z kolei peeling z BOTANIC SkinFood używam od niedawna, także za wiele Wam nie powiem, ale na pewno pojawi się opinia o nim na blogu. Wspominałam Wam o produktach tej marki na IG -> klik. Są to naturalne kosmetyki bogate w składniki superfood, nie zawierają sztucznych wypełniaczy i barwników, mają za to wyciągi roślinne ;)

BOTANIC SKINFOOD ● NAWILŻAJĄCY KREM Z MANGO ● VIANEK ● ODŻYWCZY KREM NA DZIEŃ ● ARGANOWY KREM POD OCZY ● NACOMI
Na sam koniec ląduje na twarzy krem albo serum. Z kremów zdecydowałam się jakiś czas temu na odżywczy na dzień z Vianka, który jest dość treściwy jak na produkt na dzień, ale dla mojej suchej skóry jest idealny. Nadaje się jak najbardziej pod makijaż. Zawiera ekstrakt z korzenia cykorii, olej z pestek moreli oraz lecytynę. Krem działa ochronnie, antyoksydacyjnie oraz łagodząco. Ma ładny, nienachalny zapach. Zawsze obawiałam się kupować te w pełni naturalne produkty ze względu na zapach, ale póki co na razie tylko w peelingu mi nie odpowiadał.
Super, że ma pompkę. Mam długie paznokcie, więc wydobywanie produktu ze słoiczka jest nieco uciążliwe dla mnie. Pompka działa bez zarzutu, wydobywa taką ilość jaką chcemy. Cena kremu to nieco ponad 20 zł. Nie dość, że są to polskie produkty, z naturalnymi składami to do tego są tanie :)
Jeśli chodzi o krem z mango jest to nawilżający krem do każdego rodzaju cery. Mieści się w szklanym, ciemnym słoiczku. Jego konsystencja jest dość treściwa, ale taka jakby jedwabista. Dobrze się rozprowadza, ale trzeba dać mu chwilę, aby się wchłonął. Nie będę Wam za dużo opowiadać o nim, bo chcę stworzyć dla Was wpis o produktach tej marki, a poza tym używam go zbyt krótko, aby wydać w pełni rzetelną opinię.
Pod oczy ląduje arganowy krem pod oczy firmy Nacomi. Jest bardzo treściwy i na noc jest idealny. Świetnie nawilża skórę i odżywia. Pod makijaż jednak nie za bardzo się nadaje moim zdaniem. Jest za tłusty. Korektor niezbyt ładnie wtedy wygląda i zbiera się w załamaniach. Ale za to wieczorem nakładam go więcej, więc nie martwię się, że korektor czy puder wysuszą mi tę okolicę. Z reguły nakładam dwie cienkie warstwy. Kupiłam w drogerii Hebe na jakiejś promocji za ok. 18 zł, jeśli dobrze pamiętam. 

AKTYWNE SERUM KORYGUJĄCE SUPER POWER MEZO SERUM ● BIELENDA
Wprowadziłam do mojej pielęgnacji serum korygujące z Bielendy ze względu na niedoskonałości. Jak wiecie jestem ogromną fanką Green Tea Bielendy, ale postanowiłam spróbować to, ponieważ dużo dobrych opinii słyszałam. Stosuję albo codziennie na noc, albo tak co 2-3 dzień. Póki co mam mieszane uczucia. Green Tea miało szybsze działanie i już po 2 tygodniach widziałam różnicę, a tutaj znacznie wolniej to idzie, ale będę cierpliwa. Zobaczymy za 2 miesiące jak wpłynie na stan mojej skóry. Serum jest wodniste, szybciutko się wchłania, ma bardzo delikatny zapach. Ja swoją buteleczkę zamawiałam przez Internet, na ezebra.pl bodajże ;) 



Baaardzo jestem ciekawa jakich Wy kosmetyków używacie do pielęgnacji twarzy. Dajcie koniecznie znać :)

Buziaki,
Ada.

dr Irena Eris | SPA Resort Tahiti | urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający | moja opinia

17 czerwca 2019 | 18 komentarzy
Hejka hej!

