| denko #7 |

31 maja 2016 |
Hej, hej!
W końcu trochę wolnego przed zbliżającą się sesją. Trochę odpoczywam i nadrabiam blogowe zaległości. A także szukam mieszkania do wynajęcia i rozglądam się za jakąś pracą. Zbliżają się wakacje, więcej czasu na pracę, więc mam nadzieję, że nieco większy pieniądz wpadnie ;)

Dzisiaj mam dla Was denko. Trochę się z tego uzbierało. Tak odkładałam do pudełka, odkładałam i nie zauważyłam kiedy zebrało się całkiem sporo pustych opakowań. Będzie i zarówno pielęgnacja włosów i ciała i trochę kolorówki ;) Zapraszam!



WŁOSY
Niech Was nie zmylą dwa pierwsze opakowania. Produktów Aussie nie używałam, tylko koleżanka odlała mi trochę maski bananowej i proteinowej z Kallos. Kupiła dwa wielkie opakowania i stwierdziła, że sama tego nie zużyje, więc dała mi trochę na przetestowanie. 
Obie sprawdziły się świetnie. Maski są powszechnie znane i lubiane. I po jednej i drugiej miałam świetnie wygładzone włosy i pięknie pachniały. Używałam zamiennie, aby włosy się nie przyzwyczaiły. Teraz mam chętkę na Blueberry :)

Syoss, szampon do włosów - wzięłam spontanicznie będąc w Rossmannie. To był mój pierwszy raz z tą marką i powiem Wam szczerze, że do niej nie wrócę. Szampon nie robił nic nadzwyczajnego (chociaż moje włosy nie są zbyt wymagające). Zapach był okej, ale miałam wrażenie, że jest napakowany samą chemią. Jestem na NIE.

L'Oreal Paris, szampon do włosów - szampon regenerujący, z reguły takie wybieram. Sprawdził się równie dobrze jak wersja odbudowująca. Przede wszystkim mył, nie podrażniał skóry głowy. Obecnie używam Moc Olejków, ale o nim w oddzielnym poście. Myślę, że na to zasłużył ;)


POD PRYSZNICEM

Lirene, żel pod prysznic - w poprzednim denku (klik) mówiłam o zapachu mango, dzisiaj o oliwce z bawełny. I jeden i drugi świetnie się sprawdził. Nie wysuszał skóry (chociaż ja i tak balsamuję się po każdym prysznicu), pięknie pachniał, dobrze się pienił. Jestem na TAK. Bardzo lubię żele z Lirene. Teraz czaję się na jakiś peeling :)

Biały Jeleń, hipoalergiczny, emulsja do higieny intymnej - bardzo dobry, nie podrażniał, robił wszystko jak należy, byłam z niego bardzo zadowolona. Kupiłam jednak ponownie z Ziaji, bo nie byłam świadoma, że są dostępne w Rossmannie (właśnie to wyczaiłam na ich stronie...).


CIAŁO

Garnier, antyperspirant w kulce - jak do tej pory był to najlepszy antyperspirant jaki używałam. Nadal  by był gdyby nie to, że mam strasznie podrażnione pachy i skóra mnie strasznie po nim swędzi. Niby jest napisane, że bez parabenów i alkoholu, więc nie wiem czym to jest spowodowane. Zmieniłam na nieco lżejszy, również z Garnier, Beauty Care. Mam nadzieję, że stan mojej skóry się polepszy. 

Neutrogena, krem do rąk - dokładniejszą recenzję macie TUTAJ. Jest to dobry krem, aczkolwiek wolę inną konsystencję niż w tym przypadku. Ale dobrze nawilżał ręce i chronił przed mrozem.