Wiem, że wiele z Was nie lubi się balsamować, ale dzisiaj mam dla Was coś dzięki czemu polubicie to robić ;) 
Ten produkt długo przeleżał w zapasach, aż w końcu go wyciągnęłam, kiedy zabrałam się za porządne zużywanie produktów. Jednak nie był to dobry pomysł, ponieważ kosmetyk sprawdzi się idealnie właśnie na wiosnę/lato. Ale o tym za chwilę ;) Ciekawych zapraszam do dalszej części wpisu.
Urzekający ciało i zmysły balsam rozświetlający marki dr Irena Eris dostałam od mamy mojego chłopaka już jakiś czas temu. Wrzuciłam go do zapasów, bo miałam coś tam już otwarte i wyciągnęłam jakoś zimą. Opakowanie jest spore, ma ładną, wiosenno-letnią szatę graficzną. Pojemność to 200 ml. Balsam ma formułę nawilżającą, bogatą w kwas hialuronowy i ekstrakt z Orchidei, a także składniki z perły Tahitańskiej i masło shea, które odżywiają skórę i wygładzają. 
Ma przepiękny zapach i cudownie mieniące się w słońcu drobinki. Dlatego też żałuję, że nie wyciągnęłam go teraz, bo na opalonej skórze wyglądałby bosko. Zgodzę się z producentem, że balsam nawilża i odżywia skórę. Po nim była rzeczywiście miękka, taka jakby bardziej jędrna i gładka. Ma lekką konsystencję, jakby śmietanka ;) Bardzo dobrze się rozprowadza i szybciutko wchłania. Jest lekki, więc jak preferujecie mocne nawilżenie, może nie spełnić Waszych oczekiwań. Co nie zmienia faktu, że zapewnia nawilżenie i myślę, że ta jego lekka konsystencja jest idealna na tę porę roku. 
Na stronie dr Ireny Eris kosztuje 95 zł, ale w Douglasie jest na niego obecnie promocja i kosztuje 59 zł. Sama się zastanawiam czy go kupić właśnie na teraz, ponieważ moje opakowanie dobiło dna, co mogłyście zobaczyć w ZUŻYCIACH ;)



Balsamujecie się regularnie? Co fajnego używacie do ciała? :)

Buziaki,
Ada.

nowości kwietnia/maja | Meet Beauty | L'Oreal Elseve | Bath and Body Works | Bielenda | Rossmann | Botanic SkinFood

2 czerwca 2019 | 29 komentarzy
Hej !

Dobrze, że w maju postanowiłam zaoszczędzić i nie kupować zbyt wiele. Dzięki temu mogę Wam pokazać w jednym wpisie nowości z dwóch miesięcy tak, aby nie powstał z tego tasiemiec. Tak myślę. Zaczęłam pisać zanim zebrałam wszystko w jedno miejsce, także okaże się na koniec ile tego tak naprawdę było :D Zbierałam się cały miesiąc, żeby pokazać Wam co pojawiło się u mnie w kwietniu, ale że czas zapierdziela jak szalony to nie zdążyłam, bo nagle się budzę a tu czerwiec.

Najpierw pokażę Wam co ja kupiłam.
W zużyciach pokazywałam Wam szampon pielęgnacyjny Magiczna Moc Glinki z L’Oreal i zastapił go kolejny z tej marki. Tym razem Cement-Ceramid odbudowujący. Moja skóra głowy dobrze na nie nie reaguje, dlatego raz na jakiś czas myję jakimś łagodniejszym, ale włosy za to lepiej wyglądają. Nie przetłuszczają się i są odbite u nasady. 

Gdy zobaczyłam nową serię marki Bielenda Fresh Juice nie mogłam się oprzeć i zdecydowałam się kupić płyn micelarny nawilżający z bioaktywną wodą cytrusową. Oprócz tego zawiera sok z pomarańczy, kwas hialuronowy i micele. Bardzo dobrze się u mnie sprawdza. Jest delikatny, nie podrażnia, a przy tym świetnie radzi sobie z demakijażem. 

Prawie przez cały maj nic nie kupowałam (te dwa wyżej to jeszcze z kwietnia), ale pod koniec miesiąca skusiłam się na aktywne serum korygujące Super Power Mezo Serum z Bielendy, ponieważ moja cera znowu się buntuje i mimo, że kocham serum z serii Green Tea, to postanowiłam spróbować tego. Zobaczymy czy będzie z tego miłość ;)

Kwietniowa promocja w Rossmannie -55% na kolorówkę

Jak zawsze nie planowałam nic kupować, ale wiecie jak to jest ;) 
Kupiłam produkty, które już znam - dwa tusze do rzęs -> Lovely Curling Pump Up oraz Wibo Volume Drama oraz podkład do twarzy Miss Sporty Perfect to Last 24 h. Oprócz tego, aby te moje rzęsy zaczęły się w końcu jakoś lepiej prezentować zdecydowałam się ponownie na serum przyspieszające wzrost rzęs Long 4 Lashes by Oceanic. Nowościami są u mnie puder matujący Dust Matt Loose Powder z AA Wings of color, kredka do brwi Feather Brow Creator z Wibo w odcieniu soft brown oraz czarny eyeliner z Lovely.
W dniach 24-26.05. w sklepach Bath and Body Works była świetna promocja na mgiełki zapachowe. Normalnie kosztują 99 zł, a przez te 3 dni był po... 35 zeta! To i tak cud, że zdecydowałam się na jedną ;) Uwierzcie klienci brali po parę/paręnaście sztuk. Gdy zapach In the Stars do nas przyszedł w ogóle mi się nie podobał, ale z czasem jakoś się do niego przekonałam, a teraz go uwielbiam ♥♥ Jest lekko perfumowany i to prawdopodobnie dlatego. Jest to połączenie słodkiego drzewa agarowego, sandałowego, piżma oraz bursztynu. Jest naprawdę boski i trwały! 

Mniej więcej w połowie kwietnia mieliśmy również super promkę na świece, o której wspominałam Wam na instastory (mamy cały czas jakieś promocje :D, w poprzednich nowościach wspominałam o mydełkach za 11 zł!). Normalnie kosztują 119 zł, a przez 4 dni były po 45 zł! Istny szał! Skusiłam się na 3 zapachy. Właściwie jedną wybrałam ja - Cactus Blossom, jedną sobie wybrał mój chłopak - Pineapple Mango i Peach Bellini wybraliśmy wspólnie ;) I powiem Wam, że te owocowe są absolutnie przepiękne i intensywne! Na IG wspominałam, że Cactus Blossom jest cudowna, ale była cudowna tylko w słoiku :P Po rozpaleniu jest dla mnie za intensywna i nie mogę jej znieść. Peach Bellini z kolei paliłam non stop i zostało mi jej naprawdę malutko. Muszę jeszcze kupić i zrobić zapas ;)
I ostatnie z moich zakupów to rzeczy z Aliexpress, które zamawiam nałogowo :P Okularów nie wiem już ile mam par. Doszły też niedawno kolczyki i jeszcze jedne są w drodze ;) Nie są najgorsze jakościowo tylko, że to tak zawsze długo idzie, że ja potem nie pamiętam co zamawiałam ;)

Następne produkty to będą już produkty, które dostałam.

Trio z L'Oreal Elseve Dream Long przyszło do mnie w ramach testowania od portalu Ofeminin.pl Mamy tutaj szampon odbudowujący, odżywkę rozplątującą oraz krem. Szata graficzna super jak dla mnie - rzuca się w oczy ;) Na pewno pojawi się recenzja na blogu ;)