Neutrogena, głęboko nawilżająca emulsja do ciała - wykończyłam go do samego końca. Chyba pierwszy raz w życiu skończyłam jakiś balsam ;) (staram się teraz wszystko na bieżąco zużywać, następnie kupować). Jestem tym balsamem zachwycona. Świetnie nawilżał skórę. Wystarczyło pomęczyć się jakieś 2-3 tygodnie codziennym nakładaniem balsamu zaraz po kąpieli, aby móc cieszyć się miękką i nawilżoną skórą. Potem można ograniczyć balsamowanie do 2-3 razy w tygodniu. Duży plus za pompkę. Dobra konsystencja, szybko się wchłaniał, pachniał całkiem ładnie. Polecam na mocno przesuszoną skórę.


TWARZ

Evree, krem do twarzy - nie będę się rozpisywać, zainteresowanych odsyłam do recenzji klik. Produkt fajnie nawilżał cerę, ale tak jak pisałam, nie było to dla mojej skóry takie nawilżenie, jakiego oczekuje.

Bielenda, aktywny tonik nawilżający - uwielbiam go! Przepięknie pachnie! Świetnie odświeża buzię, zwłaszcza rano. Jest niesamowicie wydajny. Jeszcze go nie skończyłam, ale myślę, że to kwestia kilku dni, więc umieściłam go w tym denku. TUTAJ macie dokładniejszą recenzję. Dziewczyny, naprawdę polecam!

Ziaja, płyn micelarny - to raczej jednorazowa przygoda. Płyn nie radził sobie ze zmyciem makijażu oczu. Jeżeli ograniczacie makijaż do pokładu i różu - OK, ale kresek czy tuszu do rzęs nie idzie zmyć tym płynem. Jestem na NIE. 


KOLORÓWKA

PUDRY:
Max Factor, Creme Puff i Maybelline, Affinitone - oba dobrze się sprawdziły. Dobrze matowiły buzię, nie podkreślały suchych skórek. Ten z Max Factor pięknie pachniał. Może kiedyś do nich wrócę. 

Lovely, Curling Pump Up, tusz do rzęs - wszystkie go znamy, ale nie wszystkie uwielbiamy. Ja jestem jego zdecydowaną zwolenniczką. Pięknie wydłuża i podkreśla rzęsy. I przede wszystkim się nie osypuje! A jego koszt to nie całe 10 zł. TAK, TAK, TAK!

Oceanic, Long 4 Lashes, serum do rzęs - skończył mi się już pod koniec kwietnia. Moje rzęsy po nim tak urosły, że wszyscy pytali gdzie przedłużałam rzęsy ;) Więc takie pytania mówią same za siebie. Serum rzeczywiście działa i rzęski są długie i wywinięte. Cena regularna to 79, 99 zł, więc ja na razie czekam na jakąś promocję i wtedy ponownie ją zakupię ;)


PAZNOKCIE

Eveline, odżywka do paznokci - jak na razie najlepsza jaką miałam. Przy codziennym stosowaniu paznokcie zdecydowanie szybciej rosną i są mocniejsze. Obecnie mam już kolejną buteleczkę. Zrezygnowałam z pracy w gastronomii, więc teraz mogę zapuścić paznokcie i poszaleć z kolorami ;) 


PRÓBKI

Estee Lauder, Advanced Night Repair - serum zmniejszające oznaki starzenia się skóry. Producent zapewnia, że skóra po nim jest gładsza, bardziej nawilżona i mocniejsza. Powiem Wam, że zrobiło na mnie wrażenie. Aplikowanie to czysta przyjemność, serum świetnie się wchłania i skóra po nim jest gładka i miękka. Myślę, że w połączeniu z Estee Lauder, Revitalizing Supreme kremem nawilżającym dawałoby świetny efekt. Niestety próbka kremu starczyła mi na jedno zużycie i to ledwo całą buzię pokryłam. Serum kosztuje 30 ml - 309, 00 zł, a 50 ml - 435, 00 zł. Jest to nie mały wydatek, ale jeśli kiedyś będzie mnie stać, chętnie spróbuję. Cena kremu to 30 ml - 265, 00 zł, a 50 ml - 380, 00 zł

Dr Irena Eris, ujędrniające serum z pyłkiem opalizującym na dzień - przepięknie pachnie i daje niesamowity efekt na skórze. Po rozprowadzeniu zostają na niej drobinki, które dają piękny i zdrowy koloryt. Zalecane do stosowania rano. Za pełnowartościowe opakowanie o pojemności 200 ml musimy dać 85 zł. Myślę, że cena nie jest zbyt wygórowana. Mam jeszcze dwie inne próbki, więc po ich przetestowaniu będę wiedziała, które najbardziej mnie urzekło i na który pełnowymiarowy produkt się zdecydować. 