Botanic SkinFood to stosunkowo nowa marka, która pojawiła się w drogeriach Natura i bardzo się cieszę, że dostałam tą paczuszkę, bo produkty zapowiadają się naprawdę świetnie. W paczce znalazłam malinowy peeling do twarzy, nawilżający krem z mango, lawendowy hydrolat oraz zielona maska algowa peel-off, której zabrakło na zdjęciu. Dajcie mi czas na sprawdzenie tych produktów, a na pewno dam Wam znać jak wypadły ;)
Kosmetyki z lewej strony to paczka od zespołu Meet Beauty. Niestety w tym roku konferencja się nie odbyła, a szkoda, bo pierwszy raz udało mi się dostać. I właśnie dla tych osób, które się zakwalifikowały przysłali paczuszki, w których były produkty od takich marek jak -> Solverx, Batiste, Annabelle Minerale, Tołpa i Mesoboost. Tołpy tutaj nie widzicie, ponieważ oddałam mamie ten produkt. Był to nocny turbo-krem antycellulitowy. Ja mam dość produktów do pielęgnacji ciała, więc powędrował do mamy :) Mega jestem zadowolona! Suchych szamponów nigdy dość ;) Balsam do skóry wrażliwej z Solverx Sensitive Skin jest absolutnym sztosem! Dostałam jakieś okropnego uczulenia/podrażnienia na nogach po goleniu, skóra strasznie piekła i swędziała i ten produkt załagodził to wszystko. Pięknie nawilżył skórę i wygładził. Od tamtej pory po każdym goleniu nóg go nakładam. Super jest!

A tusz z Deborah Milano Dangerous Curves to wygrana w szybkim rozdaniu na Instagramie u Ali z bloga Ala Ma Kota. Na pewno się z Wami podzielę co o nim myślę i jak się u mnie sprawdza ;)

To chyba wszystko. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam ;) 
Pochwalcie się co Wy kupiłyście w kwietniu/maju ;)
Znacie któryś w produktów z postu? ;)

Buziaki,
Ada.

zużycia marca i kwietnia | projekt denko | The Body Shop | L'Oreal | Dr Irena Eris | Wibo | Regenerum i inne

17 maja 2019 | 33 komentarze
Cześć! 

Dzisiaj bez zbędnego wstępu zostawiam Was z postem o zużyciach marca i kwietnia. Zaraz maj minie i znowu będę do tyłu. Ja nie wiem gdzie ten czas tak ucieka..

Zapraszam!
Żele pod prysznic The Body Shop | mango | pink grapefruit - zapach grapefruitowy to faworyt mojego chłopaka, więc mamy w zapasie chyba jeszcze 2 butelki, mango z kolei dla mnie. Oba pachną przepięknie, świeżo i nie chemicznie. Całkiem nieźle się pienią, ale są jakoś mało wydajne. Szybko się skończyły. Używaliśmy ich też do kąpieli do zrobienia piany. Swoje egzemplarze kupiłam jeszcze na Black Friday za 10 zł/szt. Pojemność to 250 ml, ich regularna cen to ok. 27 zł.

Bath and Body Works żel pod prysznic Champagne Apple & Honey - w TYM poście opowiadałam Wam nieco więcej o produktach tej marki i też m.in. o żelach pod prysznic. Zapach boski, słodki, długo utrzymuje się na skórze, super się pieni i był całkiem wydajny, choć go sobie nie żałowałam ;) Cena: 69 zł

Bath and Body Works olejek do mycia i kąpieli Stress Relief - zapach eukaliptusa i mięty, który na początku nie był moim ulubionym, stał się totalnym ulubieńcem! A ten produkt to absolutne cudeńko! Można go stosować i do kąpieli i do mycia. Kąpiel z tym olejkiem to niesamowicie odprężający rytuał, działa i na ciało i na umysł i ja już sobie nie wyobrażam kąpieli bez niego. Cena: 59 zł
Dr Irena Eris balsam rozświetlający - na pewno pojawi się oddzielna recenzja. Balsam jest absolutnie fenomenalny! Super nawilża, ma przepiękne drobinki i strasznie żałuję, że nie zostawiłam go sobie na lato. Dostaniecie go w Douglasie. Cena: 89 zł.

L'Oreal Elseve Magiczna Moc Glinki - nie pierwszy raz jest u mnie i pewnie nie ostatni. Szampon dobrze myje włosy i dzięki niemu są długo świeże i znośnie się prezentują. Mają te nieszczęsne SLS-y, które robią mi masakrę na głowie, dlatego nie myję nim głowy za każdym razem. Po szamponach bez tych silnych detergentów mam przyklap na łbie :/ Dostaniecie go w każdej drogerii w cenie ok. 10-12 zł. Bardzo często jest na promocjach.
Garnier płyn micelarny 3 w 1 - chyba nie muszę przedstawiać. Obecnie mam płyn z Bielendy, ale do Garniera zawsze wracam. Najlepszy drogeryjny płyn micelarny. Idealnie zmywa makijaż, nawet wodoodporny, nie podrażnia, nie uczula i jest stosunkowo tani. Za 400 ml butelkę musimy zapłacić ok. 20 zł. Często większe pojemności albo jakieś dwupaki są na promocji w marketach typu Biedronka.

NaturalME hydrolat aloes - nie za bardzo się z nim polubiłam i cieszę się, że go skończyłam. Niestety ściągał i wysuszał moją skórę. Musiałam natychmiast nakładać krem nawilżający. Skóra była matowa i wszystkie suche skórki wychodziły na wierzch. No zdecydowanie jestem na NIE. Więcej o nim pisałam TUTAJ. Cena to 22 zł w Super Pharm. Ja go kupiłam za ok. 16 zł.

Bielenda Green Tea serum multifunkcyjne - mój absolutny hit! Nie będę się nad nim rozwodzić, bo na blogu widnieje oddzielny wpis -> klik
Bath and Body Works - hydrożelowa różana maska kojąco-nawilżająca - zachwalałam ją już pokazując ją Wam we wpisie z nowościami. Jest absolutnie obłędna! Cena: 19. 99 zł. | relax calming sheet mask - to była właściwie taka podwójna maska, jedna Relax, druga Awake (która grzecznie czeka na swoją kolej). Czułam po niej takie meh.. bardzo mocno nasączona, ale efektu wow po zdjęciu nie było i skóra jakaś taka lepka była. Cena: 39 zł. | Pink Hydrogel hydrożelowe płatki pod oczy - to jest dopiero jakieś nieporozumienie ! Tak jakbyście sobie nałożyli pod oczy NIC - tyle ona właśnie zrobiła. To były takie żelowe płatki, które w dotyku były jak taka zastygnięta galaretka, ale nie było na niej nawet grama esencji, no nic kompletnie. Po prostu położyłam je pod oczy, po upływie czasu zdjęłam i takie yyy wtf. Cena: 19. 99 zł. Na szczęście była promka 1+1 za grosz, złożyłam się z koleżanką, więc zapłaciłam dyszkę - najgorzej wydane 10 zł ever :)

Mediheal Proatin A:PE maska kojąco-wygładzająca - już Wam wspominałam na IG wielokrotnie, że jestem wielką fanką masek tej marki. Miałam już wiele wariantów i żadna mnie nie zawiodła. Proatin A:PE miała neutralny zapach, była mocno nasączona (z resztą one wszystkie zawsze są, że aż z nich kapie). Skóra po zdjęciu maseczki była gładka, miękka, przyjemna w dotyku, dogłębnie nawilżona i uspokojona. Ceny wahają się od 10-20 zł. Ja tą upolowałam na -40% w Super-Pharm i zapłaciłam jakieś 7-8 zł.

Mishe Papaya maseczka wygładzająca | Peach maseczka nawilżająca - złapałam jakieś ostatnie sztuki w Biedronce za 5 zeta. Obie działają podobnie, są mocno nawilżające, pięknie pachną, tanie jak barszcz - czego chcieć więcej. Gdy jeszcze je spotkam na pewno wezmę parę na zapas ;)
Bath and Body Works mydła do rąk - Salted Bergamot | Black Cherry Merlot - przepiękne zapachy, jedwabista konsystencja, cudnie się pienią, ale coś mało wydajne są ;) Wspominałam o nich w TYM wpisie. Zdecydowałam się wtedy na 4 mydełka, bo były na promocji za 11 zł. Cena regularna 39 zł. 

La Roche Posay Lipikar Xerand regenerujący krem do rąk - pisałam Wam o nim w ulubieńcach. Bardzo dobrze radził sobie z suchą skórą rąk, koił i pielęgnował. Zawsze miałam go w torebce i dalej mam. Bo zaopatrzyłem się w kolejne opakowanie ;) 
Lovely Curling Pump Up mascara - słynny żółciak z Rossmanna, nie raz pojawił się na blogu. Ma silikonową, lekko wygiętą szczoteczkę, która ładnie podkreśla i podkręca rzęsy. Niestety trochę się osypuje. 