Yves Saint Laurent, Le Teint Touche Eclat, podkład w płynie - mam jeszcze dwie próbki, więc ponownie dam mu szansę, bo pierwsze wrażenie odniosłam nie najlepsze. Pomijając fakt, że kolor jest za ciemny (B 30 Beige) podkład chyba jest matujący. Bo u mnie podkreślił wszystko co najgorsze, jakoś dziwnie się rozprowadzał i uwydatnił suche skórki. Nie wiem, może nie miałam wystarczająco nawilżonej buzi, dlatego dam mu szansę ponownie. W wakacje może kolor będzie odpowiedni. Cena: 219, 00 zł

Eveline, New Hyaluron, ujędrniający krem-wypełniacz zmarszczek - próbka kremu była chyba w jakimś magazynie. Za dużo na mojej buzi nie zdziałał, może z tego względu, że nie mam zmarszczek, ale nawet jeśli bym miała to po max. 3 razach efektów raczej by nie było. Pamiętam ,że ślicznie pachniał i szybko się wchłaniał.

L'Oreal Professional, Serioxyl, serum - GRUBSZE WŁOSY - do codziennego stosowania - Fajnie się go aplikowało, ładnie pachniał. Jednak próbka to za mało, aby stwierdzić czy włosy zrobiły się grubsze. Aczkolwiek moje włosy już są grube, więc tego produktu wśród innych moich kosmetyków raczej nie widzę ;) Cena za pełnowymiarowy produkt: 129, 00 zł

Davines, maska do włosów - dostałam ją od mamy mojego chłopaka, która dostała ją od swojego fryzjera. Jest to maska do włosów suchych i łamliwych. Powiem Wam, że włosy po niej miałam tak gładkie i miękkie, że nic tylko je miziać. Pełnowymiarowy produkt kosztuje ok. 70 zł, ale można ją na necie dorwać za jakieś 40 zł. Może kiedyś się na nią zdecyduję. Bo ten pierwszy raz był super ;)

Bamboo, Luminous Shine Shampoo - szampon nabłyszczająco-wzmacniający. Za wiele Wam o nim nie powiem, bo produktu było tak mało, że nie byłam w stanie umyć nią moich długich włosów. Miałam wrażenie, że produkt wyparował. Myślę, że u krótkowłosych też nie starczyłaby ta jakże maleńka pojemność.

Korres, Wild Rose i Almond Blossom - kremy nawilżające na dzień. Pierwszy to 24-godzinny nawilżający z wyciągiem z dzikie róży, drugi z wyciągiem z kwiatu migdałowca.  Almond Blossom myślę, że jest bardziej znany. Już gdzieś mi tam mignął u którejś z Was na blogu. Obie próbki przypadły mi do gustu. Dobrze się rozprowadzały, ładnie pachniały (Almond Blossom ciut ładniej). O działaniu nic nie powiem, ale przy wypłacie może się na któryś zaczaję. Zwłaszcza, że ich cena regularna za 40 ml to 125 zł, więc myślę, że to nie jest aż tak dużo. Almond Blossom jest dostępny w 3 wariantach dla 3 typów skóry: tłusta i mieszana, normalna i sucha, sucha i bardzo sucha

KONIEC. 
Mam nadzieję, że dałyście radę. Siedziałam nad tym postem chyba ze 2 godziny, ale w końcu się udało dobrnąć do końca. 
Koniecznie dajcie znać czy miałyście któryś z wymienionych przeze mnie kosmetyków i jak się sprawdziły!