Catrice The Little Black One - maskara rozdzielająca i pogrubiająca rzęsy - również silikonowa szczoteczka, taka malutka, z malutkimi ząbkami. Powiem Wam, że fajna była. Ładnie rzeczywiście pogrubiała rzęsy i rozdzielała. Trochę drapała, ale myślę, że zdecyduję się na nią jeszcze.

Eveline Volumix Ultra False Lash Effect - wiem, że ma wiele zwolenniczek, ale ja jakoś się z nią nie polubiłam. Sklejała mi rzęsy, choć szczoteczka taka jaką lubię i niestety trochę się osypywała. 

Ingrid Cosmetics Extra Long - wydłużający tusz do rzęs - pisałam Wam o nim w TYM poście i nawet pokazałam efekt na rzęsach. No nic spektakularnego to nie było. Trochę wydłużał, ale że moje rzęsy są rzadkie i krótkie, więc oczekuję czegoś więcej.
Miss Sporty Perfect to Last 24h - długotrwały podkład do twarz - bardzo fajny, dobrze kryjący podkład, jest trwały, nie ściera się, ładnie prezentuje się na skórze. Więcej o nim poczytacie w oddzielnej recenzji klik

Wibo czarny eyeliner - produkt, który używam od lat. Często możecie go widywać w denkach i nowościach ;)
Regenerum regeneracyjne serum do rzęs i brwi - pisałam Wam o nim ponad rok temu. Po 2 miesiącach używania rzęsy rzeczywiście były zregenerowane i bardziej elastyczne, ale przyznam szczerze, że potem rzuciłam ją w kąt i kompletnie o niej zapomniałam :o a data ważności upłynęła.. ups.

Embryolisse odżywka do rzęs i brwi - no nie zużyłam jej. Jakoś niezbyt regularna jestem w używaniu tego typu produktów. Jak się zepnę to jakoś się uda, ale na tamten czas, a było to jakieś rok temu, miałam dużo kosmetyków i sama nie ogarniałam co rzeczywiście mam. I dopiero niedawno ogarnęłam w pudełku z tego typu rzeczami i musiałam powyrzucać stare produkty. 

Wibo eyebrow stylist brązowy tusz do rzęs do stylizacji brwi - nawet nie wiem czy jest jeszcze dostępny w Rossmannie, bo już jakiś czas u mnie jest (tak,tak - on też pochodzi z pudełka zapomnianych rzeczy). Kiedyś namiętnie go używałam i dawał całkiem fajny efekt, ale już teraz przerzuciłam się na pomady i wróciłam do kredek ;)

Catrice eyebrow stylist kredka do brwi - kiedyś była to moja ulubiona kredka do stylizacji brwi! Super podkreślała kształt brwi, była bardzo trwała i mega wydajna! Póki co mam pomady i kredkę do brwi Wibo, ale możliwe, że na tą Catrice jeszcze kiedyś się zdecyduję :)

GOSH eyebrow pencil - to też była ekstra kredka, dostałam od koleżanki dawno temu. No jak widać już jest prawie zużyta. Miała ładny odcień, bezproblemowo się uzupełniało luki w brwiach i była trwała. 


Nieźle mi poszło co? :D 
Dajcie koniecznie znać czy znacie produkty, które Wam przedstawiłam i co ciekawego Wy zużyłyście w zeszłym miesiącu ;)

Buziaki,
Ada.

dobre produkty za grosze | Sensique | My Secret | kosmetyki z drogerii Natura

14 maja 2019 | 12 komentarzy
Niestety z drogerią Natura mi totalnie nie po drodze, więc naprawdę rzadko tam kupuję, ale dzięki uprzejmości i współpracy z drogerią poznałam już wiele wspaniałych produktów takich marek jak Kobo Professional, My Secret oraz Sensique. Mogliście na moim blogu już parę razy o nich poczytać -> klik, klik, klik

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o kolejnych perełkach. A mianowicie będą to dwie paletki cieni oraz paleta rozświetlaczy My Secret oraz róże do policzków Sensique. Zapraszam do dalszej części wpisu ;) 

W TYM poście przedstawiałam Wam paletki cieni Ocean Storm oraz Sweet’n’Spicy i do paletek Natural Beauty Eyeshadow Palette dołączyły właśnie First Step oraz Night Like This. Obie są bardzo neutralne, posiadające kolory do zrobienia zarówno makijażu dziennego jak i wieczorowego. First Step można wykonać cały makijaż oka przy użyciu tylko tej paletki. Środkowy cień jako bazę w załamaniu powieki, ciemny w zewnętrzny kącik i jasny w wewnętrzny i makijaż gotowy. Z Night Like This zrobiłam to samo ;) Środkowy w załamanie powieki, ciemny w zewnętrzny kącik, a jasny w wewnętrzny. To są naprawdę łatwe w obsłudze palety. Są jednak trochę suche i pylą się oraz osypują, więc polecam robić najpierw makijaż oka, a następnie resztę twarzy. Dobrze się blendują i łączą ze sobą. Jednak mam wrażenie, że trochę tracą na intensywności podczas rozcierania. Na pewno z Sweet'n'Spicy tak nie było. 
Same zobaczcie jaką mają świetną pigmentację. Dostaniecie je oczywiście w drogerii Natura za niecałe 19 zł. Teraz są przecenione na 13, 01 zł -> klik. Podoba mi się również to, że są małe i kompaktowe i nie zajmują dużo miejsca w kosmetyczce, więc śmiało można zabrać je w podróż. Która wersja kolorystyczna bardziej Wam się podoba? :)

Kolejne nowości to przepiękne róże marki Sensique Perfect Blush w trzech iście wiosennych kolorach, aczkolwiek była to kolekcja wypuszczona w grudniu, ale jak widać kolory są na tyle neutralne, że nadadzą się i na wiosnę :) Otrzymałam trzy kolory: 202 Fantasy204 Fire oraz 206 Terracota. Mają piękne tłoczenie i prezentują się naprawdę zachęcająco. Mnie najbardziej urzekł odcień 204. Poniżej możecie zobaczyć swatche wszystkich trzech kolorów. Róże dobrze nabierają się na pędzel i robią piękny, dziewczęcy efekt na skórze. Ten jasny brąz może być też stosowany do ocieplania twarzy :) Do tego są łatwo dostępne i tanie jak barszcz. Ich regularna cena to 11, 99 zł.
Kolejną pięknością nowością jest paletka wypiekanych rozświetlaczy My Secret Face Illuminator Powder Palette. Robi wrażenie, prawda? Od razu wpadły mi w oko. Rozświetlaczy nigdy za wiele ;) Mamy tutaj 4 śliczne szampańskie odcienie. Bardzo ładnie prezentują się na buzi, są trwałe i nie ścierają się. Mają naprawdę wysokiej jakości pigmentację i piękne wykończenie przez co gwarantują mocny połysk i efekt tzw. tafli. Od lewej od góry: Glamour Goddes, Glow Baby -> dół: Golden Girl i Princess Dream. Ten ostatni jest zapewne dla Was wszystkich znany. Widzę na Instagramie, że sporo osób go ma. Ja go wcześniej nie miałam, także cieszę się, że dołączyli go do tej palety i mogłam sama się przekonać o co tyle szumu. Jednakże cena tej paletki nie należy do najniższych, a mianowicie w cenie regularnej wychodzi za 54, 99 zł, ale widzę, że teraz dostanie je za 38, 49 zł -> klik. Także korzystajcie ! 

Jak widzicie jestem ze wszystkich produktów zadowolona. Można naprawdę dorwać fajne produkty w niskich cenach. Nie krytykuję oczywiście kupowania kosmetyków droższych marek. Sama takie mam i lubię czasem kupić coś z wyższej półki, ale te tańsze też mogą być dobre i myślę, że warto się za takimi rozglądać i próbować ;) 

Jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie na ten temat.
Znacie produkty My Secret i Sensique? Może macie jakieś kosmetyki tych marek, które możecie polecić? :) 

Buziaki, 
Ada. 


SZABLON BY: PANNA VEJJS.