Do zobaczenia w komentarzach!
Buźka,
Addele ♥

34 komentarze:

  1. Spore denko :)
    Używam i znam jedynie tusz Lovely :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta odżywka z eveline pogorszyła mi stan paznokci :D i więcej już nic od nich nie kupiłam. Może to troche ignorancja z mojej strony ale nie tylko ten produkt z tej marki mnie uczylił . Co do kallosa niektórzy twwierdza ze blueberry jest taka przeciętna, u mnie spisuje się okej, a na bananową mam chrapkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że nie u wszystkich działa ta odżywka, ponieważ zawiera w składzie coś co może uczulić. U mnie akurat reakcji alergicznej nie było:)
      Blueberry muszę koniecznie zakupić i sama się przekonać;) Bananowa jest super!

      Usuń
  3. Świetne zużycia! Nawet kolorówka się złapała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ten sam szampon z Aussie i też jakoś mnie nie zachwycił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie używałam produktów z Aussie.

      Usuń
  5. Uwielbiam tę odżywkę do paznokci z Eveline, choć wielu osobom zrobiła niestety krzywdę :P

    OdpowiedzUsuń
  6. mam za małe mieszkanie by zbierać na denko :P
    obserwuję

    OdpowiedzUsuń
  7. Denko pokaźne. Niektóre produkty nie są mi obce. :-)
    Powodzenia w nauce. ;-)
    Obserwuję!

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW! Duże denko! Ziaja i Biały Jeleń - moi ulubieńcy :) melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam ten krem z Neutrogeny <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Często właśnie kupuje żele pod prysznic Lirene :)

    OdpowiedzUsuń
  11. spore denko :) miałam tą odżywkę Eveline, ale u mnie nie zadziałała :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam ten krem z Evree! Według mnie to jeden z lepszych kremów pod makijaż jakie można dostać w drogerii! Na pewno będę do niego wracać :) maskarę z Lovely uwielbiam i kupuje ja nieprzerwanie od prawie 2 lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Pod makijaż sprawdza się super :)

      Usuń
  13. Mam ujędrniające serum z pyłkiem opalizującym i na pewno kupię ponownie, bo dawno nie miałam tak dobrego kosmetyku z tej kategorii:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest świetny! Chyba kupię pełnowymiarowe opakowanie, ale najpierw przetestuję inne próbki ;)

      Usuń
  14. Ładne denko, zaciekawiłas mnie tym tonikiem z Bielendy, byłam bardzo zadowolona z wersji z kwasami więc chętnie wypróbuję tez tę nawilżającą, ale jak na razie mam jeszcze tonik różany z evree oraz nowy w mgiełce z Vianek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam ten różany tonik. Czeka aż wykończę Bielendę:)

      Usuń
  15. o, mój ulubiony tusz z lovely:)

    OdpowiedzUsuń
  16. tusz z lovely uwielbiam i używam tylko jego od lat <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo lubię produkty Neutrogeny, szczególnie kremy do rąk i balsamy, które naprawdę nawilżają, a nie tylko chwilowo natłuszczają.

    Z Kallosa miałam keratynową maskę i byłam z niej zadowolona. Obecnie stosuję Gliss Kura do spłukiwania z płynnym jedwabiem, ale czuję, że wysusza włosy, więcej nie kupię i chyba wybiorę coś z Kallosa właśnie.

    Niedawno kupiłam tusz z Eveline, też żółty, ale inny i jestem zadowolona tylko trochę. Muszę wypróbować tę słynną żółtą mascarę.

    Pozdrawiam cieplutko i dołączam do obserwatorów ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Próbowałaś zielonej kulki z Vichy? Może będzie łagodniejsza, niż te Garniery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam. Gdy skończę Garnier z chęcią kupię i przetestuję :)

      Usuń
  19. Kosmetyki z Aussie nie robią u mnie nic ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja akurat nie jestem zwolenniczką żółtego tuszu Lovely. Za to dobrze wspominam odżywkę do paznokci Eveline.

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za wszystkie komentarze i zapraszam ponownie ♥



SZABLON BY: PANNA VEJJS.